Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Laureaci (41-50) rankingu 50 najbardziej wpływowych prawników

30 stycznia 2018

41. KRZYSZTOF PARCHIMOWICZ

@RY1@i02/2018/021/i02.2018.021.07000100f.801.jpg@RY2@

fot. Wojtek Górski

szef stowarzyszenia Lex Super Omnia, awans z pozycji 47.

Szef jedynej dziś organizacji prokuratorskiej, która manifestuje sprzeciw wobec porządków zaprowadzonych przez ekipę Zbigniewa Ziobry. Niewielkie, liczące ok. 150 członków stowarzyszenie od początku było solą w oku Prokuratury Krajowej. Niezależnie od szczupłych zasobów i ograniczonego zasięgu, każdy przejaw jego aktywności natychmiast budzi poirytowanie na górze. W 2017 r., po długim procesie rejestracji nadzorowanym przez stołeczną prokuraturę, organizacja wyszła z fazy prowizorki. Na pierwszym oficjalnym zebraniu członków Parchimowicz prawie jednogłośnie został wybrany na prezesa. W uchwale programowej ogłoszono, że po reformie prokuratura stała się upolityczniona, zarzucono kierownictwu bierność wobec poczynań narodowców oraz nadgorliwość w ściganiu krytyków władzy. Na Rakowieckiej rozważano ponoć wytoczenie dyscyplinarek wszystkim uczestnikom zebrania. Sam Parchimowicz nie przejmuje się zakazem wypowiadania się w mediach bez upoważnienia przełożonego (postępowanie służbowe wobec niego jednak umorzono). Na brak życzliwości u decydentów zapracował nie tylko punktowaniem propagandy sukcesu, lecz także wsparciem protestów w obronie sądów. Niezadowolenie z tej aktywności osłodziła PK porażka LSO w trybunale strasburskim.

42. JAROSŁAW MATRAS

@RY1@i02/2018/021/i02.2018.021.07000100f.802.jpg@RY2@

fot. Jacek Domiński/Reporter

sędzia Sądu Najwyższego, pierwszy raz w rankingu

To miejsce należy się właściwie siedmiu osobom. Tyle bowiem liczył skład orzekający, który w połowie zeszłego roku rozprawił się z trudnym tematem prezydenckiego aktu łaski. To jednak sędzia Matras był sprawozdawcą w tej sprawie i to on w brawurowy sposób wyłożył, dlaczego ułaskawiając Mariusza Kamińskiego, zanim ten został prawomocnie skazany, prezydent posunął się o krok za daleko. Należy bowiem pamiętać, że w tej sprawie nie chodziło tylko o interesy byłego szefa CBA. Stawka była o wiele wyższa. De facto było to spektakularne starcie dwóch władz: sądowniczej i wykonawczej. Sędzia Matras w sposób logiczny, zrozumiały dla każdego przeciętnego zjadacza chleba wyjaśnił, gdzie leży granica, której prezydent przekroczyć nie może, jeżeli nadal chcemy mówić o niezawisłych sądach i trójpodziale władz. Udowodnił tym samym, jak ogromna władza spoczywa w rękach każdego sędziego, a także wykazał się niezwykłą odwagą. Po wydaniu orzeczenia ruszyła bowiem propagandowa machina mająca sędziego skompromitować.

MK

43. HONORATA ŁOPIANOWSKA

@RY1@i02/2018/021/i02.2018.021.07000100f.803.jpg@RY2@

fot. Wojtek Górski

sędzia WSA w Warszawie, pierwszy raz w rankingu

Gdyby nie ona, nie wiadomo, jak potoczyłaby się ubiegłoroczna reforma skarbówki. Jako ówczesna dyrektor jednego z departamentów w Ministerstwie Finansów wzięła na siebie nie tylko przygotowanie przepisów o Krajowej Administracji Skarbowej (dwóch ustaw i ok. 80 rozporządzeń), ale też trudne rozmowy z przeciwnikami reformy. Zasiadała do stołu zarówno z funkcjonariuszami likwidowanej Służby Celnej, jak i inspektorami kończących swój byt urzędów kontroli skarbowej. Jedni i drudzy walczyli o prestiż i pieniądze. Na dodatek wiadomo było, że nie wszyscy znajdą zatrudnienie w nowych strukturach. Niewykluczone, że pomogła jej fizjonomia: niski wzrost i ciepły, ściszony głos. Ujęła się też za kobietami w ciąży, co mogło tylko zostać dobrze odebrane. Czy zadziałała socjotechnika? Wtedy można było jeszcze tak sądzić, zwłaszcza że Łopianowska odeszła z MF tuż przed reformą (została sędzią). Niektórzy odebrali to jako ucieczkę z tonącego okrętu. Dziś można powiedzieć: okręt nie zatonął, załoga nadal liczy ok. 62 tys. osób i co najważniejsze - płynie z prądem.

KJ

44. KRZYSZTOF S.

@RY1@i02/2018/021/i02.2018.021.07000100f.804.jpg@RY2@

fot. Darek Delmanowicz/PAP

były prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie,pierwszy raz w rankingu

O ile sprawa słynnego już sędziego "na telefon", czyli Ryszarda Milewskiego, była tą iskrą, która odpaliła nagonkę na całe sądownictwo, o tyle sprawa sędziego Krzysztofa S. jawi się jako symboliczny gwoźdź do trumny. Były już prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie został oskarżony nie tylko o łapówkarstwo, ale także o udział w organizowanej grupie przestępczej i pranie brudnych pieniędzy. Toż to wprost wymarzony prezent dla PiS! Najlepsi spece od PR nie wymyśliliby lepszej podkładki pod rozmontowywanie sądownictwa. Udział Krzysztofa S. w tym zestawieniu nie powinien więc dziwić. Gdyby nie jego "kreatywność" w wyciąganiu pieniędzy z kasy krakowskiego sądu, rządzącym z pewnością dużo trudniej byłoby przedstawiać sądy jako stajnię Augiasza, z której trzeba teraz uprzątnąć wszelkie brudy. Jego działalność posłużyła również ministrowi sprawiedliwości do legitymizowania zmian na stanowiskach funkcyjnych w krakowskich sądach. I zupełnie nieistotne jest to, że poleciały głowy nie tych, którzy nadzorowali działalność Krzysztofa S., a jego podwładnych.

MK

45. JULIA PRZYŁĘBSKA

@RY1@i02/2018/021/i02.2018.021.07000100f.805.jpg@RY2@

fot. Jacek Domiński/Reporter

prezes Trybunału Konstytucyjnego, spadek z pozycji 3.

Jeden z najbardziej spektakularnych tegorocznych spadków w naszym rankingu. Rok temu prezes TK zajęła bowiem zaszczytne trzecie miejsce. Jeżeli jednak bliżej przyjrzymy się tegorocznym "dokonaniom" sędzi, spadek o ponad 40 oczek nie powinien dziwić. Wygląda na to, że po skierowaniu trybunału na właściwe (czyt. zgodne z oczekiwaniami rządzących) tory prezes Przyłębska o wiele mniej angażuje się w pracę organu, na którego czele formalnie stoi. W 2017 roku zakończone wyrokiem sprawy, w których sprawozdawcą była sędzia Przyłębska, można policzyć na palcach jednej ręki. Nie wypada jednak pomijać największego sukcesu (oczywiście oprócz otrzymania nagrody "Człowieka Wolności" przyznawanej przez tygodnik "w Sieci" ) odniesionego w minionym roku przez naszą bohaterkę. Było nim utrzymanie się w fotelu prezesa TK. Przyjęta przez Przyłębską taktyka konsekwentnego lekceważenia wątpliwości co do prawidłowości jej wyboru na tę funkcję okazała się nad wyraz skuteczna. Nie wiadomo, czy jej tłumaczenia dotarły do uszu sędziów Sądu Najwyższego, ale faktem jest, że ten nie zdecydował się podważyć legalności dokonanego wyboru. I dodał przy tym, że w pełni akceptuje wyrok TK, w którym stwierdzono, że sądy powinny się trzymać od tej kwestii z dala. Cała ta sytuacja może być modelowym przykładem na to, że jednak życzeniowe myślenie ma sens, a sędzia Przyłębska, jak wynika z powyższego, opanowała je do perfekcji.

MK

46. ARKADIUSZ SOBCZYK

@RY1@i02/2018/021/i02.2018.021.07000100f.807.jpg@RY2@

fot. Paweł Ulatowski

przewodniczący zespołu ds. opracowania projektu ustawy - Kodeks pracy Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, pierwszy raz w rankingu

Czy kogokolwiek w Polsce nie obchodzą wynagrodzenia, urlopy, wolne niedziele, mobbing, zasady przyjmowania do pracy i wręczania wypowiedzeń? Profesor Arkadiusz Sobczyk jako przewodniczący zespołu ds. opracowania projektu ustawy - Kodeks pracy Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy nadzoruje tworzenie wszystkich tych zagadnień na nowo. Do połowy marca komisja ma przedstawić dwa projekty nowego kodeksu pracy - indywidualnego i zbiorowego prawa pracy. Od tego, jak zostanie ukształtowany pierwszy z nich, zależeć mogą przyszłe uprawnienia i obowiązki ponad 12 mln pracowników najemnych i ok. 2 mln pracodawców. Nie jest tajemnicą, że prof. Sobczyk przyczynił się do utrzymania szybkiego tempa prac nad projektem i zainspirował wiele interesujących rozwiązań, które się w nim znajdą.

Obecność w rankingu to także wyróżnienie za odwagę w głoszeniu swoich poglądów i próby głębokiej reformy skostniałej już doktryny prawa pracy. Jego dwie ostatnie monografie ("Wolność pracy i władza" z 2015 r. oraz "Państwo zakładów pracy" z 2017 r.) są jak kij wbity w mrowisko ugruntowanych już poglądów na sferę zatrudnienia. Dzięki nim na nowo odżywa dyskusja o funkcji prawa pracy oraz o społecznej i publicznej roli stosunków zatrudnienia.

ŁG

47. MAŁGORZATA GERSDORF

@RY1@i02/2018/021/i02.2018.021.07000100f.806.jpg@RY2@

fot. Grzegorz Rogiński/materiały prasowe

I prezes Sądu Najwyższego, spadek z pozycji 34.

Będę grabarzem tej instytucji - tak Małgorzata Gersdorf skomentowała ostatnio swój wybór na przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa. Przyglądając się temu, co robiła w zeszłym roku, można mieć pewność, że w tej roli nie zawiedzie. Choć stwierdzenie, że to właśnie prof. Gersdorf pogrzebała entuzjazm obywateli, którzy wyszli na ulicę bronić niezależnych sądów, mogłoby zostać uznane za grubą przesadę, to nikt chyba nie zaprzeczy, że swoimi czynami i słowami spowodowała, iż ich zapał wyraźnie zelżał. To przecież I prezes SN przygotowała i przesłała rządzącym projekt, który miał poddać SN pod większą kontrolę polityków i wprowadzić do niego w charakterze ławników księży. Należy również przypomnieć słynne już słowa prof. Gersdorf o tym, że wzięła świeczkę dlatego, bo jej dali i było ciemno. Ta rozpaczliwa próba odcięcia się od lipcowych protestów nie mogła przejść bez echa.

MK

48. JERZY PISULIŃSKI

@RY1@i02/2018/021/i02.2018.021.07000100f.808.jpg@RY2@

fot. Paweł Ulatowski

dziekan WPiA Uniwersytetu Jagiellońskiego, spadek z pozycji 28.

Naukowcy, którzy kierują wydziałami prawa, nie są częstymi bywalcami naszego rankingu, ale i prof. Jerzy Pisuliński nie jest typem osoby przedkładającej spokój i chłód uczelnianych murów (zwłaszcza w czasach, gdy prawo i polityka tak silnie się przenikają) nad zaangażowanie się w bieżące wydarzenia.

Tajemnicą poliszynela jest, że to właśnie on był inicjatorem wydania w lipcu 2017 r. przez dziesięciu dziekanów stanowiska zawierającego miażdżącą krytykę poselskiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym. "Jako prawnicy oraz przedstawiciele jednostek uczestniczących w kształceniu studentów - przyszłych prawników - wyrażamy głębokie zaniepokojenie. (...) Tak istotne zmiany dotyczące jednego z najważniejszych organów władzy sądowniczej, które zmierzają do jego przekształcenia w organ o odmiennym od dotychczasowego charakterze, nie mogą być w demokratycznym państwie prawa przeprowadzane w sposób zaskakujący obywateli oraz podważający ich zaufanie do państwa i stanowionego przez nie prawa" - czytaliśmy w dokumencie.

Profesor na podpisaniu stanowiska nie poprzestał i przez kolejne dni publicznie tłumaczył wszystkim, którzy prosili go o zabranie głosu, dlaczego akt w takim kształcie jest zwyczajnie groźny. Ostatecznie po wecie prezydenta Andrzeja Dudy ustawa trafiła do kosza.

Na podobny krok głowy państwa liczyła rada WPiA UJ w grudniu, apelując o niepodpisywanie kolejnej ustawy o SN. Tym razem jednak prezydent, który był inicjatorem projektu (skorygowanego podczas prac w Sejmie), nie posłuchał.

ESZA

49. PIOTR PSZCZÓŁKOWSKI

@RY1@i02/2018/021/i02.2018.021.07000100f.809.jpg@RY2@

fot. Maciej Łuczniewski/Reporter

sędzia Trybunału Konstytucyjnego, spadek z pozycji 3.

Dla krytyków rozbicia trybunału, a pewnie i dla samego PiS, jego postawa okazała się sporym zaskoczeniem. Spodziewano się, że będzie najbardziej lojalnym zausznikiem prezesa w TK. Był w końcu jedynym sędzią wybranym przez większość rządzącą, który przyszedł do trybunału z ławy poselskiej, a przez dużą część kariery adwokackiej trzymał się blisko partii Kaczyńskiego. Tymczasem Pszczółkowski nie tylko należy dziś do najbardziej pracowitych i rzetelnych sędziów z nadania PiS, lecz też jako jedyny z nich sprzeciwił się metodom zarządzania prezes Przyłębskiej. Najpierw wraz ze "starą" częścią składu TK zaprotestował przeciwko pospiesznemu zwołaniu zgromadzenia ogólnego i zatajeniu go przed sędziami przebywającymi na urlopie. Kilka miesięcy później znowu wsparł "starą" gwardię trybunału, podpisując się pod listem, w którym zarzucano prezes m.in. oddanie sterów w TK Mariuszowi Muszyńskiemu i blokowanie niektórych sędziów przed orzekaniem. Jako jedyny z nowych sędziów złożył zdanie odrębne do wyroku w sprawie prawa o zgromadzeniach. Tak jakby powaga urzędu stłumiła w nim instynkt polityczny.

50. HANNA GRONKIEWICZ-WALTZ

@RY1@i02/2018/021/i02.2018.021.07000100f.810.jpg@RY2@

fot. Wojtek Górski

prezydent Warszawy, spadek z pozycji 36.

Żaden inny polityk Platformy Obywatelskiej nie ma takiego wpływu na tworzone w Polsce prawo jak ona. I to mimo tego, że od dawna nie jest już posłanką. Tyle że jest to wpływ a rebours. Do podpisu prezydenta właśnie została skierowana ustawa, która przewiduje zwiększenie kar grzywny do 30 tys. zł za niestawiennictwo przed komisją weryfikacyjną, a także możliwość zatrzymania i doprowadzenia na rozprawy świadków decyzją prokuratora okręgowego. I nietrudno się domyślić, że nowelizacja obowiązujących przepisów to przynajmniej częściowo odpowiedź na uporczywe odmawianie przez panią prezydent pojawienia się przed obliczem specorganu. Zresztą sama komisja ds. reprywatyzacji - działająca od połowy zeszłego roku - najprawdopodobniej nigdy by nie powstała, gdyby nie długa lista wieloletnich zaniedbań i patologii towarzyszących wydawaniu decyzji zwrotowych przez warszawski ratusz. Którym, co warto przypomnieć, Hanna Gronkiewicz-Waltz zawiaduje już dwunasty rok. Koronnym przykładem nieprawidłowości, które mnożyły się pod okiem prezydent Warszawy, jest opisana we wrześniu ubiegłego roku przez DGP historia kamienicy przy ul. Łochowskiej. Ujawniliśmy, że w 2011 r. zamieszkiwaną przez 24 rodziny nieruchomość miasto postanowiło zwrócić osobie mającej wedle dokumentów 128 lat. A właściwie prawnikowi, który uznał, że będzie reprezentował jej interesy. Oczywiście Gronkiewicz-Waltz większości kontrowersyjnych decyzji reprywatyzacyjnych nie podejmowała osobiście - robili to w jej imieniu podwładni, przez których dziś ponoć czuje się oszukana. Słaba to jednak wymówka w ustach profesora prawa.

ESZA

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.