Cenzura czy dmuchanie na zimne
Okręgowa Rada Adwokacka w Warszawie, działając "w trosce o odpowiedni wizerunek adwokatury", postanowiła wydać uchwałę w sprawie wypowiedzi swoich członków w internecie. Wszystko jednak wskazuje na to, że dokument zalecający"umiar i powściągliwość" wywołał efekt zupełnie odmienny od zamierzonego
@RY1@i02/2013/112/i02.2013.112.070000400.806.jpg@RY2@
Jerzy Marcin Majewski, adwokat i lobbysta
Czy pana zdaniem warszawska rada przypadkiem nie próbowała zakneblować ust przedstawicielom palestry?
Trudno powiedzieć, czy intencją ORA w Warszawie było ograniczenie dyskusji adwokatów i aplikantów adwokackich. Nawet jeśli tak było, nikt się do tego nie przyzna. Jednakże uchwała ta, zarówno wśród adwokatów, jak i aplikantów adwokackich, w sposób jednoznaczny została odebrana właśnie jako próba ograniczenia środowiskowej dyskusji. Wynikało to z tego, że w publicznych wypowiedziach adwokatów w internecie nie było żadnych przypadków naruszenia zasad etyki adwokackiej. Nawet sama komentowana uchwała takiego przykładu nie pokazuje.
Jako stały bywalec adwokackich forów naprawdę ani razu nie spotkał się pan z sytuacją, kiedy któremuś z kolegów lub koleżanek coś się przypadkowo "wymsknęło"?
Osobiście miałem do czynienia z taką sytuacją tylko jeden raz, kiedy to w toku dyskusji na forum facebookowej grupy Adwokatura Polska spotkałem się z wypowiedzią, która - w mojej ocenie - wykraczała poza granice rzetelnej dyskusji, zawierała argumenty nieeleganckie. Ale nie była to wypowiedź ani wulgarna, ani obraźliwa; po prostu w ferworze dyskusji, dla obrony własnych tez, użyto zbyt daleko idącego skojarzenia. Z pewnością ten przypadek nie był jednak przyczyną podjęcia uchwały przez ORA w Warszawie nawołującej do umiaru w publicznych wypowiedziach adwokatów w portalach społecznościowych. Nie sądzę także, aby przyczyną taką były wpisy na prywatnych profilach adwokatów na Facebooku. I właśnie ta nieznajomość przyczyn podjęcia przez ORA w Warszawie uchwały nawołującej do umiaru, jest przyczyną jej negatywnego odbioru w środowisku adwokatów, zwłaszcza adwokatów aktywnych w sieci.
Domyśla się pan zatem, dlaczego w ogóle powstała?
Uchwała zapadła w bardzo szczególnym momencie. W listopadzie odbędzie się sprawozdawczo-wyborczy Krajowy Zjazd Adwokatury. Do tego czasu odbędą się zgromadzenia wyborcze we wszystkich izbach adwokackich. W takim okresie należy stymulować środowiskową dyskusję. Natomiast wzywanie do umiaru w wypowiedziach musi być odebrane jako swoista przestroga, aby tę dyskusję ograniczyć. I to jest w tej uchwale niedobre.
Przecież umiar i zachowanie godności wypowiedzi jest nakazem etycznym stale i permanentnie obowiązującym każdego adwokata. Skoro zatem w internecie nie było żadnego ekscesu przekraczającego granice umiaru bądź godzącego w godność zawodu adwokata czy też w wizerunek adwokatury, to po co ta uchwała? Oczywiście sama uchwała jest tak nijaka i ogólnikowa, że zawsze się obroni; bo przecież cóż w tym złego, że przypomina się adwokatom zasady etyki. Niby nic. Jeśli jednak przypomina się o tym bez podania powodu i w okresie przedwyborczym, kiedy w grupach dyskusyjnych adwokaci i aplikanci adwokaccy zaczynają poruszać problemy nurtujące środowisko i krytycznie oceniają wizerunek adwokatury, prezentowany przez jej oficjalny organ, jakim jest Komisja Komunikacji Społecznej Naczelnej Rady Adwokackiej - to takie " przypomnienie " odbierane jest jak grożenie palcem młodzieży adwokackiej.
A więc poszło o kwestie związane ze sprawowaniem funkcji w samorządzie...
Nie tylko, uchwała zbiegła się też w czasie ze wzmożoną aktywnością medialną środowiska radców prawnych. Wiosną ruszyła akcja promowania zawodu radcy prawnego. Bez względu na ocenę tej akcji, jest ona - z punktu widzenia PR-owskiego - prowadzona bardzo dobrze. Utworzona w ramach tej akcji internetowa strona Krajowej Izby Radców Prawnych " Z radcą bezpieczniej " jest zrobiona profesjonalnie i komunikatywnie. W relacji do stron internetowych radców prawnych i innych korporacji i stowarzyszeń prawniczych strony internetowe adwokatury są na żenująco niskim poziomie. To te strony tworzą wizerunek adwokatury w internecie, a nie incydentalne wypowiedzi adwokatów przekraczające granice umiaru (jeśli takie w ogóle były).
Jest wiele aspektów obecności adwokatów w internecie wymagających dyskusji - jak chociażby korzystanie przez niektóre kancelarie adwokackie z systemu reklamy internetowej AdWords - i to są problemy wymagające dyskusji i podejmowania uchwał, a nie to, że ktoś gdzieś zamieścił zdjęcie z wakacji rzekomo nielicujące z powagą zawodu.
Wracając jednak do grup na Facebooku, jaka jest ich rola?
Generalnie adwokaci nie są w internecie aktywni. W portalach społecznościowych istnieją zaledwie dwie liczące się grupy dyskusyjne: Adwokatura Polska i Polska Palestra. Mimo że w tych grupach zaledwie kilkanaście osób stale zabiera głos, mają one ogromną rolę opiniotwórczą. Poruszają bowiem problemy najżywotniejsze dla środowiska, a częstokroć są krytyczne wobec oficjalnych działań organów adwokatury. Kilkakrotnie dzięki tym grupom społecznościowym udało się przekonać organy adwokatury do działań, które wydawały się mało istotne z punktu widzenia samorządu jako organizacji, a były niezwykle ważne dla każdego adwokata wykonującego zawód. Tak było w wypadku akcji związanej z zamiarem likwidacji znaków opłaty sądowej czy niedawnej akcji lobbingowej w sprawie nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego, która udała się dzięki aktywności tych grup.
Uchwała może tę aktywność ograniczyć?
Nie. Moim zdaniem jej inicjatorzy po prostu "nie czują internetu". Już pierwsze reakcje na tę uchwałę o tym świadczą. W przedostatni weekend w społecznościowych portalach internetowych w grupach dyskusyjnych Adwokatura Polska i Polska Palestra dyskusja była ożywiona bardziej niż kiedykolwiek. Krytykowane były zarówno uchwała ORA w Warszawie, jak i brak zdecydowanych działań organów adwokatury w wielu kwestiach nurtujących środowisko.
Ocena uchwały jest zaś w jakimś sensie odbiciem dyskusji o strategii działań organów adwokatury. Umiar i rozwaga w wypowiedziach dotyczą formy wypowiedzi. Jednakże jeśli umiar i rozwaga przekładają się na treść stanowiska adwokatury w kwestiach żywotnych dla całego wymiaru sprawiedliwości i prowadzą do tego, że w miejsce stanowczości, a niekiedy stanowczego protestu, zwłaszcza wobec zamierzeń legislacyjnych polityków, adwokatura prezentuje stanowisko nadmiernie ugrzecznione, politycy przestają się z adwokaturą liczyć.
Czy uchwała nie jest też przypadkiem takim pogrożeniem palcem panu, aby zmienił ton swojego bloga, który, nie ukrywajmy, nie stroni od satyry, czasem ciężkiej dla niektórych do przełknięcia?
To prawda, że od 7 lat jestem obecny w internecie, prowadząc portal publicystyczny MacLawyer i od miesiąca także Trybunę Sądową, a moje publikacje są zazwyczaj jednoznaczne, stanowcze i nazywające rzeczy po imieniu (co się nie wszystkim podoba), ale uchwała ORA w Warszawie nie była skierowana wobec moich tekstów. Moje publikacje, będące wyrazem moich poglądów, są na bieżąco oceniane przez Dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu, a z tego co jest mi wiadome, także przez prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej. I - chociaż moje wypowiedzi często są oceniane krytycznie - o przekroczeniu granic umiaru otrzymałbym sygnał tą drogą.
Adwokaci nie są aktywni w sieci. W portalach społecznościowych istnieją zaledwie dwie liczące się grupy dyskusyjne: Adwokatura Polska i Polska Palestra
@RY1@i02/2013/112/i02.2013.112.070000400.807.jpg@RY2@
Magdalena Matusiak-Frącczak, adwokat
Adwokatowi, jak innym obywatelom, przysługuje prawo do wolności słowa i swobody wypowiedzi. Prawo to jest ujęte szeroko, jednakże nie jest nieograniczone, co potwierdza par. 17 KEA, zgodnie z którym adwokat powinien zachować umiar, współmierność i oględność w wypowiedziach, zarówno wobec sądu i organów państwowych, jak i wobec dziennikarzy i przedstawicieli mediów, tak aby nie uchybić zasadzie godności zawodu. 22 maja 2013 r. ORA w Warszawie wydała enigmatyczną uchwałę, która wprawiła część adwokatów, w tym mnie, w głęboką konsternację. Uchwała jest pozornie neutralna i słuszna - wzywa adwokatów do powściągliwości w publicznych wypowiedziach za pośrednictwem internetu, w tym w szczególności w wypowiedziach w portalach społecznościowych, więc teoretycznie stanowi formę przypomnienia adwokatom o par. 17 KEA. No właśnie - pozornie i teoretycznie.
Powyższa uchwała związana jest z wypowiedziami adwokatów w dwóch grupach utworzonych na Facebooku. Problem w tym, że w uchwale chodzi o bliżej nieokreślone wypowiedzi, jako że członkowie tych grup od momentu zapoznania się z treścią uchwały usilnie starali się dowiedzieć, o jakie konkretne wypowiedzi chodzi - oczywiście bezskutecznie. Wskazania konkretnych uchybień w postaci przekroczenia granic wolności słowa przez członków internetowych grup jak nie było, tak nie ma.
Uchwała podjęta akurat teraz nie wzięła się znikąd. Jest reakcją na konkretne słowa, które najprawdopodobniej uraziły jej pomysłodawcę. Ale koleżanki i koledzy adwokaci nie są w stanie doszukać się w dyskusjach grupowych wypowiedzi naruszających zasady KEA. Stąd domysły, o co tak naprawdę chodzi. W grupach poruszane są różne tematy. Wiele z nich to krytyka działań lub zaniechań organów samorządowych. Krytyka ta, owszem, bywa dosadna, ale w granicach ogólnie rozumianej przyzwoitości i kultury. Niemniej, z powyższego powodu część dyskutantów stoi na stanowisku, że swoją uchwałą ORA w Warszawie dąży do ograniczenia tej krytyki, zwłaszcza w roku wyborczym. Jeżeli powyższe rozumowanie jest błędne, to milczenie pomysłodawców uchwały w kwestii konkretów nie pomaga.
Zgadzam się z panem mecenasem Jerzym M. Majewskim, że komentowana uchwała jest niepotrzebna i szkodliwa. Krępuje ona nasze dyskusje i swobodną wymianę poglądów. Choć zamiarem jej autorów było to, aby wypowiedzi internetowe adwokatów nie szkodziły wizerunkowi adwokatury, paradoksalnie skutek taki odnosi komentowana uchwała. Jest odbierana jako cenzura i swoisty nakaz milczenia, a w dodatku sugeruje, że dyskusje w facebookowych grupach są przez nas prowadzone co najmniej w sposób nieprawidłowy czy niekulturalny. Jeżeli więc w ramach którejś z grup padły stwierdzenia naruszające par. 17 KEA, to właściwym trybem dochodzenia jego przestrzegania jest postępowanie dyscyplinarne, a nie uchwały, inaczej mamy do czynienia z sytuacją strzelania z armaty do wróbla. Z drugiej strony, na co często dyskutanci zwracają uwagę, organy samorządu milczą nawet w przypadku rażących naruszeń nadal obowiązującego (czyżby?) zakazu reklamy lub innych przepisów KEA, nie są publikowane orzeczenia sądów dyscyplinarnych. W pewnym momencie nawet adwokaci z długim stażem zawodowym, w tym z doświadczeniem w pracy w organach samorządowych mają problem z określeniem, które przepisy KEA nas wiążą i w jakim zakresie, a które jakby mniej.
Przy takiej liczbie istotnych spraw władze adwokackie milczą. Gdzie są uchwały w ważnych dla obywateli sprawach społecznych i gospodarczych? Dlaczego organy adwokatury milczą przy podejmowaniu przez ustawodawcę zmian w zakresie uprawnień emerytalnych, obciążeń fiskalnych czy przy okazji pomysłów przyznania Ministerstwu Sprawiedliwości nadmiernych uprawnień w stosunku do władzy sądowniczej, która zachwieje konstytucyjną zasadą trójpodziału władz? Gdzie są uchwały w sprawach ważnych dla adwokatury - deregulacji, zmian w procedurach karnych i cywilnych, przepisów o wynagrodzeniach adwokackich czy obrażających nas populistycznych wypowiedzi na szczęście już byłego ministra sprawiedliwości? Jeśli nawet uchwały takie są podejmowane, to próżno ich szukać na oficjalnych stronach adwokatury, nikną między doniesieniami o turnieju brydżowym i rajdzie rowerowym. Momentami odnosi się wrażenie, że jako samorząd zajmujemy się tylko balami i igrzyskami. Wiem, w tym momencie ryzykuję zarzut, że jak mi się coś nie podoba, to sama mogę napisać felieton do prasy. Tyle że inna jest moc rażenia artykułu jakiejś tam adwokat Matusiak-Frącczak, a zupełnie inna, gdy publikowane jest oficjalne stanowisko organów adwokatury. Głos pojedynczego adwokata to wołanie na puszczy, głosy naszych władz są bardziej słyszalne.
Nie ograniczajmy swobody dyskusji w grupach na Facebooku. Przypominam, że właśnie tam zrodziła się oddolna inicjatywa, która doprowadziła do nieprzyjęcia nowelizacji art. 126 k.p.c. obligującego każdego powoda do podawania numeru PESEL pozwanego w pozwie. To często na skutek tych dyskusji poszczególni członkowie NRA oraz ORA podejmowali się następnie komentowania różnych wydarzeń w mediach. Nie bójmy się odważnych dyskusji i wymiany poglądów, ani tego że ich treść może dotrzeć do osób spoza samorządu. Adwokatura nazbyt długo była środowiskiem dość hermetycznym, przez co pomiędzy nią a resztą społeczeństwa wytworzył się swojego rodzaju mur, który bardzo ciężko będzie przebić, nie mówiąc o jego zburzeniu. To zamknięcie ma m.in. wpływ na to, że nasz głos w obronie praw obywatelskich - jak ostatnio w przypadku planowanej nowelizacji art. 126 k.p.c. - jest odbierany jako obrona naszych grupowych interesów. Paradoksalnie otwarte dyskusje na facebookowych grupach przybliżają adwokatów do obywateli. Pokazują one, że nie są nam obce problemy społeczne i gospodarcze, a ich lektura pozwala na zrozumienie naszego stanowiska w wielu sprawach.
@RY1@i02/2013/112/i02.2013.112.070000400.808.jpg@RY2@
Ziemisław Gintowt, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie
Jaki był powód podjęcia uchwały?
Jest on tak prozaiczny, że jestem niezwykle zdziwiony zainteresowaniem, jaki ta uchwała wzbudziła zarówno wśród koleżanek i kolegów, jak i mediów. Otrzymałem sygnały od członków palestry, że prowadzone za pośrednictwem internetu rozmowy członków naszego środowiska dotyczące między innymi problemów adwokatury i ich język budzą pewne wątpliwości co do jego jakości czy elegancji. Pojawiły się zatem prośby, żeby zasygnalizować członkom samorządu, że również wirtualny obszar komunikacji społecznej powinien podlegać szeroko rozumianej kulturze wypowiedzi. I to właśnie zostało zawarte w tej uchwale. Nie miała ona żadnego innego kontekstu czy ukrytej intencji. W szczególności na pewno nie miała na celu ograniczania dyskusji w sieci albo jej cenzury. Miała zwrócić uwagę członkom naszej izby na ich szczególną odpowiedzialność w sytuacji, gdy zabierają głos, przypomnieć o konieczności używania takiej formy wypowiedzi, która będzie podnosiła jakość publicznej dysputy.
