Wiele się zmieniło, aby zostało tak, jak było
Gdyby nie głośne protesty przeciwko PiS-owskim zmianom w sądach, przeciętny obywatel mający na głowie proces pewnie nawet by nie zauważył, że była jakaś reforma
Trudno oprzeć się wrażeniu, że zwykły Kowalski, który po tzw. reformie wymiaru sprawiedliwości ma do załatwienia sprawę w sądzie, nawet nie odczuje efektów zmian wywołujących przez wiele miesięcy tyle emocji. Legislacyjny trójpak w postaci ustaw o Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa oraz ustroju sądów powszechnych – jeśli w ogóle miał jakiś wpływ na jakość usług świadczonych „klientom” sądów, to był on bardzo pośredni. Jest spore prawdopodobieństwo, że przeciętny obywatel mający na głowie proces nie miał się jeszcze okazji zetknąć z sędziami nominowanymi przez nową, upolitycznioną KRS. Zapewne nie zauważył też porządków, jakie zaprowadzili na swoim podwórku prezesi sądów obsadzeni na stanowiska przez ministra sprawiedliwości. Dla stron procesu najważniejsze jest to, aby ich spór cywilny czy sprawa karna trwały jak najkrócej, kosztowały jak najmniej i zostały sprawiedliwie rozstrzygnięte. Czy przez ostatnie cztery lata przynajmniej zaczęliśmy się zbliżać do tych celów? Na pewno nie, jeśli chodzi o tempo wydawania orzeczeń.
Lepiej się szybko pogodzić
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.