Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Sąd Najwyższy: jawność mimo woli

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Niedostępne przez lata dla opinii publicznej umowy z wydawnictwami prawniczymi ujrzały właśnie światło dzienne

Wszystko dzięki blogerowi Karolowi Bregule (pseud. Adam Dobrawy), który opublikował je na stronie Ochrona.jawne.info.pl. Wcześniej namawiał Sąd Najwyższy do publikacji rejestru umów w Biuletynie Informacji Publicznej. Bezskutecznie. Jak zapewnia, dokumenty uzyskał legalnie.

- Zdecydowałem się opublikować niektóre z umów: te, których udostępnienia dramatycznie odmawia I prezes SN - tłumaczy Karol Breguła.

Jego zdaniem nie ma w nich jakichkolwiek elementów, których ujawnienie naruszałoby czyjekolwiek dobra.

- Wygląda na to, iż w sprawie wniosku I prezesa SN do Trybunału Konstytucyjnego (o uznanie wielu przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej za niezgodne z konstytucją - red.) nie chodzi wcale o spór prawny. Przecież wiele wyroków sądów rozwiązuje wskazane problemy. Przypuszczam, że to po prostu brak woli poddania się przez SN kontroli obywatelskiej - dodaje bloger.

SN o publikacji umów dowiedział się wczoraj od DGP. Na pytania odpowiedział w rekordowym tempie trzech godzin i kilkunastu minut. Rzecznik prasowy prof. Dariusz Świecki zapewnił, że SN podtrzymuje dotychczasowe stanowisko.

- Podstawowym celem I prezesa SN, czemu dano wyraz we wniosku do trybunału, jest przede wszystkim dbałość o należyte wyważenie wartości - przekonuje rzecznik.

Przypomina, że oprócz prawa do informacji należy liczyć się także z ochroną praw innych osób, porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.

Szach mat

Dla obserwatorów sporu publikacja umów ma wymiar symboliczny: jakby Dawid pokonał Goliata.

- Stało się to, czego wymagają prawo, konstytucja i ustawa o finansach publicznych. W tym sporze Sąd Najwyższy pozostaje w odosobnieniu i jest już chyba ostatnią instytucją, która nie chce stosować się do jawności w tym zakresie - ocenia Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

- Przejrzystość działania sądów i trybunałów jest warunkiem budowania zaufania obywateli do państwa. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego SN tak się broni przed ujawnieniem tych umów - stwierdza Piotr Waglowski, prawnik, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet.

Tłumaczy, że domaganie się takiej przejrzystości nie może być uznane za wywieranie społecznej presji na wymiar sprawiedliwości. Dostępność do takich umów jest bowiem gwarantowana przez ustawę zasadniczą.

Osowski postuluje, aby I prezes Sądu Najwyższego wycofał wniosek skierowany do Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ sprawa wywołana została m.in. pytaniami o te umowy, które już i tak wyszły na światło dzienne.

Wśród opublikowanych kontraktów największe zainteresowanie budzą te na wydawanie urzędowych zbiorów orzecznictwa Sądu Najwyższego.

Batalia ePaństwa

Do sieci wrzucone zostały m.in. umowy SN z Wydawnictwem Prawniczym PWN, LexisNexis Polska i redakcją "Palestry". Batalię sądową o ich ujawnienie od ponad czterech lat toczy Fundacja ePaństwo (zob. grafika). Najpierw wystąpiła o udostępnienie orzeczeń SN wydanych po 2000 r., które chciała opublikować w ramach tworzonego portalu MojePaństwo, tak aby dostęp do najważniejszego orzecznictwa w Polsce mieli nie tylko użytkownicy specjalistycznych, płatnych programów. Gdy natrafiła na odmowę, zaczęła drążyć temat relacji SN z wydawnictwami prawniczymi. Mimo kolejnych wygranych przed sądami administracyjnymi do dziś - formalnie - nie ujrzała tych umów.

- Nie można z całą pewnością powiedzieć, że ujawniono już wszystkie, które SN zawarł w zakresie wydawania zbiorów orzeczeń. SN nie publikuje rejestru zawieranych umów - zauważa Daniel Macyszyn, prezes Fundacji ePaństwo.

Przypomina, że zgodnie z art. 7 ustawy o Sądzie Najwyższym (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 499) Sąd Najwyższy wydaje zbiór swoich orzeczeń.

- Naszym zdaniem oznacza to, iż SN powinien wydawać te zbiory samodzielnie, tak aby zapewnić do nich szeroki, pewny i równy dostęp - podkreśla Macyszyn.

Tymczasem treść umów może sugerować, że charakter współpracy SN z firmami, które wydają jego zbiory orzeczeń, jest niewłaściwy.

- Praktycznie ogranicza dostęp do orzeczeń SN dla obywateli, a także utrudnia wejście nowych podmiotów na rynek wydawnictw prawniczych - komentuje prezes fundacji.

I dodaje: to mniej więcej tak, jakby Rządowe Centrum Legislacji wydelegowało wydawanie Dziennika Ustaw do prywatnego wydawnictwa, a obywatele musieli kupować od niego treści ustaw.

- Jeśli SN zawarł umowy na wyłączność na publikacje orzeczeń z jakimś konkretnym wydawnictwem, to taka sprawa wymaga wyjaśnienia - przekonuje Waglowski.

Jednak SN odpiera zarzuty: wyroki SN były zawsze powszechnie dostępne - jeśli nie przez internetową bazę orzecznictwa, to poprzez składanie wniosków o dostęp do nich. Natomiast aktualnie orzecznictwo jest dostępne przez bazę internetową.

- Zawieranie umów na wydawanie zbiorów urzędowych wynikało z obowiązku ich wydawania sformułowanego wprost w ustawie o SN. Nie podlegało ono też normom ustawy o zamówieniach publicznych - twierdzi rzecznik Sądu Najwyższego.

Z tego powodu jego zdaniem zarzuty o stwarzanie warunków sprzyjających nieuczciwej konkurencji są bezprzedmiotowe.

@RY1@i02/2015/172/i02.2015.172.18300080a.802.jpg@RY2@

Sąd Najwyższy w konflikcie z jawnością

Ewa Ivanova

ewa.ivanova@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.