Prawnicy jak obywatele drugiej kategorii. Według decydentów
Od 2002 r. wysokość płacy minimalnej w Polsce wzrosła ponaddwukrotnie. Oficjalny urzędowy cennik płac dla profesjonalnych prawników zaś nawet nie drgnął
Wysokość minimalnych stawek za czynności radców prawnych i czynności adwokackie nie jest problemem nowym. Zarówno samorząd radcowski, jak i adwokacki od dłuższego czasu proponują kompleksową zmianę obecnie obowiązującego systemu normującego tę problematykę, bo ten jest zły, i to zły od podstaw.
Dla nikogo nie jest tajemnicą, że publiczne podnoszenie spraw związanych z zarobkami profesjonalnych prawników nie jest modne. Społeczeństwo powiela wysoce stereotypowe przekonanie, że status materialny wszystkich radców prawnych i adwokatów jest zwykle bardzo wysoki - zatem nie ma powodu, by jeszcze to "państwo zwiększało im (w domyśle przecież bogatym osobom) dochody".
Populistyczne argumenty
I tu kryje się pułapka, w którą często wpadają również politycy lub osoby odpowiedzialne w ministerstwach za te kwestie. Często używając tych samych, napiszę wprost - populistycznych argumentów, nie tylko nie odpowiadają w sposób merytoryczny na docierające do nich apele środowisk prawniczych, ale także wprowadzają w błąd opinię publiczną. Należy sobie zatem wyjaśnić, gdzie w tym wszystkim tkwi faktyczny problem oraz jaka jest jego skala.
Otóż wysokość tych stawek nie była waloryzowana od 2002 r.! Ten fakt jest również ochoczo pomijany w dyskusji, i to głównie przez autorów tego jakże wspaniałego systemu pomocy budżetowej. Nikt nie zaprzeczy, że przez te 11 lat, które upłynęły od ostatniej zmiany cennika, otaczająca nasz rzeczywistość gospodarcza uległa gwałtownej transformacji. Mieliśmy w tym czasie do czynienia z inflacją (i to w początkowym okresie poprzedniej dekady na niemałą skalę), ceny podstawowych artykułów drożały w tym okresie w zawrotnym tempie. Podam przykład: cena popularnej benzyny Pb 95 wynosiła w 2002 r. średnio nieco ponad 3 zł za litr. A teraz? Bywa, że zbliża się do 6 zł. Podobnie sprawa się miała np. z wysokością płacy minimalnej, która jest przecież jednym z najważniejszych wskaźników makroekonomicznych. W 2002 r. było to 760 zł brutto, dziś zaś już 1680 zł. Oficjalny, urzędowy cennik płac dla profesjonalnych prawników zaś nawet nie drgnął.
I na tym tle pozwolę sobie zadać, w imieniu tysięcy profesjonalnych, uczciwych prawników, proste, wydawałoby się, pytania: dlaczego tylko stawki minimalne za ich czynności stoją od 12 lat w miejscu, dlaczego prawnicy są traktowani jak obywatele drugiej kategorii? Odpowiedź: radcowie prawni i adwokaci to nie górnicy. Nie przyjadą pod Sejm RP czy Kancelarię Prezesa Rady Ministrów uzbrojeni niczym rycerze spod Grunwaldu i nie zrobią tam powtórki z tego zacnego historycznego wydarzenia. Rządzący nie mają się zatem czego bezpośrednio obawiać. Czyżby? W Wielkiej Brytanii rząd Davida Camerona podjął wyzwanie i obniżył stawki za sprawy z urzędu (w zależności od poziomu skomplikowania sprawy od 18 proc. do 30 proc.). Wtedy to brytyjscy prawnicy zaprotestowali. I to stanowczo. Pomiędzy godz. 8 a 14 pikietowali budynki największych sądów i odstąpili w tym czasie od wypełniania swoich obowiązków. Dodam, że stało się tak pierwszy raz w historii brytyjskiej palestry! Jednak w Polsce wariant brytyjski wydaje się - przynajmniej na razie - trudny do zrealizowania. Co nie oznacza, że na tym tle nie dojdzie do późniejszych problemów wymiaru sprawiedliwości.
Wyobraźmy sobie następującą sytuację: radca prawny za sprawę z urzędu z zakresu prawa pracy może uzyskać minimalnie 60 zł. Czy to jest duża kwota? Raczej nie. Pamiętajmy, że każda sprawa, nawet ta drobna, wymaga wyłania przynajmniej kilku pism (znaczek kosztuje dziś 3,8 zł), stawienia się w sądzie (benzyna, często opłata za parking) i wreszcie, by odebrać te 60 zł, trzeba jeszcze raz pojechać do sądu, by złożyć kolejne pismo. Jak doskonale chyba widać, nie zwracają się tu nawet koszty obsługi administracyjnej ponoszone przez kancelarię radcowską - a żadnym zysku nie ma w tym przypadku mowy! Tego typu sprawy już teraz przynoszą kancelariom wymierne straty finansowe. I nie ma na to sposobu. Ktoś może oczywiście powiedzieć: "To są przecież stawki minimalne - można zatem uzyskać większe". Teoretycznie tak. Jednak każdy sądowy praktyk wie, że sądy niezwykle rzadko zasądzają stawki inne od minimalnych. I koło się zamyka.
A przecież nakład pracy w danej sprawie - to wszyscy wiemy - nie zależy tylko od jej wartości... W drobnej sprawie można przecież być częściej w sądzie, wysłać więcej pism niż w tej za miliony. Minister sprawiedliwości powinien chyba znać specyfikę polskiego prawa.
Wątpliwości konstytucyjne
Tu bardzo potrzebny i stanowczy okazał się głos rzecznik praw obywatelskich prof. Ireny Lipowicz. W ostatnich dniach zaskarżyła ona do Trybunału Konstytucyjnego par. 4 ust. 1 rozporządzenia ministra sprawiedliwości w sprawie opłat za czynności radców prawnych oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów pomocy prawnej udzielonej przez radcę prawnego ustanowionego z urzędu (i analogiczne przepisy dotyczące adwokatów). Zgodnie z tymi przepisami wysokość stawki minimalnej zależy od wartości przedmiotu sprawy lub jej rodzaju, a w postępowaniu egzekucyjnym - od wartości egzekwowanego roszczenia. W opinii RPO par. 4 ust. 1 rozporządzenia jest niezgodny z treścią upoważnienia ustawowego zawartego w art. 225 ust. 3 ustawy o radcach prawnych.
Minister sprawiedliwości obowiązany był bowiem do określenia stawek minimalnych za czynności radców prawnych, uwzględniając rodzaj i zawiłość sprawy oraz wymagany nakład pracy radcy prawnego, natomiast nie był umocowany do uzależniania ich od wartości przedmiotu sprawy (wartości egzekwowanego roszczenia). Oznacza to, że kwestionowane przepisy rozporządzenia w sprawie opłat za czynności radców prawnych są, zdaniem pani rzecznik, w tym zakresie niezgodne z art. 92 ust. 1 zd. 1 Konstytucji RP.
Powielany błąd
To bardzo potrzebna i istotna opinia w tej sprawie. Tym bardziej że podjęta przez rzecznika praw obywatelskich, uosabiającego instytucję o nieposzlakowanym autorytecie i dorobku, którego doprawdy trudno uznawać za stronniczego w tej sprawie.
Jest to oczywisty błąd decydentów, należy przy tym wyraźnie wskazać, że powielany przez ostatnie 12 lat i niestety kosztem radców prawnych i adwokatów, ale pewnie w zamian za jakieś punkty procentowe w sondażach.
Zarówno ja, jak i moje koleżanki i koledzy radcowie prawni czekamy na rozstrzygający głos Trybunału Konstytucyjnego. Należy przy tym pamiętać, że zmiana rozporządzenia we wskazanym przez RPO zakresie niewiele jeszcze przyniesie. Przyszły akt prawny w tej sprawie musi bowiem w większym, realnym stopniu uwzględniać ekonomiczną i gospodarczą rzeczywistość, z którą przychodzi nam się mierzyć. Stawki powinny uwzględniać przynajmniej koszty faktycznie poniesione przez pełnomocników. Domagamy się tylko tego, by archaiczny akt prawny został zastąpiony wersją rozsądną. Taką, która nie będzie zmuszała nas do szukania drastycznych rozwiązań. Rynek usług prawnych w Polsce i bez tego typu krzywdzących rozwiązań jest z roku na rok coraz trudniejszy. W innym wypadku czeka nas pogłębiony kryzys zaufania do systemu wymiaru sprawiedliwości, i to artykułowany również ze strony pełnomocników. A do tego nie wolno nam dopuścić.
Domagamy się tylko tego, by archaiczny akt prawny został zastąpiony wersją rozsądną. Taką, która nie będzie nas zmuszała do szukania drastycznych rozwiązań
@RY1@i02/2014/056/i02.2014.056.07000020a.803.jpg@RY2@
FOT. MAT. PRASOWE
Włodzimierz Chróścik dziekan rady Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie
Włodzimierz Chróścik
dziekan rady Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu