Wojsko to nie ochronka
Komentarz tygodnia
W ubiegłym tygodniu Naczelny Sąd Administracyjny wziął w obronę Wojsko Polskie. Orzekł, że żołnierz nie może mieć roszczenia o zawarcie kontraktu. Powód? Przebywanie na 55-dniowym zwolnieniu w ciągu 18 miesięcy służby budzi bowiem poważne wątpliwości co do dyspozycyjności mundurowego. Sąd, uzasadniając orzeczenie, stwierdził ponadto, że dowódca, decydując o nieprzedłużeniu kontraktu, nie musi mieć żadnych dowodów na to, że żołnierz nie podoła służbie. Wystarczy, że ma takie podejrzenie. Orzeczenie - jak mówią wojskowi eksperci - jest bardzo ważne i przełomowe. Skład orzekający bowiem stwierdził, że przede wszystkim liczy się interes armii, a nie pojedynczych żołnierzy.
Przestrzegałbym jednak szefostwo MON przed huraoptymizmem. Wojsko musi teraz zadbać o to, aby za nieprzedłużaniem kontraktu przemawiały tylko merytoryczne względy. Nie może być tak, że stanowisko sądu posłuży do usuwania z armii niewygodnych osób. Nie powinno być także tak, że schorowany żołnierz będzie dalej służył, bo jest czyimś znajomym.
Tomasz Siemoniak, wicepremier i minister obrony narodowej, w rozmowie z DGP również się z tą argumentacją zgadza. Jeśli o awansie lub przedłużeniu kontraktu decydują znajomości i protekcja, to trzeba go o tym informować. Będzie wyciągał konsekwencje. Ale w kolejnym zdaniu dodaje, że jeśli na takie działania nie ma dowodu, to trudno jest coś zrobić. Wojsko ma już za sobą Naczelny Sąd Administracyjny, teraz czas przyjrzeć się wewnętrznym procedurom i pobudkom, jakimi kierują się dowódcy przy podejmowaniu decyzji personalnych.
@RY1@i02/2014/201/i02.2014.201.183000600.802.jpg@RY2@
Artur Radwan dziennikarz Gazety Prawnej
Artur Radwan
dziennikarz Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu