Dziennik Gazeta Prawana logo

Friendly fire, czyli jak nas wspiera dowództwo

27 czerwca 2018

Radcom prawnym ich korporacja daje lepsze narzędzia do walki z konkurencją i okazuje im większe zaufanie. Adwokaci, którzy chcą być innowacyjni, narażają się na ostrzał

W ostatnim czasie wielu adwokatów otrzymało e-mailem komunikat wzywający do usunięcia z elektronicznych nośników treści niezgodnych z prawem lub zasadami etyki i do dostosowania form działalności w internecie do obowiązujących przepisów. Komunikat wydały komisja etyki zawodowej przy Naczelnej Radzie Adwokackiej oraz zespół ds. zwalczanie nieuczciwej konkurencji przy NRA. Zarówno komunikat, jak i fakt pojawienia się takiego zespołu przy radzie skłoniły mnie do zabrania głosu na stronach grup dyskusyjnych Adwokatura Polska i Polska Palestra, działających na portalu Facebook. Odzew i dyskusja wywołane wpisem pokazały, że kwestia reklamy będzie jednym z najważniejszych tematów nadchodzącego Zjazdu Adwokatury. Dla mnie jednak ważniejszy od samej reklamy okazał się problem reakcji władz samorządu na nieuczciwą konkurencję na rynku usług prawniczych.

Front

Z grubsza rzecz ujmując, na rynku kancelarii adwokackich da się wyróżnić trzy grupy podmiotów: indywidualne kancelarie adwokackie (IKA), spółki adwokackie (SpA) oraz duże firmy prawnicze (FP). Jest to podział autorski, stworzony na potrzeby tego tekstu i posłuży jedynie do próby przeanalizowania działań organów adwokatury względem poszczególnych podmiotów.

W pierwszej kolejności zauważyć należy, że w przypadku korporacji adwokackiej mamy do czynienia z konkurencją wewnętrzną i zewnętrzną.

I tak np. IKA konkurują wewnętrznie z innymi IKA oraz SpA, a prawie w ogóle nie konkurują z FP, bowiem operują w innym segmencie rynku. Jedynie SpA mają konkurencję tak po stronie IKA, jak i FP, bowiem obsługują podobnych klientów.

Na zewnątrz IKA konkurują z radcami prawnymi (RP) wspieranymi przez KIRP, firmami windykacyjnymi (FW), firmami odszkodowawczymi (FO) oraz doradcami prawnymi (DP).

Nieco inaczej sprawa konkurowania ma się w przypadku większych podmiotów w postaci SpA i FP, ale nie chce teoretyzować, ich właściciele sami potrafią wskazać te pola i przyjrzeć się zaprezentowanemu modelowi, podzielając bądź nie, moje przemyślenia.

Dajcie wsparcie

Potrzebę wsparcia ze strony samorządu odczuwało wielu adwokatów, każdy z nas zmaga się bowiem z konkurencją, która jest zjawiskiem znanym od lat, ale w tak dużym stopniu nigdy nie dotykała rynku usług prawnych. Konkurencja jest co do zasady dobra: prowadzi do obniżki cen, wyzwala nowe ruchy, zmusza do dostosowania oferty do potrzeb klientów i dostrzeżenia ich oczekiwań, owocuje powstawaniem specyficznych zespołów prawników, którzy, znając daną branżę, tworzą kancelarie butikowe.

Jednak samorząd nie był przygotowany na pojawienie się zjawiska konkurencji, bowiem nie postrzegał tego jako swojego zadania.

Sygnały z pierwszej linii frontu na pewno do władz korporacji docierały. Adwokaci wskazywali, że potrzebują pomocy i wsparcia w swoich działaniach na rynku usług prawnych. Względem DP, przejmujących rynek drobnych porad prawnych, zasypujących klientów indywidualnych ulotkami z nieuczciwą reklamą "adwokat jest drogi".

Względem FO, wręczających ulotki w szpitalach i tam podpisujących umowy bez opłat, za to z wynagrodzeniem w przypadku wygrania sprawy.

Względem FW zapewniających tanią i skuteczną windykację, a mogących brać udział w czynnościach komornika, do których adwokat nie miał dostępu.

Wreszcie względem RP mających duże wsparcie swojego samorządu, realizującego konsekwentnie spójną strategię dla całej korporacji. W jej ramach dano radcom lepsze narzędzia w walce konkurencyjnej i, trzeba wprost powiedzieć, okazano im większe zaufanie, co ujęto w konstrukcji przepisów zezwalających na wszelkie działania, z wyjątkiem tych zabronionych, w przeciwieństwie do kazuistycznego wyliczenia tego, co jest adwokatom dozwolone w przedmiocie reklamy i marketingu.

Strzały do swoich

Friendly fire (z ang. dosł. przyjazny ogień) - termin zapożyczony z nomenklatury armii Stanów Zjednoczonych, oznaczający przypadkowy ostrzał własnych (lub sojuszniczych) sił i środków. Przyczyną tego zjawiska może być omyłkowa identyfikacja celów jako wrogie lub wypadek związany z niską celnością (uderzenie skierowane w stronę przeciwnika trafia we własne oddziały). Spadło to na adwokatów w sposób modelowo przedstawiony w Wikipedii.

Omyłka polega na tym, że ktoś dostrzegł marginalny problem, w sam raz dla oddziałów specjalnych w postaci rzeczników dyscyplinarnych, i skierował ogień na wszystkich walczących na pierwszej linii frontu z faktyczną konkurencją.

