Aptekarze boją się więzienia
Środowisko aptekarskie wreszcie jest zgodne. Połączył je strach przed art. 86a prawa farmaceutycznego w brzmieniu obowiązującym od ostatniego czwartku (Dz.U. z 2019 r. poz. 959). A chodzi o to, że już niedopuszczalne jest sprzedawanie leków m.in. domom pomocy społecznej i przedsiębiorcom. Zasadą bowiem jest jedynie bezpośrednie zaopatrywanie ludności. A domom pomocy społecznej czy domom dziecka leki przekazać można – ale za darmo.
– Co ma zrobić farmaceuta, który sprzeda komuś lek, a ten ktoś przyjdzie pół godziny później po fakturę? Narazić się na odpowiedzialność karną z prawa farmaceutycznego nawet do ośmiu lat pozbawienia wolności, czy na odpowiedzialność z kodeksu karnego skarbowego? – pyta Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. I dodaje, że wczytując się w treść ustawy, odpowiedzialności podlegać powinni także ci przedsiębiorcy, którzy lek nabędą, a potem umieszczą go w firmowej apteczce. Podobnie jak grupa licealistów mogłaby narazić się na spotkanie z prokuratorem w razie przewożenia niezgodnie z prawem zakupionego przez szkołę preparatu przeciw mdłościom.
Protestują również przedstawiciele sieci aptecznych. Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, podkreśla, że celem nowej ustawy była przecież walka z nielegalnym wywozem leków, a nie utrudnianie życia polskim pacjentom i aptekarzom. Zresztą, chociażby w przypadku domów pomocy społecznej ustawodawca przyjmuje, że mogą one pomagać swoim podopiecznym.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.