Dziennik Gazeta Prawana logo

Sędziowie powinni się zaopatrzyć w walizki

3 lipca 2018

Resort ma już pomysł, jak zmusić sędziów do większej aktywności. Otóż tworząc w miejscu małych sądów zamiejscowe wydziały, nie będzie potrzebna zgoda sędziów, by kazać im orzekać w innych miastach

Już 1 lipca 2012 r. sądy, w których orzeka mniej niż 14 sędziów, zostaną przekształcone w wydziały zamiejscowe większych sądów rejonowych. Tak wynika z rozporządzenia ministra sprawiedliwości, które zostało przesłane prezesom sądów do konsultacji. Jak zapowiada Jarosław Gowin zmiany będą konsultowane także z włodarzami miast, z których sądy mają zniknąć.

Resort uzasadnia zmiany potrzebą uelastycznienia struktur sądownictwa i racjonalizacji obłożenia sędziów pracą. Zdaniem ministerstwa w małych sądach sędziowie często są niedociążeni obowiązkami, a w dużych metropoliach jest zbyt mało etatów sędziowskich w stosunku do liczby spraw. Jeżeli zmiany wejdą w życie prezesi tych sądów, które "wchłoną" likwidowane jednostki, będą dysponować większą kadrą orzeczniczą. Zgodnie z prawem o ustroju sądów powszechnych sędzia musi wyrazić zgodę na oddelegowanie go do pracy w innym sądzie niż jego sąd macierzysty. Zasada ta jednak nie obowiązuje w przypadku zmiany wydziału. Po 1 lipca prezes będzie więc mógł skierować sędziego z wydziału zamiejscowego do orzekania w innym wydziale sądu rejonowego, nawet jeżeli będzie on oddalony o kilkadziesiąt kilometrów od dotychczasowego miejsca orzekania sędziego.

- Zmiany mają zwiększyć dostęp do wymiaru sprawiedliwości. Chcemy skończyć z sytuacjami, że w małym sądzie kilku sędziów zachoruje lub pójdzie na urlop i sąd ma ograniczoną zdolność orzeczniczą - tłumaczy "DGP" Gowin.

Projekt ma także doprowadzić do oszczędności. - Na pewno będzie mniej stanowisk funkcyjnych, mniej prezesów sądów. Liczę też na oszczędności związane ze zmianami administracyjnymi. Oszczędności zainwestujemy w dalsze usprawnianie sądownictwa - mówi Jarosław Gowin.

W miejscowościach, z których znikną małe sądy rejonowe, powstaną dwa wydziały zamiejscowe większych sądów rejonowych - karny i cywilny. W niektórych zostaną utworzone także zamiejscowe wydziały rodzinne i ds. nieletnich. Rozporządzenie milczy natomiast o tym, co stanie się z wydziałami pracy, gospodarczymi i wieczysto-księgowymi, które obecnie funkcjonują w znoszonych jednostkach.

@RY1@i02/2011/250/i02.2011.250.070000400.804.jpg@RY2@

Materiały prasowe

Jerzy Naumann, adwokat

Mamy oto niemal już gotowy projekt rozporządzenia ministra sprawiedliwości, który przewiduje kolejną reorganizację sądownictwa, a mówiąc ściślej: kolejny etap reorganizacji sądownictwa, ponieważ od lat mamy do czynienia z reorganizacją permanentną.

Zamierzenia resortu jedni popierają, inni zaś krytykują. Przede wszystkim głos zabiera środowisko sędziowskie i trudno się temu dziwić. Wprowadzane zmiany w sensie bezpośrednim, codziennym, dotykają właśnie żywotnych interesów sędziów. Istnieją jednak także inne punkty obserwacyjne pozwalające na wyrobienie sobie opinii na temat kolejnej edycji permanentnej reorganizacji. Taka obserwacja może być prowadzona przez adwokata, który z jednej strony współuczestniczy w procesie wymierzania sprawiedliwości, a z drugiej - patrzy na sądownictwo oczami własnych klientów, co pozwala mu rozumieć percepcję wymiaru sprawiedliwości przez ogół społeczeństwa i opinię publiczną. Brak zatem zawodowo-środowiskowej determinanty w identyfikowaniu się z interesami tylko jednej grupy, sprzyja chłodniejszemu i bardziej wyważonemu spojrzeniu na poddawane analizie zagadnienie (oczywiście bez patentu na nieomylność).

Zadaniem każdego ministra sprawiedliwości jest tworzenie warunków dla właściwego działania sądownictwa. Nie można mieć zatem za złe ministrom kolejnych kadencji, że poszukują rozwiązań sprzyjających właściwemu funkcjonowaniu wymiarowi sprawiedliwości. Uży

wam tutaj dwukrotnie określenia "właściwie" nie przez nieuwagę stylistyczną, lecz dla podkreślenia, że czym innym jest właściwe działanie sądownictwa od sprawnego jego działania. Sprawność jest bowiem wyłącznie jedną z wielu cech, które dopiero łącznie pozwolą na uznanie, że wymiar sprawiedliwości działa właściwie. Sądownictwo działające właściwie to takie, w którym sądy sądzą nie tylko sprawnie, ale przede wszystkim sprawiedliwie, a przez to wzbudzają w obywatelach zaufanie do prawa. Uwaga ta jest potrzebna, aby uzasadnić poważną wątpliwość, jaka powstaje, kiedy ktoś dla usprawiedliwienia swoich zamiarów ingerujących w organizację sądownictwa (ale także w literę prawa) powołuje się na argument, że postulowane zmiany przyczynią się do poprawy efektywności i sprawności pracy sądów. To jest ledwie hasło. Nie zastępuje ono faktycznego wytłumaczenia, w jaki mianowicie sposób zmiana organizacyjna przełoży się na poprawę działania całego złożonego mechanizmu. Jeśli prawnikom nie wystarcza samodyscypliny myślenia, logiki, precyzji i weryfikowalnego wizjonerstwa, należy poprosić o pomoc tych, którzy na rzeczywistość patrzą tak odpowiedzialnie, jak patrzą na nią inżynierowie. Nie wyobrażamy sobie przecież, że jakikolwiek fachowiec przystąpi do przebudowy mostu, mając w ręku tylko odręczne rysunki, zamiast sprawdzonych wyliczeń dających stuprocentową pewność, że nowa konstrukcja udźwignie to, co będzie musiała dźwigać. Wypada przypomnieć, że obecna dyskusja nad kolejnym przemeblowaniem w strukturze sądownictwa jest tylko kolejną edycją tej samej dyskusji sprzed lat. Edycja przedostatnia miała miejsce na początku 2009 roku, kiedy to ministerstwo zlikwidowało 120 wydziałów grodzkich. Jeżeli kierując się chęcią poszukiwania odpowiedzi na pytanie, czy poczynania kolejnych ekip są racjonalne oraz upewnienia się, że robiąc coś - wiedzą co robią, dokonamy prostego zabiegu porównawczego, wyniki odpowiedzą same za siebie. Co więcej jeżeli porównamy uzasadnienie dla powołania sądów grodzkich w 2001 roku do uzasadnienia rozporządzenia z 2009 roku, które te sądy zlikwidowało, a następnie te dwa dokumenty nałożymy na uzasadnienie zaproponowanej obecnie likwidacji sądów rejonowych i przemianowania ich na wydziały zamiejscowe, szybko się okaże, że mamy do czynienia z - no może z niewielką przesadą - tym samym uzasadnieniem. Aż wstyd powiedzieć, ale zupełnie identycznie rzecz się przedstawia z porównani, a uzasadnienia koncepcji wydzielenia sądownictwa gospodarczego z uzasadnieniem aktualnej koncepcji jego zniesienia. Mało tego: owa kalkomania jest widoczna w tym samym, zatrważającym stopniu w uzasadnieniach zmian procedury cywilnej oraz karnej. We wszystkich tych przypadkach ma być szybciej i... taniej. I wszystkie te eksperymenty palą na panewce.

Niestety, stwierdzam z zażenowaniem, że hasło "będzie taniej" już mnie męczy. Zażenowanie bierze się z kilku powodów. Pierwszy to ten, że podkreślanie na każdym kroku, że należy obniżyć koszty wymierzania sprawiedliwości, jakoś mi nie licuje z najwyższą powagą. Drugi powód zażenowania to że nikt jasno nie wyliczył, jakie są faktyczne koszty zaprojektowanej reorganizacji. Dadzą się policzyć, choć - co warto zauważyć w tym miejscu, że do tej pory nie pokusił się, by policzyć koszty innego eksperymentu - utworzenia, a następnie likwidacji sądów grodzkich.

Tak więc nie oszukujmy się, nikt nie policzył i pewnie już nie policzy kosztów bezpośrednich, pośrednich oraz społecznych obecnie proponowanej rekonstrukcji. Natomiast podawany bilans (ktoś wyliczył go na... 182 zł, bo tyle ma wynosić dodatek funkcyjny prezesa) jest rażąco niepełny. Cała zatem komentowana sprawa jawi się nie, jako głęboko przemyślane, precyzyjnie wyliczone i poparte praktyczną i pozytywną weryfikacją rozwiązanie, lecz jako przedsięwzięcie cokolwiek zagadkowe. Chcącego tę zagadkę rozwiązać ciekawskiego Watsona dedukcja doprowadzi do wniosku, że chyba żadna ze stron nie mówi w tej całej historii prawdy. Wówczas dr Watson, umysł praktyczny, poszpera zapewne w prawie o ustroju sądów powszechnych, w którym pod numerem 75 może znaleźć ciekawą poszlakę. Otóż właśnie art. 75 par. 1 ustawy wyposaża sędziów w istotną gwarancję par excellence powiązaną z ich niezawisłością - przeniesienie sędziego na inne miejsce służbowe, może bowiem nastąpić tylko za jego zgodą. Powstaje zatem pytanie, co ma począć kierownictwo sądów w danym regionie, jeśli występują okoliczności podnoszone przez sędziów sądów "metropolitalnych", którzy wskazują na nierównomierność obowiązków obciążenia pracą. Jakie znaleźć rozwiązanie, gdy zwierzchność służbowa stwierdzi, że w małym sądzie doszło do ukształtowania niewłaściwych relacji, które lokalna społeczność rozpoznaje jako popadnięcie w klikowość? Biorąc pod uwagę żelbetonową konstrukcję muru, jaki broni poszczególnych sędziów w postaci art. 75 par. 1, znalezienie skutecznego rozwiązania staje się nie lada rebusem.

Rozwiązanie polegające na przebudowie struktury sądów przypomina chwyt polegający na likwidacji stanowisk pracy wyłącznie w tym celu, aby zwolnić pracowników, których w inny sposób zwolnić się nie da. Zatrzaśnięte drzwi daje się zawsze otworzyć wysadzając je. Ale to niejedyny przecież sposób na otwarcie zamkniętego.

@RY1@i02/2011/250/i02.2011.250.070000400.805.jpg@RY2@

Wojciech GÓrski

Marcin Łochowski, sędzia i rzecznik prasowy Sądu Okręgowego dla Warszawy-Pragi

Przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt zmian w strukturze organizacyjnej sądów rejonowych - chociażby ze względu na swój bezprecedensowy zakres, dotyczący 115 sądów rejonowych - wywoła niewątpliwie intensywną dyskusję w środowisku prawniczym, a w szczególności wśród sędziów. Organizacja sądownictwa musi być wypadkową kilku czynników. Nie ulega wątpliwości, że priorytetem jest zbudowanie takiej struktury organizacyjnej sądów, która będzie mogła funkcjonować z maksymalną sprawnością. Chodzi przecież o zapewnienie realizacji podstawowego zadania sądów, tj. wymierzania sprawiedliwości w rozsądnym czasie. Wszelkie zmiany organizacyjne powinny mieć zatem na uwadze konieczność takiego zorganizowania działalności sądów, które pozwoli na osiągnięcie tego celu.

Nie można oczywiście również zapominać o dostępności sądów dla obywateli. Nie należy jednak rozumieć dostępności do sądów wąsko, jako możliwości zwrócenia się do sądu położonego w tej samej lub pobliskiej miejscowości. Dostępność do sądu to także chociażby kwestia czasu, jaki obywatel musi oczekiwać na rozprawę. Nie wydaje się, aby za łatwo dostępny mógł być uznany sąd położony na sąsiedniej ulicy, w którym na rozprawę trzeba czekać kilka miesięcy.

Nasuwa się więc fundamentalne pytanie, czy obecna struktura organizacyjna sądów powszechnych sprzyja sprawnemu działaniu poszczególnych jednostek organizacyjnych, a w konsekwencji - efektywnemu funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości? Z tego punktu widzenia trzeba oceniać plany zastąpienia 115 sądów rejonowych - wydziałami zamiejscowymi.

Wydaje się, że projektowana zmiana pozwoli przede wszystkim na bardziej elastyczne dostosowywanie liczby sędziów do potrzeb konkretnej jednostki organizacyjnej. Szczupłość obsady w małych sądach utrudnia bowiem często ich sprawne funkcjonowanie.

Nie przekonuje argument, że małe jednostki są łatwiejsze w zarządzaniu. Jeżeli chodzi o aspekt kadrowy, jest akurat przeciwnie. Każdy, kto miał jakąkolwiek styczność z małym sądem wie, że dłuższa nieobecność jednego lub kilku sędziów (spowodowana np. chorobą) albo odejście sędziego w stan spoczynku może doprowadzić do bardzo poważnych perturbacji w działalności takiego sądu. Nie ma niestety możliwości szybkiego zastąpienia nieobecnego sędziego. W sytuacji gdy w np. w czteroosobowym sądzie zabraknie jednego sędziego, oznacza to bardzo poważny uszczerbek w możliwości realizowania zadań tego sądu. Obowiązki nieobecnego sędziego muszą przecież przejąć pozostali sędziowie. Odbywa się to z reguły kosztem dotychczas prowadzonych spraw. Skutkiem jest więc przedłużenie przeciętnego czasu trwania postępowania. Konsekwencje takiego stanu rzeczy ponoszą przede wszystkim strony. Trzeba także wskazać, że sędziowie zastępujący swoich nieobecnych kolegów muszą poświęcić na wykonywanie zwiększonego zakresu obowiązków więcej czasu niż dotychczas, często kosztem swojego życia prywatnego.

W małym sądzie nie ma przy tym praktycznie żadnych możliwości podjęcia skutecznych działań, które szybko niwelowałyby skutki nieobecności sędziów. Możliwość delegowania sędziów z innego sądu jest rozwiązaniem jedynie na krótki czas. Mając przy tym na uwadze, że obecnie proces obsadzania wolnego stanowiska sędziowskiego trwa ponad rok, należy liczyć się z tym, iż coraz częściej sądy przez dłuższy czas będą działały przy niepełnej obsadzie stanowisk. Taka sytuacja będzie dotkliwa zwłaszcza dla małych sądów. Nie trzeba przecież nikogo przekonywać, że zupełnie innym problemem jest roczna nieobecność jednego sędziego w sądzie czteroosobowym, a innym - w sądzie o obsadzie 20 czy 50 sędziów.

Prawdą jest, że małe sądy są z reguły efektywniejsze od sądów większych. Postępowania trwają w nich krócej. Nie wynika to jednak z jakiejś nadzwyczajnej sprawności organizacyjnej, czy też wyjątkowych umiejętności sędziów, ale w większości przypadków ze zdecydowanie mniejszego obciążenia sędziów w mniejszych jednostkach. Jest to zresztą poważny problem, będący od jakiegoś czasu przedmiotem dyskusji, również w środowisku sędziów. Dzisiaj jest tak, że różnice w obciążeniu sędziów w poszczególnych sądach w tej samej kategorii spraw bywają dziesięciokrotne. Bez wątpienia jest to stan wymagający zmiany. Nie jest bowiem możliwa do zaakceptowania sytuacja, w której sędzia jednego sądu ma do rozpoznania 300 spraw, a sędzia innego - tylko 30 spraw tej samej kategorii. Wydaje się, że planowane zmiany są również krokiem w kierunku bardziej sprawiedliwego rozłożenia obowiązków pomiędzy sędziów w skali całego kraju.

Wadą małych jednostek organizacyjnych jest również niemożność zapewnienia, tak przecież pożądanej w dzisiejszych czasach, specjalizacji sędziów. Sędziowie w mniejszych sądach muszą siłą rzeczy orzekać w kilku wydziałach, pełniąc jednocześnie funkcje prezesów i przewodniczących wydziałów. Może się to negatywnie odbijać na jakości orzekania, zwłaszcza w wypadku skomplikowanych spraw.

Analizowany projekt zmian w strukturze sądów rejonowych ma na celu ograniczenie zarysowanych problemów. Łatwiej będzie zarządzać i organizować pracę większych jednostek organizacyjnych, co powinno przełożyć się na ich efektywniejsze działanie. Przede wszystkim z korzyścią dla obywateli. Inną kwestią jest to, że obecnie obowiązujące regulacje prawne pozwalające ministrowi sprawiedliwości na, w zasadzie, dowolne zmiany w strukturze sądów powszechnych, a co za tym idzie, zmiany miejsca służbowego sędziego, nie są wystarczającą gwarancją dla zapewnienia przestrzegania zasady nieprzenoszalności sędziów.