Reakcja była jednak zupełnie odwrotna. Pojawiły się zarzuty, że rada próbuje zakneblować usta swoim kolegom.
A mi się wydaje, że jest to raczej próba stworzenia grupy "bojowników o wolność swobody wypowiedzi", w sytuacji gdy taki problem u nas akurat nie występuje, a członkom ORA nie przyszło nawet na myśl tworzenie jakichkolwiek ograniczeń. W uchwale doszukano się intencji, których nie ma i nie było. Mylnie też odebrano, że została ona skierowana do określonych osób czy grupy. Jeszcze raz podkreślam, że jej celem było generalne przypomnienie, że nam w wypowiedziach publicznych nie wolno używać wyrażeń, którymi nie posłużylibyśmy się na sali sądowej.
Tylko po co uchwała, skoro sprawę regulują jasno zapisy kodeksu etyki adwokackiej?
To prawda, kodeks etyki wypowiada się w tej kwestii. Ale gdyby nawet przyjąć, że ORA wykazała się pewną nadwrażliwością, to czy jest w tym coś niestosownego? Wydaje mi się, że danie sygnału przedstawicielom palestry, że to, jak się do siebie nawzajem odnoszą, jest rzeczą ważną, nie powinno być oceniane negatywnie. Wydaje mi się, że w żadnym wypadku nie można też przyjąć, że jest to w jakikolwiek sposób obraźliwe.
Czy stojąc przed przejściem dla pieszych i mówiąc do ludzi tam się znajdujących: "Proszę uważać, bo to bardzo niebezpieczne przejście", robimy coś złego? Można oczywiście dyskutować, czy należy osobom poruszającym się po drogach przypominać, że są przepisy ruchu drogowego i ostrzegać o grożących realnych niebezpieczeństwach. Dla mnie jest jednak oczywiste, że można, a czasem nawet trzeba tak czynić, bacząc jedynie, aby ta nasza "troskliwość" nie stanowiła formy dezawuowania czyjejś wiedzy czy umiejętności. W tej uchwale na pewno nie ma jednak tego rodzaju odniesień. ORA jedynie zasygnalizowała, że dostrzega pewien proces w komunikacji wewnątrzśrodowiskowej, który może zakończyć się wybuchem silnej, niekontrolowanej i niepotrzebnej emocji.
Ta "uwaga" - mówię o uchwale - spowodowała jednak dziesiątki, jeśli nie setki krytycznych głosów, w których przewijało się twierdzenie, że "każdy adwokat zna etykę wykonywania swojej profesji".
Dobrze, że koledzy i koleżanki ją przeczytali, cieszę się też, że znają zapisy kodeksu etyki. Dostrzegam też jednak objawy przewrażliwienia. Co być może jest nowym zjawiskiem, które wymaga zrozumienia i wyciągnięcia wniosków na przyszłość.
Widzę, że bardzo dziwi pana ta reakcja.
Szczerze mówiąc, tak. Dziwi mnie stawianie się przez niektórych członków palestry w pozycji osób represjonowanych, które są atakowane i muszą się bronić. To oznacza, że brakuje po stronie ORA właściwego przekazu do tych koleżanek i kolegów.
Ale liczy pan na to, że uchwała ostatecznie przyniesie pozytywne efekty?
Chciałabym. Jeżeli adwokaci podejmują się publicznych wypowiedzi, to muszą zadbać o ich jakość. Nikt nie zabrania im mówić, krytykować, zabierać głosu w drażliwych kwestiach. Mogą tak czynić, bo żyjemy w wolny kraju. Ta uchwała nie jest skierowana do osób, które o zasadach etyki pamiętają, ale do tych, które o nich zapomniały albo mogą zapomnieć pod wpływem emocji. Proszę zauważyć, jak ważne są dziś dobra osobiste i ich ochrona. Chcieliśmy uciec od sytuacji, gdy ktoś podczas internetowej rozmowy pójdzie o krok za daleko. Korzystanie z praw i wolności obywatelskich ma tę swoją specyfikę, że zawsze może uderzać w prawa i wolności innych osób. I o tym powinniśmy pamiętać.
