Przewóz aut do demontażu to nie pomoc drogowa
TEZA: Z samego tylko faktu, że pojazdy są przewożone samochodem pomocy drogowej, nie wynika automatycznie, że mamy do czynienia ze świadczeniem takiej pomocy. Transport takim autem może zostać uznany za tradycyjny przewóz drogowy rzeczy, a co za tym idzie konieczne może się okazać zamontowanie w nim tachografu.
Sygn. akt II SA/Sz 1405/15
z 28 kwietnia 2016 r.
Pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego skontrolowali pojazd ciężarowy, którym były przewożone dwa używane samochody. Wykryto, że kierowca wykonywał przewóz drogowy bez urządzenia rejestrującego czas pracy kierowcy. Kontrolerzy wymierzyli przedsiębiorcy, do którego należał samochód, karę pieniężną. Stwierdzono, że właściciel firmy miał wpływ na powstanie opisywanych naruszeń, a jednocześnie w ustalonym stanie faktycznym nie stosuje się zwolnienia od obowiązku posiadania rejestratora, o którym to zwolnieniu mowa w art. 29-30 ustawy z 16 kwietnia 2004 r. o czasie pracy kierowców (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 1155 ze zm.).
Przedsiębiorca odwołał się od decyzji nakładającej grzywnę. Podnosił, że wspomnianym pojazdem dokonywał przewozu samochodów w ramach pomocy drogowej, nie był to zwykły przewóz drogowy rzeczy. W związku z tym korzysta ze zwolnienia opisanego w art. 3 ust. f rozporządzenia WE nr 561/2006 z 15 marca 2006 r. (Dz.Urz. UE z 2006 r. L 102, s. 1 ze zm.).
Główny inspektor transportu drogowego nie podzielił tej argumentacji. Uznał, że nie można mówić o świadczeniu usług pomocy drogowej, w sytuacji gdy przewożono do kasacji pojazdy przejęte od osób prywatnych na mocy umów kupna. O pomocy drogowej można by mówić, gdyby kontrolowany samochód przewoził pojazdy właśnie zabrane z miejsca wypadku. Inspektor jednoznacznie ocenił, że w opisywanej sprawie doszło do typowego przewozu drogowego rzeczy, a więc w pojeździe powinien być zainstalowany tachograf.
Przedsiębiorca złożył skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie. Sąd uchylił decyzję inspekcji. Uznał, że zwolnienie wynikające z unijnego rozporządzenia obejmuje samochody specjalistyczne pomocy drogowej poruszające się w promieniu do 100 km od bazy - i to zarówno wtedy, gdy wykonują przewóz rzeczy w związku z rzeczywistą funkcją tego pojazdu, jak i w momencie, gdy przewóz de facto nie dotyczy pomocy drogowej. Takiego uzasadnienia nie zaakceptował jednak Naczelny Sąd Administracyjny, do którego trafiła sprawa. Nakazał ponowne zajęcie się problemem i udzielił wytycznych, w jakim kierunku powinno podążyć rozstrzygnięcie. WSA, do którego sprawa wróciła, tym razem stanął po stronie inspekcji drogowej.
WSA uznał, że nie każdy przewóz dokonywany specjalistycznym pojazdem pomocy drogowej jest związany ze świadczeniem takiej pomocy. Przywołane zwolnienie obejmuje tylko wykonywanie przejazdu w zakresie stricte pomocy drogowej, a więc gdy transportowane są samochody po kolizji, wypadku czy z powodu awarii. Jednocześnie, jak zauważył sąd, należy pamiętać, że nie każdy przypadek przewożenia pojazdów niesprawnych, niemogących się poruszać, jest przewozem w ramach pomocy drogowej. Na pewno o pomocy drogowej nie może być mowy, gdy przewożone są zdezelowane auta odebrane od osób prywatnych w celu ich przekazania do stacji demontażu należącej do przedsiębiorcy, który dokonuje transportu. W opisywanej sprawie miał więc miejsce tradycyjny przewóz drogowy rzeczy, a co za tym idzie samochód powinien być wyposażony w urządzenie kontrolujące czas pracy kierowcy.
Oprac. Piotr Pieńkosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu