W modelu amerykańskim nie widziałem już dla siebie miejsca
Najbardziej spektakularne przejścia na szczytach, zwłaszcza w dużych międzynarodowych kancelariach, z oczywistych względów budzą emocje. Tak też jest w przypadku Witolda Daniłowicza, który we wrześniu rozstał się z White & Case
Po 19 latach pracy odchodzi pan z White & Case. Dlaczego?
Kilka lat temu White & Case podjęła decyzję o zmianie modelu organizacji i sposobu zarządzania firmą. Z modelu organizacyjnego, w którym podstawowym ogniwem było biuro narodowe, firma przeszła na model, w którym takimi ogniwami były regiony i praktyki regionalne. I tak biuro warszawskie jest zarządzane z jednej strony przez szefa regionu, a z drugiej przez szefów poszczególnych praktyk regionalnych. Żaden z nich nie pracuje w Polsce. Moim zdaniem model ten nie pasuje do White & Case. Jej podstawową siłą nie jest bowiem biuro nowojorskie, ale szeroka sieć biur narodowych, z których każde ma swoich własnych klientów. W tym nowym modelu niestety nie widziałem dla siebie miejsca.
Funkcjonowanie w wielkiej międzynarodowej kancelarii zawsze ma jednak swoje blaski i cienie.
Tak. W telewizji i kinie oglądamy tylko tę piękną stronę - same blaski. Cienie niestety też są. Trzeba pamiętać, że praca w wielkiej kancelarii wymaga całkowitego podporządkowania życia osobistego pracy. Wiąże się to przede wszystkim z bardzo długimi godzinami pracy - częsta praca do późna w nocy, a nawet do rana. Wymagana jest pełna dyspozycyjność - klient może zadzwonić w piątek wieczorem i poprosić o dokumenty czy opinię na poniedziałek rano. I co wtedy? Trzeba zadzwonić do domu i powiedzieć, że nici z planów na weekend. Nie pamiętam już, ile razy zmieniałem plany wakacyjne czy nawet odwoływałem wyjazd w ostatniej chwili. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich prawników pracujących w wielkich kancelariach. Ale ci, którzy chcą zrobić karierę w wielkiej firmie, muszą się z tym pogodzić.
To normalne, że prawnicy zmieniają kancelarie, a z kolei kancelarie zmieniają prawników. Dlaczego zjawisko to zaczyna dotyczyć coraz częściej także partnerów?
Zjawisko odchodzenia z kancelarii dotyczy w równym stopniu młodszych prawników, jak i partnerów. Jest to ogromne wyzwanie dla firm prawniczych. Musimy jednak pamiętać, że model funkcjonowania współczesnych kancelarii został wypracowany w Stanach Zjednoczonych w czasach (wcale nie tak odległych), kiedy żadna firma nie zatrudniała prawników w inny sposób niż prosto po studiach. O przejściu prawnika z kancelarii do kancelarii nie było właściwie mowy, a zmiana firmy przez partnera była nie do pomyślenia. W rezultacie było znacznie łatwiej niż dzisiaj przekonać partnerów do współpracy w ramach firmy, do wspólnego pozyskiwania klientów i wspólną pracą nad projektami. Wszystko to zmieniło się pod koniec lat 80. Dzisiaj partnerzy swobodnie przechodzą z kancelarii do kancelarii, nierzadko kilka razy w trakcie swojej kariery zawodowej. Kancelarie natomiast pozbywają się partnerów, co dawniej było nie do pomyślenia. Skutek jest taki, że partnerzy mają naturalną skłonność do budowania tzw. swoich grup klientów i współpracowników, tak by w razie potrzeby można było ich ze sobą wziąć. Z punktu widzenia kultury firmy i jej prawidłowego funkcjonowania jest to zjawisko bardzo negatywne.
Jakie są przyczyny migracji prawników? Czy chodzi tylko o pieniądze?
Wynika to przede wszystkim z ogromnej konkurencji. Co roku słyszymy o nowych firmach otwierających biura w Warszawie. By zaistnieć na tym rynku, muszą pozyskiwać prawników z innych kancelarii. Z drugiej strony wiele kancelarii, chcąc zyskać przewagę konkurencyjną, stara się przyciągnąć do siebie prawników, a często całe zespoły z innych firm.
A jak kancelarie mogą zabezpieczyć się przed odejściem swych kluczowych pracowników i współpracowników?
Opcje są tu bardzo ograniczone. Nie ma skutecznych sposobów na uwiązanie pracownika. Jedyne, co można zrobić, to starać się go zatrzymać, stwarzając dobrą atmosferę w pracy prowadzącą do zbudowania poczucia przynależności do grupy i lojalności wobec niej oraz stwarzając atrakcyjne i jasne perspektywy kariery zawodowej.
Jakie ma pan plany na przyszłość?
Zakładam własną kancelarię z małą grupą przyjaciół na czele z dr. Witoldem Jurcewiczem, z którym współpracuję już od 23 lat. Razem zakładaliśmy biuro warszawskie poprzedniej firmy i razem przeszliśmy do White & Case w 1993 r.
Problemy, z którymi boryka się ogólnoświatowa gospodarka, nie omijają rynku usług prawnych w Polsce. Czy w czasach kryzysu warto przechodzić na swoje? Nie lepiej zostać w dużej firmie międzynarodowej?
Wydaje mi się, że paradoksalnie jest to najlepszy moment na taki ruch. Kryzys powoduje, że klienci starają się ograniczyć wydatki na prawników. Nie chcą jednak rezygnować z jakości. Dlatego też opcja, w której można zaproponować uznaną jakość za mniejsze pieniądze, ma wszelkie szanse powodzenia. Taką właśnie opcję chcemy zaproponować naszym klientom.
W czym będzie specjalizować się pana kancelaria?
Chcemy zajmować się tym, co robiliśmy dotychczas, a więc przede wszystkim sprawami korporacyjnymi, transakcjami typu joint ventures i M&A. Ja zamierzam kontynuować doradzanie polskim spółkom inwestującym za granicą, a dr Jurcewicz będzie rozwijał swoje zainteresowania arbitrażowe. W miarę rozwoju kancelarii będziemy oczywiście rozszerzali zakres działalności.
W jakiej formie najlepiej świadczyć usługi prawne? Gdyby miał pan poradzić młodym prawnikom zaczynającym działalność, to jaką formę prowadzenia kancelarii by im pan polecił?
Nie ma jednego dobrego rozwiązania. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji partnerów zakładających firmę. Bardzo popularne jest dzisiaj zakładanie kancelarii prawnej w formie spółki komandytowej. Ja też wybrałem tę formę. Ma ona szereg zalet. Przede wszystkim pozwala na istnienie dwóch grup partnerów - komandytariuszy i komplementariuszy. Ma to znaczenie w sytuacji, gdy nie wszyscy partnerzy chcą lub mogą odpowiadać całym swoim majątkiem za zobowiązania firmy. Wszyscy mogą być partnerami, co jest bardzo ważne, ale zakres ich uprawnień i obowiązków może być dostosowany do ich wkładu do firmy, sytuacji materialnej i innych okoliczności.
@RY1@i02/2012/177/i02.2012.177.07000070a.802.jpg@RY2@
Witold Daniłowicz były partner w White & Case
Rozmawiała Ewa Ivanova
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu