Dziennik Gazeta Prawana logo

Gdzie minister ma prawo zaglądać

30 stycznia 2013
Ten tekst przeczytasz w 65 minut

W tym tygodniu wchodzi w życie rozporządzenie, które upoważnia ministra sprawiedliwości do żądania akt spraw sądowych. Sędziowie już zapowiadają, że dokumentów wydawać nie będą

 "Uważam, że nie złamałem prawa. Ale powiem też otwarcie: mam w nosie literę przepisów, ważny jest ich duch. Ważne, że Polacy mają prawo żyć w państwie uczciwym, transparentnym, w państwie, w którym wymiar sprawiedliwości stoi na straży interesów obywateli, a nie na straży interesów sitwy tworzonej przez część środowisk prawniczych" - tłumaczył minister sprawiedliwości Jarosław Gowin we wrześniu 2012 r., gdy zarzucano mu, że bezprawnie żądał akt sprawy Amber Gold. Aby już nie było żadnych wątpliwości, trzy miesiące później wydał rozporządzenie (wchodzące w życie 1 lutego), w którym możliwość występowania w "uzasadnionych przypadkach" o sądowe dokumenty sam sobie zagwarantował.

Przedstawiciele Temidy zapowiadają, że zapisu nie będą uwzględniać, bo wykracza on poza upoważnienie ustawowe.

- Odbieram te głosy i sposób ich formułowania jako przejaw histerii środowiska sędziowskiego - ocenia Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości.

I tłumaczy, że konstytucyjna koncepcja niezawisłości orzeczniczej sędziego i niezależności sądownictwa nie przekreśla wpływu administracji rządowej na sposób organizacji i funkcjonowania sądów.

Przyszłość budzącego kontrowersje rozporządzenia stoi jednak pod znakiem zapytania. Niewykluczone, że zostanie ono zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego. W TK już leży zresztą zaskarżona przez Krajową Radę Sądownictwa nowelizacja ustawy o ustroju sądów.

- Jeśli trybunał uzna przepisy ustawy za niekonstytucyjne, to oczywiście straci także moc rozporządzenie wydane na tej podstawie prawnej - mówi sędzia Jarema Sawiński, rzecznik prasowy KRS.

Według Stanisława Dąbrowskiego, pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, rozporządzenie jest przejawem tendencji lawinowego zwiększania kompetencji ministra sprawiedliwości nad sądami.

- Tendencji, którą należy powstrzymać - uważa sędzia Dąbrowski.

Jego zdaniem nadzór ministra jest dopuszczalny w zakresie administracyjnym, rozumianym wąsko jako zapewnienie warunków techniczno-organizacyjnych oraz majątkowych funkcjonowania sądów. - Należałoby się zastanowić, czy w ogóle ów nadzór jest potrzebny - podkreśla pierwszy prezes Sądu Najwyższego.

Ewa Ivanova

ewa.ivanova@infor.pl

@RY1@i02/2013/021/i02.2013.021.070000400.807.jpg@RY2@

Waldemar Żurek, sędzia, członek Krajowej Rady Sądownictwa

Pomimo jednoznacznego negatywnego stanowiska Krajowej Rady Sądownictwa wobec projektu rozporządzenia w sprawie nadzoru administracyjnego nad działalnością administracyjną sądów powszechnych akt wykonawczy ministra ukazał się w Dziennik Ustaw z 17 stycznia 2013 r. Znalazł się w nim par. 20. Stanowi on, że "w ramach kontroli wykonywania obowiązków nadzorczych przez prezesów sądów apelacyjnych minister sprawiedliwości może żądać od prezesa sądu apelacyjnego przedstawienia, w zakreślonym terminie, informacji lub dokumentów dotyczących wykonywania tych obowiązków, a w uzasadnionych przypadkach - także akt spraw sądowych". Budzi to uzasadnione wątpliwości.

Dla obywatela ważne jest, by władza wykonawcza nie mogła wywierać jakiejkolwiek presji na niezawisły sąd, a wszystkie jej działania były oparte na przepisach ustawowych zgodnych z konstytucją. Moim zdaniem przepis ten przekracza unormowanie ustawy. Jeżeli minister miałby konieczność zapoznania się z aktami sprawy, a nie miałby zaufania do prezesów apelacji i ich kontroli, to ma możliwości skontrolowania akt np. poprzez wysłanie do sądu sędziów czy prokuratorów, którzy pracują na delegacji w Ministerstwie Sprawiedliwości - by mogli na miejscu analizować akta pod kontrolą sądu, tak jak mogą to robić strony. To także pomysł kontrowersyjny, ale bardziej akceptowalny niż żądanie przesyłania akt. Wyobraźmy sobie, że w sprawie np. opiewającej na setki milionów złotych, która toczy się przeciwko Skarbowi Państwa, członek rządu, kolega ministra finansów - minister sprawiedliwości - każe sobie przesłać całe akta sprawy do ministerstwa. Po co, jak przecież Skarb Państwa zawsze ktoś reprezentuje? Co może o tym myśleć strona czy sąd, który jest dysponentem akt? Gdzie zachowana jest równość podmiotów postępowania?

Według mnie przepis ten przekracza granice nadzoru administracyjnego ministra nad sądami i osobiście na takiej podstawie nie wydałbym akt sprawy, powołując się na istotę niezawisłości, czyli związanie konstytucją i ustawami. Akt wykonawczy nie może wykraczać poza materię ustawową, czyli nie powinien przekraczać litery prawa ani być sprzeczny z duchem wprowadzanej nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych. Wydaje się, że tego ostatniego zwrotu nie trzeba tłumaczyć przedstawicielom Ministerstwa Sprawiedliwości.

Jeżeli prawdą są informacje, że do projektu rozporządzenia na stronie Rządowego Centrum Legislacji nie załączono opinii KRS, a Ministerstwo Sprawiedliwości nie odniosło się do krytycznych uwag KRS, chociaż RCL wskazywało na taki obowiązek, to można takie działanie przyjąć z ubolewaniem. KRS ma obowiązek opiniowania aktów prawnych związanych z wymiarem sprawiedliwości, a ten projekt był dodatkowo aktem niezwykle ważnym. Od lat wszyscy ubolewają nad fatalną jakością polskiej legislacji i właśnie dlatego powołano RCL, a na projektodawców aktów prawnych nałożono obowiązek realnych konsultacji z praktykami, by uniknąć popełniania błędów. Upór jednej ze stron nie buduje dobrego prawa. Niestety zbyt często dopiero w praktyce wychodzą kolejne błędy, których można było uniknąć wcześniej, a sędziom zostaje jedynie gorzkie stwierdzenie: "A nie mówiliśmy?".

Przypomnę także, że Krajowa Rada Sądownictwa kilkakrotnie zajmowała stanowisko w sprawie projektu tego rozporządzenia. Pomimo że treść rozporządzenia ulegała pewnym modyfikacjom, za każdym razem rada opiniowała je negatywnie.

W stanowisku podjętym 8 marca 2012 r. zwracała uwagę na nieprzedstawienie projektów rozporządzeń, w tym także tego o nadzorze, wraz z ustawą o zmianie ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw, opublikowaną 27 września 2011 r. (Dz.U. nr 203, poz. 1192). Poważne wątpliwości rady budziło nadmierne, nieznajdujące racjonalnego uzasadnienia sformalizowanie procesu wizytacji i lustracji, przejawiające się w najbardziej jaskrawej postaci w formie tabelarycznego ujęcia protokołu wizytacji, lustracji i informacji rocznej o działalności sądów. Tabele te wydawały się zapożyczone z procedur kontroli stosowanej w innej branży bądź instytucji, nie przystając do potrzeb sądownictwa powszechnego. Ponadto zawierały zbędne, powielane informacje dotyczące stanu technicznego sądów, proporcji obsad etatów urzędniczych. Wprowadzenie proponowanych formularzy-tabel spowodowałoby brak przejrzystości protokołów. Przedłożony projekt został napisany mało przejrzystym językiem, który w ocenie rady ustępował na niekorzyść, pod względem techniki legislacyjnej, dotychczasowemu rozporządzeniu. W szczególności niezgodna z zasadami techniki prawodawczej była zastosowana metoda odesłań do przepisów odsyłających do innych przepisów. Istotne wątpliwości wywoływała próba uregulowania w tym rozporządzeniu kontroli działalności sekretariatów wydziałów, których pracownicy nie podlegają prezesowi sądu. Krajowa Rada Sądownictwa jedynie przykładowo zgłosiła szereg uwag do poszczególnych przepisów projektowanego rozporządzenia.

