Mam żal do sędziów, którzy kandydują do KRS
WALDEMAR ŻUREK: Startujący w wyborach do rady albo nie widzą, albo udają, że nie widzą, iż obecna władza niszczy system tylko po to, aby móc sobie podporządkować sądy
W sobotę odbyło się posiedzenie Krajowej Rady Sądownictwa. Zostało ono zwołane praktycznie z dnia na dzień. Wchodzący w skład rady posłowie i senatorowie podnosili, że zostali tym zaskoczeni i że nie mieli szans, aby się przygotować.
To my zostaliśmy zaskoczeni tym, że najprawdopodobniej już dziś Sejm wybierze nowych członków rady, co będzie oczywiście skutkowało wygaszeniem obecnych kadencji. W związku z tym uznaliśmy, że należy po raz ostatni spotkać się w obecnym gronie, aby móc m.in. podziękować obywatelom, którzy tak dzielnie bronili i nadal bronią niezależnych sądów, oraz przypomnieć sędziom, że muszą twardo stać po stronie konstytucji oraz dbać o trójpodział władzy, który znalazł się w ogromnym niebezpieczeństwie.
Po wygaszeniu mandatu w radzie będzie pan miał więcej czasu na działalność w pana macierzystym sądzie. To chyba nie będzie łatwy powrót.
Ja przez cały czas, kiedy pełniłem mandat w KRS, orzekałem w krakowskim sądzie, choć oczywiście nie w pełnym wymiarze. Nie było jednak tak, że straciłem na ten okres kontakt z salą rozpraw.
Podczas ostatnich obrad zgromadzenia ogólnego sędziów okręgu krakowskiego został pan wybrany na członka kolegium SO w Krakowie. Kolegium to organ, który w pewnym zakresie musi współpracować z prezesem sądu. Pan natomiast nie kryje się z krytyką obecnego kierownictwa. Jak pan sobie wyobraża tę współpracę? Będzie pan szedł na zwarcie?
Absolutnie nie. Chcę jedynie działać na rzecz dobra sądu.
Chce pan powiedzieć, że teraz zapanuje już spokój w SO w Krakowie i współpraca będzie się układać bez żadnych zgrzytów?
Tego nie powiedziałem. Kolegium jest organem sądu, który nie jest zależny od ministra sprawiedliwości. W jego skład wchodzą sędziowie, którzy są prawdziwymi reprezentantami środowiska. Zapewne więc będziemy wyrażać głośno nasz sprzeciw, gdy będzie dochodziło do jakichś nieprawidłowości. Nie zamierzamy przymykać oczu na przypadki ręcznego sterowania sądami, np. poprzez zmiany kadrowe.
Prezes SO w Krakowie wybór kolegium przedstawia jako swój sukces.
Wynik głosowania w tej sprawie to nie był sukces, ale porażka obecnego kierownictwa sądu. Dodałbym, że jest to również dowód na to, że sędziowie czują odpowiedzialność za swój sąd. Oczywiście był pomysł, aby nie powoływać kolegium. On jednak szybko został odrzucony. Uznano bowiem, że kolegium musi pokazywać obywatelom, że sąd pracuje dobrze. Nie możemy przecież pozwolić, aby wizerunek sądu, budowany przez tyle lat i z takim mozołem, został zniweczony przez działania obecnego kierownictwa. Musimy dać jasny sygnał, że choć stojący na czele sądu prezes jest zależny ustrojowo od ministra, to jednak obywatel nie musi się obawiać, że jego sprawę będzie rozpoznawał sąd upolityczniony. Chcemy również przekonać tych sędziów, którzy są w kierownictwie, że to sąd, a nie ich prywatne kariery, jest najważniejszy.
Zgromadzenie, oprócz tego, że wybrało skład kolegium, podjęło również uchwałę. Bardzo dużo miejsca poświęcono w niej pana osobie. Padają tam ostre słowa. Jest nawet mowa o skierowanych wobec pana działaniach "represyjnych", których mają się dopuszczać nie tylko organy ścigania, ale też obecna prezes sądu. Nie miał pan z tym nic wspólnego?
Nie byłem wśród osób, które inicjowały uchwałę, chociażby dlatego, że miała częściowo dotyczyć mojej osoby, o czym lojalnie mnie informowano. O sobie wolałbym raczej nie rozmawiać. To są sprawy, które są naprawdę bolesne. Mnie bowiem zdecydowanie bardziej zależy na pozostałych kwestiach, które zostały poruszone w tej uchwale. Mówię tutaj o fragmentach dotyczących tego, co się dzieje w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego, czy też tych mówiących o czystkach wśród prezesów i osobach, które ich zastępują.
W uchwale zawarto również podziękowania dla pana za pracę na stanowisku rzecznika prasowego SO w Krakowie. Tymczasem obecna pani prezes na łamach DGP mówiła o tym, że zaniedbywał pan swoje obowiązki i wolał "gwiazdorzyć" w mediach jako rzecznik KRS.
To wyjątkowo niesprawiedliwa ocena. I to nie tylko moje odczucie, ale również tych wszystkich sędziów, którzy zagłosowali za tą uchwałą, oraz dziennikarzy, z którymi od lat współpracowałem. Referat prasowy krakowskiego sądu i jego wizerunek budowany był latami. I było to bardzo trudne. Dużo pracy i poświęcenia. Ale się udało. Jaki miałem w tym udział, niech ocenią inni. Obecnie praktycznie się już nie zdarza, żeby lokalni dziennikarze robili jakieś materiały czy to o sądzie, czy też o sprawach, które się przed nim toczą, bez rzetelnego sprawdzenia pewnych informacji czy też bez naszego stanowiska. Nierzadko zdarzały się też sytuacje, kiedy to dziennikarz po rozmowie ze mną rezygnował z pisania materiału, bo udawało mi się przekonać go, że np. ucierpi na tym dobro dziecka, którego dotyczy sprawa tocząca się przed sądem. I to są zawsze konkretne, ale niewidoczne sukcesy rzeczników. Aby to osiągnąć, musiałem jednak, ja i moi współpracownicy, włożyć w to bardzo dużo pracy. Spotykałem się nawet z kierownictwem redakcji w celu ustalenia zasad współpracy w taki sposób, aby obie strony mogły być usatysfakcjonowane.
To może skoro tak bardzo pochłonęła pana praca na rzecz medialnego wizerunku KRS, lepiej byłoby po prostu zawczasu zrezygnować z funkcji rzecznika SO w Krakowie?
Być może tak. Taki scenariusz był zresztą brany pod uwagę. O tym, że nadal powinienem pełnić funkcję rzecznika krakowskiego sądu, nie zdecydowałem jednak tylko ja. Dla mnie przecież byłoby lżej bez tych obowiązków. Zresztą ja mimo wszystko byłem bardzo aktywnym rzecznikiem SO w Krakowie. Myślę, że gdyby porównać liczbę interwencji, jakie podejmowałem w tej roli, do tych podejmowanych przez rzecznika każdego innego sądu, to okazałoby się, że pracowałem dużo. Wypominanie mi zatem tego, że otrzymywałem dodatek za pełnienie tej funkcji, jest po prostu nieprzyzwoite. Odbieram to jako obrzucanie mnie błotem i próbę dezawuowania mojej osoby. Bardzo się także cieszę, że druga rzecznik, która zaczęła ze mną pracować, przyjęła podobny styl pracy, pełen zaangażowania i aktywności. I ta współpraca układała się naprawdę dobrze.
Pan jednak nie pozostaje pani prezes dłużny. Powszechnie wiadomo, że nie ma pan o niej - delikatnie rzecz ujmując - dobrego zdania.
Ja po prostu mówię, jak jest. O tym, że obecna władza rekrutuje prezesów spośród tych sędziów, którzy w normalnych warunkach takiej kariery by nigdy nie zrobili, świadczą przecież dokumenty. Jeżeli ktoś publicznie chwali się, że pracował w Sadzie Okręgowym w Warszawie, to warto byłoby opisać ocenę tej pracy. Łącznie siedem sesji, 13 uzasadnień, w tym cztery po terminie. To jakieś niecałe dwa miesiące pracy sędziego liniowego. Czyli doświadczenie mizerne. I stwierdzenia oceniających: istotne problemy z ustalaniem wydawania akt i ich zwrotem, techniczny poziom przygotowanych uzasadnień odbiegał na niekorzyść od przeciętnego poziomu wydziału, i stwierdzenie, że tego typu problemy nie występowały z żadną z osób delegowanych z ministerstwa. Laurka to jednak nie jest. Jeżeli ktoś ma obiektywnie oceniać innych, to trzeba zacząć od siebie.
Zresztą pani prezes sama przecież publicznie przyznaje, że nie ma wystarczających kompetencji do pełnienia funkcji prezesa SO. A mimo to startuje jeszcze do KRS. Jestem ciekaw, jak znajdzie na to wszystko czas. Ale wobec siebie pani sędzia nie widzi problemu. Dodatek za pełnienie funkcji prezesa jest kilkakrotnie większy niż dodatek rzecznika. Jeżeli więc taka osoba wypomina mi pobieranie dodatku za rzecznikowanie, który jest dość skromny, to dla mnie jest to czysta hipokryzja.
Wspomniał pan o tym, że prezes Dagmara Woicka-Pawełczyk startuje w wyborach do KRS. I dziś już wiadomo, że zostanie do niej wybrana tak jak 14 pozostałych sędziów, których wskazały kluby poselskie PiS i Kukiz’15. Jak pan ocenia te kandydatury?
Z ankiety, która była niedawno przeprowadzana w sądach i którą wypełniło 3,5 tys. sędziów, wynika, że reformę popiera jedynie 1,5 proc. Tymczasem kandydaci do KRS mówią, że im się podoba to, co robi obecna władza. To ewidentnie świadczy, że są to ludzie, którzy albo mówią jednym głosem z partią rządzącą, albo po prostu chcą się jej przypodobać. To bardzo źle wróży nowej radzie. Trzeba również spojrzeć, jaką stabilnością orzecznictwa mogą się pochwalić niektóre z tych osób. Ona w niektórych przypadkach (znam co najmniej trzy takie osoby) jest dramatycznie niska, co kiepsko świadczy o ich dorobku orzeczniczym. I takie osoby mają np. oceniać kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego.
Z wypowiedzi medialnych niektórych z nich wynika jednak, że jest to dowód na ich niezawisłość. Sędziowie ci podkreślają, że świadczy to o tym, iż nie orzekają pod drugą instancję.
Sprawy, w których można mieć inny pogląd na dany problemem prawny niż druga instancja, można policzyć na palcach jednej ręki. Tymczasem te marne wyniki, jakimi chwalą się kandydaci do KRS, to bardzo często po prostu efekt braków warsztatowych, złego merytorycznego przygotowania do rozpoznawanych spraw. I są to wyniki z lat pracy. To się próbuje przykryć jakimiś ideologicznymi wystąpieniami typu wręczanie Biblii. Przy okazji ma to pomóc zyskać poklask u polityków, którzy będą przecież te osoby wybierać do KRS. Żenujące.
A może przemawia przez pana po prostu uprzedzenie? Może warto dać tym osobom szansę. One przecież deklarują, że chcą działać dla dobra wymiaru sprawiedliwości.
Ja mam żal do tych sędziów przede wszystkim za to, że albo nie widzą, albo udają, że nie widzą, iż obecna władza po prostu niszczy system tylko po to, aby móc sobie podporządkować sądy. Oni jednak nie biorą pod uwagę, że przecież władza się zmienia. To jest naturalne i nieuniknione. Przynajmniej w krajach demokratycznych. I kto zagwarantuje, że następna władza nie będzie chciała korzystać z tych tworzonych dziś instrumentów. Najgorsze jest, że widząc łamanie konstytucji, czy to wobec Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, Krajowej Rady Sądownictwa czy sądów powszechnych, udają, że to ich nie dotyczy.
Dziś Sejm ma wybrać nową Radę
Komisja sejmowa ustalała wczoraj oficjalną listę sędziów startujących w wyborach do Krajowej Rady Sądownictwa. Jej członkom nie pozostawiono zresztą wyboru. Kluby poselskie (PiS oraz Kukiz’15) spośród 18 zgłoszeń wybrały bowiem 15 sędziów, a więc dokładnie tylu, ilu ma wejść w skład nowej rady. Oficjalnymi kandydatami są więc: Dariusz Drajewicz, Jarosław Dudzicz, Grzegorz Furmankiewicz, Marek Jaskulski, Joanna Kołodziej - Michałowicz, Zbigniew Łupina, Jędrzej Kondek, Teresa Kurcyusz-Furmanik, Ewa Łąpińska, Leszek Mazur, Maciej Mitera, Maciej Nawacki, Dagmara Pawełczyk-Woicka, Rafał Puchalski i Paweł Stryna. Z harmonogramu prac wynika, że Sejm już dziś "przyklepie" listę. Tym samym jutro wygasną mandaty obecnych członków KRS pochodzących ze środowiska sędziowskiego.
ⒸⓅ
@RY1@i02/2018/046/i02.2018.046.18300080a.801.jpg@RY2@
fot. Borys Skrzynski
Waldemar Żurek, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, członek Krajowej Rady Sądownictwa i jej rzecznik prasowy
Rozmawiała Małgorzata Kryszkiewicz
Całość wywiadu na
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu