Jednoosobowy skład nie służy sprawiedliwości
W sądach coraz powszechniejsze staje się orzekanie w składach jednoosobowych. Zdaniem ekspertów nie służy to podniesieniu jakości wyroków. Co więcej, uważają oni, że w niektórych sprawach jest to wręcz niestosowne
O tym, w jakim składzie sąd rozpatruje sprawę, decydują przepisy proceduralne - kodeks postępowania cywilnego lub kodeks postępowania karnego. Zasadą w procesie cywilnym jest jednoosobowy zawodowy skład. Oznacza to, że w tym postępowaniu sprawę rozstrzyga zazwyczaj jeden sędzia. Prezes sądu może jednak zdecydować, że spór rozstrzygnie skład trzyosobowy. Tak dzieje się zazwyczaj wówczas, gdy sprawa jest zawiła lub ma charakter precedensowy.
Jeżeli w procesie orzeka skład kolegialny, wyrok zapada po niejawnej naradzie sędziów. Składa się ona z dyskusji, głosowania nad mającym zapaść rozstrzygnięciem i zasadniczymi powodami jego podjęcia. Podczas narady spisana zostaje również sentencja wyroku. Głosowanie polega na zebraniu przez przewodniczącego głosów sędziów. Pierwszy oddaje głos sędzia mający najdłuższy staż zawodowy. Przewodniczący składu głosuje ostatni. Wyrok zapada większością głosów. Sędzia, który nie zgadza się z wyrokiem, może przy podpisywaniu sentencji zgłosić zdanie odrębne. Jeżeli się na to zdecyduje, musi je uzasadnić na piśmie.
Jednak sami sędziowie przyznają, że obecnie odchodzi się od orzekania w składach kolegialnych, a składy jednoosobowe stały się obecnie powszechne. Ich zdaniem może to mieć negatywny wpływ na jakość orzecznictwa oraz na kulturę orzekających.
Takiego zdania jest np. Stanisław Dąbrowski, I prezes Sądu Najwyższego.
- To jest problem nie tylko wzajemnego wpływania, ale i jakości orzecznictwa. Kolegialne orzekanie eliminuje wiele błędów. Ideałem byłoby kolegialne orzekanie w większości spraw - mówił w wywiadzie opublikowanym na łamach kwartalnika "Iustitia" wydawanego przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich o tej samej nazwie.
O tym, że obecność kolegi po fachu na sali rozpraw może mieć pozytywny wpływ m.in. na zachowanie orzekających wobec stron, świadczyć może chociażby to, że w sądach wyższego szczebla, gdzie zasadą jest rozpatrywanie spraw w składach trzech sędziów zawodowych, poziom kultury co do zasady jest wyższy.
Eksperci jednak przyznają, że jest to model, którego w obecnych warunkach raczej nie da się wprowadzić.
- Nawet w Sądzie Najwyższym orzeka się coraz częściej jednoosobowo - przyznaje Stanisław Dąbrowski.
Wszystko dlatego, że do sądów wpływa co roku tak duża liczba spraw. W zeszłym roku wpłynęło ich prawie 13 milionów. A, jak podkreśla I prezes SN, jednoosobowo sprawy rozstrzyga się dużo szybciej niż w składach kolegialnych
@RY1@i02/2012/109/i02.2012.109.07000040a.101.jpg@RY2@
FOT. WOJCIECH GÓRSKI
Dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista, wykładowca Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego
Stan sądownictwa powszechnego jest przedmiotem wielu krytycznych komentarzy, koncentrujących się na ogół wokół problemu przewlekłości postępowania. Sądy bywają postrzegane jednak nie tylko jako nierychliwe, ale i niesprawiedliwe. Wymiar sprawiedliwości negatywnie postrzega aż 44 proc. Polaków, którzy wzięli udział w badaniu. Jako przyczyny negatywnej opinii wskazali oni: niesprawiedliwość orzeczeń (70,9 proc.), nierzetelność (69,3 proc.), stronniczość i brak niezawisłości (65 proc.), niska efektywność wymiaru sprawiedliwości i zbyt wysokie koszty jego funkcjonowania (63 proc.), korupcja (50 proc.), braki kadrowe i biurokratyzacja (33 proc.).
Tego rodzaju oceny (M. Bernatt, A. Bodnar: "Wymiar sprawiedliwości w Polsce", w: L. Kolarska-Bobińska, J. Kucharczyk: "Demokracja w Polsce 2007-2009") mają zapewne podłoże subiektywne, związane z tym, że do istoty sporu prawnego należy nieuchronność porażki jednej ze stron, co zawsze wiąże się z poczuciem krzywdy i niesprawiedliwości. Przy 10 milionach spraw rozpoznawanych przez sądy w ciągu roku, może to w znaczącym stopniu wpłynąć na sposób postrzegania wymiaru sprawiedliwości w społeczeństwie. Należy także pamiętać, że sędziowie nie są twórcami praw, które wykonują.
Coraz mniej jednoznaczne i coraz bardziej skomplikowane prawa wymagają interwencji władzy sądowniczej nieodzownej w procesie ich stosowania. Niejednokrotnie też ustawodawca powierza sądom legitymizowanie rozmaitych poczynań władzy wykonawczej w sferach szczególnie wrażliwych z punktu widzenia ochrony praw jednostki. Sądowa kontrola działalności administracji publicznej, ustanowiona w konstytucji, powoduje, że niemal każda sprawa z tego zakresu może stać się przedmiotem oddziaływania władzy sądowniczej.
W społeczeństwie informacyjnym sprawy należące do właściwości sądów, przedstawione za pośrednictwem mediów, mogą okazać się istotne dla sprawujących zarówno władzę ustawodawczą, jak i wykonawczą. Sposób, w jaki orzekają sędziowie, nie jest obojętny dla władzy wykonawczej, ponieważ albo potwierdza słuszność jej rozumienia prawa, albo też wskazuje, że myli się ona lub nie jest zdolna do skutecznej realizacji własnego programu ze względu na stanowisko władzy sądowniczej.
Wszystko to sprawia, że apolityczni sędziowie podejmują rozstrzygnięcia o zasadniczej doniosłości politycznej, niekiedy niepozbawione wpływu na wyniki wyborów powszechnych. Są więc stale narażeni na niebezpieczeństwo nacisków ze strony większości sprawującej władzę, które mogą mieć kształt stanowienia ustaw w taki sposób, by ograniczyć lub zgoła wyeliminować władzę sędziów, albo też ograniczać niezależność sądów.
Społeczna krytyka wymiaru sprawiedliwości skłania do poszukiwania rozwiązań, które - w nadziejach ich promotorów - mogłyby możliwie szybko wyeliminować przyczyny negatywnych ocen sądownictwa. Do takich rozwiązań należały właśnie zmiany wprowadzone ustawą z dnia 15 marca 2007 roku o zmianie ustawy - Kodeks postępowania cywilnego, ustawy - Kodeks postępowania karnego oraz o zmianie niektórych innych ustaw, wprowadzającą jako zasadę orzekanie w składzie jednego sędziego bez udziału ławników, przy zachowaniu możliwości rozpoznawania niektórych spraw w sędziowskim składzie kolegialnym. Odchodzenie od kolegialności na rzecz jednoosobowego orzekania - jako reguła dopuszczająca wyjątki - oznacza jednak w praktyce, że w sądzie pierwszej instancji sprawa rozpoznawana jest przez jednego sędziego.
Sąd jednoosobowy, orzekający bez ławników, łatwiej przekonać, zastraszyć albo skorumpować w taki czy inny sposób. Samotny sędzia jest też bardziej bezbronny niż kolegium wobec nacisków instytucjonalnych, środowiskowych, politycznych, medialnych, może być też mniej powściągliwy i staranny w swoich zachowaniach na sali sądowej. Z punktu widzenia kontroli nad sędziami, zwłaszcza politycznej, skład kolegialny, ewentualnie ławnicy albo przysięgli, to rozwiązania szczególnie ryzykowne. Zapewne trudno byłoby z pewnością stwierdzić, że skład kolegialny jest z zasady bardziej sprawiedliwy, niezależny, bezstronny i niezawisły niż skład jednoosobowy, że bardziej odpowiada wyrażonemu we wstępie do Konstytucji RP wymaganiu, by "działaniu instytucji publicznych" - a więc także sądom - "zapewnić rzetelność i sprawność".
Jednak ustawodawca zastrzegając kolegialność dla spraw szczególnie zawiłych, precedensowych lub spraw, w których może być orzeczona surowa kara, daje wyraz przekonaniu o zaletach wieloosobowej sprawiedliwości i pożytkach płynących z dialogu wiedzy i sumień wielu osób w wymagającej tego rodzaju prowadzenia poważnej sprawie.
Z punktu widzenia tego, kto staje ze swoją sprawą wobec sądu, ta właśnie sprawa jest przecież szczególnie poważna, ale jego subiektywne odczucie nie znajduje zrozumienia ustawodawcy, który kieruje się społeczną potrzebą szybkości postępowania wyrastającą z dolegliwości postępowań przewlekłych. Zapewne jednak każdy, kto oczekuje rozstrzygnięcia swojej sprawy w sądzie, wolałby raczej wyrok bardziej sprawiedliwy aniżeli szybciej wydany. Gdyby mu więc powiedziano, że ma do wyboru: szybko i być może mniej niezależnie, bezstronnie i niezawiśle, bo jednoosobowo, albo wolniej, ale za to z większą szansą na niezależność, bezstronność i niezawisłość, to pewnie uzależniłby odpowiedź od sprawy, z jaką przychodzi do sądu, a w każdym razie domagałby się sprawiedliwości szybkiej i dla niego sprawiedliwej.
Trudno byłoby też jednak stwierdzić, że kolegialność orzekania stanowi źródło nieuzasadnionej zwłoki. Niezwłoczna sprawiedliwość może się okazać równie niesprawiedliwa, jak ta, która jest nierychliwa. Skłócone kolegium może być źródłem pozornie tylko uzasadnionej przewlekłości.
W pewnych rodzajach spraw składy jednoosobowe wydają się szczególnie niestosowne z punktu widzenia roli sądu w zagwarantowaniu praw jednostki. Dotyczy to w szczególności sądu zarządzającego np. kontrolę operacyjną na podstawie ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu. W posiedzeniu jednoosobowego sądu może wziąć udział wyłącznie prokurator i przedstawiciel szefa ABW. Na postanowienie sądu szefowi ABW przysługuje zażalenie.
Należałoby przyjąć, że w sprawach dotyczących ograniczenia praw i wolności osobistych i politycznych regułą powinno być orzekanie w składach kolegialnych, a wyjątkiem orzekanie w składzie jednego sędziego, zarezerwowane dla spraw mniejszej wagi. Można także rozważyć przyznanie stronom prawa do występowania z uzasadnionym wnioskiem o wyznaczenie składu kolegialnego w sytuacji, gdy ustawowo właściwy byłby skład jednoosobowy.
Ograniczenie składów kolegialnych, a także udziału ławników w orzekaniu, odzwierciedla przekonanie, że wymierzanie sprawiedliwości jest aktem o charakterze technicznym, nie zaś sztuką sądzenia o tym, co dobre i słuszne; dochodzeniem do prawdy poprzez konfrontację różnych opinii i dialog pomiędzy sędziami w składzie orzekającym; rodzajem wiedzy, którą łatwiej zdobyć w zespole, aniżeli w pojedynkę.
Prawo odzwierciedlone w literze wyroków sądowych nie musi być przecież ani racjonalne, ani sprawiedliwe w subiektywnym odczuciu tych, których te wyroki dotyczą. Powinno być zgodne z sędziowskim odczytaniem woli ustawodawcy, nie zawsze i nie dla wszystkich czytelnej. Poczucie prawości i sprawiedliwości - jak zauważa socjolog Kazimierz Sowa - "jest dzisiaj przekazywane prawnikom i sądom" (K. Z. Sowa "Demokracja i korupcja", "Znak" nr 6/2002), specjalistom i instytucjom kreującym sprawiedliwość formalną, a przez to narzucaną ludziom, a nie odkrywaną w nich.
Jeżeli 70,9 proc. badanych uważa wyroki sądów za niesprawiedliwe, to nie znaczy przecież, że aż tyle wydano wadliwych wyroków. Postępowanie sądowe było zapewne nienaganne i profesjonalne, lecz sprawiedliwość państwa rozminęła się ze społecznym poczuciem sprawiedliwości i prawości, co powoduje, że ludzie "tracą zaufanie wzajemne i zaufanie do wykreowanych przez siebie, ale jakby kierowanych bez ich kontroli instytucji" (K. Sowa).
Wahania jednego sędziego mogą trwać dłużej niż ewentualne spory w kolegium, a naprawianie błędu składu jednoosobowego może trwać latami
@RY1@i02/2012/109/i02.2012.109.07000040a.804.jpg@RY2@
FOT. MATEWRIAŁY PRASOWE
Bartłomiej Przymusiński, sędzia Sądu Rejonowego Poznań-Stare Miasto w Poznaniu, rzecznik prasowy SSP "Iustitia"
"Co dwie głowy to nie jedna" mawia stare przysłowie i trudno nie odmówić mu racji. Ocena toczącego się przed sądem sporu, dokonana przez skład kolegialny, może być bardziej wszechstronna i pogłębiona. Naturalnym zjawiskiem przy jednoosobowym rozstrzyganiu danej sprawy bywa nadmierne skupienie się na jednym wątku sprawy, co powoduje swoisty tunel poznawczy, w którym sędzia nie dostrzega innych, istotnych elementów sprawy. Oczywiście znajomość tego ryzyka pomaga sędziom uniknąć tej pułapki, jednak zawsze oznacza to konieczność ogromnej koncentracji i dbałości o szczegóły. Natomiast przy rozstrzyganiu sprawy w składzie kolegialnym istnieje możliwość dyskusji, wymiany argumentów, ścierania poglądów, która często powoduje, że dopiero po wypowiedzeniu własnej koncepcji rozstrzygnięcia dostrzegamy jej słabe strony, co niekoniecznie miałoby miejsce, gdybyśmy nie usiłowali jej poddać ocenie innych członków składu. Nie mam wątpliwości, że decyzje podejmowane w składzie kolegialnym mają dużo większe szanse być decyzjami trafnymi. Założenie to aprobowano od lat, powierzając rozstrzyganie poważnych sporów z reguły sądom orzekającym w składzie kolegialnym. W polskim systemie prawnym w ostatnich latach obserwujemy jednak tendencję odchodzenia od tej zasady na rzecz orzekania jednoosobowego, co wiąże się także z procesem ograniczania udziału ławników.
W sądzie pierwszej instancji skład jednoosobowy jest już niemal regułą, w odróżnieniu od drugiej instancji, w której to składy kolegialne są zasadą. Niestety jednak coraz częściej i od tej zasady zdarzają się wyjątki. Tendencja ta jest zrozumiała, gdyż problemy z rekrutacją ławników uzasadniają ograniczenie ich udziału, a z kolei powierzenie rozstrzygania większego zakresu spraw składom kolegialnym zawodowych sędziów wiązałoby się z kosztami, gdyż albo wydłużyłby się czas trwania postępowań, albo należałoby zatrudnić więcej sędziów. Ilekroć jednak rozmawiam z koleżankami i kolegami nad trudnym zagadnieniem prawnym, prosząc ich o radę, zawsze wraca myśl, że praca prawnika jest tego rodzaju zajęciem, które powinno, przynajmniej od czasu do czasu, być wykonywane w zespole. Wiąże się to z kolejnym problemem, jaki obserwuję, a mianowicie anonimizacją środowiska sędziów. Gdyby dziś ktoś zapytał mnie, czy wiem, jak zachowuje się na sali rozpraw, jaki poziom reprezentuje sędzia pracujący w pokoju obok mojego, nie potrafiłbym odpowiedzieć, bo nie mam o tym pojęcia. Nigdy nie widziałem go i zapewne nie będę miał okazji zobaczyć, jak prowadzi proces. Jest to poważny problem, bowiem powoduje też trudności w dbałości o należyty poziom orzekania i promowaniu dobrych wzorców.
Jest to tym bardziej istotne, że wraz z likwidacją asesury na salach rozpraw za stołami sędziowskimi zasiadły osoby, które orzekają już jako pełnoprawni sędziowie. W tej całej sytuacji mam wrażenie, że Ministerstwo Sprawiedliwości mentalnie tkwi w minionym systemie, hołdując wciąż leninowskiej zasadzie, że "zaufanie dobre, ale kontrola lepsza". W imię tej zasady zamiast wzmacniać mechanizmy wewnętrznej oceny 360 stopni, wprowadza się system hierarchiczny, w którym niezwykle ważną rolę będzie pełnił prezes sądu i sędzia wizytator - mają oceniać sędziego na podstawie suchych akt i 1-2 wizyt na sali rozpraw. I nadal będzie tak, że sędziowie nie będą wymieniali się między sobą wiedzą i doświadczeniem, bo komunikacja pozioma między nimi wciąż będzie zablokowana, a jedyny przekaz będzie miał charakter hierarchiczny. Jest to sprzeczne z najnowszymi tendencjami w zarządzaniu zespołami ludzkimi, bowiem powierza się w ręce nielicznego grona osób ocenianie i kontrolę setek innych, zamiast wytwarzać mechanizmy wewnętrznej samokontroli.
Zarządzanie sądownictwem przez Ministerstwo Sprawiedliwości i podległą mu strukturę przypomina mi czasy gospodarki planowej, kiedy zamiast pozostawić kształtowanie modelu pracy tym, którzy są na samym dole, tworzy się odgórne plany i ustala np., że na wokandzie sędzia ma mieć 8 spraw, co powoduje, że zamiast trudną i skomplikowaną sprawę prowadzić cały dzień, woli ją prowadzić osiem razy po godzinie, dzięki czemu nikt nie zażąda od niego wyjaśnień, dlaczego miał tylko jedną sprawę.
Swoją drogą jestem bardzo ciekawy, czy renoma najlepszych kancelarii prawnych opiera się na tym, że wdrożono w nich sprawny aparat kontroli i są w nich adwokaci wspólnicy kontrolujący pracę partnerów i wytykający uchybienia, czy też wynika z wzajemnego zaufania i poczucia pracy w zespole ze świadomością odpowiedzialności za byt firmy? Dziś sędziowie orzekający takiego poczucia podmiotowego traktowania nie mają, gdyż czują się pionkami w ogromnej machinie.
W świetle zgłaszanego ostatnimi czasy projektu wprowadzenia instytucji sędziego na próbę, który miałby zastąpić zlikwidowaną asesurę na zasadach zgodnych z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, warto zastanowić się właśnie nad wprowadzeniem zasady orzekania takich sędziów w składach kolegialnych.
Wątpię co prawda, aby pomysł ten znalazł uznanie w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdyż z jego praktyki wiem, że będzie bardzo silna pokusa, aby sędziowie na próbę orzekali jednoosobowo, wyśrubowując statystyki załatwień w obawie przed brakiem nominacji. Ulegnięcie tej pokusie będzie wypaczało istotę wymiaru sprawiedliwości, gdyż ludzkie sprawy stają się wtedy kolejnymi numerkami, które trzeba załatwić, a nie wymierzyć sprawiedliwość.
Orzekanie sędziego na próbę w składach kolegialnych pozwoliłoby poznać takiego kandydata wszechstronnie, możliwa byłaby obserwacja nie tylko poziomu jego wiedzy prawniczej, ale także umiejętności podejmowania decyzji, zachowania spokoju, stanowczości i szacunku dla stron postępowania. Podobnie zresztą powinno być w sytuacji ubiegania się sędziego o awans do sądu wyższego rzędu - do wyobrażenia jest system, w którym taki awans musiałby być poprzedzony delegacją połączoną z orzekaniem w składzie kolegialnym.
O ile więc raczej nie ma powrotu do składów kolegialnych jako zasady, to jednak wciąż mogą one w tych specyficznych sytuacjach odegrać ważną rolę w wewnętrznym samodoskonaleniu się środowiska sędziowskiego.
O ile więc raczej nie ma powrotu do składów kolegialnych jako zasady, to jednak wciąż mogą one w tych specyficznych sytuacjach odegrać ważną rolę w wewnętrznym samodoskonaleniu się środowiska sędziowskiego
@RY1@i02/2012/109/i02.2012.109.07000040a.805.jpg@RY2@
FOT. WOJCIECH GÓRSKI
Rafał Dębowski, członek Naczelnej Rady Adwokackiej
Gdy kilka lat temu ustawodawca rozpoczynał proces odchodzenia od orzekania w sądach powszechnych w składach kolegialnych, adwokatura podchodziła od tego pomysłu z mieszanymi uczuciami. Za reformą padały różne argumenty. Mówiono: po co komu nieprzygotowani zawodowo ławnicy, często ludzie w podeszłym wieku, schorowani, a tym samym winni konieczności odraczania rozpraw; zmęczeni życiem; znudzeni sprawami, na których zasypiają; nierozumiejący istoty, często skomplikowanych, zagadnień prawnych omawianych podczas spraw; niezdolni nie tylko do sporządzenia uzasadnienia wyroku czy zdania odrębnego, ale nawet do sformułowania sensownego pytania, ergo: skazani podczas wyrokowania na konieczność bezmyślnego podzielenia poglądu sędziego zawodowego.
Pojawiały się głosy zgoła inne. Obrońcy kolegialnych składów orzekających wskazywali, że ławnicy jako osoby starsze wnoszą do procesu i zapewniają to, czego często brakuje młodym sędziom: doświadczenie i mądrość życiową oraz podejście do sądzonych spraw nie tylko przez pryzmat kodeksowy, ale także ludzki. Wskazywano, że kolegialność rozpoznawania spraw zmusza do odbycia prawdziwej, kolegialnej narady. Dziś w procesie sądzonym w składzie jednoosobowym nadal jest co prawda narada, ale sędzia naradza się sam ze sobą, co sprawia, że narada nie jest ponownym rozważeniem sprawy, lecz w istocie jedynie i wyłącznie podjęciem decyzji w sprawie.
W czasie prac legislacyjnych podnoszono, iż rzekoma wada ławnika, polegająca na nieznajomości przepisów prawa, jest w istocie jego zaletą. Sądząc w takim składzie, zawodowy sędzia jest zmuszony wytłumaczyć i przekonać dwie współdecydujące o wyroku osoby o tym, że proponowane przez niego rozwiązanie jest słuszne i że się obroni w razie apelacji. W sposób oczywisty podnosi to standardy wyrokowania, skoro sędzia zawodowy zmuszony jest, przed wydaniem wyroku, do wnikliwej znajomości akt sprawy: nie tylko w zakresie twierdzeń i żądań stron, lecz również materiału dowodowego sprawy. W czasie prac w podkomisji sejmowej podawano różne pozytywne przypadki orzekania kolegialnego. Choćby sprawę z czasów stanu wojennego, gdy nie doszło do skazania oskarżonego za przestępstwa natury politycznej tylko dlatego, że jeden z ławników zadał sędziemu zawodowemu naiwne pytanie, czy ławnicy mogą przegłosować sędziego zawodowego? Żaden ze wskazanych wyżej poglądów nie był jednoznacznie pozbawiony racji. Zwyciężyła natomiast polityka fiskalna i zmniejszanie wydatków budżetowych.
Czy wyszło to na dobre wymiarowi sprawiedliwości? Dziś, oceniając tę reformę z perspektywy adwokata, musze chyba podzielić ocenę na dwie kategorie spraw, ze względu na ich charakter. Trochę inaczej sytuacja wygląda w przypadku spraw cywilnych, a inaczej w sprawach karnych. W moim przekonaniu w sprawach cywilnych nie widać negatywnych skutków zniesienia kolegialności orzekania w pierwszej instancji (pozostały skromne wyjątki). Może właśnie dzięki temu, że składy kolegialne - składające się już wyłącznie z sędziów zawodowych - nadal orzekają w sprawach drugoinstancyjnych. Dzięki tej kolegialnej kontroli praktycznie szczelne jest sito przeciwdziałania błędom orzeczniczym. W tego typu sprawach nie ma powrotu do kolegialności pierwszoinstancyjnego sądzenia. Uniemożliwi to wchodząca już w życie kolejna reforma procesu cywilnego w zakresie wdrożenia elektronicznego protokołu, czyli nagrywania rozpraw sądowych. W takiej nagrywanej rozprawie cywilnej, gdzie audio-wideo zapewnia transparentność postępowania, nie ma powodów, by wzmacniać ilościowo składy orzekające. Wiem natomiast, że opinie o przywróceniu składów ławniczych w procesie karnym są nadal podzielone. Dyskusję w tej kwestii podgrzeje projekt kolejnej reformy procesu karnego: bardzo istotnej, bo zmieniającej model procesu karnego z inkwizycyjnego na kontradyktoryjny.
Największą zaletą sądownictwa dyscyplinarnego w obecnym kształcie jest jego egalitarność
Małgorzata Kryszkiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu