Uczmy się na błędach innych krajów, choćby Niemiec
Polska, która jest krajem o niezbyt silnej gospodarce, produkuje na potęgę przedstawicieli dwóch profesji - ekonomistów i prawników
Kolejny rocznik studentów prawa właśnie broni prace magisterskie. Młodzi ludzie stają przed dylematem: aplikacja czy studia doktoranckie, a po nich egzamin zawodowy. Co by pan im poradził?
Obecnie dostęp do zawodu adwokata jest otwarty. Jednak żeby otrzymać uprawnienia zawodowe adwokata, magister prawa musi zdać egzamin zawodowy, a żeby do niego przystąpić, ma obowiązek ukończyć trzyletnią aplikację. Przy czym ustawodawca co jakiś czas zwalnia poszczególne grupy zawodowe z obowiązku jej odbycia i umożliwia przystąpienie do egzaminu zawodowego na innych warunkach. Tak jest np. w przypadku doktorów prawa. Moim zdaniem studia doktoranckie i obrona doktoratu z wąskiej dziedziny prawa to zupełnie inne doświadczenie niż aplikacja. Jej omijanie nie służy obywatelom. To ona jest bowiem najlepszą drogą do zdobycia niezbędnej wiedzy i doświadczenia, by reprezentować i bronić obywateli.
Dlaczego?
Nie umniejszając walorów naukowych prac doktorskich, trzeba pamiętać o tym, że tematy, których dotyczą, to bardzo wąskie i szczegółowe zagadnienia, np. z obszaru zamówień publicznych. Natomiast adwokat przygotowany jest zarówno do pomocy w problemach cywilnych, jak i karnych. Należy zatem zadać pytanie, czy praca naukowa odpowiednio przygotowuje takie osoby do tego, by mogły one na co dzień świadczyć pomoc prawną obywatelom. Moim zdaniem nie. Doświadczenie zdobyte podczas pisania pracy naukowej jest czymś innym niż praktyczna nauka wykonywania zawodu.
Czy wiedza tych osób nie zostanie zweryfikowana podczas egzaminu?
Niestety żaden egzamin nie zweryfikuje, jaką wiedzę praktyczną posiada egzaminowany. Oczywiście zgadzam się z ideą, by każdemu zapewnić jasne zasady dostępu do zawodu, jednak przy dużej liczbie prawników trzeba zadbać o to, żeby byli oni jak najlepiej przygotowani. Należy mieć też na uwadze to, że bycie adwokatem to nie tylko praktyczna umiejętność wykonywania zawodu, ale też pewna postawa moralna. Przez trzy lata szkolenia aplikantom wpajane są zasady etyki wykonywania zawodu. Dzięki temu rozumieją na przykład, dlaczego tajemnica adwokacka jest tak ważna i bezwarunkowa.
Nie uważa pan, że moralności nie można się nauczyć, ją się ma albo nie?
Nie chodzi tu oczywiście o moralność ludzką, tylko o deontologię wykonywania zawodu. Prawnik powinien być moralny tak jak każdy człowiek, ale dodatkowo musi się kierować zasadami etycznymi wykonywania zawodu. Są to normy, które determinują zachowanie człowieka w związku z tym, że występuje w określonej roli społecznej, w tym wypadku w roli adwokata. O ile zatem doktorant z całą pewnością może być osobą moralną w rozumieniu ludzkim, to nie oznacza, że jako adwokat będzie postępował etycznie. Deontologia wykonywania zawodu nie została stworzona po to, żeby podnosić poziom ogólny moralności człowieka, ale po to, by służyć zabezpieczeniu praw klienta. Ten, przychodząc do adwokata, musi mieć pewność, że jest to osoba, która będzie potrafiła chronić jego prawa.
Czy przejście drogi aplikacji daje taką gwarancję?
Tak, ponieważ aplikantowi wpajane są zasady deontologii czy to przez patrona, czy to podczas szkoleń. Po trzech latach kandydat na adwokata nie może się usprawiedliwiać przed sądem dyscyplinarnym, że czegoś nie wie czy nie rozumie. Doktorant przechodzi obok deontologii, czasem nie mając nawet świadomości, że coś takiego istnieje, ponieważ obecnie, na egzaminie adwokackim, nie sprawdza się poziomu świadomości etycznej.
Na forach internetowych młodzi prawnicy radzą jednak kolegom, by wybrali doktorat - podobno mniej zachodu.
Jest to bardzo przykre. Dla części osób obrona doktoratu to omijanie aplikacji, której nie udałoby się im sprostać. Same egzaminy adwokackie pokazują, że zdawalność wśród osób spoza aplikacji oscyluje w granicach 40 proc., a wśród aplikantów ta średnia to 80 proc. Jest to mocny dowód na to, że dla grupy stu osób nie powinno się pogarszać prawa.
Jak pan ocena poziom kształcenia na aplikacji?
Przez parę lat zmagaliśmy się z problemem przeformowania rozwiązań, które były dostosowane do kształcenia niewielkiej liczby aplikantów. Nasze szkolenia nie są idealne i nigdy nie będą, bo tempo rozwoju dzisiejszego świata powoduje, że cały czas trzeba coś ulepszać. Jednak w ciągu ostatnich trzech lat podjęliśmy ogromny wysiłek zmiany metody nauczania. Główna zmiana polegała na przejściu z nauczania akademickiego na prowadzenie zajęć w formie praktycznej, czyli tzw. case study. Prawnicy muszą się uczyć tego, jak informację prawną przetworzyć i zastosować, żeby zbudować strategię zabezpieczającą interesy klienta. Dziś uczymy ludzi nie przepisów, bo te każdy może łatwo odnaleźć, ale uczymy ich rozumienia i stosowania w najbardziej efektywny sposób.
Może można się tego nauczyć pracując w kancelarii?
Obecnie kancelarie zazwyczaj skupiają się na jednej dziedzinie prawa i aplikant pracujący w kancelarii doskonali swoją praktykę w tej właśnie dziedzinie. Podczas szkoleń aplikanckich uczy się, jak napisać apelację w sprawie karnej, ale też w jaki sposób złożyć kasację w sprawie cywilnej.
Zmierzam jednak do tego, że część osób chciałaby zniesienia aplikacji i ustalenia, iż warunkiem przystąpienia do egzaminu jest odbycie pięcioletniej praktyki w kancelarii prawnej.
Myślę, że osoby promujące takie rozwiązania mają bardzo wąski punkt widzenia. Konkurencja w Unii Europejskiej pomiędzy prawnikami europejskimi jest ogromna. Nowoczesny świat zmierza w kierunku usług opartych na myśleniu i budowaniu intelektualnej wartości. Prawnik jest kreatorem idei. Nie umniejszając poglądowi, że praktyka czyni mistrza, bo temu też służy aplikacja adwokacka, to jednak polski prawnik nie ma szans na to, żeby skutecznie konkurować z świetnie wykształconymi kolegami z innych krajów. Aplikacja jest pierwszą i zarazem ostatnią szansą na to, żeby mógł poznać wszystkie dziedziny prawa od strony praktycznej. Wszechstronność daje młodemu prawnikowi nie tylko przewagę konkurencyjną, ale przede wszystkim szanse wyboru własnej drogi zawodowej. Specjalizując się w jednej dziedzinie, człowiek staje się niewolnikiem korporacji, w której pracuje.
Osoby, które chcą usunąć aplikację, tak naprawdę chcą zaszkodzić polskiej młodzieży prawniczej. Na szczęście młodzi ludzie są rozsądni i większość z nich wybiera drogę aplikacji. Należy pamiętać o tym, że klienci przychodzą do adwokata po to, żeby ktoś im wycenił ryzyko, które chcą podjąć, i realistycznie pomógł podjąć decyzję. Tutaj ani wąsko pojęta praca naukowa, ani sam praktycyzm nie dają takiej rekomendacji.
Jak ocenia pan szanse młodego prawnika na rynku pracy?
Niestety jest bardzo wysoki poziom ukrytego bezrobocia spowodowanego tym, że co roku na rynek wchodzi ogromna liczba nowych osób. Ukryte bezrobocie polega na tym, że jeśli spojrzymy na osoby, które zdają egzamin, to widać, że wiele osób nawet nie próbuje podjąć własnej praktyki, ponieważ koszty prowadzenia kancelarii są niewspółmiernie wysokie w porównaniu do potencjalnych zysków.
Obecnie mamy w Polsce sytuację, którą przechodzili Niemcy kilkanaście lat temu. Tak zliberalizowano tam rynek, że w Berlinie, jak się wsiadło do taksówki, to okazywało się, że kierowca ma licencję prawnika i może, prowadząc taksówkę, równocześnie udzielać porad. W pewnym momencie Niemcy zorientowali się, że obniżanie autorytetu prawnika to nic innego jak obniżenie kultury prawnej. Polska, która jest krajem o gospodarce niezbyt silnej, produkuje obecnie na potęgę dwie profesje - ekonomistów i prawników. Brakuje zaś informatyków, lekarzy. Niestety nasz kraj nie promuje kierunków, w których młodzi ludzie są potrzebni. Źle stawia priorytety edukacyjne od samego początku. W tym roku 2,5 tys. osób zdawało egzamin adwokacki. Mamy całe ulice dyplomowanych prawników, którzy walczą o byt, bo ktoś kiedyś obiecywał im złote góry i mamił tym, że samo uzyskanie tytułu zawodowego otworzy im drogę do biznesowego raju, co nie jest prawdą. Zastanawiam się, kiedy decydenci zaczną mówić młodym ludziom prawdę i kierować ich we właściwą stronę, która będzie dla nich szansą na spełnienie zawodowe.
@RY1@i02/2013/127/i02.2013.127.07000020a.802.jpg@RY2@
materiały prasowe
Andrzej Zwara prezes Naczelnej Rady Adwokackiej
Rozmawiała Paulina Bąk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu