Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo

Sądne dni

Sądne dni
rys. Adam Głowacki
17 listopada 2023
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Problem z Krajową Radą Sądownictwa można porównać do bicia fałszywych monet. Nie wystarczy wycofać ich z obiegu, żeby ukrócić patologię – trzeba jeszcze zatrzymać matrycę do ich produkcji

„Przywrócimy porządek prawny, zachwiany przez działania poprzedników. Sądy będą wolne od nacisków politycznych, prokuratura będzie niezależna i apolityczna. Zapewnimy legalność funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i sądownictwa konstytucyjnego. Dołożymy wszelkich starań, aby przywrócić konstytucyjny i apolityczny kształt Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego” – czytamy w tekście umowy koalicyjnej podpisanej przez Koalicję Obywatelską, Trzecią Drogę i Lewicę. Kwestia przywracania praworządności znajduje się tam na drugim miejscu, zaraz po potrzebie zapewnienia bezpieczeństwa w obliczu wojny w Ukrainie. O tym, co trzeba zrobić, z grubsza wiadomo od lat, a projekty ustaw są gotowe lub na ukończeniu. Jednak od wiedzy „co” trzeba zrobić, do tego „jak” to zrobić, daleka droga. Zwłaszcza że zmiany mogą być torpedowane przez prezydenta – w przemówieniu podczas inauguracyjnego posiedzenia Sejmu dał do zrozumienia, że nie będzie się wahał korzystać z weta. A gdy to zawiedzie, zawsze będzie się można odwołać do Trybunału Konstytucyjnego. Pod wodzą Julii Przyłębskiej TK już nie raz udowodnił swoją lojalność wobec ugrupowania, które obsadziło obecny jego skład (powołany przez PiS sędzia Piotr Pszczółkowski jest wyjątkiem i to niezbyt znaczącym, bo jego kadencja kończy się w grudniu 2024 r.).

To wszystko sprawia, że przynajmniej do zakończenia kadencji przez Andrzeja Dudę przywracanie praworządności drogą ustawową może się okazać niewykonalne. Niewykluczone, że politycy, którzy w kampanii mieli naprawę sądów na sztandarach, będą musieli poczekać do maja 2025 r., gdy odbędą się kolejne wybory prezydenckie. Chyba że wybiorą działanie metodami pozaustawowymi, co oznacza albo działanie legalne, ale na granicy prawa, albo zwyczajnie z prawem sprzeczne. Na to drugie przyszła władza nie może jednak sobie pozwolić. Poza twardym elektoratem, dla którego liczy się przede wszystkim rozliczenie PiS oraz beneficjentów tzw. dobrej zmiany w sądach i prokuraturze, naginanie przepisów czy przywracanie praworządności środkami, którymi ją psuto, skończyłoby się utratą wiarygodności i rozmienieniem na drobne silnego mandatu społecznego wynikającego z rekordowej w III RP frekwencji. Ale bierne oczekiwanie na nowego prezydenta też nie jest czymś, na co może sobie pozwolić nowa koalicja rządząca, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że zarówno w 2015 r., jak i w 2019 r. nawet wielu niechętnych Jarosławowi Kaczyńskiemu wyborców przyznało, że jego diagnoza dotycząca wymiaru sprawiedliwości jest słuszna.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.