Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

O potrzebie przymykania oka

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 19 minut

Gdyby literalnie stosować ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych, sukces organizacyjny siatkarskich mistrzostw świata czy pamiętnego meczu z Niemcami byłby niemożliwy

Polscy zawodnicy dostarczają ostatnio kibicom powodów do radości. Zdobycie mistrzostwa świata w piłce siatkowej czy pierwsze historyczne zwycięstwo nad reprezentacją Niemiec w piłce nożnej pozwalają mieć nadzieję, że oto polski sport zacznie osiągać sukcesy współmierne do wysiłku wkładanego w przygotowania. Wysiłku ponoszonego w warunkach (pomimo licznych prób zmian natury legislacyjnej) odbiegających często od standardów międzynarodowych.Każdy prawnik, który zajmuje się obsługą klubów sportowych, wie, jak trudno zdobyć dodatkowe pieniądze dla tych podmiotów, np. na szkolenie dzieci i młodzieży. Wie, ile godzin zabiera przygotowanie odpowiednich wniosków, które pozwolą na przekazanie klubowi sportowemu stypendiów sportowych. Stąd też funkcjonowanie klubów, trenujących przyszłych mistrzów bez udziału kapitału prywatnego jest praktycznie niemożliwe. A wszelkie sukcesy należy doceniać podwójnie.

Hipotetyczne wyliczenia albo brak zezwolenia

Wracając do tych ostatnich - na mistrzostwach świata w piłce siatkowej mężczyzn oraz w eliminacjach do mistrzostw Europy 2016 mężczyzn - warto zwrócić uwagę na pochwały kierowane pod adresem organizatorów samych wydarzeń stanowiących de facto imprezy masowe. A więc podlegających rygorom ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych (dalej: u.b.i.m.). Szkopuł w tym, z czego doskonale zdają sobie sprawę eksperci i komentatorzy, że przygotowanie takich wydarzeń przy spełnieniu wszystkich wymogów z przywołanego aktu jest niemożliwe. Nie byłoby sukcesu, gdyby nie przymknięcie oka przez podmioty wydające odpowiednie zezwolenia. Ta metoda jest regularnie stosowana przy organizacji takich międzynarodowych imprez, zresztą w mojej ocenie słusznie (z praktycznego i zdroworozsądkowego punktu widzenia).

W praktyce organizowania imprez masowych, które mają charakter turniejów międzynarodowych, olbrzymim problemem jest wymóg dostarczenia dokładnego terminarza rozgrywek (art. 30 u.b.i.m.). Nie zawsze jest to możliwe, a przy imprezie, w której mają wziąć udział np. 32 drużyny, wręcz nierealne. Wnioskujący stoi przed wyborem - albo przeprowadzi wyliczenia i hipotetycznie określi, który zespół z którym się zmierzy, lub zaniecha tego, narażając się na nieotrzymanie zezwolenia. Stąd też, gdyby literalnie wykładać moim zdaniem niezrozumiały i nie do końca słuszny przepis atr. 30 u.b.i.m., należałoby wskazać, że podczas siatkarskiego mundialu nie raz doszło do "przymknięcia oka". Chętnych do przymykania oka zabrakło trochę wcześniej, gdy jeden ze związków sportowych nie wskazał na 14 dni przed meczem, kto zagra w ćwierćfinale piłkarskiego Pucharu Polski. Mecz ostatecznie trzeba było przeprowadzić jako imprezę niemasową (czyli np. z mniejszą liczbą widzów).

Napięcie polityczne to ryzyko bójki między kibicami

Coraz częściej też podczas organizacji międzynarodowych turniejów pojawia się problem ze sprzedażą biletów. Dotyczy on przede wszystkim meczów piłki nożnej. Zgodnie z art. 15 u.b.i.m. sprzedaż wejściówki następuje po okazaniu dokumentu potwierdzającego tożsamość. Organizator imprezy masowej musi także dysponować naszym wizerunkiem twarzy. Bilety muszą zawierać numer identyfikacyjny i PESEL. W rzeczywistości z reguły żaden z tych wymogów nie jest spełniany w przypadku sprzedaży internetowej. Gdybyśmy stosowali normy wynikające z ustawy, bilety na mecze piłki nożnej można by było nabywać wyłącznie w kasach przed meczem, co, biorąc pod uwagę formalności, skutkowałoby powstawaniem kolejek na miarę tych, jakie pamiętamy z epoki głębokiego PRL.

Ale problem ten tak naprawdę może dotyczyć także innych dyscyplin sportowych. Zgodnie bowiem z art. 18 u.b.i.m. przepisy dotyczące m.in. właśnie sprzedaży biletów należy stosować do imprez masowych podwyższonego ryzyka. Za takowe uznaje się mecze, co do których istnieje obawa, iż zakończą się aktami przemocy lub agresji. Zetknąłem się ze sprawą, w której podmiot wydający zezwolenie na przeprowadzenie imprezy masowej wskazał, że impreza masowa powinna mieć charakter podwyższonego ryzyka, jeżeli "sytuacja polityczna pomiędzy poszczególnymi grupami lub państwami jest napięta i która może spowodować negatywne reakcje publiczności". Gdyby więc uznać (chyba niebezpodstawnie), że siatkarski mecz Polska - Rosja powinien być imprezą masową podwyższonego ryzyka, to w praktyce znowu należałoby "przymknąć oko", a tak naprawdę w tej sytuacji dwoje oczu. W przeciwnym wypadku organizatorzy siatkarskich rozgrywek musieliby zamontować tzw. kompatybilne systemy elektroniczne, które zapewnią odpowiednią identyfikację kibiców.

Oczywiście mogliby też zastosować metodę, którą wymyślił jeden z klubów sportowych. Ze względu na to, że uznano mu mecz żużlowy za imprezę masową podwyższonego ryzyka, poprosił, by kibice na biletach napisali swoje imię, nazwisko i numer PESEL. Przy kontroli tę część blankietu z adnotacją zabierano. Taki tryb nie odpowiadał, rzecz jasna, wymogom ustawy. Choćby dlatego, że kibicom nie zalecono namalowania autoportretów na biletach...

Prawda jest jednak taka, że właśnie ze względu na trudne do spełnienia obowiązki wynikające z przepisów zazwyczaj nie nadaje się rygoru imprezy masowej podwyższonego ryzyka innym wydarzeniom niż mecze piłki nożnej. Nie do końca jest to słuszne.

Zakaz stadionowy za cieszenie się ze zwycięstwa

Środki masowego przekazu nieraz opisują prowadzone wobec sportowców postępowania karne za prowokowanie kibiców (uregulowane w art. 61 u.b.i.m.). Finał w sądzie miały już przypadki pokazywania w stronę trybun gestów powszechnie uznawanych za obraźliwe. Kończyło się na grzywnach lub ograniczeniu wolności. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że zachowania niektórych siatkarzy biorących udział w mistrzostwach świata spełniały przesłanki wskazane w art. 61, a tym samym osoby te powinny być zatrzymane i w trybie przyśpieszonym skazane, tak jak niejednokrotnie miało to miejsce w przypadku meczów piłki nożnej. Uniknięto jednak międzynarodowego skandalu, "przymknięto oko" (w tej sytuacji może nie do końca słusznie), a na pewno naruszono zasadę równego traktowania wobec osób, które za drobniejsze przewinienia wcześniej zostały pociągnięte do odpowiedzialności.

Coraz częściej można także usłyszeć o sprawach karnych osób, które przebywają na terenie boiska po lub w trakcie meczu, a są do tego nieuprawnione. Do jednej z kontrowersyjnych spraw zalicza się historię byłego znanego zawodnika piłki nożnej, który wejście na murawę po dzieci (wybiegły na nią po zakończonym meczu) przypłacił orzeczonym wobec siebie zakazem stadionowym. Kary nie uniknęli też kibice jednej z drużyn piłkarskich, którzy razem z piłkarzami na boisku świętowali awans do ekstraklasy. Takich działań nie podjęto podczas świętowania triumfu na mistrzostwach świata w siatkówce. Znów "przymknięto oko".

Nóż stołowy to niebezpieczne narzędzie

Jednym z ostatnich problemów praktycznych jest kwestia serwowania wina lub innych mocniejszych trunków w sektorach VIP na trybunach. Taka czynność jest, co do zasady, zabroniona, gdyż podczas imprez masowych niemających charakteru podwyższonego ryzyka można serwować napoje o zawartości alkoholu do 3,5 proc. Osoby posiadające napoje wysokoprocentowe z uwagi na treść art. 56 ustawy powinny być ukarane zakazem stadionowym.

Metodą wypracowaną w celu ominięcia tego przepisu było wyłączanie sektorów VIP z terenu imprezy masowej. Jednakże podmioty wydające zezwolenie zaczęły nie zgadzać się na taką praktykę. Ale "przymykają oko" na częste sytuacje, gdy wino nadal jest serwowane bywalcom loży VIP-owskich. Tak naprawdę w trakcie kontroli powinny przyczepić się także do tego, iż obecni używają sztućców. Wszak na terenie imprezy masowej nie można posiadać niebezpiecznych przedmiotów, w tym np. noży. Ustawodawca doszedł chyba do wniosku, że posiłek można zawsze zjeść rękoma.

Zaostrzać prawo można w nieskończoność. Tylko po co

Nie trzeba być ekspertem by dojść do wniosku, że siatkarskie mistrzostwa świata oraz mecz Polska - Niemcy były sukcesami nie tylko sportowymi, ale także marketingowymi. Powyższe uwagi pokazują, przed jakimi wyzwaniami stanęli organizatorzy w związku rygorami obowiązującego prawa. Część przepisów, o których wspomniałem (m.in. dotycząca sprzedaży biletów), ma być nareszcie skorygowana. Sejmowa podkomisja przygotowująca zmiany do ustawy nie zgodziła się jednak na alkohol w strefach VIP oraz na modyfikację obowiązku dostarczenia terminarza. W zamian zaoferowano przepisy, które zaostrzą w pewnych częściach treść ustawy. Dlatego też zgadzam się ze stanowiskiem prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, który podczas konferencji "Bezpieczeństwo meczów piłki nożnej" wskazał, że "do ustawy można dodawać kolejne sto tysięcy zakazów, ale nie tędy droga".

Co więcej, ustawodawca powinien uwzględnić także słowa Williama H. Donaldsona z Yale University, że "Tak naprawdę nie ma żadnych limitów, które ograniczałyby produkcję przepisów. W rzeczywistości możesz napisać tyle przepisów, ile chcesz, ale tak naprawdę w tym procesie musi występować filozofia etycznego zachowania, która pochodzi z ludzkiego, profesjonalnego działania". Uwagi te ustawodawca powinien wziąć sobie do serca. W innym przypadku będziemy ciągle "przymykać oko" nie tylko po to, aby zarabiać na imprezach masowych, ale przede wszystkim po to, by sportowcy mogli osiągać jeszcze lepsze wyniki.

Chętnych do przymykania oka zabrakło trochę wcześniej, gdy jeden ze związków sportowych nie wskazał na 14 dni przed meczem, kto zagra w ćwierćfinale piłkarskiego Pucharu Polski. Mecz ostatecznie trzeba było przeprowadzić jako imprezę niemasową, czyli np. z mniejszą liczbą widzów

@RY1@i02/2014/207/i02.2014.207.070000400.805.jpg@RY2@

Fot. Piotr Bławicki/East News

Zachowania niektórych siatkarzy biorących udział w mistrzostwach świata spełniały przesłanki wskazane w art. 61, a tym samym osoby te powinny być zatrzymane i w trybie przyśpieszonym skazane, tak jak miało to miejsce w przypadku meczów piłki nożnej. Uniknięto jednak międzynarodowego skandalu, bo przymknięto oko

@RY1@i02/2014/207/i02.2014.207.070000400.806.jpg@RY2@

materriały prasowe

Mateusz Dróżdż asystent w Katedrze Prawa Gospodarczego Uczelni Łazarskiego, członek Stałej Grupy Ekspertów Imprez Sportowych

Mateusz Dróżdż

asystent w Katedrze Prawa Gospodarczego Uczelni Łazarskiego, członek Stałej Grupy Ekspertów Imprez Sportowych

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.