Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo

Hazard konstytucyjny w rozkwicie

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Oczekiwania Polaków co do powoływania sejmowych komisji śledczych nie słabną. Wyczuwają to politycy, którzy szykują nam kolejną - tym razem do wyjaśnienia afery hazardowej.

Tymczasem Trybunał Konstytucyjny już raz skarcił Sejm za fatalnej jakości uchwałę o powołaniu komisji śledczej. Jeśli posłowie przyjmą jeden ze zgłoszonych właśnie projektów nowej, hazardowej komisji, ryzykują recydywą niekonstytucyjności.

Podstawowe ograniczenia

Zacznijmy od samej konstytucji RP. Ogranicza się ona jedynie do stwierdzenia, że "Sejm może powołać komisję śledczą do zbadania określonej sprawy" (artykuł 111).

To lakonicznie stwierdzenie tylko pozornie niewiele znaczy. Tymczasem w zrozumieniu tego, co jest, a co wykracza poza "określoną sprawę", leży byt każdej komisji śledczej. Przekonali się o tym członkowie bankowej komisji śledczej, której działalność radykalnie ograniczył Trybunał Konstytucyjny. W wyroku z dnia 22 września 2006 roku sędziowie uznali, że uchwała ją powołująca w wielu miejscach jest niekonstytucyjna.

Wyrok ten to swoisty podręcznik do tworzenia uchwał powołujących komisje śledcze, który zdaje się, że został kompletnie zapomniany przez posłów.

Co tak ważnego wskazał Trybunał Konstytucyjny w swoim wyroku? Otóż nie można definiować obszaru działań komisji śledczej w sposób na tyle rozległy, by odbierał jej możliwość rzetelnej i sprawnej realizacji powierzonego zadania. Co więcej, Sejm musi wyznaczyć precyzyjne ramy czasowe zainteresowania komisji. Jeśli bowiem obszar jej zainteresowania jest zbyt szeroki, otwiera się pole do wybiórczego badania konkretnych zdarzeń i osób według zapotrzebowania politycznego.

Nie oznacza to, że komisja śledcza jest instytucją "bezzębną", niezdolną do wydobywania na światło dzienne nieprawidłowości. Trybunał starał się jedynie zabezpieczyć tę instytucję przed nadmiarem polityki. Jak to się ma do propozycji PO, SLD i PiS w sprawie komisji hazardowej?

Co proponują SLD, PO i PiS?

Najdalej idzie Sojusz Lewicy Demokratycznej. Posłowie lewicy proponują dążenie do "wyjaśnienia i zbadania, czy podczas prac nad rządowym projektem ustawy o grach i zakładach wzajemnych doszło do nieprawidłowości i złamania obowiązujących procedur". Nie wskazano, o którym projekcie mowa i jaki okres ma być objęty zainteresowaniem komisji. Być może chodzi o wszystkie projekty zmian ustawy hazardowej od jej uchwalenia w 1992 roku? Ustawa była jednak do tej pory nowelizowana aż 26 razy. Sejmowi śledczy - traktując swój mandat poważnie - musieliby zatem dokładnie zbadać kilkadziesiąt postępowań, na które składały się setki, jeśli nie tysiące, uzgodnień, stanowisk. Dokładne zbadanie wszystkiego byłoby niemożliwe i skłoniło posłów do selektywnego doboru wątków, co tak piętnuje Trybunał Konstytucyjny.

Skromniejsze, choć również wątpliwe, wydają się zamiary Platformy Obywatelskiej. Posłowie tej partii wyznaczają początek śledztwa sejmowego na dzień rozpoczęcia procesu legislacyjnego, który w 2003 roku doprowadził do ustawowego uregulowania gier na tzw. automatach o niskich wygranych.

Pomińmy fakt, że precyzyjnej daty początku procesu legislacyjnego nie wskazano. Ważniejsze, że skupienie uwagi komisji na zmianach dotyczących jednorękich bandytów wydaje się próbą powiązania w jedną sprawę wielu osobnych zdarzeń. Tymczasem, obszar działania komisji powinien dotyczyć zdarzenia inicjującego jej powołanie. Inaczej mówiąc, należy się koncentrować na ujawnionej aferze, a nie wykorzystywać jej wybuch do badania przy okazji innych wątków.

Z kolei główną wadą propozycji Prawa i Sprawiedliwości jest nie tyle próba zanurzenia śledztwa w zbyt odległej przeszłości, ale dążenie do jego nadmiernego rozciągnięcia "wszerz" - o badanie prokuratorskich zarzutów dla byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusza Kamińskiego w innej sprawie.

Można próbować wywieść wszystko, ale jak zarzuty postawione przez prokuratora w Rzeszowie mają się do afery hazardowej?

Okazuje się więc, że wszystkie z projektowanych uchwał dotknięte są wadami.

Wady, wady, wady!

Jeśli którakolwiek zostanie przyjęta, można będzie swobodnie przyjmować zakłady, że trafi do Trybunału Konstytucyjnego, który nie przejdzie obok obojętnie. Jak z tego wybrnąć? Wydaje się, że racjonalne byłoby skupienie uwagi komisji tylko na procesie legislacyjnym, w którym pojawiła się propozycja rozszerzenia katalogu gier hazardowych objętych tzw. dopłatami.

Początki tego procesu sięgają poprzedniej kadencji Sejmu i rządu Jarosława Kaczyńskiego. 15 maja 2007 roku do uzgodnień trafił projekt ustawy o finansowaniu budowy obiektów sportowych Narodowego Centrum Sportu oraz o zmianie ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Wówczas po raz pierwszy kwestia dopłat z przeznaczeniem na inwestycje Euro 2012 weszła do powszechnego obiegu, co powinno stanowić punkt wyjścia dla sejmowego śledztwa w sprawie tak zwanej afery hazardowej.

Jarosław Bełdowski

prawnik, prezes Fundacji FOR

Dawid Sześciło

prawnik, współp. Fundacji FOR

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.