Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo

Z sądów należy wyplenić „prawniczenie”

24 czerwca 2025
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Dawno, dawno temu… kiedy zaczęły się moje kontakty z sądami (jeszcze w ramach praktyk aplikacyjnych), orzeczenia sporządzało się na gotowych drukach wyroków, nakazów czy postanowień. Oczywiście każdemu aplikantowi zdarzało się popełnić błąd przy wypełnianiu druku. Co wtedy robił zapobiegliwy sędzia? Z uśmiechem, grożąc palcem delikwentowi, brał zmarnowany druk orzeczenia, dzielił go na ćwiartki i mówił: „będzie na cztery zarządzenia”.

92c92436-32f3-4917-89e4-bed5339232c9-38516915.jpg

Anegdota ta nie służy pochwale czasów dawno minionych, do których nie wrócimy, o ile nie dojdzie do całkowitego załamania systemów informatycznych lub energetycznych. Jednak gdy zastanawiam się nad problemami naszego współczesnego sądownictwa, wracam myślą wstecz i zadaję sobie pytanie: jak to wszystko kiedyś działało, w formie papierowej, bez komputerów i programów z przepisami, orzeczeniami i komentarzami, kiedy każde pismo pisano ręcznie lub na maszynach, przez kalkę lub bez niej. Bo działało, terminy rozpoznawania spraw bywały znacznie krótsze niż dziś (choć oczywiście były sprawy ciągnące się latami, jak w prastarym dowcipie o adwokacie, który dzięki jednej sprawie wychował i wykształcił syna). A potem jakby przestało działać – dlaczego?

Grzechy główne prawników

Otóż mam hipotezę: sądownictwu przytrafili się prawnicy. Zawód prawnika kojarzył się z zawodem elitarnym, ale zwłaszcza lukratywnym, wszędzie i od zawsze (znajdziemy to zarówno w „Wesołych przygodach Robin Hooda”, jak i w stalinowskich „Dzieciach Arbatu”). Stąd od początku lat 90. potężne parcie na wydziały prawa (kiedy zaczynałem studia, było nas na roku 300, ale z zaocznymi 10 razy tyle).

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.