O legalnym i bezpiecznym ćwierkaniu
Nie zgadzam się z opinią, iż prawo nie pozwala funkcjonariuszom publicznym na prowadzenie konta na Twitterze
Politycy, urzędnicy i instytucje publiczne coraz chętniej eksperymentują z mediami społecznościowymi: Facebookiem, Twitterem czy YouTube’em. Niezrażeni kolejnymi wpadkami starają się w ten sposób docierać do wyborców czy klientów urzędów. Wpisują się w panujący na całym świecie trend do budowania administracji otwartej i komunikatywnej. Teoretycy zarządzania publicznego od dawna dostrzegają, że administracja nie może się już, niczym klasyczna biurokracja, odcinać od obywatela murem procedur, formularzy i wyłącznie oficjalnych kanałów komunikacji na linii urząd - petent. Komunikacja i interakcja ze społeczeństwem to dziś oczywisty wymóg good governance, dobrego rządzenia i dobrej administracji.
Polscy urzędnicy i politycy uczą się jednak mediów społecznościowych metodą nauki przez działanie. Ta technika bywa skuteczna, ale i ryzykowna. Rozpoznanie bojem kończy się błędami czy kompromitacjami, które regularnie odnotowują media. W dodatku w ostatnich tygodniach pojawiły się efektowne, choć nietrafne zarzuty, że funkcjonariuszom publicznym na prowadzenie konta na Twitterze czy wrzucenie filmu na YouTube nie pozwala prawo (zob. wywiad z Piotrem "VaGlą" Waglowskim w listopadowym miesięczniku "Press").
Przyjrzyjmy się najpierw wątpliwościom prawnym. To prawda, że ustawodawstwo milczy na temat aktywności urzędników czy funkcjonariuszy publicznych w mediach społecznościowych. To jednak wcale nie oznacza braku podstawy prawnej do takich działań, której wymaga konstytucyjna zasada legalizmu. Wymóg działania na podstawie prawa nie może być bowiem jednakowo interpretowany w odniesieniu do każdej formy działania organów władzy publicznej i ich reprezentantów. Jest oczywiste, że ilekroć władza ingeruje w wolności i prawa jednostki (nakazuje, zakazuje, karze), konieczna jest szczegółowa norma kompetencyjna. Działania niewładcze administracji tak precyzyjnej podstawy prawnej nie wymagają. Do ich podejmowania wystarczy ogólna norma zadaniowa. To rozróżnienie przypomina nam, że zasada legalizmu nie służy biurokratyzowaniu administracji (ubieraniu wszystkich jej działań w język norm ustawowych), ale ochronie praw i wolności człowieka.
Przykładowo, doprowadzenie niepokornego obywatela na obowiązkowe szczepienie wymaga szczegółowej podstawy ustawowej określającej precyzyjnie przesłanki i tryb takiego działania (działanie władcze). Przeprowadzenie kampanii informacyjnej zachęcającej do poddawania się szczepieniom nie wymaga już jednak określenia w ustawie wymiarów czy kolorystyki plakatów informacyjnych lub określenia, czy organ prowadzący kampanię może przesłać do obywatela list z zaproszeniem na szczepienie (działania niewładcze). Interpretowanie zasady legalizmu jednakowo, bez względu na to, czy władza posługuje się pałką, czy Twitterem, jest nie tylko wypaczeniem tej fundamentalnej zasady państwa prawa, ale także skazuje administrację na pozostanie w paradygmacie biurokratycznym, gdzie lekarstwem na każdy problem jest ustawa, a brak ustawy to dla urzędnika nakaz nicnierobienia.
Prowadzenie profilu w mediach społecznościowych przez instytucję publiczną jest zatem prawnie dopuszczalne, a wręcz wskazane, o ile służy realizacji ustawowych zadań danego organu. Oczywiście działalność taka nie może zastępować wykonywania obowiązków ustawowych dotyczących informowania obywateli, np. prowadzenia serwisów Biuletynu Informacji Publicznej. Nie powinna także konkurować z realizacją obowiązków ustawowych, co obserwujemy właśnie przy BIP-ach. Wiele instytucji (z Trybunałem Konstytucyjnym włącznie) prowadzi obok nich osobne serwisy, z reguły bardziej atrakcyjne wizualnie i bogatsze treściowo. BIP pozostaje natomiast topornie redagowanym odpowiednikiem tablicy informacyjnej w urzędzie, w dodatku technicznie i graficznie przypominającym dzieła szalonych informatyków z lat 90.
Podstaw prawnych aktywności administracji w mediach społecznościowych można się doszukiwać już w konstytucyjnym prawie do informacji publicznej (art. 61), z którym skorelowany jest obowiązek władzy publicznej do podejmowania działań zapewniających obywatelom wiedzę na temat działalności instytucji publicznych. W odniesieniu do rządu warto odnotować przepis ustawy o Radzie Ministrów nakazujący rządowi informowanie opinii publicznej o przedmiocie posiedzeń Rady Ministrów i podjętych rozstrzygnięciach (art. 22 ust. 2 ustawy o Radzie Ministrów). Niektóre ustawy zawierają także sformułowanie o obowiązku informowania obywateli o określonych sprawach "w sposób zwyczajowo przyjęty". Nie wątpię, że współcześnie media społecznościowe stają się zwyczajowo stosowanym kanałem komunikacji, nie wykluczając metod bardziej tradycyjnych.
Nie potrzebujemy zatem ustawy o zasadch aktywności urzędników w mediach społecznościowych. Urzędnicy, dla bezpieczeństwa własnego i obywateli, potrzebują jednak wskazówek i wytycznych, które pomogą im zręczniej i świadomiej "ćwierkać" w sieci. Takie wytyczne powinny się znaleźć w wewnętrznych regulacjach administracji, np. w formie zarządzenia Szefa Służby Cywilnej. Obecnie brakuje ujednoliconych reguł w tym zakresie, choć np. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało ogólne wytyczne dotyczące prowadzenia serwisów społecznościowych przez placówki dyplomatyczne RP.
Wzorce takiej regulacji można czerpać z coraz większej liczby państw. Odpowiednie podręczniki dla swoich urzędników wydali już m.in. Brytyjczycy, Nowozelandczycy czy Australijczycy. Można z nich wysnuć kilka rekomendacji. Na wstępie należy określić, jakim celom ma służyć komunikacja poprzez social media - konsultacjom ze społeczeństwem, kampanii na rzecz jakiejś polityki czy np. informowaniu o nowych rozwiązaniach prawnych. W dalszej kolejności należy przeanalizować zasady użytkowania wybranych mediów, np. politykę prywatności. Budując swój profil urzędnik powinien do minimum ograniczać podawanie informacji prywatnych, ostrożnie postępować przy przyjmowaniu i wysyłaniu zaproszeń do kontaktów, dobrać odpowiednie zdjęcie profilowe. Logo reprezentowanej instytucji może być użyte wyłącznie za jej wyraźną zgodą. Ponadto wszelkie zamieszczane materiały muszą być sprawdzone pod kątem możliwości ich ujawnienia, a także praw autorskich. Jeżeli instytucja czy urzędnik prowadzi bloga, powinien on być aktualizowany co najmniej raz w tygodniu. Zamieszczane posty powinny zachęcać użytkowników do interakcji czy stawiać przed nimi pytania.
Urzędnikom zaleca się też wyraźne rozdzielanie profili prywatnych od oficjalnych. Osobiste poglądy czy informacje z życia prywatnego nie powinny trafiać na profile oficjalne. Jednocześnie nawet na zupełnie prywatnych kontach należy unikać zamieszczania kontrowersyjnych treści. Dotyczy to również serwisów, do których nie ma publicznego dostępu. Od urzędników wymaga się bowiem rozumienia, że teoretycznie prywatna korespondencja na Facebooku czy Twitterze może w każdej chwili wypłynąć na zewnątrz. Co ważne, wszystkie reguły aktywności w mediach społecznościowych powinny na stałe wpisać się w programy szkoleń czy dokształcania urzędników.
Od administracji słusznie oczekujemy, że nie będzie już tylko bezosobową machiną wypluwającą od czasu do czasu decyzje, których nikt nie musi wyjaśniać czy się z nich tłumaczyć. Administracja powinna wchodzić w interakcję z obywatelami. Nie wystarczy już jednak do tego celu tablica ogłoszeniowa w urzędzie. Administracja musi podążać za obywatelami. Jeżeli dla wielu z nich centrum aktywności jest sieć, urzędników również nie może tam zabraknąć.
Interpretowanie zasady legalizmu jednakowo, bez względu na to, czy władza posługuje się pałką, czy Twitterem, skazuje administrację na pozostanie w paradygmacie biurokratycznym, gdzie lekarstwem na każdy problem jest ustawa, a brak ustawy to dla urzędnika nakaz nicnierobienia
@RY1@i02/2013/249/i02.2013.249.07000020a.803.jpg@RY2@
Fot. materiały prasowe
dr Dawid Sześciło Zakład Nauki Administracji, Wydział Prawa i Administracji, Uniwersytet Warszawski
dr Dawid Sześciło
Zakład Nauki Administracji, Wydział Prawa i Administracji, Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu