Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo

Sąd konstytucyjny obok konstytucji

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Powraca widmo powszechnie obowiązującej wykładni ustaw w rękach trybunału. Prawnicy łapią się za głowę

Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka przyjęła przepis stanowiący o tym, że Trybunał Konstytucyjny, orzekając o treści aktu normatywnego lub jego części, może także rozstrzygnąć o określonym jego rozumieniu oraz zakresie treści normatywnej. Pomysł nie jest nowy, ale od lat budzi opór jako nadmierne zbliżenie władzy sądowniczej do kompetencji ustawodawcy.

Kuchennymi drzwiami

Przepis w tym brzmieniu pojawił się w pierwszej wersji projektu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, przygotowanej dwa lata temu przez sędziów konstytucyjnych. Ci skierowali dokument do prezydenta, by podjął inicjatywę ustawodawczą. Bronisław Komorowski nie podszedł jednak entuzjastycznie do ambitnych planów TK i usunął kontrowersyjny art. 102. Teraz - na ostatniej prostej - przepis w tym samym kształcie powrócił jako art. 101 projektu.

- Jestem zdziwiony, bo to kontrowersyjne rozwiązanie. I wpisanie takiej kompetencji trybunału do ustawy może budzić wątpliwości konstytucyjne - komentuje minister sprawiedliwości Borys Budka.

- Taki przepis może naruszać zasadę niezawisłości sądu, trójpodziału władzy, a także źródeł prawa. Choć prawdę mówiąc - patrząc na rozbieżne orzecznictwo sądów - być może z praktycznego punktu widzenia przydałoby się wyposażenie TK w taką kompetencję - dodaje szef resortu.

Jako przykład rozbieżności podaje art. 27 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, któremu inne rozumienie nadaje Sąd Najwyższy, a inne Naczelny Sąd Administracyjny.

- I to nie jest prawidłowa sytuacja, zarówno dla samych sądów, jak i obywateli - uważa minister Budka.

Jego zdaniem jednak wpisywanie tak kontrowersyjnej kompetencji TK do ustawy wymaga namysłu głębszego niż dyskusja na komisji.

- Dlatego będę rozmawiał na ten temat z I prezesem SN oraz prezesem NSA, a także samego TK. Dziś jednak opowiadam się za tym, aby nie wprowadzać tego przepisu do ustawy i projekt pozostawić w takim kształcie, jaki został zaakceptowany przez prezydenta - podkreśla.

Spore zastrzeżenia mają konstytucjonaliści.

- Sformułowanie tego przepisu jest odległe od ujęcia wprost, że TK może dokonywać powszechnie obowiązującej wykładni prawa. Niemniej jednak stwarza takie ryzyko - przyznaje dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Faktycznie art. 101 nie jest tożsamy z przepisem, który znajdował się w poprzednio obowiązującej ustawie o Trybunale Konstytucyjnym z 1985 r. Tam art. 13 mówił wprost: "Trybunał Konstytucyjny ustala powszechnie obowiązującą wykładnię ustaw na wniosek prezydenta, prezesa Rady Ministrów, I prezesa SN, prezesa NSA, RPO, prezesa NIK, PG".

- Według mnie przepis ten próbuje nadać de facto podstawę prawną ukształtowanej od wielu lat praktyce orzeczniczej trybunału, polegającej na tym, że TK nie tylko rozstrzyga o zgodności przepisów z konstytucją, ale też wskazuje właściwe ich rozumienie. Może to robić jednak tylko wtedy, gdy badana jest konstytucyjność przepisu w związku z wnioskiem uprawnionego podmiotu. I to da się wywieść z obowiązującej obecnie ustawy i z samej konstytucji - tłumaczy dr Piotrowski.

Natomiast - jak podkreśla - nic więcej. Dlatego nowy przepis rodzi dziś takie emocje: stwarza bowiem wrażenie, jakby TK mógł dokonywać wykładni przepisów niezależnie od rozstrzygnięcia o zgodności aktu normatywnego z konstytucją. A katalog uprawnień TK zapisanych w art. 188 konstytucji mówi wprost, czym TK może, a czym nie może się zajmować.

- I rozstrzygać o określonym rozumieniu aktu normatywnego lub jego części niezależnie od orzekania o konstytucyjności - nie może - podkreśla dr Piotrowski.

Profesor Marek Chmaj, konstytucjonalista ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, nie ma wątpliwości, że przepis kryje w sobie uprawnienie TK do dokonywania powszechnie obowiązującej wykładni prawa.

- Jeżeli wejdzie w życie, to wykładnia dokonana przez TK będzie obowiązywać wszystkich obywateli i sądy, w tym SN i NSA. TK zdobyłby więc największą władzę w świecie prawa. Od jego wykładni nie byłoby przecież żadnego odwołania. Obywatele musieliby pogodzić się z określoną interpretacją przepisów bez względu na to, czy byłaby dla nich korzystna. A mówimy tu o sprawach, które mają wymierny wpływ na ich sytuację, jak choćby podatkowych - przestrzega konstytucjonalista.

I zwraca uwagę, że to już było i nie zdało egzaminu. Przed laty TK mając bowiem takie uprawnienie, sięgnął po wykładnię ustawy o TK i... rozszerzył swoje uprawnienia. Dlatego też w 1997 r. celowo pozbawiono TK tej kompetencji.

Prawo a praktyka

Ale - jak mówi prof. Dariusz Dudek, konstytucjonalista z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego - choć konstytucja z 1997 r. rozstała się definitywnie z tą instytucją, to TK nigdy się z nią nie rozstał.

- W jego wyrokach i tak jest dokonywana powszechnie obowiązująca wykładnia ustaw w opakowaniu orzeczeń oceniających konstytucyjność - wskazuje ekspert.

I ocenia, że nowy art. 101 musi budzić wątpliwości konstytucyjne.

- Kompetencje trybunału to w ogóle nie jest materia ustawowa, lecz konstytucyjna - podkreśla prof. Dudek.

O zasadności zmian jest jednak przekonany poseł Robert Kropiwnicki (PO), przewodniczący podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia przedstawionego przez prezydenta RP projektu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.

- TK powinien mieć możliwość nadawania przepisom określonego znaczenia. Często tego właśnie oczekują sądy i obywatele. Błędem było zatem pozbawienie trybunału tego uprawnienia. Jest on bowiem najbardziej uprawniony, by ustalać, jakie jest właściwe rozumienie przepisów w zgodzie z ustawą zasadniczą - przekonuje poseł.

- I wcale nie wkraczałby tu w kompetencje ustawodawcy, gdyż ten zawsze może zmienić przepisy - dodaje.

Tyle że wprowadzenie art. 101 do projektu to działanie wbrew intencjom prezydenta. Stawia go w bardzo niezręcznej sytuacji. Zgodnie bowiem z art. 126 konstytucji to właśnie prezydent jest strażnikiem ustawy zasadniczej i czuwa nad jej przestrzeganiem. A dziś sytuacja z projektem nowej ustawy o TK wygląda tak: sędziowie go napisali, przekazali prezydentowi, by wniósł go jako własną inicjatywę, a posłowie wrzucają do niego rozwiązanie budzące wątpliwości konstytucyjne. Czy w tej sytuacji prezydent powinien skierować własny projekt do TK w celu zbadania jego konstytucyjności?

- Przecież to jakiś absurd - łapie się za głowę prof. Chmaj.

@RY1@i02/2015/092/i02.2015.092.18300100b.802.jpg@RY2@

Orzeczenia wydawane przez Trybunał Konstytucyjny - wyroki i postępowania

Ewa Maria Radlińska

ewa.radlinska@infor.pl

Projekt przed II czytaniem

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.