Kolejna opinia rady z 15 czerwca 2012 r. stwierdziła jednoczenie, że nie wyeliminowano części istotnych uchybień, które zawierał projekt opiniowany przez radę 8 marca 2012 r. Z tego względu KRS w dalszym ciągu podtrzymywała swoją krytyczną ocenę. Rada wskazała ponownie, że przedstawione do zaopiniowania rozporządzenie stanowi jedno z najważniejszych rozporządzeń wykonawczych wynikających z nowelizacji ustawy z 27 lipca 2001 r. - Prawo o ustroju sądów powszechnych, która weszła w życie 28 marca 2012 r. W związku z tym powinno dotyczyć przede wszystkim tych zagadnień, które wchodzą w zakres przedmiotowy nadzoru administracyjnego, zgodnie z jego definicją ujętą w ustawie. Tymczasem regulacja obejmuje w dużym stopniu kwestie techniczne.

Rada w kolejnej opinii z 27 września 2012 r. ponownie negatywnie zaopiniowała projekt rozporządzenia. Zwróciła uwagę, iż przedstawiona do zaopiniowania wersja projektu w istocie powtarzała treść wersji z 4 czerwca 2012 r. i nie zawierała nowych propozycji rozwiązań, które mogłyby wpłynąć na zmianę krytycznego stanowiska.

Ostatnia opinia rady z 5 grudnia 2012 r. także była negatywna. KRS konsekwentnie krytycznie oceniła zawarte w projekcie propozycje rozwiązań normatywnych, wobec których w pełni aktualne pozostały uwagi zgłoszone wcześniej.

Nadzór administracyjny nie może być nadmiernie sformalizowany. Powinien być maksymalnie uproszczony i na tyle elastyczny, aby pozwalał prezesowi podejmować skuteczne działania adekwatne do sytuacji w podległym mu sądzie.

Należy także przypomnieć stanowisko rady z 27 września 2012 r. w sprawie udostępniania akt sądowych przez prezesów sądów powszechnych w ramach nadzoru administracyjnego sprawowanego przez ministra sprawiedliwości. 28 marca 2012 r. na skutek nowelizacji prawa o ustroju sądów powszechnych istotnie zmienił się model nadzoru administracyjnego ministra nad sądami powszechnymi. W miejsce dotychczasowej regulacji, która przewidywała bezpośredni zwierzchni nadzór ministra sprawiedliwości nad działalnością administracyjną sądów, wprowadzono podział nadzoru na wewnętrzny i zewnętrzny. Wedle obecnie obowiązującego art. 9a ustawy wewnętrzny nadzór nad działalnością sądów sprawują prezesi sądów, zaś zewnętrzny nadzór nad działalnością sądów sprawuje minister. W ramach kompetencji przewidzianych w art. 37g ustawy minister uprawniony jest do: analizy informacji rocznych o działalności sądów, ustalania ogólnych kierunków wewnętrznego nadzoru administracyjnego, wykonywanego przez prezesów sądów apelacyjnych, kontrolowania wykonywania obowiązków nadzorczych przez prezesów sądów apelacyjnych oraz wydawania stosownych zarządzeń. Ponadto w razie stwierdzenia istotnych uchybień w działalności administracyjnej sądu lub niewykonania przez prezesa sądu apelacyjnego zarządzeń minister może zarządzić przeprowadzenie lustracji sądu lub wydziału sądu albo przeprowadzenie lustracji działalności nadzorczej prezesa sądu. Zarządzając przeprowadzenie czynności, o których mowa wyżej, minister sprawiedliwości wyznacza prezesowi sądu apelacyjnego zakres i termin ich przeprowadzenia. W uzasadnionych przypadkach może zarządzić przeprowadzenie czynności przez sędziów wizytatorów z obszaru innej apelacji. Z przyznanych uprawnień wynika, że nadzór zewnętrzny ministra wykonywany jest przez prezesów sądów apelacyjnych. Ustawa nie zawiera upoważnienia dla ministra sprawiedliwości do żądania przesyłania mu akt sądowych.

Ustawa nie zawiera upoważnienia dla ministra sprawiedliwości do żądania przesyłania mu akt

@RY1@i02/2013/021/i02.2013.021.070000400.808.jpg@RY2@

Waldemar Szmidt, sędzia Sądu Apelacyjnego w Katowicach, dyrektor departamentu sądów, organizacji i analiz wymiaru sprawiedliwości w Ministerstwie Sprawiedliwości

Jeżeli prawo czyni ministra sprawiedliwości odpowiedzialnym za sprawne funkcjonowanie sądownictwa, to musi mu jednocześnie gwarantować instrumenty prawne, takie jak dostęp do akt - aby zarówno nadzór ministra, jak i następnie odpowiedzialność za jego wykonywanie były realne, a nie iluzoryczne.

W rozporządzeniu ministra sprawiedliwości z 20 grudnia 2012 r. w sprawie nadzoru administracyjnego nad działalnością administracyjną sądów powszechnych, w par. 20, znajduje się zapis: "w ramach kontroli wykonywania obowiązków nadzorczych przez prezesów sadów apelacyjnych minister sprawiedliwości może żądać od prezesa sądu apelacyjnego przedstawienia, w zakreślonym terminie, informacji lub dokumentów dotyczących wykonywania tych obowiązków, a w uzasadnionych wypadkach - także akt spraw sądowych".

Kwestionowanie tego uprawnienia - znajdującego swoje źródło w art. 37g par. 1 pkt 3 ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych - jest niezrozumiałe i całkowicie niezasadne. Dostęp do akt sądowych jest bowiem ministrowi sprawiedliwości niezbędny do realizacji postawionych przed nim zadań, polegających między innymi na analizie i ocenie prawidłowości oraz skuteczności wykonywania przez prezesów sądów wewnętrznego nadzoru administracyjnego.

Kompetencja ta, co wymaga podkreślenia, w żadnym razie nie wkracza w tę dziedzinę, w której sędziowie są niezawiśli, czyli sfery swobodnego sędziowskiego uznania w procesie orzekania. Kontrolując i analizując wykonywanie przez prezesów sądów nadzoru nad działalnością administracyjną sądu, minister sprawiedliwości powinien czynić to w uzasadnionych wypadkach również w oparciu o dostęp do akt. W przeciwnym razie byłby pozbawiony możliwości obiektywnej oceny, czy nadzór prezesa nad sprawnością funkcjonowania sądu, którym kieruje, jest prawidłowy.

Nie budzi żadnych wątpliwości również historyczne i konstytucyjne umocowanie tego uprawnienia. W porządku prawnym ustroju sądów II Rzeczypospolitej, na zasadach określonych w konstytucji marcowej z 1921 r. oraz rozporządzeniu prezydenta Rzeczpospolitej z 6 lutego 1928 r., naczelny nadzór nad wszystkimi sądami i sędziami sprawował minister sprawiedliwości - osobiście, przez podsekretarza stanu lub sędziów delegowanych. Osoby wykonujące nadzór miały prawo żądać w procesie kontroli wyjaśnień, miały wgląd w czynności, mogły również kierować sprawy do sądu dyscyplinarnego sędziów.

Uprawnienia podobne do obecnych funkcjonują również w porządkach prawnych innych państw Unii Europejskiej, takich jak np. Niemcy czy Francja, a zastrzeżeń nie budziły również podobnie sformułowane kompetencje ministra w stanie prawnym sprzed 20 grudnia 2012 r.

Ostatecznie zagadnienie konstytucyjności analizowanego uprawnienia ministra sprawiedliwości rozstrzyga argumentacja przywołana w wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 15 stycznia 2009 r. w sprawie K45/07. Trybunał stwierdził, że nadzór nad administrowaniem sądami obejmuje - poza badaniem czynności związanych z finansami sądu, księgowością, wyposażeniem technicznym - również kontrolę toku i sprawności postępowań.

Trybunał Konstytucyjny wskazał dalej, że "nadzór administracyjny wyraża się we wglądzie w funkcjonowanie sądów i sędziów. Odbywa się na kilku poziomach struktury sądownictwa. Najwyższym organem tego nadzoru jest minister sprawiedliwości. Osoby powołane do kierowania i nadzoru nad sądami mają prawo wglądu w określone czynności sądów, mogą żądać wyjaśnień oraz usunięcia uchybień".

@RY1@i02/2013/021/i02.2013.021.070000400.809.jpg@RY2@

Rafał Puchalski, sędzia, wiceprezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia"

Szeroka nowelizacja ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych (u.s.p.) wprowadziła ważną zmianę, nawiązującą do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 15 stycznia 2009 r. (K 45/07), w którym postulowano oddzielenie sfery sprawowania wymiaru sprawiedliwości przez sędziów od ewentualnego wykonywania przez nich zadań należących do władzy wykonawczej. Przepisy ustawy nie budzą najmniejszych wątpliwości interpretacyjnych i jednoznacznie wskazują, że minister sprawiedliwości sprawuje jedynie zewnętrzny nadzór, i to nie osobiście, lecz przez sędziów wizytatorów, w przeciwieństwie do prezesów sądów, którzy są ustawowo uprawnieni do badania przykładowo sprawności postępowań sądowych w konkretnych sprawach (art. 37b par. 1 pkt 1 ustawy).

Najbardziej charakterystyczną zasadą z zakresu organizacji i funkcjonowania sądów jest zasada niezawisłości sędziowskiej. Jest ona właściwa sądom w demokratycznym państwie prawa, jest także konsekwencją konstytucyjnej zasady podziału władzy. Tylko niezawisły sąd może stać na straży wolności i praw obywatela. Tymczasem tajemnicą poliszynela jest to, że zdecydowana większość klasy politycznej, wbrew szumnym deklaracjom, zrobiłaby wszystko, żeby podporządkować sobie władzę sądowniczą i mieć narzędzia ręcznego sterowania postępowaniami sądowymi, wpływania w sposób pośredni na treść orzeczeń lub nieograniczoną możliwość uzyskiwania dostępu do akt sądowych, dzięki którym mogliby łatwiej prowadzić walkę z konkurentami politycznymi. Łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której polityk dysponujący władzą do żądania akt sprawy pod płaszczykiem nadzoru administracyjnego próbuje wpływać na tok postępowania. Tym samym należy zdecydowanie i głośno zaprotestować przeciwko pomysłowi Ministerstwa Sprawiedliwości, który znalazł wyraz w rozporządzeniu w sprawie nadzoru administracyjnego nad sądami powszechnymi. Daje ono bowiem aktualnie urzędującemu politykowi instrument do żądania w dowolnym czasie akt spraw. Trudno jest podzielić stanowisko ministerstwa, że będą to jedynie akta spraw zakończonych, albowiem w treści rozporządzenia nie ma na ten temat słowa. A wręcz przeciwnie, minister przyznaje sobie, pozostające w sprzeczności z samą ustawą, uprawnienie do samodzielnej oceny, kiedy zachodzą "szczególne okoliczności".

Nie sposób zgodzić się ze stanowiskiem prezentowanym publicznie przez wiceministra Michała Królikowskiego, który decyzję o zmianie uzasadnia weryfikacją jednego ze sprawozdań prezesa sądu apelacyjnego. Sprawowany "zewnętrzny nadzór" przez ministra uprawnia go do oceny działań nadzorczych prezesów, ale u.s.p. nie zezwala na podustawowe rozszerzanie zakresu ingerencji w niezależność sądów. Właśnie ze względu na zwierzchni charakter nadzoru minister sprawiedliwości nie może dysponować żadnymi uprawnieniami nadzorczymi w odniesieniu do działalności sądów. Nie może tego nadzoru sprawować osobiście.

Art. 45 Konstytucji RP stanowi, że każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Sąd niezawisły to sąd wolny od wszelkich nacisków, a w szczególności od polityków. W tym miejscu warto przypomnieć maksymę, że "gdy na salę sądową wchodzi polityka, tam sprawiedliwość wychodzi oknem".

Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie wskazywał, że bardzo trudno jest rozdzielić sferę nadzoru administracyjnego od sfery orzeczniczej. Niezawisłość sędziów gwarantuje przede wszystkim to, że podlegają oni tylko konstytucji i ustawom. Władza ustawodawcza może zatem wywierać wpływ na ich działania tylko w drodze stanowienia tego rodzaju aktów prawnych najwyżej stojących w ich hierarchii. Orzecznictwo SN oraz NSA wielokrotnie wskazywało, że sądy samodzielnie mogą odmawiać zastosowania przepisu rozporządzenia, w stosunku do którego stwierdzają niezgodność z normą ustawową.

Uprawnienie to wynika bezpośrednio z art. 178 ust. 1 Konstytucji RP, który stanowi o podległości sędziów tylko konstytucji i ustawom, a nie wszelkim innym aktom prawnym, nawet jeśli mają one charakter aktów powszechnie obowiązujących. Zasada ta, na gruncie art. 8 ust. 2 konstytucji wskazującego, iż konstytucja jest najwyższym prawem i że jej przepisy stosuje się bezpośrednio, stanowi podstawę przyznania sądom kompetencji do odmowy zastosowania takiego przepisu rozporządzenia. Dzięki temu sędzia może w konkretnej sprawie odstąpić od stosowania przepisu ustawy, którą uznał za sprzeczną z konstytucją. W ten sposób sędzia odgrywa równoważącą i hamującą rolę w stosunku do władzy ustawodawczej.

Zasadne wydaje mi się postawienie tezy, że sądy mają prawo do odmowy wydania akt spraw na żądanie ministra sprawiedliwości i nawet powinny korzystać z tej możliwości, albowiem w ten sposób gwarantują uczestnikom postępowań sądowych prawo do pełnej realizacji normy art. 45 Konstytucji RP oraz europejskiej konwencji praw człowieka.

W innej niestety sytuacji pozostają prezesi sądów apelacyjnych, którzy właśnie z uwagi na wypaczony w naszym kraju nadzór nad sądami, sprawowany przez polityków, daje tym ostatnim prawo do oceny działalności prezesa. Gdyby nadzór administracyjny sprawował niepolityk, być może nie dochodziłoby do patologicznych sytuacji, jak w słynnej sprawie z Gdańska.

Na gruncie tych rozważań za w pełni uprawnione trzeba uznać postulaty przekazania nadzoru administracyjnego I prezesowi Sądu Najwyższego. Umożliwi to realizację konstytucyjnych wymagań dotyczącym bezstronności, a więc będzie zgodne z postulatem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, że sąd daje "wystarczające gwarancje wykluczające wszelkie uzasadnione wątpliwości".

Zdecydowana większość klasy politycznej, wbrew szumnym deklaracjom, zrobiłaby wszystko, by podporządkować sobie władzę sądowniczą

@RY1@i02/2013/021/i02.2013.021.070000400.810.jpg@RY2@

Monika Krywow, członek Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Asystentów Sędziów

Od kilkunastu dni toczy się dyskusja w mediach na temat par. 20 rozporządzenia ministra sprawiedliwości w sprawie nadzoru administracyjnego nad sądami powszechnymi. 24 stycznia 2013 r. zabrał dodatkowo głos podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Michał Królikowski. Niestety, jego tłumaczenia wymagają polemiki.

