Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie pomogły strajki. Kasy w taxi obowiązkowe

2 lipca 2018

Trudno było mieszkańcom wracać z sylwestrowych balów. W całej Polsce z ok. 130 tys. taksówek dostępnych dla klientów było tylko ok. 14 tys. Powód? Brak kas fiskalnych w autach. Takie urządzenie od 1 stycznia 2004 r. obowiązuje w taksówkach w związku z ubiegłoroczną decyzją Ministerstwa Finansów.

Pomysł rządowy od początku wzbudził protest taksówkarzy. Twierdzili, że jest chybiony. - Przecież od lat w każdej taksówce jest taksometr, który oblicza koszt przejazdu i pokazuje trasę - przekonywali przewoźnicy. Dodawali, że nowe urządzenie to dla kierowcy koszt 1,5-3 tys. zł.

Ministerstwo jednak nie ustępowało. Urzędnicy twierdzili, że wprowadzenie kas jest konieczne w związku z normami unijnymi i wprowadzeniem podatku VAT. - To wyjdziemy na ulice, przyjadą koledzy z całej Polski - grozili stołeczni taksówkarze. I tak też zrobili. 30 września 2003 r. ponad 2 tys. taksówkarzy skutecznie zablokowało stolicę na kilka godzin. Ich kolumna co pewien czas się zatrzymywała, co wydłużyło czas paraliżu, jakiego jeszcze w stolicy nie było. Na autobus czekało się ponad godzinę.

Protest nie poskutkował. Ministerstwo nie wycofało się z decyzji. Obowiązek wszedł w życie wczoraj w nocy. Zdecydowanie wydłużył się czas oczekiwania na taksówkę. Wielu przewoźników nie ma bowiem zainstalowanych kas. Boją się wyjechać na ulicę, obawiając się kar. - Ale są kierowcy, którzy nic sobie z tego nie robią i jeżdżą - przyznaje taksówkarz z Krakowa.

(MGC)

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.