Godność na sali sądowej. O procesach o ustalenie płci metrykalnej
Jako prawnik i wykładowca akademicki pisałem w przeszłości pozwy o ustalenie płci metrykalnej. Każdy z nich był doświadczeniem trudnym. Do dziś pamiętam twarze tych osób zlęknione, napięte, niepewne, jakby ich życie miało zostać rozstrzygnięte nie przez prawo, lecz przez cudzą interpretację ich tożsamości.
Trudne procesy o ustalenie płci
Szczególny ciężar tych spraw wynikał z konstrukcji procesowej, która przez lata obowiązywała w Polsce. Osoba, która ukończyła pełnoletniość, była zmuszona pozwać własnych rodziców, niekiedy po kilkudziesięciu latach samodzielnego życia, tylko dlatego, że prawo nie przewidziało odrębnej, godnościowej procedury ustalenia płci metrykalnej. Ta konieczność była dla mnie zawsze czymś głęboko abstrakcyjnym, bo dorosły człowiek, w pełni zdolny do czynności prawnych, musi wytoczyć proces przeciwko swoim rodzicom, aby państwo chciało uznać jego tożsamość.
W praktyce było to powództwo o ustalenie istnienia prawa, oparte na art. 189 kodeksu postępowania cywilnego, przepisie zaprojektowanym do rozstrzygania sporów prawnych, a nie do potwierdzania faktów egzystencjalnych. Sąd miał w tego typu procesie odpowiedzieć na pytanie, czy istnieje zgodność pomiędzy płcią metrykalną a rzeczywistą tożsamością płciową powoda. Pozew taki wymagał precyzyjnej konstrukcji, m.in. wykazania interesu prawnego, opisania trwałości poczucia przynależności do określonej płci, wskazania kolizji pomiędzy sferą faktów a stanem prawnym oraz dołączenia dokumentacji, najczęściej opinii psychologicznych i seksuologicznych, także psychiatrycznych. Często uzupełniano je zeznaniami świadków, którzy mieli potwierdzić, że dana osoba rzeczywiście funkcjonuje w swojej tożsamościowej płci.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.