Dziennik Gazeta Prawana logo

Uczelnie nie chcą wybierać tańszej kadry

2 lipca 2018

Szkolnictwo wyższe

Ustawa - Prawo zamówień publicznych nakazuje uczelniom publicznym organizowanie przetargów na wybór kadry do prowadzenia zajęć dofinansowywanych przez Unię Europejską. Szkoły protestują, bo o wyborze wykładowców decyduje wówczas często cena, a nie jakość.

- Przetarg trzeba ogłosić, gdy wartość wszystkich usług dydaktycznych po zsumowaniu przekracza próg 14 tys. euro - tłumaczy Paweł Kurzyński, rzecznik prasowy Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które przyznaje unijne dofinansowanie.

To oznacza, że większość uczelni, które pozyskały dotację na uruchomienie nowych studiów lub kierunków zamawianych, czyli najbardziej potrzebnych gospodarce, nie może zatrudnić do ich realizacji własnych pracowników. Kadrę muszą bowiem wybrać zgodnie z zasadami konkurencji. Do przetargu mogą stanąć pracownicy merytoryczni spoza uczelni i jeśli zaproponują konkurencyjną cenę za wykonanie usługi dydaktycznej, to oni, a nie wykładowcy, zrealizują projekt.

Uczelnie uważają to za niesprawiedliwe, bo o grant starały się właśnie po to, aby rozwijać własną kadrę.

- Projekt zawsze jest pisany na potrzeby konkretnego zespołu - podkreśla prof. Lesław Piecuch z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Dlatego zdaniem Jolanty Pacury z Biura Projektów Badawczych i Strukturalnych Uniwersytetu Łódzkiego zatrudnianie osób z zewnątrz jest zaprzeczeniem idei rozwijania uczelni i własnej kadry.

Przetargi utrudniają uczelniom zatrudnianie nie tylko wykładowców, także zespołów zarządzających projektami. Zdarza się, że kryterium ceny przesądza o tym, iż wygrywają w nich osoby fizyczne lub całe zewnętrzne firmy specjalizujące się w realizacji projektów z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki.

- Taka sytuacja oznacza dla szkoły wyższej kłopoty z realizacją ustawy o ochronie danych osobowych. Osoby z zewnątrz nie mają bowiem prawa do przetwarzania danych studentów, a także nie powinny mieć dostępu do sprawozdań finansowych uczelni - podkreśla Anna Główniak z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Resort nauki i szkolnictwa wyższego oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju znają problemy uczelni wynikające z przetargów. O zmianę procedur apelowała do nich powołana przez rektorów Uniwersytecka Komisja Programów Międzynarodowych. Urzędy twierdzą jednak, że zasad nie można zmienić.

- Takie wymogi wynikają z prawa zamówień publicznych i uczelnie są obowiązane je stosować - zauważa Paweł Kurzyński.

Prawnicy podkreślają jednak, że uczelnie nie są pozbawione możliwości zatrudniania własnych kadr. Nie wszystkie usługi dydaktyczne w projekcie trzeba traktować jako jedno zamówienie i je sumować. Jak tłumaczy dr Włodzimierz Dzierżanowski z Grupy Doradczej Sienna, np. zajęcia z zakresu prawa rodzinnego i podstaw socjologii można potraktować jako dwa zamówienia, bo inny jest krąg specjalistów, którzy je prowadzą. Tak można uniknąć przekroczenia progu 14 tys. euro i przetargu.

Ponadto wybór wykładowcy zgodnie z prawem zamówień publicznych nie jest usługą priorytetową i nie podlega szczególnym zasadom wyłaniania wykonawców. Uczelnie mają dużą swobodę w wyborze trybu udzielania zamówienia, w tym trybu z wolnej ręki, tylko muszą umieć to uzasadnić.

- Przesłanką do udzielenia zamówienia w projekcie konkretnym osobom jest np. fakt, że to one ten projekt stworzyły - podkreśla Włodzimierz Dzierżanowski.

Beata Lisowska

beata.lisowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.