Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Korporacje do poprawki

Ten tekst przeczytasz w 108 minut

"Oni" - tak większość prawników mówi o przedstawicielach władz swoich samorządów. Dostrzegając błędy "tych na górze", domagają się szybkich zmian

@RY1@i02/2013/152/i02.2013.152.070000400.806.jpg@RY2@

Agata Rewerska, radca prawny, Szkoła Prawa Procesowego Ad Exemplum

Fascynują mnie przycmentarne kwiaciarki. Sprzedają kwiaty - symbol prosperity, sukcesu, szczęścia, odzwierciedlenie pamięci, coś, co jest piękne, co oddaje szacunek, wdzięczność. Ale sprzedają to u bram piekieł, u wrót śmierci, u wejść na cmentarze... I taki zdaje mi się dzisiaj samorząd. Włada wielkimi wartościami: sprawiedliwością, uczciwością, prawością, odwołuje się do etosu, tradycji, żąda szacunku, obiecuje prestiż i wszystko to czyni o krok od upadku, o włos od własnej śmierci. Zastanawiam się, dlaczego odnoszę takie wrażenie i jak bardzo odzwierciedla ono wyłącznie moje obawy, a na ile tych wszystkich, których znam i którzy ten samorząd tworzą.

W ostatnim czasie bowiem dzwoni do mnie dużo ludzi z prośbą o pomoc w znalezieniu pracy i pytaniem czy nie słyszałam, że ktoś szuka prawnika. Dzwonią też znajomi z informacją, że tracą klientów i pytaniem, czy mogę się czymś podzielić. Dzwonią też młodzi radcowie i pytają, czy mogę gdzieś dalej przesłać ich CV. I to są takie chwile, w których przychodzi mi na myśl pytanie: a gdzie jest mój samorząd? Od czerwca bywam także na ślubowaniach radcowskich w różnych częściach Polski. W oczy rzucają się radość, duma i naręcza kwiatów przekazywane wraz z gratulacjami nowo zaślubionym, ale słychać trwogę o byt i przyszłość. I to nie tylko wyrażaną przez młodych. W przemówieniach radców, sędziów, prokuratorów i adwokatów dominują przestrogi przed trudnymi czasami, złym rynkiem i konkurencją ze strony paralegals. I nadal nie wiem, co robi samorząd? I stąd mi się chyba wzięło to porównanie do kwiaciarek. Bo przy dzisiejszej koniunkturze na rynku i przy braku wsparcia ze strony samorządu te wręczane bukiety kwiatów są trochę jak wieńce nagrobne niesione ludziom, którzy dopiero powstali do życia samorządowego, a być może za chwilę zawodowo będą martwi, bo nie zaistnieją na rynku, na który wchodzą. Takie są realia.

W sumie jednak sytuacja wyglądała podobnie 15 lat temu - gdy zdawałam na aplikację (na którą wtedy było bardzo trudno się dostać). Rozciągano przed nami wizję świetlanej przyszłości, obiecywano świetny start w życie, prestiż, rozwój, powszechny szacunek i podziw - i trochę faktycznie tak było. Być aplikantem radcowskim to było coś. Niemniej po zdanym egzaminie okazywało się, że życie nie jest tak różowe, jak przyrzeczono, a przyszłość aż tak świetlana. Poza otwarciem biura i wywieszeniem tablicy informacyjnej nie można było zrobić nic, aby pozyskać klienta i albo ktoś ze znajomych coś załatwił, albo można się było co najwyżej podnająć u kogoś, kto już klientów miał. Wtedy nie było żadnego systemu wsparcia dla młodych adeptów sztuki radcowskiej i żadnej pomocy ze strony samorządu. Nie ma jej także dzisiaj, ale teraz dziwi to tym bardziej, że u steru samorządu są ci, którzy wtedy narzekali na brak wsparcia. W dodatku obecnie, z uwagi na ogromną podaż i nie do końca odpowiadający jej popyt na usługi prawnicze, realnie grozi nam konieczność przebranżawiania się. Zastanawiam się, kiedy w takim razie dotrze do nas, iż nadciągający zgon naszych organizacji to efekt braku naszej aktywności, naszego pomysłu na samorząd i naszego wspólnego działania? Bo rolą samorządu jest nie tylko dbanie o przestrzeganie norm etycznych, prowadzenie szkolenia aplikacyjnego i organizowanie pikników z okazji majówek. Dzisiaj samorząd musi być grupą lobbingową pozyskującą nowe miejsca pracy dla swoich członków, ośrodkiem standaryzacji usług, promotorem marki "radca prawny" na rynku, liderem kontaktów prawników z przedsiębiorcami, kreatorem wizerunku. Nasz problem polega na tym, że nie przystajemy do otaczającej rzeczywistości rynkowej. Nie radzimy sobie z konkurencją, jaką stanowią "doradcy prawni". Nie zabiegamy o zmianę zapisów dotyczących obowiązkowego zastępstwa procesowego. Nie upominamy się o zmianę wysokości kosztów w sprawach z urzędu. Nie walczymy o poszerzenie rynku usług prawniczych. Nie czynimy kroków w stronę podnoszenia świadomości prawnej ani społeczeństwa, ani nawet przedsiębiorców. Nie włączamy się w dyskusje społeczne nas dotyczące, kwestionujemy prawo wypowiadania się "niefunkcyjnych", konstatujemy każdą propozycję ministerstwa, jednocześnie nie zgłaszając zbyt wielu swoich. Do tego dopuściliśmy do sytuacji, w której pojawiła nam się grupa osób funkcyjnych, żyjących z samorządu, a nie dla samorządu, które m.in. podejmują uchwały podnoszące ich wynagrodzenia do kilku czy kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie, co nie znajduje wewnątrzkorporacyjnej przychylności.