Bez wątpienia prawo o ustroju sądów powszechnych (dalej u.s.p.) dopuszcza nadzór ministra sprawiedliwości nad sądami powszechnymi, ale w sposób ograniczony. Ustawodawca w art. 9a u.s.p. wyraźnie wskazał, iż wewnętrzny nadzór administracyjny nad działalnością sądów sprawują prezesi sądów, zaś zewnętrzny nadzór minister sprawiedliwości przez służbę nadzoru, którą stanowią sędziowie delegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości na podstawie art. 77 u.s.p. Jak widać, nie ma mowy o osobistym uprawnieniu ministra. A to jest konsekwencją faktu, że odkąd doszło do rozdzielenia funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, ten drugi nie musi mieć wykształcenia prawniczego. Konieczność ustanowienia służby nadzoru wśród sędziów wynika z tego, że tylko sędzia ma niezbędną wiedzę i doświadczenie, by dokonać oceny, i wie (albo powinien wiedzieć), gdzie jest granica nadzoru. Zgodnie bowiem z art. 7 u.s.p. nadzór nad działalnością orzeczniczą sędziów sprawuje Sąd Najwyższy. Co więcej, z art. 9b u.s.p. wynika również zastrzeżenie, że czynności z zakresu nadzoru administracyjnego nie mogą wkraczać w dziedzinę, w której sędziowie są niezawiśli. Chodzi o zabezpieczenie rzetelności przeprowadzonej kontroli, lecz także oddzielenie wpływu władzy wykonawczej, tak by "duch prawa" nie górował nad "przepisem prawa".

Po drugie należy zwrócić uwagę, że delegacja ustawowa zawarta w art. 37i u.s.p. wyraźnie wskazuje, czego ma dotyczyć rozporządzenie. Zarówno treść, jak i umiejscowienie tego przepisu, bez cienia wątpliwości nakazują ministrowi uszczegółowienie ram nadzoru uregulowanego w art. 37-37h u.s.p. Nic więcej.

Tymczasem zestawienie ww. przepisów z treścią par. 20 rozporządzenia powoduje wyraźny rozdźwięk. Okazuje się bowiem, że uprawnienie do żądania akt postępowania sądowego nie zostało przewidziane poza jednym warunkiem, który nie odpowiada treści tego przepisu. Chodzi o możliwość żądania akt w związku z postępowaniem przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka (art. 37f par. 2 u.s.p.). Nadzór ministra uregulowany został w art. 37f-37g u.s.p. Ustawodawca zdecydował, że obejmuje on analizę i ocenę prawidłowości oraz skuteczności wykonywania przez prezesów sądów wewnętrznego nadzoru administracyjnego (art. 37f par. 1).

Co więcej, owo sprawowanie dotyczy czynności wskazanych w art. 37g u.s.p., czyli analizy informacji rocznej o działalności sądów (z art. 37h par. 1), ustalenia ogólnych kierunków wewnętrznego nadzoru administracyjnego, kontroli wykonywania obowiązków nadzorczych przez prezesów sądów apelacyjnych oraz możliwości wydania stosownych zarządzeń. Jeżeli dojdzie do stwierdzenia istotnego uchybienia lub niewykonania ww. zarządzeń, minister sprawiedliwości może zarządzić przeprowadzenie lustracji sądu lub wydziału sądu lub przeprowadzenie lustracji działalności nadzorczej prezesa sądu.

Ostatnią kwestią, jaka pozostaje do wyjaśnienia, jest stwierdzenie wiceministra, że minister sprawiedliwości nie chce zaglądać do każdych akt i że nie będzie tego robił w każdej sytuacji oraz że chodzi o akta zakończonego postępowania. Te twierdzenia nie wynikają z treści przepisu par. 20 rozporządzenia. Nie ma tam bowiem żadnych ograniczeń, a użyte sformułowanie "w uzasadnionych przypadkach" daje dowolność ministrowi. A to kojarzy mi się z szukaniem haków na prezesów sądów apelacyjnych. Dla mnie to naruszenie niezawisłości sędziowskiej. Następuje bowiem uzależnienie sędziego od organu władzy wykonawczej. Jak może to w praktyce wyglądać? Dowodzi przykład pamiętnej rozmowy telefonicznej pewnego prezesa sądu z dziennikarzem, ujawnionej niedawno opinii publicznej. To skojarzenie jest oczywiste.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.