Nic nie jest tak złe, by nie mogło być gorsze
Projekt rozporządzenia w sprawie czynności asystentów jest wielkim nieporozumieniem. Niestety minister sprawiedliwości pozostaje głuchy na argumenty sędziów i ich asystentów
Resort sprawiedliwości dostrzegł, że w sądach źle się dzieje. W czasach kryzysu i dużego bezrobocia nie można znaleźć chętnych na stanowiska asystentów sędziów. Problem w tym, że wymagania kwalifikacyjne są wysokie, a wynagrodzenia niskie. Prezesi sądów domagali się od ministra działań. Rozwiązanie tego problemu okazało się bardzo proste. Wystarczy zmienić jedno rozporządzenie, aby zapewnić każdemu sędziemu asystenta.
Stare błędy zostały
Obecnie obowiązujące przepisy regulujące czynności asystentów zakazują powierzania im wykonywania obowiązków służbowych dla więcej niż dwóch sędziów. Takie rozwiązanie z jednej strony zapewnia sędziemu odczuwalne wsparcie ze strony asystenta, który w skali tygodnia może poświęcić np. kilkadziesiąt godzin na sporządzenie projektów orzeczeń i ich uzasadnień. Z drugiej strony pozwala asystentowi na rzetelne wykonywania swoich czynności.
Tym bardziej że sporządzenie projektu uzasadnienia wymaga od asystenta czasochłonnej analizy akt sprawy, wyszukiwania orzecznictwa, konsultacji z sędzią, a przede wszystkim skupienia. Nie są to zatem czynności, które można wykonywać z doskoku przez jedną lub dwie godzinę dziennie. Dostrzegło to zresztą samo Ministerstwo Sprawiedliwości.
Już w 2002 roku w rozporządzeniu w sprawie szczegółowego zakresu i sposobu wykonywania czynności przez asystentów sędziów przyjęto, że osoba zatrudniona na stanowisku asystenta może pełnić obowiązki, pracując maksymalnie dla trzech sędziów. Po czterech latach resort dostrzegł, że i ta liczba jest za duża, i w efekcie w kolejnym rozporządzeniu znalazł się przepis, że asystent może pracować wyłącznie dla dwóch sędziów. Po kilku latach przyszła pora na kolejne zmiany. Ministerstwo nie jest jednak konsekwentne tworzeniu prawa.
Zapowiedziom zdublowania instytucji asystenta sędziego poprzez wprowadzenie do sądów referentów prawnych towarzyszą prace nad nowym rozporządzeniem w sprawie czynności tych pierwszych. Powołując się na praktykę, resort zrezygnował z dotychczasowej reguły, zgodnie z którą asystent sędziego mógł pełnić obowiązki asystenta nie więcej niż dwóch sędziów. Tymczasem praktyka ma jednak zupełne inne potrzeby i postulaty.
Sędziowie sprzeciwiają się temu rozwiązaniu, wskazując, że uczyni ono pomoc asystentów iluzorycznym wsparciem. Bo w czym pomoże osoba, która będzie współpracowała z sędzią wyłącznie przez kilka godzin tygodniowo? Czy będzie w stanie sporządzić projekt chociaż jednego uzasadnienia? Czy znajdzie czas na analizowanie akt sprawy, pracując jednocześnie z wieloma sędziami? Obawy te podzielają asystenci, którzy twierdzą, że nie będą w stanie właściwie wykonywać powierzonych im obowiązków. Ministerstwo zdaje się jednak nie dostrzegać skutków swoich propozycji.
Wszyscy stracą
Po wejściu w życie zmian wielu sędziów zyska asystentów, ale w wyłącznie na papierze. Ich wsparcie przez jeden dzień w tygodniu niewiele pomoże. W efekcie sędziowie, którzy zostaną zmuszeniu do dzielenia się asystentem ze wszystkimi koleżankami i kolegami z wydziałów, będą musieli samodzielnie wykonywać czynności powierzane dotychczas asystentom. Pomysł resortu może tylko skonfliktować sędziów, bo każdy z nich będzie uważał, że jego sprawa jest ważniejsza.
Niewiele zmieni się też sytuacja sędziów, którzy obecnie nie mają asystentów - bo co im da pomoc osoby, która będzie dla nich pracowała na 1/5 czy 1/10 etatu.
Najbardziej stracą na tym jednak sami asystenci. Wielu z nich już dziś jest przeciążonych. Konieczność współpracy z kolejnymi sędziami spowoduje wzrost liczby obowiązków służbowych, których nie będą w stanie rzetelnie wykonać. Dodatkowo projekt nakłada na nich także zupełnie nowe czynności. Na polecenie sędziego mają wykonywać obowiązki pracowników sekretariatów. Dlaczego mają wykonywać czynności, którymi zajmują się obecnie inni pracownicy sądów, tego niestety nikt nam nie wytłumaczył.
Zapłaci państwo
Konsekwencją zmian będzie także mniejsze zainteresowanie wolnymi stanowiskami asystenckimi. W zamierzeniu ministerstwa obsadzić je mają absolwenci aplikacji ogólnej prowadzonej przez Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury.
Niskie wynagrodzenia asystentów (niższe od wysokości stypendium pobieranego w trakcie aplikacji) skutecznie odstrasza ich od zatrudnienia w charakterze asystenta. Kto przyjdzie do sądu, mając perspektywę pracy z pięcioma sędziami za 2 tys. zł netto? Na pewno nie aplikanci aplikacji ogólnej KSSiP, których przygotowuje się do zajmowania tego stanowiska. Wybiorą lepiej płatne propozycje.
Asystent nie może pomagać sędziemu z doskoku. Pomysł resortu będzie generował konflikty wśród sędziów, bo każdy z nich traktuje swoje sprawy priorytetowo
@RY1@i02/2012/057/i02.2012.057.07000080a.803.jpg@RY2@
Rafał Siderski
Ostatnia manifestacja przeciwko zmianom w sądach zgromadziła przed Sejmem kilkaset osób
Piotr Kwaka
asystent sędziego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu