Aplikanci: bezprawie pod okiem Temidy
Na aplikacje prawnicze dostała się w zeszłym roku rekordowa liczba ponad 10 tys. osób. Jednak prawnicze korporacje robią wszystko, aby nie dopuścić ich do zawodu.
Najwięcej barier stawiają notariusze. To najlepiej zarabiającą grupa prawników, więc ma najwięcej do stracenia. Ustalili oni, że osoby, które nie znajdą sobie tzw. patrona, czyli prawie co trzeci aplikant, nie mogą rozpocząć szkolenia. Kiedy minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski powiedział, że to niezgodne z prawem, korporacja wpisała wszystkie te osoby na listę aplikantów, ale zabroniła im uczęszczania na zajęcia teoretyczne. Wprowadzenie tego zakazu nie było dla rejentów przeszkodą w pobraniu od aplikantów 5268 zł za rok nauki.
Z kolei ci szczęśliwcy, którzy patronów znaleźli, muszą u nich pracować na pełnym etacie bez jakiejkolwiek pensji. - Kancelarie wykorzystują, że jest duża konkurencja, a aplikanci muszą praktykować i dlatego każą im pracować po dziesięć godzin dziennie bez wynagrodzenia - mówi prof. Marek Chmaj z Kancelarii Chmaj i Wspólnicy. Co więcej, nie dość, że aplikanci nie dostają pieniędzy za pracę, w większości mają też zakaz pracy poza kancelarią patrona.
Po interwencji DGP Państwowa Inspekcja Pracy zadeklarowała, że przyjrzy się zasadom zatrudniania aplikantów.
@RY1@i02/2010/014/i02.2010.014.000.001b.001.jpg@RY2@
Fot. Artur Chmielewski
Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski nie może interweniować w indywidualnych sprawach aplikantów
Agnieszka Bobowska
Łukasz Kuligowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu