Reforma sądownictwa: potrzebne są zmiany, a nie rewolucja
Obowiązkowe wysłuchanie publiczne kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego i członków KRS, losowy przydział spraw w SN i więcej nowoczesnych technologii - to część pomysłów uczestników spotkania w redakcji DGP na poprawę wymiaru sprawiedliwości
Od dwóch lat rządzący mówią o tym, że ich celem jest naprawa polskiego sądownictwa. Tymczasem w sądach niewiele się przez ten czas zmieniło. Co należy więc robić, aby zwiększyć sprawność postępowań sądowych oraz podnieść poziom zaufania do sądów?
Jeżeli chodzi o zaufanie, to wydaje mi się, że mamy na tym polu sporo do zrobienia. I tego nie da się chyba załatwić, tylko i wyłącznie usprawniając procedury. W stosunku do sądów formułowane są przecież i inne zarzuty, choćby dotyczące kultury sądzenia. Tutaj musimy coś zrobić, aby było lepiej. I jesteśmy w stanie to poprawić samodzielnie, w sposób bezkosztowy. A to mogłoby pomóc zwiększyć wiarygodność sądów. Przydałaby się również zmiana w nastawieniu niektórych sędziów do ludzi, którzy przychodzą do sądów. Oczywiście nie chciałbym uogólniać, bo jest zapewne masa sędziów, która robi to w sposób doskonały, kulturalny, życzliwy dla ludzi, transparentny. Jednak w całej masie z pewnością trochę do poprawy jest. Nie możemy cały czas używać argumentu, że z sądów zawsze ktoś wyjdzie niezadowolony, bo przecież zawsze ktoś wygrywa, a ktoś przegrywa proces. Ale tak jest przecież we wszystkich systemach prawnych, a jednak są kraje, jak chociażby Dania czy Wielka Brytania, gdzie poziom zaufania jest dużo wyższy niż u nas.
Wiele spraw w wymiarze sprawiedliwości dałoby się naprawić bez konieczności dokonywania zmian w prawie. Na przykład podejście sędziów do stron. To można zrobić od razu i bez nakładów. Należałoby się zastanowić również nad większym wykorzystaniem technologii w sądownictwie. Przecież my od wielu lat nie jesteśmy nawet w stanie zrobić elektronicznej kopii akt! A to by znacznie przyśpieszyło rozpoznawanie spraw. Do takiej kopii powinni mieć dostęp prokurator, sędzia i nie widzę przeszkód, przynajmniej w sprawach aresztowych, żeby miał go także obrońca.
Ale to jest zadanie dla ministerstwa. To musi być bowiem zrobione w sposób centralny, jednolity. Oprócz tego MS powinno również stworzyć system wymiany informacji między sądami, a także między sądem a prokuraturą i policją. My od lat nie możemy się doprosić stworzenia takiej sieci.
To przecież kuriozum, gdy ja proszę ościenny sąd, który mieści się w tym samym budynku, o nadesłanie odpisu wyroku, bo jest mi to potrzebne do wydania wyroku łącznego, i to trwa dwa, trzy tygodnie. Istotną kwestią jest również obsługa sędziów. Konieczne jest podniesienie prestiżu zawodu asystenta, którego pomoc jest dla sędziego nieoceniona. To się musi wiązać z podniesieniem osobom pracującym na tych stanowiskach wynagrodzeń. Chciałbym również, aby w końcu doszło do powstania tzw. trójki murarskiej, w skład której wchodziliby asystent sędziego, protokolant i sekretarz.
To jest dobry kierunek. Sędzia powinien podejmować strategiczne decyzje, stać na czele zespołu osób, który by wykonywał za niego żmudne czynności, którymi sędzia absolutnie nie powinien się zajmować, a obecnie musi. Wiem, że to by się wiązało z kosztami i nie byłoby proste we wprowadzeniu, ale to chyba jest ten kierunek, w który powinniśmy iść. Sędzia nie powinien siedzieć i pisać tasiemcowych uzasadnień, tylko wytyczać kierunki. Jego wyszkolenie zbyt wiele kosztuje państwo, aby później ten potencjał był tak marnowany.
Dzięki temu wzrosłaby efektywność. Jeżeli dajemy lepsze oprzyrządowanie techniczne czy ludzkie, to mamy szansę na to, że w ciągu tych samych ośmiu godzin sędzia będzie pracował wydajniej o 100 proc. I wówczas można rzeczywiście dojść do wniosku, że nie potrzeba już więcej sędziów w Polsce.
Takim jeszcze jednym wąskim gardłem wymiaru sprawiedliwości są biegli. Ten problem wiąże się z zachowawczością sędziów, którzy nieraz powołują biegłych na wszelki wypadek. Są przecież przypadki, kiedy sędzia prosi o opinię biegłego językoznawcę, bo nie chce sam ocenić, czy zwrócenie się do funkcjonariusza słowami "ty psie" obraża go czy nie. A to przecież nie jest wiedza specjalistyczna, która wykraczałaby poza możliwości poznawcze sędziego.
Z biegłymi wiąże się również problem długości oczekiwania na sporządzenie przez nich opinii.
Może rozwiązaniem byłoby urynkowienie usług, jakie biegli świadczą sądom. Jeżeli mamy do wykonania naprawdę trudną, specjalistyczną ekspertyzę i nie zawsze biegli, którzy są na sądowych listach, są najlepsi w danej dziedzinie, może lepiej byłoby tych ekspertów brać po prostu z rynku. Organizujmy w takich przypadkach przetargi. Będzie to przejrzyste, być może trochę droższe, ale i tak spośród złożonych ofert wybrana zostanie ta najtańsza.
I mam jeszcze taką gorzką refleksję. Obecni rządzący mają tendencję do ograniczania niezależności sędziów. Jednak w mojej ocenie ta niezależność i bez tego jest zbyt mała. Uważam, że postępowanie byłoby lepsze, sprawniejsze, gdyby sędziowie mogli cieszyć się większą niezależnością. Wydaje mi się, że w środowisku panuje pewien rodzaj strachu, być może przed statystyką. Jeżeli sędzia boi się tej złej statystyki, to będzie miał większą tendencję do tego, by akceptować absurdalne czy też zmierzające do przedłużania postępowania wnioski dowodowe. Będzie to robił na wszelki wypadek, aby zabezpieczyć się przed tzw. uchyłką. Mimo że taki wniosek dowodowy niewiele wnosi do sprawy. Z tego samego powodu będzie też miał tendencję do pisania uzasadnień w formie książek. To przecież powszechne, że sędziowie nawet w prostych sprawach o zapłatę tworzą uzasadnienia na kilkanaście stron, w których jest pełno niepotrzebnych cytatów z orzecznictwa SN. Nie tędy droga.
To jest rzeczywiście pięta achillesowa. I szczerze powiedziawszy, ja sam nie wiem, jak należy uzasadnienia pisać. Bo jeżeli napiszemy krótko, to instancja odwoławcza powie, że nie jest w stanie skontrolować uzasadnienia wyroku, bo nie zawiera ono wszystkiego, co powinno się w nim znaleźć, a osoba apelująca to wykorzysta.
Może w takim razie dobrym rozwiązaniem jest planowane przez resort wprowadzenie jednolitego stanowiska sędziowskiego? Dzięki temu sędziowie nie baliby się uchyłek, o których mówił pan mecenas, nie myśleli o statystyce, bo nie martwiliby się o awans. Nie ma co prawda z nami autora tego pomysłu, choć DGP zapraszał na debatę pana wiceministra Łukasza Piebiaka, ale może warto się nad tą koncepcją zastanowić.
Na razie ministerstwo zlikwidowało niezależność prokuratury, odwróciło reformę procedury karnej, przejęło pełną kontrolę nad szkołą sędziowską i procesem dojścia do zawodu sędziego, zlikwidowało najnowszą nowelą prawa o ustroju sądów powszechnych niezależność sądów, poważnie w ten sposób zagrażając niezawisłości sędziowskiej. Natomiast to, o czym pani redaktor powiedziała, to jest na razie jakieś hasło, które może się zmaterializuje, a może nie. Tak więc trudno na poważnie o tym dyskutować. Co jakiś czas pojawiają się ze strony MS zapowiedzi reform, które mają rozwiązać wszystkie problemy wymiaru sprawiedliwości. A kiedy przychodzi do realnych projektów, no to mamy choćby takie jak te dwa zawetowane ostatnio przez prezydenta. Dlatego ja nic nie potrafię powiedzieć na temat pomysłu jednolitego stanowiska sędziowskiego. Jeżeli to hasło nabierze jakichś realnych kształtów, to można będzie dyskutować. Uważam jednak, że sądy wymagają ewolucyjnych zmian, poprawiania punktowego, a nie rewolucji. Rewolucja jest efektowna, a nie efektywna, ewolucja z kolei może przynieść bardzo pozytywne efekty, ale słabo nadaje się na krzykliwe konferencje prasowe.
Natomiast w kwestii poprawy w działaniu wymiaru sprawiedliwości to ostatnie dwa lata są stracone. Nie pamiętam bowiem projektu wprowadzającego zmianę, która by do takiej poprawy prowadziła. Jeżeli popatrzymy na statystyki za 2016 r., to zobaczymy, że funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości pogarsza się za czasów obecnego kierownictwa MS. Wynika z nich bowiem, że wpływ pokrywany jest w mniejszym stopniu niż poprzednio.
Inną kwestią jest, ile sędziowie wkładają energii w to, żeby się pewnych spraw po prostu pozbyć. Poszukują różnych instrumentów prawnych, które pozwoliłyby im przekazać taką niechcianą sprawę do jakiegoś innego sądu, żeby ktoś inny się z nią męczył. I być może ten mglisty pomysł, aby sędzią się zostawało raz, a potem w zależności od predyspozycji, uwarunkowań orzekało by się w różnych sądach, pozwoliłby takie sytuacje wyeliminować. Pytanie jednak, jak w takim systemie motywować do pracy sędziów, którzy są leniwi. Bo system awansowy, mimo swoich wad, był motywujący. Jeżeli więc go zlikwidujemy, to co w zamian? Może system nagród finansowych? Jak świat światem, przecież finanse są najlepszym sposobem motywowania.
Na łamach DGP apelowałem już, abyśmy przestali się bać dyskusji na temat systemu motywacyjnego dla sędziów i zastanowili się nad tym, jak mógłby on wyglądać. Moim zdaniem MS, które wykorzystując postępowania dyscyplinarne, stara się zarządzać sędziami strachem, popełnia błąd. Uważam, że lepszą motywacją będzie stworzenie takiego systemu, który pozwoli nagradzać tych rzetelnie pracujących sędziów. To naprawdę nie musi się wiązać z ograniczaniem niezależności.
Pewne zmiany niewątpliwie są potrzebne. Problemem z pewnością jest zbyt szeroka kognicja. Przypomnę, że w 1990 r., kiedy wychodziliśmy z innego systemu, do sądów wpływało 2 mln spraw rocznie, a sędziów było 4,5 tys. A kiedy tych spraw zrobiło się 12 mln, to liczba sędziów wzrosła do 10 tys. Spraw było więc sześć razy więcej, a sędziów przybyło jedynie dwukrotnie. Wpływ spraw z roku na rok rośnie. I teraz dochodzimy do takiego pułapu, że trzeba się zastanowić, co z tym dalej robić. Zwiększać liczbę sędziów? Tylko czy wówczas nadal będziemy mieli do czynienia z sędziami, czy zwykłymi urzędnikami? Dlatego uważam, że jedynym pozytywnym punktem tych quasi-reform, jakie planuje ministerstwo, jest sędzia pokoju.
Skoro mowa o sędzim pokoju, to może warto porozmawiać o udziale obywateli w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości? Być może gdyby był on większy, to i zaufanie ludzi do sądów udałoby się zwiększyć?
Rzeczywiście, w tych krajach, w których wskaźnik zaufania do sądów jest najwyższy, a mam na myśli Skandynawię, udział czynnika społecznego jest dużo większy niż u nas. Być może więc sędzia pokoju miałby pozytywny wpływ na wizerunek polskiego wymiaru sprawiedliwości. Jednak dużo lepszym rozwiązaniem byłoby zwiększenie udziału ławników w sądownictwie. Tylko to musiałoby być zrobione z kilkoma poprawkami. Musielibyśmy m.in. kadrę ławników sprofesjonalizować. To powinni być ludzie z doświadczem w dziedzinie, w której mieliby orzekać. Zgadzam się z pomysłem Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia", które zaproponowało, żeby udział takich fachowców zapewnić w sądownictwie gospodarczym. Ale to się będzie oczywiście wiązało z kosztami. Nie zapewnimy udziału osób znających się na rzeczy, jeżeli im nie zapłacimy.
Jeśli chodzi o ławników, to ja się w pełni zgadzam z panem sędzią Pałką. Ich udział w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości pozwoli nie budować muru między sądem a obywatelami. Teraz mamy przekaz medialny ze strony władzy wykonawczej, ministerstwa, że ci sędziowie są źli, że odgrodzili się od obywateli. Jeżeli społeczeństwo miałoby większy udział w sądownictwie, taka argumentacja nie byłaby tak łatwo przyjmowana. Warto więc byłoby wrócić do składów ławniczych, oczywiście z tymi zastrzeżeniami, o których mówił sędzia Pałka. Są pewne kategorie spraw, które aż się proszą o to, żeby były rozpatrywane w składach ławniczych, jak chociażby te dotyczące przestępstwa z art. 207 kodeksu karnego (znęcanie się - red.) czy też ochrony dóbr osobistych.
Mam apel pod adresem KRS w kwestii procedury wyboru ławników. Otóż moim zdaniem dobrym rozwiązaniem byłoby, gdyby prezesi sądów przy okazji przedstawiania radom gmin liczby potrzebnych ławników wskazywali również, jakiej kategorii fachowców potrzebują. Sędziowie z otwartymi ramionami przyjmą lekarzy, księgowych, ekonomistów. Dzięki nim łatwiej będzie nam uzyskać informacje, nie będziemy musieli tak często sięgać po biegłych.
Ławnicy z pewnością pomagają zwiększyć zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. To jest potwierdzone badaniami i to widać wyraźnie w takich krajach jak Stany Zjednoczone. Tam jednak ważne jest, że jednak ławnicy nie są profesjonalistami. Jeżeli jednak chcielibyśmy iść w stronę profesjonalizacji tej instytucji, to może dobrym rozwiązaniem byłoby, żeby ławnicy otrzymywali wynagrodzenie w postaci zwrotu utraconych dochodów. Przedsiębiorca, ekonomista, lekarz, który traci zarobek z tego powodu, że bierze udział w orzekaniu, powinien dostawać adekwatny zwrot, np. na podstawie PIT-u.
Z ławników zrezygnowano nie tylko dlatego, że nisko ocenialiśmy ich wkład w sprawowanie wymiaru sprawiedliwości, ale również z tego powodu, że liczba spraw wzrosła już do 16 mln. Dalsze utrzymanie składów ławniczych we wszystkich kategoriach spraw wiązałoby się z ogromnymi kosztami. Wpływ na tę decyzję miała również troska o sprawność postępowania. W składach ławniczych orzeka się wolniej.
Ławnicy z całą pewnością mogą pomóc uwiarygodnić sądy. Mówi się, że społeczeństwo domaga się zwiększenia kontroli sądów. Więc to jest chyba jedyna możliwa droga zwiększenia takiej kontroli. Sędzia pokoju też mógłby być dobrym rozwiązaniem. Zwiększyć transparentność mogłoby również nagrywanie wszystkich rozpraw. Do tego powinno dojść już dawno temu, gdyż to nie jest żaden problem techniczny. Tymczasem to pozwoliłoby wyeliminować wiele zachowań niekulturalnych, aroganckich czy wyniosłych.
W dyskusji o ławnikach nie można pominąć aspektu finansowego. Obecnie ławnik dostaje tylko dietę za czas rozprawy sądowej, ale już za to, żeby przyszedł dwa dni wcześniej i zapoznał się z aktami, nie dostanie nawet złotówki.
Jesteśmy tuż przed upływem terminu, jaki pan prezydent sam sobie wyznaczył do zaprezentowania własnych projektów ustaw o SN i KRS. Na razie do prac nad tymi projektami nie zostało zaproszone ani środowisko sędziowskie, ani RPO, ani przedstawiciele jakiejkolwiek korporacji prawniczej czy też organizacji pozarządowych. Nikt z Kancelarii Prezydenta nie przyjął również zaproszenia na tę debatę. Ja jednak zapytam: gdyby pan prezydent poprosił panów o pomoc, co też panowie by mu doradzili?
Co roku SN przedstawia parlamentowi informację o swojej działalności. Z danych wynika, że jest to jeden ze sprawniej działających sądów w Europie. Możemy się oczywiście spierać o konkretne rozstrzygnięcia, poglądy w nich zawarte, ale generalnie jest to instytucja naprawdę bardzo sprawna. Ja nie widzę potrzeby wprowadzania w niej zmian o charakterze ustrojowym. Można dyskutować o tym, czy nie należałoby np. wprowadzić zmian w zasadach dostępu do SN, ale to są kwestie punktowe.
Ja takich zasadniczych obszarów, na których trzeba by było poprawiać funkcjonowanie SN, nie widzę. To rzeczywiście jest organ, który działa sprawnie i nie ma w nim chyba także problemów z kulturą rozpraw i ze sposobem traktowania stron. Można się natomiast zastanawiać nad procedurami czy też np. w ogóle modelem odpowiedzialności dyscyplinarnej. Nie oznacza to jednak, że ten obecny funkcjonuje źle. Być może jednak dla większej transparentności czy też nadania większej wagi tym sprawom można pomyśleć nad wprowadzeniem również do tych postępowań czynnika społecznego.
Ja również nie widzę problemów ustrojowych, jeżeli chodzi o SN. Widziałbym jednak pewien potencjał zmian w procedurach obowiązujących przed SN. W postępowaniu karnym przeszkadzają mi formalne ograniczenia dotyczące złożenia kasacji. Obecnie jest to możliwe tylko w przypadku orzeczenia kary bezwzględnego pozbawienia wolności. Tymczasem przez lata zmieniły się rodzaje orzekanych kar, bo zmieniła się też przestępczość. I zdarza się, że w sprawach, w których nie są orzekane kary bezwzględnego pozbawienia wolności, istnieją zagadnienia prawne, które powinny być rozstrzygnięte przez SN. Tak więc to formalne ograniczenie w obecnych realiach nie jest właściwe. Ja bym poszedł w kierunku systemu podobnego do procedury cywilnej, w której to SN wstępnie bada, czy istnieje w sprawie jakieś istotne zagadnienie prawne, które wymaga rozstrzygnięcia, coś w rodzaju przedsądu.
Zastanawiając się nad modelem postępowania kasacyjnego, napotykamy znów na konflikt różnych wartości. Bo z jednej strony można szerzej otworzyć tę furtkę, ale wówczas musimy się liczyć z tym, że na rozpoznanie kasacji czekać się będzie cztery lata. Wiemy to, gdyż w przeszłości, gdy ten dostęp był szerszy niż obecnie, tak właśnie było. Nieraz się zdarzało, że ludzie czekający na wyrok po kilka lat, w międzyczasie zdążyli już odbyć kary. Można zastanawiać się nad wprowadzeniem takiego systemu w sprawach karnych, jaki obecnie obowiązuje w postępowaniu cywilnym. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że on również jest krytykowany. Bo mamy tutaj do czynienia z pewną uznaniowością. Nie jest do końca przejrzyste, w jakich sprawach może być kasacja, a w jakich nie. To zależy od decyzji samego sądu, w dodatku nie bardzo wiadomo, na jakich kryteriach opartej. Pojęcie problemu prawnego jest dość enigmatyczne.
Rzeczą, którą zawsze można starać się poprawić, jest legitymizacja instytucji w społeczeństwie. W przypadku sądownictwa jest to szczególnie ważne - dlatego że sędziowie nie są wybierani w wyborach powszechnych. Są też najbardziej wrażliwi na zawłaszczanie ich władzy przez władzę ustawodawczą i wykonawczą. Dlatego budowanie zaufania do SN jest czymś, nad czym zawsze warto się zastanawiać. Nasza fundacja złożyła w Kancelarii Prezydenta pakiet bardzo konkretnych propozycji, które mają właśnie zwiększyć zaufanie obywateli do SN. Proponujemy, aby wprowadzić takie rozwiązania, które będą gwarantowały, że wpływ polityków na wybór sędziów będzie jak najmniejszy. Oczywiście w ogóle zlikwidować go nie można, bo politycy w tej chwili wybierają część członków KRS, a w przyszłości być może ich większość. Ale i tak można wprowadzić pewne mechanizmy, które będą zabezpieczały przed tym, aby KRS, która ma przecież przedstawiać prezydentowi wnioski o powołanie sędziów, nie działała na zamówienie polityków. Jednym ze sposobów, aby tego uniknąć, może być wprowadzenie instytucji publicznego wysłuchania kandydata na sędziego SN. To miałoby służyć budowaniu rozpoznawalności przyszłego składu SN w społeczeństwie i ewentualnej weryfikacji, czy została zaproponowana rzeczywiście osoba, która budzi powszechny szacunek, potrafi się obronić w ogniu pytań, zachować spokój. I dzięki temu ten kapitał zaufania, szacunku taka osoba wnosiłaby do SN.
Nie miałbym nic przeciwko takiemu rozwiązaniu. Pytanie jednak, jak należałoby to zrobić, żeby miało ręce i nogi.
My proponujemy, aby pytania kandydatom miała prawo zadawać tylko powołana do tego komisja złożona z członków KRS oraz przedstawicieli samorządów prawniczych.
Takie wysłuchanie publiczne na pewno wzmacnia pozycje sędziego do orzekania. Patrząc w tym kontekście na historię Trybunału Konstytucyjnego, zauważyć można, że to właśnie legitymacja tych osób, które były kandydatami na sędziów TK i poddały się nie tylko wysłuchaniu w sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka, ale również wysłuchaniu obywatelskiemu, była pełniejsza.
Czy takie wysłuchanie publiczne zdaniem panów sprawdziłoby się w przypadku kandydatów do KRS?
Jeżeli o składzie rady miałby docelowo decydować parlament, to uważam, że tak. Wybory do rady będą bowiem miały wówczas charakter wyborów pośrednich; my wybieramy parlamentarzystów i dajemy im prawo do wyłonienia członków KRS. A skoro tak, to powinniśmy mieć także narzędzia, które pozwolą nam zweryfikować to, w jaki sposób oni ten mandat sprawują. Przesłuchanie publiczne kandydata wystawianego przez parlamentarzystów do rady byłoby takim narzędziem. Tak naprawdę byłaby to metoda kontroli polityków.
Ciekawa jest koncepcja, aby to środowiska prawnicze wskazywały kandydatów do rady, a parlament dopiero spośród tak wyłonionego grona wybierałby członków KRS. W skład gremium uprawnionego do dokonywania takiej preselekcji mogłyby wejść np. Naczelna Rada Adwokacka, senat uczelni czy Krajowa Rada Radców Prawnych. I takie rozwiązanie byłoby najlepsze. Jeżeli jednak ta koncepcja zostanie odrzucona przez prezydenta, to nie wiem, czy takie wysłuchanie w ogóle miałoby sens.
Należałoby się zastanowić, o co można by było w trakcie takiego wysłuchania publicznego pytać kandydata, a o co nie. Na przykład kwestie wiary czy też poglądu tej osoby na związki partnerskie. Później mogłyby się bowiem pojawić zarzuty, że skoro sędzia już się o takich kwestiach publicznie wypowiedział, to nie może sądzić w sprawach, które mają takie zabarwienie. Tak więc tu może pojawić się problem.
Oprócz wysłuchania publicznego zaproponowaliśmy również panu prezydentowi wprowadzenie zasady losowego przydziału spraw w SN.
Mnie się nie podoba, że jedna sprawa dotycząca sędziego Łączewskiego spowodowała takie perturbacje z tym losowaniem. Powstała w tej kwestii wielka nieufność, czego wcześniej nigdy nie było. Nie słyszałem, żeby sędziowie mieli pretensje, że zostali skierowani do tej czy innej sprawy. Był bowiem normalny, systematyczny przydział. Artykuł 351 kodeksu postępowania karnego w sprawach o dożywotnie pozbawienie wolności daje możliwość złożenia wniosku o losowanie składu. To jest transparentne.
Pan sędzia ma doświadczenie w sprawach karnych, gdzie to losowanie jest powszechniejsze. W sprawach cywilnych jednak losowanie nie było rozwiązaniem wymaganym. Ponadto nie było zagwarantowanej ciągłości składu. To wszystko powodowało, że obywatel nie miał pewności, czy przypadkiem do jego sprawy skład nie został wyznaczony intencjonalnie, bo np. druga strona zna przewodniczącego wydziału. Ponadto zdarzały się niejednokrotnie przypadki, że sprawa była przez lata prowadzona przez jednego sędziego, przesłuchiwani byli świadkowie, przedstawiane były dowody, a na ostatnim posiedzeniu pojawiał się zupełnie inny sędzia i on wydawał wyrok. Jak w takiej sytuacji podsądny ma wierzyć, że wyrok był sprawiedliwy?
Całkowita zgoda co do tego, że również w sprawach cywilnych powinien być w miarę możliwości stały skład, tak jak jest to w sprawach karnych. Ja natomiast jestem przeciwnikiem losowania. Być może na poziomie SN tak. Natomiast w sądach powszechnych już nie. Z prostego powodu. Otóż, jeżeli mamy trzy wartości, a mówię tutaj o transparentności, szybkości postępowania oraz jakości wyroku, to losowanie gwarantuje tylko jedną - zachowanie transparentności. Natomiast i szybkość tego postępowania, i później jakość tego wyroku zostaną narażone. Wolę, żeby sprawą się zajmował sędzia specjalizujący się w danej dziedzinie, bo to daje gwarancję lepszego wyroku, no i szybszego postępowania. Tak więc moim zdaniem tutaj wylano dziecko z kąpielą i system losowania spraw przyniesie więcej szkód niż pożytku.
Zgadzam się z panem mecenasem.
To jakby pytać pacjenta, czy chciałby, żeby szpital losował lekarza do przeprowadzenia jego operacji. Zawsze chcemy, żeby naszym przypadkiem zajmował się najlepszy specjalista w danej dziedzinie, a nie ten, którego wskaże ślepy los. Losowanie tymczasem wyklucza specjalizację. Prawo cywilne czy gospodarcze to są bardzo obszerne dziedziny. I teraz mamy w sądzie sędziego, który specjalizuje się np. w prawie transportowym, jest losowanie, w efekcie którego on otrzymuje sprawę z prawa wekslowego. On tę sprawę oczywiście osądzi. Tak samo jak jego kolega, wybitny specjalista od prawa wekslowego, osądzi sprawę z prawa transportowego, gdy taka mu się trafi. Natomiast obie te sprawy będą przez to trwały dłużej. Sędzia nie jest omnibusem. W naszym zawodzie następuje specjalizacja. Mamy również do czynienia z pogłębianiem się regulacji prawnych na poziomie krajowym i europejskim.
Jeżeli chodzi o pomysł losowania spraw w SN, to mnie się on wydaje sensowny, bo wzmacniający wiarygodność sądu. Natomiast w przypadku sądów powszechnych rzeczywiście będzie to chyba dysfunkcjonalne.
@RY1@i02/2017/166/i02.2017.166.183000800.801.jpg@RY2@
Bartosz Pilitowski prezes Fundacji Court Watch
@RY1@i02/2017/166/i02.2017.166.183000800.802.jpg@RY2@
Sławomir Pałka sędzia Sądu Rejonowego w Oławie, członek Krajowej Rady Sądownictwa
@RY1@i02/2017/166/i02.2017.166.183000800.803.jpg@RY2@
Michał Laskowski sędzia Sądu Najwyższego, rzecznik prasowy SN
@RY1@i02/2017/166/i02.2017.166.183000800.804.jpg@RY2@
Stanisław Trociuk zastępca rzecznika praw obywatelskich
@RY1@i02/2017/166/i02.2017.166.183000800.805.jpg@RY2@
Marek Celej sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, członek Forum Współpracy Sędziów
@RY1@i02/2017/166/i02.2017.166.183000800.806.jpg@RY2@
Zbigniew Krüger adwokat, partner w kancelarii Krüger i Partnerzy
Fot. Rafał Siderski
Debatę poprowadziła i spisała Małgorzata Kryszkiewicz
Całość na www.gazetaprawna.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu