Dziennik Gazeta Prawana logo

Większe sformalizowanie wcale nie przyspieszy postępowań

14 marca 2019
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Michał Paprocki: Aby uniknąć niepotrzebnego ryzyka, większość uprawnionych będzie wolała wybrać zwykłą procedurę cywilną. Do nowych postępowań gospodarczych będą więc trafiały wyłącznie sprawy dość oczywiste

fot. Wojtek Górski

Michał Paprocki radca prawny, wspólnik kancelarii Chmaj i Wspólnicy

Ministerstwo Sprawiedliwości twierdzi, że zreformowana procedura cywilna będzie prezentem dla przedsiębiorców. Czy rzeczywiście?

Śmiało można powiedzieć: ”Obawiam się Greków, nawet gdy niosą dary„. Rządowy projekt nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego to na pierwszy rzut oka krok w kierunku dokonania oczekiwanych zmian w procedurze cywilnej. Nie ulega wątpliwości, że są one potrzebne i konieczne. Projekt, zdaniem samych autorów, ma na celu przeprowadzenie kompleksowej reformy przewidującej usprawnienie, uproszczenie i przyspieszenie postępowań przed sądami w sprawach cywilnych, a także wprowadzenie wielu rozwiązań służących rozstrzyganiu znacznej części spraw już na pierwszej rozprawie oraz skrócenie drogi obywateli do sądów. Ponadto ma ograniczyć możliwości przedłużania postępowań, zagwarantować obiektywizm poprzez automatyczne wyłączenie sędziów i całych sądów, w sytuacji gdy ich bezstronność może być kwestionowana. Takim założeniom należy przyklasnąć. Wyznaczone cele są bowiem całkowicie słuszne. Ale oczywiście najważniejsze pytanie brzmi: czy proponowana treść przepisów posłuży realizacji tych celów. Moim zdaniem reforma, mimo swej obszerności, takiego skutku nie odniesie. To znowu ”dobra zmiana„ zamiast dobrej zmiany.

Dlaczego?

Lektura proponowanych zmian prowadzi do wniosku, że projektodawca – co jest znamienne dla tej kadencji parlamentu – działa w sposób powierzchowny, pozorny, pełen zbędnej kazuistyki, bez koncepcji i wizji. To, jak ktoś kiedyś mądrze powiedział, raczej tasowanie kart, od którego nie przybywa asów. Wiele zmian ma charakter doprecyzowujący, redakcyjny. Nie ulega wątpliwości, że potrzebny jest nowy kodeks, gruntowna i przemyślana zmiana. Niezbędne jest uporządkowanie przepisów w sposób praktyczny, systematyzujący to, co praktyka wypracowała przez lata. Pisanie tego rodzaju przepisów w sposób odgórnie narzucony, bez rzeczywistych konsultacji z przedstawicielami środowisk prawniczych, nie służy celom wskazanym przez projektodawców. Co więcej, autor projektu sam wskazuje, że zmiany wprowadzone nowelizacją są obszerne, ale w przeważającej części polegają na uproszczeniach i ułatwieniach, od dawna oczekiwanych i postulowanych w praktyce i w nauce. Jednak uważna kwerenda ekspertyz, opinii czy uzgodnień albo stanowisk przedstawionych w ramach konsultacji publicznych prowadzi do wniosku, że krytyczne uwagi środowisk prawniczych (poza uwagami sędziów) nie zostały w znacznej części uwzględnione.

Nie ma jednak innych propozycji sensownych zmian. A krytykować jest łatwo.

Czego najlepszym dowodem jest to, że obecny rząd przyczyny wszelkiego zła upatruje w samym istnieniu ”kasty sędziowskiej„. Sam projekt nie zawiera rozwiązań, które miałyby tę rzekomą przyczynę wyeliminować. Nieśmiało, na podstawie lektury projektu wraz z uzasadnieniem, można wysnuć wniosek, że przyczyną nieefektywnej pracy sądów – w tym przewlekłości postępowań – są działania stron procesowych, a zwłaszcza ich pełnomocników. Znaczna część wprowadzanych rozwiązań koncentruje się wyłącznie na przyspieszeniu postępowań, bez względu na okoliczności i skutek. To trochę filozofia w stylu ”jak nie kijem, to młotkiem„.

A co do braku propozycji zmian – one padają. Tylko nie są tak ”magiczne„ jak w wykonaniu projektodawcy. W opinii Ośrodka Badań, Studiów i Legislacji Krajowej Rady Radców Prawnych zasadnie wskazuje się przecież, że poprawienie jakości postępowań cywilnych to: zwiększenie nakładów na sądownictwo (większa liczba etatów), dalsza informatyzacja oraz solidna i całościowa kodyfikacja postępowania cywilnego. Analizowana nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego niewiele zmieni – jeśli nie odciąży sędziów i sądów.

W tym samym projekcie, którego celem jest usprawnienie przebiegu postępowań, projektodawca dokonuje jednocześnie zmiany wysokości opłat sądowych. Przykładowo maksymalna opłata zostanie podwyższona ze 100 tys. zł do 500 tys. zł. Jakość postępowania nie wzrośnie przecież proporcjonalnie do zaangażowanych środków. Czy to jest właśnie koń trojański? Świetnym przykładem jest dokonane w przeszłości podwyższenie wysokości opłaty od skargi na orzeczenie Krajowej Izby Odwoławczej. Nie przyniosło oczekiwanych efektów, za to uczestnikom postępowania o zamówienie publiczne utrudniło uzyskanie ochrony prawnej.

Czy postępowania sądowe dla sektora MSP będą atrakcyjniejsze? Czy nowe regulacje rzeczywiście doprowadzą do szybszego rozstrzygania sporów?

Jedną z kluczowych zmian przedstawionych w projekcie jest przywrócenie odrębnej procedury w sprawach gospodarczych. Projektowane rozwiązania podwyższają stopień jej sformalizowania, co w efekcie ma przywrócić szybkość postępowań. Ale warto przypomnieć, że mamy już doświadczenia z lat 2005‒2012 i świadomość skutków zaostrzenia przepisów w sprawach gospodarczych. Część wprowadzonych rygorów zakwestionował wówczas Trybunał Konstytucyjny jako sankcje nieproporcjonalne. Krytyka tych rozwiązań zaowocowała likwidacją tego postępowania, które kreowało zbędne i sztuczne problemy. Projektowane obecnie rozwiązania to m.in.: szczególna prekluzja dowodowa, brak możliwości występowania z nowymi roszczeniami zamiast lub obok dotychczasowych oraz brak możliwości przekształceń podmiotowych, niedopuszczalność powództwa wzajemnego, subsydiarny charakter zeznań, prymat dowodu z dokumentu nad dowodem z zeznań świadków, skrócenie określonych terminów na czynności procesowe. Tymczasem jeszcze niedawno argumentem za likwidacją odrębności tego postępowania był brak uzasadnienia do narzucania surowszych wymagań z uwagi na kryterium bycia przedsiębiorcą. Okazało się, że wyższy stopień sformalizowania postępowań wcale ich nie przyspiesza. Praktycy podają zasadny przykład: ograniczenie możliwości wniesienia zarzutu potrącenia albo wniesienia powództwa wzajemnego może powodować, że sąd nie rozstrzygnie o wzajemnych roszczeniach stron w jednym postępowaniu, a w efekcie strony będą wnosiły kolejne powództwa. To tworzy nierówność stron – kluczem do wygrania procesu będą sprawni prawnicy, którzy wykorzystają błędy słabszej strony, a nie np. kluczowe dowody, które zostały złożone zbyt późno. Zwiększony formalizm wymusi korzystanie z pełnomocników – co zwiększa koszt.

Poza tym szybkość często nie idzie w parze z jakością. Jeżeli celem zmian jest poprawa statystyk – to może wystarczyć. Rozumiem postulat przyspieszenia, ale nie może się to odbywać kosztem rozstrzygnięcia zgodnego z prawem i sprawiedliwego. Ponownie wrócę do lat 2005‒2012 i krytykowanych orzeczeń, które były efektem wykorzystania przez jedną ze stron błędów formalnych strony przeciwnej i które w żaden sposób nie rozstrzygały w duchu prawdy materialnej. Nadmierna formalizacja procedury może stanowić ograniczenie w wykonywaniu prawa do sądu. A ograniczenie możliwości w prowadzeniu dowodu to już z założenia obniżenie jakości orzecznictwa.

W końcu, nie przekonuje mnie uzasadnienie, które nakazuje różnicować status stron. Nie znajduję powodów, dla których postępowania między osobami niebędącymi przedsiębiorcami miałyby się toczyć wolniej.

A jak z udziałem sędziów w postępowaniu? Nie jest tajemnicą, że nad projektem reformy pracowali głównie sędziowie.

Przecież już na gruncie obecnie obowiązującej procedury sprawny sędzia, kompetentny gospodarz procesu, dysponuje wystarczającymi uprawnieniami, by doprowadzić do dyscypliny stron, koncentracji materiału dowodowego oraz ograniczenia obstrukcji czy stosowania strategii procesowych mających na celu obstrukcję postępowania. To zadaniem sędziego jest ocenić, jakie w konkretnej sprawie środki należy zastosować i jak dalece należy zdyscyplinować strony nadużywające uprawnień procesowych. Narzucanie w tym zakresie ram może być niezwykle szkodliwe. Od umiejętności sędziego tak naprawdę zależy wszystko. Sędzia, należycie przygotowany, wyspecjalizowany w sprawach gospodarczych, dysponujący czasem na analizę i przygotowanie sprawy, mający realne wsparcie techniczne i organizacyjne (biegli, asystenci, sekretariat), może zapewnić sprawny i merytoryczny przebieg postępowania. Powrót do koncepcji na kształt procesu legisakcyjnego (w którym pretor wysłuchiwał odpowiednich, ściśle określonych prawem formuł zwanych legis actiones, wypowiadanych przez toczące spór strony i oceniał, czy spełniały one wymogi formalne, zostały wypowiedziane w sposób poprawny) to błędny kierunek.

Trudno więc mówić o jakiejkolwiek zmianie atrakcyjności postępowania. Przeciwnie, przedstawione zmiany mogą doprowadzić do zwiększenia liczby postępowań i ich wydłużenia. Uważam również, że większość uprawnionych będzie wolała wybrać zwykłą procedurę cywilną – aby uniknąć niepotrzebnego ryzyka. Do nowych postępowań gospodarczych będą trafiały więc wyłącznie sprawy dość oczywiste.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.