Upadł także mit o naszej misji i roli społecznej. Dzisiaj w pojęciu klienta nie niesiemy pomocy prawnej, tylko świadczymy usługę, którą on chce kontrolować i względem której ma wymagania i oczekiwania. Dlatego dzisiaj samorząd zamiast poszukiwać utraconego patosu, powinien podejmować kroki, aby dostosować korporacje do potrzeb radców i oczekiwań społecznych (w tym klientów). Jeśli zatem mamy przetrwać tę próbę czasu, to musimy uświadomić sobie, jakie wyzwania i zagrożenia niesie dla nas dzisiejszy rynek. Odpowiedzi wymaga zatem m.in. pytanie, czy warto walczyć o jeden wspólny samorząd, czy lepiej skupić się na rozszerzeniu rynku dla naszych usług? Na pewno każdy z nas śledzi kolejne pomysły polityków na rozwiązanie kłopotu z samorządami i wie o koncepcji uprawnienia każdych 100 adwokatów bądź 250 radców do założenia własnego samorządu.

Ale nie każdy dostrzega zagrożenia dla istnienia samorządu w dotychczasowych regulacjach, a niewidzialna ręka rynku robi swoje. Nie możemy prowadzić działalności gospodarczej w formie spółek, nie wolno nam się reklamować, nie możemy korzystać z narzędzi wolnorynkowych ani przy pozyskiwaniu, ani przy utrzymywaniu klientów, nie możemy składać ofert bez uprzedniego ustalenia tego z potencjalnym klientem, nie możemy dumpingować stawek rynkowych (których wyznacznik w dodatku nie istnieje), nie wolno nam występować z propozycją obsługi prawnej do podmiotów już obsługiwanych przez radcę prawnego, jesteśmy zobowiązani do świadczenia zastępstwa prawnego z urzędu (za nieadekwatne do nakładu pracy stawki), nie dostajemy regularnych zasądzeń ze spisu czynności ani wielokrotności stawki podstawowej, posiadamy kodeks etyki pozwalający na ingerowanie w nasze prywatne życie, podlegamy sądowi dyscyplinarnemu i co miesiąc odprowadzamy składkę na samorząd. Zwykli prawnicy (czyli bez uprawnień korporacyjnych) zakładający kancelarie, niejednokroć zaraz po studiach - nie dość, że nie mają tych wszystkich obostrzeń, obowiązków i zakazów, korzystają z form spółek kapitałowych, to jeszcze wspierają się profesjonalnymi podmiotami pozyskującymi klientów, pozycjonującymi ich markę na rynku, promującymi ich kancelarie. I jak mamy jako przedsiębiorcy na tym rynku przetrwać? Czy powinno zatem bulwersować, że młodzi ludzie po 8 czy 9 latach edukacji prawniczej przymykają trochę oko na regulacje etyczne po to, aby zaistnieć i przetrwać na rynku? I czy tak trudno jest przewidzieć kolejne etapy istnienia naszego samorządu, jeśli nie wprowadzimy zmian urynkowiających nasz zawód? Trzeba się liczyć z tym, że może interesującym konceptem okaże się opcja zawieszenia prawa wykonywania zawodu radcy prawnego i zakładania prawniczych spółek kapitałowych, których udziałowcy (akcjonariusze) nie będą w żaden sposób ograniczeni w działaniu na rynku i którą będzie bardzo prosto dokapitalizować. Dodajmy do tego dość powszechnie i często powtarzaną ostatnio koncepcję instytucji finansowych i dużych przedsiębiorców, aby tworzyć swoje własne zaplecza prawne w postaci firm zależnych, i gwóźdź do trumny samorządu mamy wbity na amen. Jeśli dołożymy rosnącą lawinowo liczbę postępowań odszkodowawczych wszczynanych przeciwko prawnikom oraz całkowitą bierność władz samorządowych w rozwiązywaniu kwestii ważnych w dyskusjach z sądami, organami samorządowymi i organami ścigania, to łatwo zauważyć, że nie zagraża nam żadna deregulacja - samorząd po prostu rozwiąże się sam.

Jeśli w jednym zdaniu miałabym odpowiedzieć na pytanie, co mi się nie podoba w samorządzie, stwierdziłabym: to, że się nie zmienił, a zmieniło się wszystko dookoła.

@RY1@i02/2013/152/i02.2013.152.070000400.807.jpg@RY2@

Karol Orzechowski, adwokat

Rok 2013 będzie niezwykle istotny w życiu samorządu adwokackiego. Organizowane we wszystkich izbach wybory pozwolą usłyszeć głos najmłodszych członków palestry. Stanie się tak, bo na skutek zmian legislacyjnych liczba osób wykonujących zawód krócej niż trzy lata stanowi obecnie w skali Polski ponad połowę dzisiejszej adwokatury. Taka sytuacja kreuje zarówno ryzyko jak i niezwykłe okazje z punktu widzenia przyszłej egzystencji korporacji.

Niewątpliwie do ryzyka należy zaliczyć to, że część spośród młodych adwokatów nie utożsamia się z samorządem, uważając go za anachroniczny i niebędący w stanie sprostać wyzwaniom współczesności. Nie widzą w nim też sprawnego reprezentanta swoich interesów jako grupy zawodowej, dostrzegając, że wiele działań podejmowanych przez naczelne organy ma charakter reakcyjny, a nie proaktywny. Ich związek z samorządem determinuje konieczność płacenia izbowej składki.

Do niezwykłych okazji paradoksalnie należy zaliczyć geometrycznie przyrastającą liczbę adwokatów i potencjał społecznego wpływu, jaki mogą zyskać. Niemniej do tego niezbędne jest stworzenie pewnej wspólnoty interesów wokół kluczowych zagadnień, które dziś stanowią przedmiot intensywnego wewnątrzsamorządowego dyskursu.

Genezę tego dyskursu należy po części upatrywać w zmianie zasad dopuszczania do wykonywania zawodu adwokata. Rzeczywistość pokazała, że adwokatura, choć bardzo się starała, nie była w stanie otoczyć właściwą opieką wszystkich aplikantów adwokackich, będących dziś adwokatami z najkrótszym stażem. Wymknęli się oni procesowi formacyjnemu w jego dotychczasowym kształcie. Powyższe nie pozostało bez dalej idących skutków. Uszczerbku doznało bowiem wiele dotychczas niekwestionowanych instytucji samorządu zawodowego, jak np. instytucja patronatu, który przestał wypełniać swoją pierwotną funkcję. W dalszej konsekwencji dewaluacji uległy również zasady etyki. Stało się tak z powodu ich nieprzestrzegania, ale także licznych zaniechań organów dyscyplinarnych w tym zakresie. Powyższe okoliczności stworzyły podstawy do niekiedy radykalnej polaryzacji poglądów na przyszły kształt, rolę i działania adwokatury.

Na pierwszy ogień środowiskowego dyskursu wysuwają się zasady etyki i godności zawodu. Tworzone na wzorcach pierwszego Zbioru zasad etyki adwokackiej i godności zawodu uchwalonego przez Naczelną Radę Adwokacką 6 i 7 maja 1961 r., w ocenie wielu nie przystają do obecnej rzeczywistości. Kwestionowane są m.in. te zasady etyczne, których nieprzestrzeganie nie jest ścigane. Do tego katalogu zaliczają się m.in. zakaz reklamy, korzystanie z usług pośredników czy coraz bardziej elastyczne reguły, na podstawie których adwokaci determinują istnienie lub nieistnienie konfliktu interesów. Będzie truizmem stwierdzenie, że to młodsi przedstawiciele samorządu dążą do ich liberalizacji, względnie ich liberalizację w wymiarze praktycznym wzięli we własne ręce.

Najbardziej kwestionowany jest dość restrykcyjny zakaz reklamy. W ocenie wielu niezwykle wąsko określone prawo do informowania o prowadzonej działalności w dobie wszechobecnych reklam radców prawnych, firm windykacyjnych, firm zajmujących się uzyskiwaniem odszkodowań, biur rachunkowych czy doradców prawnych wydaje się zbyt ciasnym gorsetem. Nie bez znaczenia jest to, że wiele z wymienionych podmiotów posługuje się informacjami nieznajdującymi potwierdzenia w rzeczywistości, a jeszcze inne się pod adwokatów podszywają, chcą stworzyć miraż profesjonalnej obsługi. Wkraczającemu na rynek adwokatowi trudno utożsamić się ze stwierdzeniem, że klientów pozyskuje się reputacją, na którą pracuje się latami. Prawidłowe zaadresowanie tego zagadnienia powinno być jednym z najistotniejszych zadań, jakie staną w tym roku przed Krajowym Zjazdem Adwokatury.

Innym coraz powszechniej omawianym zagadnieniem jest zakres kompetencji adwokackich. W czasach gdy radcy prawni dość skutecznie ubiegają się o powierzenie im przez ustawodawcę tych kompetencji, które do tej pory były zarezerwowane dla adwokatów , pojawia się pytanie, czy nie należy podjąć próby przekonania ustawodawcy do poszerzenia zakresu kompetencji adwokatów. Ci, którzy kibicują temu rozwiązaniu, zwracają się ku najprostszym kompetencjom notariatu, jak choćby sporządzanie umów nabycia nieruchomości (w   wielu krajach zachodniej Europy robią to właśnie adwokaci).

Przedmiotem coraz liczniejszych polemik są również styl i jakość dotychczasowego zarządzania samorządami izbowymi i w naczelnych organach adwokatury. Oczekiwania wielu idą w stronę większej jawności i przejrzystości, w tym w szczególności w zakresie uchwał organów izbowych i orzeczeń sądów dyscyplinarnych. Pojawia się również presja na obniżenie składek członkowskich. Nie bez znaczenia w tym kontekście jest konieczność uwzględnienia istnienia nowoczesnych rozwiązań technologicznych, które pozwalają komunikować się i lepiej zarządzać dużymi grupami ludzi i danych, a które to rozwiązania po dziś dzień nie są wdrożone.

Liczba istotnych zagadnień jest zdecydowanie dłuższa. Pozostaje mieć nadzieję, że głos tych, którzy oczekują zmian i uwspółcześnienia adwokatury, nie pozostanie głosem wołającego na puszczy. Nadarza się bowiem niezwykła okazja do wzmocnienia pozycji samorządu adwokackiego. Aby to było możliwe, konieczne jest przeprowadzenie szerokiej debaty wewnętrznej wokół najbardziej problemowych zagadnień i zbudowanie wokół jej rezultatów środowiskowego konsensusu, który znajdzie potwierdzenie na tegorocznym Krajowym Zjeździe Adwokatury.

@RY1@i02/2013/152/i02.2013.152.070000400.808.jpg@RY2@

Jerzy Marcin Majewski, adwokat i lobbysta

Samorząd zawodowy adwokatury to więcej niż związek zawodowy. Adwokatura z mocy ustawy o charakterze ustrojowym, czyli ustawy realizującej konstytucyjne prawa i wolności obywatelskie, powołana jest do ochrony tych praw. Te zadania realizowane są zarówno w codziennej pracy każdego adwokata, jak i w działaniach samorządu zawodowego. Przed organami samorządu zawsze stoi dylemat: czy w pierwszej kolejności służyć adwokatom , czy adwokaturze? Między tymi dwoma podstawowymi zadaniami nie ma sprzeczności. Tylko silna adwokatura może dobrze służyć adwokatom.

Prawo o adwokaturze definiuje ją jako ogół adwokatów i aplikantów adwokackich, określając jednocześnie jej zadania w zakresie ochrony praw i wolności obywatelskich oraz w kształtowaniu i stosowaniu prawa. Ustawa wyznacza adwokaturze istotną pozycję w systemie organów ochrony prawnej. Adwokatura jest zatem nie tylko zawodową korporacją, ale zarazem instytucją systemową powołaną do współdziałania w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości. Zapewnienie adwokaturze silnej pozycji w systemie organów ochrony prawnej jest obowiązkiem samorządu adwokackiego. Dlatego głos adwokatury wyrażany przez Krajowy Zjazd Adwokatury, Naczelną Radę Adwokacką i jej prezesa musi być głosem silnym i stanowczym. Zarówno w debacie publicznej, jak i w procesie stanowienia prawa. Tylko wówczas samorząd będzie w stanie skutecznie realizować swoje obowiązki wobec adwokatów i aplikantów.

Samorząd adwokacki musi zadbać o wizerunek adwokatury i przywrócenie społecznego postrzegania adwokata jako zawodu zaufania publicznego. Adwokaci aktywni w działalności publicznej powinni otrzymywać jego wsparcie. Samorząd adwokacki powinien tworzyć warunki do zwiększenia reprezentacji parlamentarnej adwokatów, najlepiej w formie adwokackiego koła parlamentarnego, zapewniającego aktywny, realny i skuteczny udział adwokatury w procesie legislacyjnym.

Polityczny zamach na ostatnią różnicę kompetencyjną między adwokatami i radcami prawnymi, polegający na projekcie przyznania radcom prawnym uprawnień obrońców w sprawach karnych w mniejszym stopniu zagraża adwokatom niż tożsamości adwokatury jako całości oraz systemowi organów ochrony prawnej i w konsekwencji obywatelom. Dlatego działania Naczelnej Rady Adwokackiej podjęte w celu niedopuszczenia do tych zmian powinny mieć pełną akceptację całego środowiska. Każdy radca prawny ma uprawnienia do wpisu na listę adwokatów. Radcowie prawni z przywileju tego korzystają nader rzadko. Wiąże się to bowiem z przyjęciem na siebie całej deontologi obrończej, wypracowanej przez lata przez adwokaturę. Samorząd radcowski nie jest przygotowany do zapewnienia przestrzegania przez radców prawnych zasad etyki obrończej. Jeśli jednak działania Naczelnej Rady Adwokackiej w procesie legislacyjnym okażą się bezskuteczne i radcowie prawni uzyskają uprawnienia obrońców, nie staną się przez to adwokatami. Prawo używania tytułu "adwokat" będzie wówczas jedyną różnicą między adwokatami i radcami prawnymi i stanie się swoistą marką prawnika świadczącego usługi na rynku.

Zgodnie z ustawą tytuł zawodowy "adwokat" podlega ochronie prawnej. Wizerunek marki kształtowany jest przede wszystkim przez jakość produktu lub usługi. Dlatego adwokatura, bez względu na to, w jaki sposób zakończy się legislacyjna walka o niedopuszczenie do przyznania radcom prawnym uprawnień obrońców, musi zadbać o markę "adwokat". To jest zadanie wymaga mobilizacji, świadczenia usług prawnych na najwyższym poziomie i bezwzględnego przestrzegania zasad etyki. Ale jest to także zadanie dla samorządu adwokackiego. We współczesnym świecie w kształtowaniu wizerunku marki istotną rolę odgrywają media i internet. Komunikacja społeczna adwokatury i jej wizerunek w sieci pozostawiają wiele do życzenia. W działaniach samorządu adwokackiego na tym polu nie można dostrzec jakiejkolwiek spójnej polityki informacyjnej. Wydaje się, że nawet struktura zespołów problemowych Naczelnej Rady Adwokackiej nie odpowiada współczesnym potrzebom. Nie bardzo wiadomo, czy za wizerunek marki "adwokat" w internecie odpowiada komisja ds. informatyzacji, komisja ds. działalności publicznej, komisja komunikacji społecznej, czy wreszcie komisja etyki zawodowej? Dziś marka "adwokat" przegrywa w środkach przekazu z marką "radca prawny" i to musi się zmienić, póki jeszcze na rynku adwokat z radcą prawnym wygrywa (a   co najmniej ma równorzędną pozycję).

Obecnie większość adwokatów to ludzie młodzi, o stażu zawodowym poniżej 3 lat. Rozpoczynają oni swoją zawodową aktywność w bardzo trudnych warunkach rynkowych. Przeprowadzona w ostatnich latach deregulacja zawodów adwokata i radcy prawnego nie przyniosła efektów zapowiadanych przez jej politycznych inicjatorów. Statystyczne argumentacje o zbyt małej liczbie prawników na określoną liczbę mieszkańców okazały się pustymi sloganami, które weryfikuje rynek. Wzrostowi podaży na rynku usług prawnych nie towarzyszy wzrost popytu. Jednocześnie granice opłacalności prowadzenia kancelarii adwokackiej bądź radcowskiej spowodowały, że nie nastąpił zapowiadany spadek cen za rzetelne usługi prawne, dostrzegalna jest zaś pauperyzacja osób je świadczących. To są zjawiska, z którymi samorząd adwokacki musi się zmierzyć. Jeżeli młodzi adwokaci nie otrzymają ze strony samorządu odpowiedniego wsparcia, a radcowie prawni uzyskają uprawnienia obrońców w sprawach karnych, może się okazać, że marka "adwokat" nie będzie dla młodzieży adwokackiej na tyle atrakcyjna, aby pozostawać członkami adwokatury.

@RY1@i02/2013/152/i02.2013.152.070000400.809.jpg@RY2@

Tomasz Lustyk, adwokat

W ostatnim czasie ciągle dokonuje się poprawek, szkoda, że rzadko uwzględniają one opinie samych zainteresowanych i nie zmierzają do poprawy warunków ich pracy. Ostatnio taka reforma dostała chwytliwą nazwę "deregulacja".

Nie znoszę tego terminu. Jest nietrafiony, bo sugeruje, iż zmierza do zmniejszenia regulacji rynku usług prawniczych. Tymczasem rynek ten nigdy wcześniej nie był tak dokładnie uregulowany, nie tylko przepisami proceduralnymi (kodeksy postępowania), ale też nigdy nie dodano tylu nowych przepisów do ustawy - Prawo o notariacie, ustawy - Prawo o adwokaturze i ustawy o radcach prawnych. Jeśli szef resortu sprawiedliwości twierdzi, że coś dereguluje, to dlaczego dodaje nowe przepisy, zamiast je usuwać (wzorem sławetnej "ustawy Wilczka", która jako jedna z nielicznych ustaw kiedykolwiek cokolwiek zderegulowała)? Nie mówmy zatem o "deregulacji", jest to nowa regulacja, kształtująca rynek prawniczy w myśl nowych celów przyświecających ministrowi.

Jakie to cele? Jednym z głównych zdaje się przybycie z odsieczą sądom tonącym pod stale rosnącą falą spraw. Przykłady podjętych działań to zwiększenie liczby sędziów i innego personelu, komputeryzacja placówek, powstanie e-sądu (tutaj efekt odwrotny d o zamierzonego: miliony "dodatkowych" spraw).

Jaka rola w tym adwokatury? Bardzo prosta: obecne kodeksy regulujące postępowanie przed sądami kładą na barki profesjonalnych pełnomocników coraz więcej zadań. W maju 2012 r. wprowadzono rewolucję w sprawach cywilnych, przerzucając na strony obowiązek podawania wszelkich twierdzeń i dowodów już w pozwie i określając zasadę odpowiedzialności stron za wynik postępowania. W procedurze karnej nadchodzi rewolucja w postaci kontradyktoryjności procesu (sędzia jako bezstronny arbiter ma obserwować zmagania oskarżyciela z obrońcą, zamiast - jak dotąd - uzupełniać braki aktu oskarżenia).

Procesy przyspieszą nie ze względu na większą wydolność czy wydajność sądów, ale dlatego, że jeśli strona sama nie wykaże się należytą starannością i zapobiegliwością, to poniesie tego negatywne konsekwencje. Proces będzie trwał krócej ze względów proceduralnych - sąd nie będzie dociekał prawdy za stronę. Temida stanie się naprawdę ślepa.

Oczywiście urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości zdają sobie sprawę, że konsekwencją zbyt rygorystycznych uregulowań procedury karnej i cywilnej mogą być problemy przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Dotąd Polska była chłopcem do bicia za źle uregulowane przepisy dotyczące tymczasowego aresztowania, ciasnoty w celach i przewlekłości postępowania. Teraz możemy być krytykowani za wykorzystywanie rygorystycznej procedury do jak najszybszego kończenia spraw. Istnieje jednak prosty sposób, by zarzut ten wytrącić z ręki ETPC - wystarczy, aby każdy miał adwokata lub radcę czy to z wyboru, czy z urzędu. Sąd nie dopuścił dowodów? Widać mecenas się nie popisał. Niezasadne skazanie? Winny mecenas. Przewlekłość postępowania? No, gdyby mecenas się bardziej postarał... Dlatego też ustawodawca coraz intensywniej myśli o przyznaniu każdemu dostępu do obrońcy lub pełnomocnika z urzędu, a także jak najszerszej dostępności do zawodu adwokata i radcy prawnego.

Za dodatkowymi obowiązkami adwokatów nie idzie stworzenie narzędzi usprawniających ich działania. Oczywiście ktoś może powiedzieć: "Dlaczego zawodowych prawników traktować specjalnie?" Ale skoro Ministerstwo Sprawiedliwości deklaruje dążenie do systemu, w którym dostęp do profesjonalnych prawników jest powszechny, to nie może zabiegać o to tylko poprzez zwiększanie ich liczby. Należy zadbać też o ich wydajność. Nie jest z tym dobrze, nie z winy adwokatów. Zawodzi zwłaszcza kontakt adwokat - sąd. O porozumiewaniu się z sądem e-mailowo mogę zazwyczaj zapomnieć (ten system komunikacji działa może w 10 proc. placówek). Nie istnieje praktyka elektronicznego wzywania na rozprawy (co skróciłoby czas ich prowadzenia). Nie ma baz orzeczeń sądów umożliwiających ustalenie linii orzecznictwa. Odkąd w wielu sądach wprowadzono biura obsługi interesantów, bezpośrednia komunikacja została utrudniona, a załatwienie czegokolwiek trwa kilkakrotnie dłużej.

Szkoda, że wzorem niektórych zachodnich ustawodawstw adwokaci nie mogą, zgodnie ze swoją rolą osoby zaufania publicznego służyć za powierników przychodzących klientów - poświadczać dokumentów, zaopatrywać je w daty pewne, przyjmować i przechowywać oświadczeń czy testamentów. Gdy będąc adwokatem chcę poświadczyć dokument, muszę udać się do urzędu lub notariusza (tzw. świadczenie dowodów za zgodność w procesie nie rozwiązuje przecież wszystkich potrzeb). W ramach "deregulacji" jeszcze niedawno chciano dołożyć stronom wymóg ustalania PESEL pozwanych. Co prawda ustawodawca przerzucił ten obowiązek na sądy, lecz dał im przy tym uprawnienie do zawieszenia sprawy w razie braku możliwości ustalenia PESEL, co de facto oznacza przerzucenie tego obowiązku z sądu na powoda.

Z mojej perspektywy próby "poprawiania" zasad działania korporacji adwokackiej przez Ministerstwo Sprawiedliwości wyglądają tak, że dba się tylko o stałe zwiększanie liczby prawników zamiast o ułatwienie ich pracy. Jednak kiedyś rynek osiągnie punkt nasycenia. Jeśli minister chce powszechnego dostępu do rynku usług prawnych, musi zrozumieć, iż prawnicy są jego sojusznikami, a nie środkiem w dążeniu do tego celu. Nie wystarczy , by było ich wielu, muszą mieć jeszcze dobre warunki do pracy.

Samorząd się nie zmienił, a zmieniło się wszystko dokoła. Korporacja wnosi piękne hasła, żąda szacunku, obiecuje prestiż, a wszystko to czyni o krok od upadku i własnej śmierci

Zebrały i opracowały Anna Krzyżanowska i Ewa Ivanova

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.