W praktyce jeżeli ktoś zostanie przyłapany na gorącym uczynku przez inspekcję farmaceutyczną, może po prostu sprzedać aptekę i pozbyć się problemu
Na ł amach DGP opisywali ś my niedawno wyroki wojew ó dzkiego s ą du administracyjnego, zgodnie z kt ó rymi nabywca apteki nie mo ż e odpowiada ć za naruszenia jej zbywcy, cho ć by te najbardziej ra ż ą ce np. nielegalny wyw ó z lek ó w. Aptekarz mo ż e wi ę c sprzeda ć podmiot farmaceucie spe ł niaj ą cemu wymogi okre ś lone w przepisach, nawet je ś li toczy si ę wobec niego post ę powanie w zakresie cofni ę cia zezwolenia na prowadzenie plac ó wki. Jak pan ocenia te orzeczenia?
Bardzo mnie niepokoją. Pokazują, że skoro aptekę można nabyć bez swoistego „grzechu pierworodnego”, tzn. że pierwotny właściciel może grzeszyć do woli. Czyli w praktyce, jeżeli ktoś zostanie przyłapany na gorącym uczynku przez inspekcję farmaceutyczną, nawet na wielomilionowych przekrętach, to może po prostu sprzedać aptekę i pozbyć się problemu. Obawiam się, że taka praktyka może wkrótce stać się powszechna, a orzecznictwo wykorzystywane do uniknięcia odpowiedzialności za naruszenia. A to trochę tak, jakby użyć samochód do kradzieży, sprzedałoby się go tuż przed wyrokiem i dzięki temu nie odpowiadałoby się za samą kradzież.
WSA argumentuje, że nabywca apteki może odpowiadać tylko za siebie. Taka interpretacja jest zaś korzystna, bo nie prowadzi do likwidacji istniejących już aptek. Zgodnie z przepisami kupującymi mogą być jedynie farmaceuci spełniający obowiązujące wymogi. Z ich punktu widzenia orzecznictwo jest chyba korzystne?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.