Śmiem twierdzić (choć żadnych konkretnych informacji nie podano), że to, czym zajął się zespół ds. nieuczciwej konkurencji, było wynikiem innowacyjnych i kreatywnych poczynań najodważniejszych wojowników. Dalej twierdzę (tak samo bez twardych danych), że nikomu te działania szkody nie poczyniły. Ba, gdybyśmy znali te przypadki, wiele moglibyśmy się nauczyć, a tak może nigdy nie poznamy poczynań tych pionierów, którzy przekraczali granice i wchodzili w odważne rynkowe interakcje.

Ten błąd wynika ze sposobu komunikacji, jaki przyjęto na samym początku w samorządzie adwokackim - wytyczne idą z góry do dołu, tylko w jedną stronę, w trybie władczym. Nie zdaje to egzaminu w obecnym kształcie znacznie powiększonej adwokatury i każe pochylić się nad modelem relacji wewnętrznych. Bo adwokaci oczekiwali wsparcia w walce z konkurencją, w tym nieuczciwą, a otrzymali reakcję skierowaną w pierwszej kolejności przeciwko nim samym.

Zaskakujące jest to, że tak wielu powołuje się na służbę adwokaturze, a nikt nie chce służyć adwokatom. Żeby im bowiem służyć, trzeba w pierwszej kolejności zapytać, czego oczekują od samorządu, a później, mając władzę, w imię tej służby spełnić oczekiwania większości (demokracja tak ma). Prezes NRA adw. Andrzej Zwara w jednym z wywiadów stwierdził, że adwokatura nie jest związkiem zawodowym i nie rozwiązuje problemów, które odczuwają członkowie samorządu. W tym przypadku potrzebna jest taka formuła odczytania przepisów o adwokaturze, aby nie będąc związkiem zawodowym reprezentować też interesy swoich członków.

Siłę mojego samorządu poczuję, gdy w trosce o moje interesy i i interesy społeczeństwa (tak, właśnie w tej kolejności), zespół ds. zwalczania nieuczciwej konkurencji podejmie walkę ze staczami w szpitalach i przed sądami, da możliwość zawierania umów (pactum de quota litis) wierząc, że ich autorzy są w stanie zadbać o swoje wynagrodzenie i oszacować ryzyko procesu, nie obiecując rezultatu, zapewni możliwość realnego uczestnictwa w toku wszystkich czynności egzekucyjnych, podejmie walkę z głoszącymi hasła "adwokat jest drogi", da możliwość informowania o tym, w jakiej dziedzinie nasze kancelarie będą najbardziej pomocne klientowi, a najbardziej kreatywnych nagrodzi, a nie spacyfikuje.

Zespół ds. zwalczania nieuczciwej konkurencji powinien zająć się aplikantami przejmującymi klientów, adwokatami przejmującymi sprawy z nierozliczonymi klientami, szklanymi sufitami dzielącymi niektóre kancelarie i niektórych klientów, i pewnie jeszcze wieloma sprawami z zakresu nieuczciwej konkurencji, z którymi stykamy się na pierwszej linii frontu.

Kwestia zaufania

Zakaz reklamy, informowania, marketingu nie uderza w startujących adwokatów, nie daje też zdecydowanej przewagi dużym firmom, on nie pozwala dotrzeć małemu podmiotowi z komunikatem do dużych klientów.

Powstaje pytanie, czy taki zakaz jest tak naprawdę w interesie konsumenta, a nawet społeczeństwa, czy może ma na celu ograniczanie wewnątrzkorporacyjnej konkurencji? A zatem komu jest potrzebny? I dlaczego samorząd nie ufa swoim członkom, że ci wykorzystają nowe narzędzia dla realizacji misji całej adwokatury?

Adwokaci liczyli na wsparcie w walce z konkurencją, w tym z nieuczciwą, a doczekali się reakcji przeciwko sobie. Dlaczego samorząd nie ufa swoim członkom i nie wierzy, że ci wykorzystają nowe narzędzia do realizacji misji całej adwokatury?

Dyscyplinowanie kreatywnych

Obszary, w jakich komisja etyki zawodowej oraz zespół ds. zwalczania nieuczciwej konkurencji Naczelnej Rady Adwokackiej dopatrzyli się naruszenia przez adwokatów norm etycznych:

- zamieszczanie na portalach społecznościowych wypowiedzi, które ujawniają lub pozwalają na ujawnienie tożsamości stron oraz ich merytorycznych stanowisk, zawierają komentarze dotyczące składu orzekającego oraz elementów taktyki procesowej

- umieszczenie w sieci informacji zawierających nieweryfikowalne pojęcia ocenne dotyczące danego prawnika/kancelarii (typu "najlepszy ekspert prawa handlowego"),

- posługiwanie się sformułowaniami wprowadzającymi w błąd co do zakresu lub formy prawnej prowadzonej działalności,

- korzystanie z rzekomych rankingów sztucznie kreowanych dla potrzeb reklamowych,

- umieszczanie reklam komercyjnych podmiotów trzecich lub korzystanie z reklam innych podmiotów

Oprac. Anna Krzyżanowska

@RY1@i02/2013/157/i02.2013.157.07000080a.809.jpg@RY2@

Fot. materiały pasowe

Bartosz Prusiński, adwokat

Bartosz Prusiński

adwokat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.