Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Korporacja radców? Sitwa to mało powiedziane

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Nie o taki samorząd zabiegali nasi koledzy i koleżanki, którzy w latach 80. ubiegłego wieku potrafili desperacko walczyć o utrzymanie swojej niezależności

Twórca demokracji archont Solon (VI w. p.n.e.) głosił, iż każdy, kto unika polemiki, jest przestępcą. W myśl tej zasady pozwalam sobie zabrać głos w emocjonującym środowisko radców prawnych sporze pomiędzy ikoną samorządu Andrzejem Kalwasem a byłym działaczem PZPR, wiceprezesem Krajowej Izby Radców Prawnych Dariuszem Sałajewskim.

Rodowód z PZPR

Z przyjemnością przyjmuję poetykę polemiki zaprezentowaną przez wiceprezesa Sałajewskiego w jego tekście polemicznym "O sitwie nie powinien mówić były prezes korporacji radców" (DGP nr 128/2013) i sięgam do czasów pierwszej kadencji naszego samorządu, który startował w stanie wojennym.

Po przegranych wyborach na I zjeździe w 1983 r. przewodnia partia zwarła szeregi, a wyrazicielem betonu był ówczesny sekretarz drugiej kategorii z Częstochowy, Dariusz Sałajewski. Drugiej kategorii, bo pierwsza była zarezerwowana dla organizacji partyjnych w zakładach im. W.I. Lenina, zaś towarzysz Sałajewski kierował partią tylko w hucie im. Bieruta.

Czemu o tym wspominam? Bo wprawdzie epoka ręcznego sterowania samorządem przez osławiony "sklep bławatny" (towarzysze Atłas i Aksamit z wydziału administracyjnego KC PZPR) słusznie minęła, najwyraźniej nie minął jednak czas osób, które były niegdyś pasem transmitującym do samorządu polecenia partii.

W dobie okrągłostołowej transformacji Andrzej Kalwas założył jedną z pierwszych polskich kancelarii, natomiast Dariusz Sałajewski przekwalifikował się na prezesa nomenklaturowego banku w Częstochowie. W latach 90. popularne było w środowisku radców prawnych powiedzenie "Kalwas ubrał radców w togi i niebotycznie zwiększył pole działalności zawodowej", nie znam natomiast żadnego zwrotu związanego z nazwiskiem Sałajewskiego.

Po osiągnięciu szczytów rozwoju zawodowego w charakterze radcy prawnego Andrzej Kalwas jako minister stworzył ramy nowych zasad działalności sądownictwa polubownego (arbitrażowego) poprzez wprowadzenie całej nowej części kodeksu postępowania cywilnego. Już tylko to, nie mówiąc o innych zasługach, powinno go uchronić od inwektyw i pomówień, zwłaszcza ze strony ludzi, którzy zaliczając funkcje w samorządzie, nie mogą poszczycić się porównywalnymi sukcesami na polu zawodowym.

Schlebianie delegatom

Przechodząc do rzeczy. W listopadzie tego roku będzie wybierany nowy prezes KIRP i Dariusz Sałajewski uznał, że pora zawalczyć o to stanowisko. Do wyboru niezbędne będzie jednak poparcie 66 delegatów z izby warszawskiej, należy im więc schlebiać i zabiegać o ich względy. Dobrym sposobem na to jest zarzucanie Kalwasowi przeróżnych niewłaściwych zachowań będących efektem rzekomej frustracji z powodu przegranej jego faworyta w wyborach na funkcję dziekana w Warszawie.

Dariusz Sałajewski udaje, że nie widzi patologii w działalności warszawskiego samorządu. Niżej podpisany zaś był, widział i niestety czuł. Już na pierwszym zebraniu rejonowym zostałem odesłany do kąta po tym, gdy zażądałem prawa do zadania pytania zarówno ustępującemu dziekanowi, jak i forsowanemu kandydatowi na nowego (rzesza radców prawnych dostrzegła problem wcześniej, głosując nogami - frekwencja na zebraniach wynosi od 15 do 20 proc.).

Podstawą prawną zakazu jakiejkolwiek dyskusji miała być uchwała nr 10/2010 krajowego zjazdu, według której jedynym prawem i obowiązkiem radcy prawnego jest wyłącznie wyłonienie delegata na zgromadzenie okręgowe.

Głosowania ze ściągą

Używając słowa "sitwa", Andrzej Kalwas wzniósł się na wyżyny dyplomacji i kultury słowa w opisie tego, co działo się na zebraniach rejonowych i na zgromadzeniu delegatów (chodzi o wywiad z byłym ministrem "To nie deregulacja, lecz degradacja i pauperyzacja zawodów prawniczych", opublikowany w DGP 120/2013, który skłonił Dariusza Sałajewskiego do napisania polemicznego tekstu - przyp. red.).

Wybory do wszystkich organów izby dokonywały się według następujących zasad: po pierwsze na zebrania rejonowe przychodzą (in gremio) zdyscyplinowani radcowie prawni wpisani na listę w ostatnich dwóch latach, zarezerwowano zresztą dla nich 20 proc. wysoko płatnych funkcji. Po drugie obowiązuje dyscyplina, jeden siedzi obok drugiego i obserwuje, czy wszyscy głosują zgodnie wręczonymi przy wejściu na salę kartkami. Po trzecie wyłonieni w takich "wyborach" delegaci na zgromadzenie to 100 proc. listy przyszłego dziekana. Po czwarte ci delegaci podczas zgromadzenia znowu głosują an block na listę, którą im wręczono.

System gwarantuje, że funkcji w samorządzie nie dostanie żaden przypadkowy kandydat, nawet o niekwestionowanych osiągnięciach, niezaakceptowany przez grupę trzymającą władzę (oczywiście z uwzględnieniem parytetów ustalonych z radcami z rocznika 2012/13). Taki "wzorcowy" samorząd, tak wybierany firmuje Dariusz Sałajewski.

Czysta patologia

Czy o taki samorząd zabiegali nasi nieżyjący już w większości koleżanki i koledzy od lat 60. ubiegłego wieku, w latach 80. nieraz desperacko utrzymujący status niezależności? Dla mnie (i wielu innych) obecny stan to czysta patologia. Cisną się o wiele ostrzejsze sformułowania od tych, jakich użył mecenas Kalwas. Książę poetów Zbigniew Herbert, zresztą z wykształcenia prawnik, pisał: "To wcale nie wymagało wielkiego charakteru/mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi/ lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku, tak smaku/który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo/choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała/głowa".

Dlatego też napisałem ten tekst. Pozdrawiam Andrzeja Kalwasa i życzę mu dużo zdrowia, będzie bardzo potrzebne.

@RY1@i02/2013/161/i02.2013.161.07000070a.802.jpg@RY2@

materiały prasowe

Władysław Siwek, radca prawny

Władysław Siwek

radca prawny

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.