Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Leon Państwowiec

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Doświadczony - to słowo najlepiej opisuje prof. Leona Kieresa, zarówno ze względu na całe lata spędzone na funkcjach publicznych, jak i fakt, że przez ten czas życie nie szczędziło mu razów. W przypadku nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego może to być tylko atutem

Jego biografia nadawałaby się na scenariusz filmowy. Trochę jak ucieleśnienie amerykańskiego mitu od pucybuta do milionera, gdyby nie fakt, że choć pokonał drogę z totalnej biedy na szczyt, to nie opływa dzięki temu w luksusy.

Nie miał, jak większość prawników, przodków w palestrze; wręcz przeciwnie, rodzice byli skromnie wykształceni. Mimo tego nie dość, że skończył szkołę muzyczną (ma nawet uprawnienia nauczania gry na skrzypcach), to i studia prawnicze na Uniwersytecie Wrocławskim. Tu, pokonując kolejne szczeble, uzyskał tytuł profesora belwederskiego. Funkcje publiczne także sprawował na każdym poziomie: od radnego miejskiego do parlamentarzysty.

Pomimo imponującego dorobku naukowego i publicznego w powszechnej świadomości pozostaje przede wszystkim pierwszym prezesem Instytutu Pamięci Narodowej.

- Wszystko stworzył od zera. Jak przychodził do IPN, to instytut mieścił się w dwóch czy trzech pokojach w Prokuraturze Generalnej. Cała baza materialna, ludzka, struktura instytucji, organizacja wewnętrzna - to wszystko jego zasługa. Ba, gdyby Kieres się w to nie zaangażował, IPN w ogóle by nie istniał - ocenia prof. Andrzej Friszke, historyk.

- Owszem, był krytykowany, ale trudno, żeby nie był w sytuacji, kiedy oczekiwania co do tej instytucji były rozbieżne - dodaje.

W trakcie jego prezesury IPN prowadził m.in. sprawę mordu w Jedwabnem oraz rozpoczął polskie śledztwo w sprawie Katynia. Ale też wtedy, po tzw. Liście Wildsteina, ogarnęła Polskę teczkomania. Pomimo iż skrajnie prawicowi posłowie omal go wówczas nie zlinczowali, szef IPN nie dopuścił, by jego instytucja przerodziła się - jak sam mówi - w Instytut Histerii Narodowej. Nigdy nie był skory do formułowania radykalnych poglądów (z wyjątkiem zdecydowanego opowiedzenia się po stronie The Beatles w odwiecznym sporze o prymat z The Rolling Stones).

- Jak występuje na radzie wydziału, zawsze stara się zająć wyważone stanowisko. Nie jest zapalczywy, nie rzuca pięknych bon motów, które by potem mogły kogoś urazić. Dąży do sedna sprawy - opisuje kolegę z wydziału prof. Bogusław Banaszak, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Tę cechę jeszcze pogłębiła praca w IPN, gdzie - jak przyznaje - nie ma spraw czarnych czy białych, lecz w różnych odcieniach szarości. Zawsze wzbraniał się przed rolą sędziego ludzkich sumień. Według prof. Friszke, były szef IPN posiada bardzo wiele cech dobrego sędziego TK.

- Powściągliwość, bezpartyjność, a przy tym bardzo silny państwowy sposób myślenia. Nie ideologiczny, nie partyjny - kiedyś mówiło się o takich ludziach "państwowiec". A przy tym jest skromny, może nawet zanadto, i życzliwy ludziom - wymienia Friszke.

Tego szacunku dla władzy, instytucji państwa i rządu wielu nie mogło mu wybaczyć, ale jak przyznawał w jednym z wywiadów: "boję się tylko Pana Boga i żony, a rządowi pomagam. Nikt i nic nie zmusi mnie do krytyki władzy tylko dlatego, że sprawuje ją ta lub inna partia polityczna". Dodawał też, że "przywiązanie do narodu to poczucie obowiązku bycia z nim na dobre i na złe, jak w małżeństwie".

Tym razem przeciwnikami jego wejścia do Trybunału byli posłowie z lewej strony, którym przeszkadza, że prof. Kieres określił się jako katolik fundamentalista. Zaznaczał przy tym jednak, że jest fundamentalistą w stosunku do siebie.

- Konstytucja jest prawem, które ma służyć każdemu obywatelowi; nie będzie dla mnie miało znaczenia to, kto jaką wiarę wyznaje i jakimi przekonaniami się kieruje, byleby to były przekonania nienaruszające polskiego porządku konstytucyjnego - mówił przed nominacją.

Wszyscy podkreślają bardzo wysoką kulturę Leona Kieresa i łagodne usposobienie, a przy tym niesamowite zdolności mediacyjne. Zażegnał np. spór pomiędzy kibicami szczypiorniaka ze Śląska Wrocław i Petrochemii Płock: ci ostatni odgrażali się, że jeśli ktoś z Wrocławia przyjedzie do Płocka, to wróci stamtąd w trumnie. Fascynuje go piłka nożna, uwielbia żużel, ceni koszykówkę. Na skrzypcach już prawie nie gra. Marzy jednak, by jego ukochany Śląsk Wrocław zagrał w Lidze Mistrzów.

Kiedy prof. Kieres będzie w miejsce sędziego Adama Jamroza wchodził do prawniczej elity, Śląsk będzie pukał do bram tej piłkarskiej.

@RY1@i02/2012/143/i02.2012.143.07000030q.801.jpg@RY2@

FOT. ADAM TUCHLINSKI/REPORTER

Piotr Szymaniak

piotr.szymaniak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.