Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Buntownik z wyboru

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Każdy poprzedni prezydent miał zaufanego prawnika. U Lecha Wałęsy był to Lech Falandysz, u Aleksandra Kwaśniewskiego Ryszard Kalisz, a u Lecha Kaczyńskiego Robert Draba. O każdym z nich było głośno. Tymczasem Bronisław Komorowski ministerialną tekę powierzył Krzysztofowi Łaszkiewiczowi. Prawnikowi, który zdaje się szerokim łukiem omijać salony

Pracoholik, prawie zawsze z tabletem - tak mówią o Łaszkiewiczu przyjaciele. Pracę zaczyna od przeglądu prasy przy kawie, potem bieżące sprawy biur, które nadzoruje, i wreszcie spotkanie u prezydenta. Administracyjny profesjonalista. - Jako szef jest wymagający i skrupulatny, merytorycznie konkretny. Wyważony, ale ze swoistym poczuciem humoru, wprowadza dobrą atmosferę - komentuje Wiesława Rudzka, współpracownik z Kancelarii Prezydenta RP.

Prezydent Komorowski długo szukał prawnika. Odmówili mu m.in. były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski oraz były szef Rządowego Centrum Legislacji Aleksander Proksa. Jednak długie poszukiwania się opłaciły. W końcu znalazł. - Zdroworozsądkowego pragmatyka, szukającego mądrego kompromisu dla najbardziej zawiłych problemów prawnych - mówi o nim Krzysztof Kwiatkowski, były minister sprawiedliwości.

Droga na szczyt prawniczej kariery nie była jednak usłana różami. Po beztroskim czasie liceum, trafia na studia prawnicze na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Pokolenie 68 roku nie miało komfortu beztroskiej nauki - stwierdza Łaszkiewicz. Zniechęcony do władzy komunistycznej, buntownik z wyboru, nie wiedział, czym będzie się zajmować po obronie dyplomu. - Na pewno nigdy nie myślałem o karierze w wymiarze sprawiedliwości. W tamtych czasach prokuratura i sądownictwo były dla mnie czymś, co należy obchodzić z daleka - dodaje.

Dopiero w stanie wojennym dostrzega, że nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Okazało się, że wśród sędziów i prokuratorów są i tacy, którzy nie chodzą na pasku władzy. - Mimo presji nie godzili się na uczestniczenie w pokazowych procesach czy też wymierzania wyroków pod dyktando partyjnych aparatczyków - stwierdza.

Zniechęcony do wymiaru sprawiedliwości postanowił rozpocząć pracę w administracji. - Dzięki tej pracy zdobyłem wiedzę i doświadczenie o funkcjonowaniu państwa. Poznałem też jego ówczesne, często absurdalne, mechanizmy, tak genialnie odwzorowane w filmach przez Bareję - wspomina po latach.

Skrzydła mógł rozwinąć dopiero po upadku znienawidzonego ustroju totalitarnego. Paradoksalnie jednak to właśnie ten ustrój podsunął Łaszkiewiczowi pomysł na specjalizację w wolnej Polsce. Postanowił skoncentrować się na prawie własności. Uważał bowiem, że po upadku systemu trzeba oddać obywatelom to, co im zabrano. Na początku lat 90. Łaszkiewicz włączył się w działalność Stowarzyszenia Kresowian Wierzycieli Skarbu Państwa i jako przedstawiciel tej organizacji w połowie 1993 r. został przewodniczącym Rady konsultacyjnej ds. reprywatyzacji przy ministrze przekształceń własnościowych. Od tego momentu rozpoczęła się jego przygoda z polityką. - Kiedy w 1997 roku poznałem go jako wiceministra Skarbu Państwa, wydawał mi się marzycielem. Spróbować rozwiązać problem reprywatyzacji w Polsce, chociaż od początku było wiadomo, że to jak porywanie się z motyką na słońce! - ocenia Krzysztof Kwiatkowski. Łaszkiewicz jednak nie rezygnuje z przygotowania ustawy reprywatyzacyjnej. - Spośród wielu projektów ustaw tylko ten przygotowany przez Łaszkiewicza został uchwalony przez Sejm 7 marca 2001 roku. Ustawa jednak nie weszła w życie, jej podpisania odmówił prezydent Kwaśniewski - dodaje profesor Teresa Rabska, znajoma Łaszkiewicza.

Łaszkiewicz od dwóch lat jest sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta RP. Nie bryluje na salonach, jak jego poprzednicy. Jego nazwisko rzadko pojawia się na pierwszych stronach gazet czy w telewizji. Być może to efekt stylu prezydentury Bronisława Komorowskiego, który nie prowadzi polityczno-prawnych bojów z parlamentem. Faktem jednak jest, że Krzysztof Łaszkiewicz dorobił się opinii szarej eminencji. Jemu samemu taka rola zdaje się odpowiadać. Zamiast celebrytą woli być sprawnym strategiem. Ostatnio nazwisko Łaszkiewicza zaczęło pojawiać się częściej, a wszystko za sprawą prezydenckiej nowelizacji ustawy - Prawo o zgromadzeniach.

@RY1@i02/2012/133/i02.2012.133.07000030a.801.jpg@RY2@

FOT. ŁUKASZ KAMIŃSKI/KPRP

Mariusz Mosiołek

mariusz.mosiolek@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.