Czyżbyśmy podążali w stronę kazusu mecenasa Rogalskiego i dość ostrej reakcji środowiska adwokackiego dotyczącej jego postępowania?
Nie. Nie mogę i nie chcę oceniać tego kazusu. Ale prawdą jest, że spotkałem się z wypowiedziami w tej sprawie, które w mojej ocenie pozbawione były koniecznego dystansu i zawierały zbyt mocne sądy.
@RY1@i02/2013/112/i02.2013.112.070000400.809.jpg@RY2@
Rafał Dębowski, adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej
Nie ma takiego obszaru, którego nie oplotłyby już macki sieci. Wszechogarniający matrix pochłania nas dzięki swoim dzieciom: coraz wymyślniejszym aplikacjom internetowym. Wirtualny świat wpływa na zachowania społeczne, bycie w sieci pozwala na przynależność do różnych grup, rodzą się przyjaźnie i antypatie. Serfowanie po necie daje poczucie bezpieczeństwa, a czasem wręcz złudnej bezkarności. Internet sam w sobie nie zna barier. Nie dziwi więc, że zionie z niego wiele zła: pornografia, przemoc, frustracja czy zwykłe chamstwo. Społeczeństwo stara się bronić przed takimi złymi zjawiskami. Powstają wyspecjalizowane jednostki tropiące cyberprzestępczość, administratorzy stron czuwają, by nie dochodziło do nadużyć regulaminów. Czasem aktywność internetowa kończy się w sądzie. Walka o zachowanie w necie odpowiednich standardów trwa i pewnie będzie trwać, dokąd istniał będzie internet.
W tę walkę wpisuje się uchwała Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie z 22 maja 2013 r. To wyjątkowa inicjatywa, adresowana nie tylko do członków palestry warszawskiej, przypominająca to, o czym my, członkowie adwokatury, powinniśmy pamiętać bez uchwały. O tym, że także na polu aktywności internetowej adwokaci i aplikanci adwokaccy związani są zasadami etyki zawodowej, które nakazują zachować umiar i powściągliwość wypowiedzi. Sygnatariusze uchwały słusznie spostrzegli, że sieciowa aktywność członków adwokatury może wpływać na wizerunek całego środowiska, czasem niestety w sposób negatywny. Wydawać by się mogło, że to, co oczywiste, nie wymaga przypomnienia.
A jednak! Jako aktywny użytkownik internetu, w tym portali społecznościowych, sam obserwuję, jak często internautów ponoszą emocje, jak bardzo dyskusja potrafi eskalować, zbliżając się, a czasem nawet przekraczając zasady etyki. Bezinteresownie złośliwe posty czy niestosownie agresywne wypowiedzi uzasadniane bywają ostrością dyskusji (bo przecież my, Polacy, lubimy to, co pikantne). A przy tym działa znany psychologii mechanizm wyparcia: ja nie robię nic złego w sieci. Więc dlaczego kolega się obraża? Pewnie jest przewrażliwiony na swoim punkcie. Ot, przykład pierwszy z brzegu: głośna sprawa adwokata Rogalskiego. Mało kto z osób postronnych jednak wie, że zanim jeszcze trafiła pod obrady sądu dyscyplinarnego, adwokat Rogalski został już publicznie zlinczowany. Gdzie? Właśnie w portalu społecznościowym.
Wydawać by się mogło, że umiarkowana i wyważona w treści uchwała warszawskiej rady, przypominająca o oczywistych zasadach obowiązujących każdego członka palestry, spotka się z pełną akceptacją środowiska. Nic bardziej mylnego. W sieci wręcz zawrzało. Bo to cenzura i kaganiec, bo uchwała tłamsi wolność dyskusji, bo przecież znamy zasady etyki, więc po co nam o tym przypominać, a w ogóle najlepiej niech nas przeproszą! Nie zgadzam się z takimi poglądami i sądząc po liczbie lajków na szczęście większość środowiska również ich nie podziela. Uważam, że uchwała była potrzebna i jest na czasie. Także dlatego, że lepiej do znudzenia przypominać o zasadach, niż dyscyplinarnie karać nieroztropnych. A ożywiona dyskusja w sieci sprawiła, że treść uchwały - słusznego apelu o umiar i powściągliwość wypowiedzi w necie - stała się powszechnie znana.
Opracowała Anna Krzyżanowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu