Na przeszkodzie efektywności sądów stoją także… uzasadnienia
Wciąż słyszymy o małej sprawności wymiaru sprawiedliwości, ale żeby ją zwiększyć, albo korpus sędziowski musiałby dorównać liczebności polskiej armii, albo trzeba ograniczyć wpływ spraw. A na razie przynajmniej uprościć uzasadnienia orzeczeń
Zwolennicy radykalnych zmian przyspieszających proces wymierzania sprawiedliwości wskazują, że praca współczesnego sędziego składa się z dwóch podstawowych grup czynności: pierwsze to podejmowanie decyzji o charakterze organizacyjno-administracyjnym zapadających w związku z toczącym się postępowaniem, drugie zaś to pisanie (sporządzanie) uzasadnień orzeczeń. To stwierdzenie jest oczywiście dużym uproszczeniem, dla niektórych zapewne zbyt daleko idącym. Zastanawiamy się jednak na kanwie dziejącej się na naszych oczach rewolucji w wymiarze sprawiedliwości, co należy usprawnić, w jakim kierunku powinny pójść zmiany, których skutkiem byłaby poprawa wizerunku wymiaru sprawiedliwości w społeczeństwie. I nie ocena orzeczeń jest tutaj kluczowa. Sąd, który wydawałby rozstrzygnięcia, kierując się powszechną oceną społeczną (w sprawach z kontekstem społecznym), przestałby być sądem. Stałby się ludowym trybunałem. W takich kwestiach dominujący system wartości i ocen moralnych oraz obyczajowych powinien wprawdzie odgrywać jakąś rolę, ale bardziej jako wskazówka dla sędziego niż podstawa rozstrzygnięcia, która wynika przecież z obowiązujących przepisów prawa. Wyłącznie one wiążą sędziego (w myśl zasady legalizmu: działania na podstawie i w granicach prawa – w domyśle: pozytywnego). W dodatku absolutna większość rozstrzyganych przez sądy spraw takiego szerszego kontekstu społecznego po prostu nie zawiera. Nie o orzeczenia więc chodzi.
Dlaczego tak wolno?
Podstawowy wskaźnik mówiący o efektywności wymiaru sprawiedliwości sprowadza się do czasu oczekiwania na prawomocne, a zatem mogące być już przedmiotem egzekucji, orzeczenie. Przedsiębiorca, który ma za stronę nieuczciwego kontrahenta, albo pokrzywdzony nawet drobnym czynem karalnym jest zainteresowany w pierwszej kolejności prawomocnym orzeczeniem, tak by odczuł, że wymiar sprawiedliwości zadziałał szybko i skutecznie. Są to oczywistości, ale determinowane z jednej strony całą procedurą uchwalaną przez prawodawcę, z drugiej nawykami postępowania organów wymiaru sprawiedliwości.
Możliwości przyspieszenia postępowań są dwie i wypada je konkretnie nazwać. Pierwsza związana jest z ograniczeniem kognicji sądów przez szerokie wprowadzenie czynników umożliwiających albo przedsądowe załatwianie spraw, albo załatwianie ich przez organy działające w sądowym typie stosowania prawa, choć niekoniecznie sądy (czyli przesunięcia znacznej liczby spraw drobnych do innych instytucji, które załatwiałyby je jak sądy, mając wszystkie przymioty i gwarancje sędziego wynikające przede wszystkim z niezależności wewnętrznej). Wskazuje się tutaj na instytucję sędziów pokoju jako rozwiniętą koncepcję dawnych kolegiów ds. wykroczeń, upowszechnienie postępowań mediacyjnych itp. Wszystkie te propozycje sprowadzają się do zmniejszenia wpływu spraw do sędziego. Alternatywą do tego kierunku jest po prostu zwiększenie liczby sędziów, ale to droga donikąd – już teraz jest ich dość dużo, a inwestycja w korpus sędziów o liczebności co najmniej równej polskiej armii jest z oczywistych powodów pomysłem, który można by uznać za dobry żart. O żadnych odczuwalnych zmianach dla obywatela – w znaczeniu poprawy szybkości postępowań – bez albo zmniejszenia kognicji sądów, albo zwiększenia liczby samych sędziów orzekających, co jest niewykonalne, nie może być mowy.
