Dziennik Gazeta Prawana logo

Sąd Najwyższy zapomniał, jak się robi szpagat

16 czerwca 2019

N ie byłem zwolennikiem działań podejmowanych przez sędziów Sądu Najwyższego, którzy bronili samych siebie przy wykorzystaniu sztuczek prawnych i dyskusyjnych pytań prejudycjalnych kierowanych do Trybunału Sprawiedliwości UE. Rozumiałem jednak ich rację: gdy jedzie na kogoś walec, metoda powstrzymania operatora maszyny jest drugorzędna.

Nie mogę więc potępiać SN, który nie podjął w piątek uchwały w szalenie istotnej kwestii, skoro możliwość jej podjęcia była dyskusyjna. Razi mnie jednak to, że w swojej sprawie sędziowie wykazywali się ogromną kreatywnością, zaś w sprawie dotyczącej tysięcy obywateli procedura okazała się sztywna.

Mowa o rozproszonej kontroli konstytucyjności. Sąd Najwyższy miał możliwość na stałe wpisać ją do podręcznika statystycznego polskiego sędziego. A było to tak, że w marcu 2018 r. Trybunał Konstytucyjny uznał jeden z przepisów prawa ochrony środowiska za niezgodny z ustawą zasadniczą. Chodziło o to, że ludzie, których nieruchomości straciły na wartości, mieli dwa lata na wytoczenie powództwa o odszkodowanie od wejścia w życie aktu, który ograniczył sposób korzystania z nieruchomości. Trybunał przyznał, że był to termin zbyt krótki, przez co wiele osób nie skorzystało ze swojego uprawnienia. Zarazem sędziowie odroczyli utratę mocy obowiązującej przepisu o 12 miesięcy. To częsta praktyka – bywa bowiem tak, że przepis jest niekonstytucyjny, ale wyrzucenie go z ustawy od razu i pozostawienie dziury byłoby szkodliwe.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.