Nie można również wykluczyć, że zniesienie niektórych sądów będzie skutkowało koniecznością innej organizacji pracy poszczególnych sędziów. Może to spowodować konieczność - w pewnych przypadkach uciążliwych - dojazdów do innej miejscowości. Aspekt ten również powinien być wzięty pod uwagę przy ocenie skutków planowanych zmian. Przy dzisiejszym stanie infrastruktury w Polsce odległość między wydziałem zamiejscowym a Sądem Rejonowym sięgająca 100 km nie wydaje się możliwa do zaakceptowania. Należy jednak podkreślić, że sądy rejonowe nie znikną z tych miejscowości, w których powstaną wydziały zamiejscowe. Budynek z salami sądowymi, urzędnikami i sędziami przecież pozostanie.

@RY1@i02/2011/250/i02.2011.250.070000400.806.jpg@RY2@

Materiały prasowe

Rafał Puchalski, Stowarzyszenie Sędziów Polskich w Jarosławiu

Przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt rozporządzenia jestem zmuszony ocenić negatywnie. Przyjęte w nim rozwiązanie polegające na automatyzmie likwidacji sądów poniżej 14 etatów sędziowskich jest przejawem braku dokładnej analizy lokalnych potrzeb społeczeństwa. W projekcie brakuje podstawowego kryterium, jakim jest liczba wpływających spraw do likwidowanych sądów, skuteczność i szybkość w ich rozpoznawaniu oraz odległości, jakie strony będą zmuszone pokonywać celem uzyskania orzeczenia.

Nie jestem przeciwnikiem likwidacji sądów ze znikomą liczbą spraw - przy czym chcę dodać, że przedstawiona opinia jest moją indywidualną i nie stanowi oficjalnego stanowiska Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia - jednakże każda tego rodzaju decyzja powinna uwzględniać rzeczywiste potrzeby, a nie być reformowaniem dla samego reformowania. Liczba sędziów orzekających w sądzie nigdy nie jest wypadkową ich realnego obciążenia ilością spraw. Projekt został stworzony w całkowitym oderwaniu od nowelizacji prawa o ustroju sądów powszechnych (u.s.p.), która wejdzie w życie już 28 marca 2012 roku i trzeba chyba przyjąć, że przygotowywała go komórka organizacyjna, która nawet nie wie, co zostało uchwalone w Sejmie.

W dniu 28 marca 2012 roku w całej Polsce zostaną zlikwidowane wszystkie wydziały oprócz cywilnego i karnego. Spowoduje to konieczność zamknięcia repertoriów w sądach i wpisanie tych spraw ponownie. Dla przykładu sprawy z wydziałów rodzinnych zostaną wpisane do wydziałów cywilnych i staną się kolejnymi oczekującymi na rozpoznanie. Jest naturalne, że czynności te znacząco utrudnią prace sądów i muszą w praktyce wydłużyć postępowania w poszczególnych sprawach. Być może jednak jest to zabieg czysto księgowy, ponieważ statystycznie z dnia na dzień znikną miliony spraw i będzie można ogłosić, że wzrosła załatwialność. Należy zwrócić tutaj uwagę na brak spójności w projekcie, albowiem pozastawia trzymiesięczny okres niepewności i zapomina o części wydziałów oraz kilku sądach rejonowych.

Projekt rozporządzenia zakłada jego wejście w życie dopiero 1 lipca 2012 roku i co warto zazaczyć likwiduje on całkowicie jednostki organizacyjne, a w ich miejsce nie tworzy ośrodków zamiejscowych sądów, lecz jedynie trzy wydziały zamiejscowe innych sądów. W żadnym punkcie nie odnosi się do istniejących obecnie wydziałów pracy, ksiąg wieczystych i gospodarczych. Tym samym trudno jest ocenić racjonalność projektodawcy, ponieważ nie wiadomo, jaki sąd będzie rozpoznawał sprawy np. wieczystoksięgowe. Dziwi mnie, że tworzy się rozporządzenie pomijające istniejące wydziały bez określenia, kto będzie rozpatrywał te kategorie spraw. Jest to zdecydowana luka rozporządzenia i stanowi jedynie dowód na to, że tego rodzaju uprawnienia nie powinny pozostawać w gestii ministra sprawiedliwości.

Całkowicie niezrozumiałe jest dla mnie sens reformy wydziałów (zgodnie z ustawą o sądach powszechnych) na okres trzech miesięcy i wprowadzanie niepotrzebnego chaosu, jakim jest tworzenie np. wydziałów rodzinnych dopiero 1 lipca 2012 r.

Widzę również zagrożenie dla przyszłości pracowników likwidowanych sądów. Projekt nie odnosi się do nich, nie określa statusu jednostek w postaci zespołów służby kuratorskiej przy likwidowanych sądach. Mam poważne wątpliwości, czy tworzenie jedynie wydziałów zamiejscowych nie będzie skutkowało rozwiązywaniem ich umów o pracę, a brak odpowiedniej kadry utrudni funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, w szczególności w części dotyczącej nadzorów i dozorów kuratorskich.

Zakładane oszczędności są jedynie pozorne, albowiem koszty organizacyjne zmian i zgodnie z u.s.p. koszty zwrotu dojazdów sędziów i stron, będą znacząco przekraczać kilkusetzłotowe dodatki funkcyjne. Zastanawiam się, czy projektodawca nie zapomniał również o brzmieniu art. 100 par. 1 u.s.p., który przewiduje możliwość przejścia sędziów w stan spoczynku w związku z likwidacją sądu z zachowaniem 100-proc. uposażenia. Nie zdziwiłbym się, gdyby część środowiska chciała skorzystać z tego uprawnienia, ponieważ wydaje się, że należy rozgraniczyć instytucję ośrodka zamiejscowego od wydziału zamiejscowego całkowicie innego sądu.

Trudno jest mi się zgodzić z argumentem, że projekt ma zapewnić racjonalizację kadr i zrównanie obciążeń sędziów. Jak wynika z danych zbieranych przez samo Ministerstwo Sprawiedliwości, obciążenie sędziów w skali kraju jest na bardzo zbliżonym poziomie. Sam fakt znacznych zaległości w niektórych dużych sądach nie świadczy o tym, że w mniejszych jednostkach sędziowie mają mniej pracy. Dane wskazują, że właśnie te jednostki są znacząco bardziej efektywne w zakresie ilości załatwień i szybkości postępowania. Osobiście zamiast likwidować sądy, to na miejscu Ministerstwa Sprawiedliwości posłuchałbym w końcu sędziów orzekających na tzw. linii i zmieniał procedury sądowe, które są podstawową barierą w szybkości i jakości orzecznictwa. Z doświadczenia wiem, że małe sądy są bardzo dobrze postrzegane przez społeczeństwo i bardzo często wnoszone są do nich drobne, ale niezwykle ważne dla stron sprawy. Wątpię, czy Kowalski będzie chciał jechać do sądu oddalonego o 100 km. Nie znam pisemnego uzasadnienia projektu, które pozostaje tajne, dlatego ciężko odnieść mi się do ewentualnych argumentów przemawiających za kryterium 14-osobowego sądu. Wydaje mi się jednak, że prawdziwym celem jest ominięcie ustawowego zakazu nieprzenoszalności sędziów. Zastanawiam się, jakie przyjęte będą wówczas kryteria zsyłki sędziego do wydziału zamiejscowego. Kto będzie decydował, który sędzia zasłużył na przyjemność dojazdu kilkadziesiąt kilometrów i jak ten sędzia będzie mógł nadawać bieg w sprawie zapoznając się z wpływającymi pismami raz na kilka dni. Na pewno nie będą z tego tytułu poczynione żadne oszczędności, albowiem zwroty kosztów delegacji sędziów do wydziałów zamiejscowych, koszty stron poniesie budżet państwa i będą to wydatki znacząco większe niż obecne. Analiza kilkunastu ostatnich lat wskazuje, że co zmiana ministra, to nowe spojrzenie na organizację sądów, a koszty ponoszą podatnicy i samorządy. Mam poważne obawy, czy za chwilę nie ukaże się nowy projekt, tym razem tworzący sądy i ponowny chaos w sądownictwie. Trudno zgodzić się ze stwierdzeniem, że działania te przyniosą wymierne efekty. Moim zdaniem reformowanie jedynie w oparciu o kryterium ilościowe obsady sądu odbędzie się jedynie kosztem społeczeństwa.

Małgorzata Kryszkiewicz

malgorzata.kryszkiewicz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.