Dla kogo piszą sędziowie
Wskazuje się także na inne metody, pośrednie, związane z tym, o czym słuchamy od lat, pod enigmatyczną nazwą „uproszczenie procedur”. To taki wytrych, hasło, które bez zaznajomienia się ze szczegółami niewiele wnosi. Trzeba je zestawić ze spostrzeżeniem wskazanym na początku, które choć jest uproszczeniem, to wskazuje, że sędzia zajmuje się albo „administrowaniem sprawą”, albo pisaniem do niej uzasadnienia. Czasem z przekąsem dopowiada się, że na wymierzanie sprawiedliwości pozostaje już bardzo mało czasu. Oczywiście różni sędziowie radzą sobie z obciążeniem na swój sposób, na co wpływ mają doświadczenie, wiedza, systemowy know-how itp. Faktem jest jednak, że formalizacja sporządzania uzasadnień od jakiegoś już czasu jest polem interwencji ustawodawcy. Sprowadzają się one do normatywnego oddziaływania na sądy poprzez uchwalanie przepisów regulujących uzasadnienie orzeczenia jak – przykładowo – w Kodeksie postępowania karnego, gdzie dodano, że uzasadnienie orzeczenia powinno zawierać m.in. „zwięzłe” wskazanie, jakie fakty sąd uznał za udowodnione lub nieudowodnione, na jakich w tej mierze oparł się dowodach i dlaczego nie uznał dowodów przeciwnych, oraz wyjaśnienie podstawy prawnej wyroku (art. 424 par. 1 k.p.k.). Kolejną istotną zmianą, która wkomponowuje się w kierunek zwiększenia ekonomiki procesowej, jest dodanie – ale jedynie w ramach apelacji – że uzasadnienie kontrolowanego wyroku, które nie spełnia standardu poprawności z art. 424 k.p.k. (w postępowaniu odwoławczym) nie może być jedyną podstawą do jego uchylenia. Przede wszystkim nie jest podstawą uchylenia uzasadnienie „zbyt zwięzłe” (skarżący podnosili, że uzasadnienia nie poddawały się kontroli instancyjnej, bowiem zawarty tam tok rozumowania był zbyt ogólnikowy, krótki itp.). Kontroli instancyjnej podlega w pierwszej kolejności orzeczenie wraz z zawartym doń uzasadnieniem, które albo jest właściwe w zestawieniu ze zgromadzonym materiałem dowodowym, albo nie. W dalszym jednak ciągu rodzima praktyka sporządzania uzasadnień polega przede wszystkim na dokładnym przytoczeniu podstaw faktycznych rozstrzygnięcia, w tym omówieniu najpierw treści zebranych w sprawie środków dowodowych (co jest niekiedy niezwykle drobiazgowe w przypadku dowodów osobowych), a następnie podstawy prawnej po to, by po wykazaniu prawidłowości subsumcji omówić i umotywować samo rozstrzygnięcie. Z perspektywy strony razi niekiedy brak proporcji między częścią – nazwijmy ją umownie – sprawozdawczą (omówienie podstawy faktycznej) a motywami podjętej decyzji. Bywa tak, że materiał dowodowy i np. streszczenie ewolucji wyjaśnień oskarżonego zajmuje o wiele więcej stron niż omówienie podstawy prawnej i motywów rozstrzygnięcia. Dla strony jest to niezrozumiałe, bo materiał faktyczny strona zna. Jeśli z taką praktyką sporządzania uzasadnień (która – żeby było jasne – jest wynikiem zarówno rozwiązań normatywnych, jak i wypracowanej kultury ich sporządzania obranej przez judykaturę) zestawimy fachowy język, to u potencjalnego odbiorcy tego dokumentu pojawia się dysonans poznawczy, jeśli nie frustracja spowodowana mylnym często przeświadczeniem, że sąd wcale nie wymierzał sprawiedliwości, ale był rzemieślnikiem, który streścił to, co usłyszał na rozprawie, a rozstrzygnięcie było niemalże przypadkowe. To oczywiście często zarzuty niesłuszne, ale wynikające – jak można sądzić – z rozmijania się potrzeb odbiorcy, przede wszystkim strony, z tym, co sąd uważa, że musi w uzasadnieniu przekazać (w oparciu o wymogi prawno-formalne i ewentualną kontrolę instancyjną).
Co najmniej interesująco w tym kontekście brzmią zapowiedzi Ministerstwa Sprawiedliwości, jakoby uzasadnienia wyroków miałyby być sporządzane według określonego wzoru, przy czym trudno jest powiedzieć, jak szerokie miałoby być zastosowanie tej zmiany i czy objęłaby ona nie tylko sprawy karne, a w domyśle sprawy sądów powyżej I instancji. Generalnie chodzi więc o obranie kierunku – jak można zakładać – upraszczania nie tyle struktury uzasadnienia, ile jego treści. Przecież dokładne streszczanie ewolucji wyjaśnień np. oskarżonego, co w przypadku niektórych spraw zajmuje po kilkanaście stron uzasadnienia, można uznać za zbyteczne. Istotna jest konkluzja. Uzasadnienia są często bardzo rozbudowane, z szeroką warstwą argumentacji prawnej, która przypomina opinie prawne na dany temat. Należy przy tym koniecznie wskazać, że krytyce nie podlega sama technika sporządzania takich uzasadnień, lecz obrany paradygmat uzasadniania twierdzeń, który zakłada, że odbiorcą takiego dokumentu jest fachowy prawnik.
Dwa w jednym
Warto prześledzić choćby orzecznictwo sądów europejskich – Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej albo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strassburgu – spopularyzowanych przez bieżące wydarzenia wokół Sądu Najwyższego. Ich orzeczenia są zbudowane zupełnie inaczej niż w polskich sądach kasacyjnych. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to… synteza zawartych tam treści. Przypominają bardziej orzecznictwo sądów anglosaskich, ale jest to jedynie pozorne podobieństwo, gdyż struktura rozumowania odpowiada w pełni założeniom kontynentalnej kultury prawnej, która wymaga podstawienia faktów sprawy pod generalną i abstrakcyjną normę postępowania. Sąd w dalszym ciągu rozumuje więc „od ogółu do szczegółu”, a nie jak w kulturze common law „od szczegółu do ogółu”.
Orzeczenia te zbudowane są nie w oparciu o opisowo przedstawiane fakty, lecz syntetyczne twierdzenia formułowane w oparciu o argumenty (przesłanki) natury faktycznej i prawnej, co – paradoksalnie – pełniej odpowiada klasycznemu sylogizmowi prawniczemu jako podstawowej formule rozumowania prawnika w kontynentalnej kulturze prawnej, niż literackie, choć sporządzane w fachowym języku prawniczym, uzasadnienia polskich sądów. Ów rodzimy styl jest rzecz jasna pochodną czy też rozwinięciem tzw. niemieckiej szkoły sporządzania uzasadnień (co zauważa m.in. prof. Ewa Łętowska), a wynika z założenia, że uzasadnienie powinno być szczegółowe, gdyż tylko takie poddaje się rzetelnej kontroli instancyjnej i pozwala dotrzeć do wszystkich przesłanek, na podstawie których sąd podejmował decyzję. Wróćmy jednak do orzeczeń sądów europejskich, które nie dzielą tak rygorystycznie dwóch rodzajów dokumentów – samego orzeczenia i dołączonego doń uzasadnienia (jako osobnego dokumentu). W istocie jest to jeden dokument, bo i samo rozstrzygnięcie znajduje się na jego końcu. Sprowadza się do zdań – twierdzeń o faktach, następnie równie syntetycznie zrelacjonowanych podstaw prawnych rozstrzygnięcia i stanowisk stron, by następnie wskazać zwykle kilkustronicową ocenę prawną dokonaną przez trybunał. Na końcu znajduje się rozstrzygnięcie.
Nie jest oczywiście moim zamiarem apelowanie, by z dnia na dzień polskie sądy przyjęły dokładnie taki styl sporządzania orzeczeń. Kultura uzasadniania sądów jest przecież pochodną wielu czynników, w tym tradycji i przyjętych praktyk rodzimej kultury prawnej. Warto jednak zauważyć, że przywiązywanie szczególnej wagi do obfitej treści uzasadnień orzeczeń, w tym także formułowanych przez sądy prawa, jest jedną z przyczyn mniejszej niż oczekiwana przez społeczeństwo efektywności wymiaru sprawiedliwości. Warto bowiem zastanowić się, ile czasu potrzebuje sędzia na sporządzenie uzasadnienia wyroku, które niejednokrotnie liczy tyle co np. dwa tomy akt sprawy (ok. 600 stron), a są przecież i dłuższe. Czy faktycznie tak rozbudowane uzasadnienie poddaje się kontroli instancyjnej równie łatwo, co może i uboższe w treść, ale bardziej syntetyczne? Takie, które ograniczałoby się do konkretnych twierdzeń o stanie faktycznym sprawy i wskazania głównych argumentów prawnych sądu? Czy uzasadnienia poważnych problemów prawnych sądów kasacyjnych muszą przekraczać niejednokrotnie objętość naukowych studiów nad określonym problemem prawnym? Czy taka ich struktura ułatwia nadzór judykacyjny – przykładowo – Sądu Najwyższego nad sądami powszechnymi ? Odpowiedzi wydają się oczywiste… Na koniec jeszcze jedno pytanie: czy jako prawnicy nie wpadliśmy w pułapkę znaną ze słynnej baśni Hansa Christiana Andersena „Nowe szaty cesarza”? Wszyscy wiemy, że cesarz jest nagi, ale gorąco wierzymy, że nosi piękne i wytworne szaty, za którymi kryje się powaga majestatu. ©℗
Czy naprawdę rozbudowane uzasadnienie poddaje się kontroli instancyjnej równie łatwo, co może i uboższe w treść, ale bardziej syntetyczne? Czy uzasadnienia poważnych problemów prawnych sądów kasacyjnych muszą przekraczać niejednokrotnie objętość naukowych studiów nad określonym problemem prawnym?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu