Solidarną odpowiedzialność należy zlikwidować
@RY1@i02/2016/228/i02.2016.228.18300100c.801.jpg@RY2@
Łukasz Blak doradca podatkowy w Certus LTA
Solidarna odpowiedzialność za zobowiązania podatkowe funkcjonuje w polskich przepisach od kilku lat. Sprawdza się?
Średnio. Co do zasady solidarna odpowiedzialność obejmuje ściśle określoną liczbę transakcji i w związku z tym po jej wprowadzeniu przestępcy mogą najzwyczajniej przerzucić się na takie transakcje, które nie są jeszcze objęte takimi przepisami. To, że przepisy dotyczące tego mechanizmu są nowelizowane, świadczy, że oszuści przystosowują się do nowych uregulowań i walka z nimi nie kończy się zazwyczaj sukcesem organów podatkowych.
Nie oznacza to jednak, że tego typu przepisy nie przynoszą żadnych efektów. Zawsze część przestępców jest na tyle niezaznajomiona z działaniem mechanizmu solidarnej odpowiedzialności, że dadzą się złapać albo zrezygnują z dalszych wyłudzeń. Na ich miejsce wejdą jednak nowi, bardziej sprytni i zdeterminowani oszuści. Oni zaś wraz z większością obecnych przerzucą się na inne grupy towarów, nieobjęte odpowiedzialnością solidarną, względnie udoskonalą metody wmanewrowywania w proceder wyłudzania uczciwych podatników, którzy w efekcie poniosą odpowiedzialność jako jedyne wypłacalne podmioty.
Lepszym rozwiązaniem byłby więc mechanizm podzielonej płatności (split payment) lub odwrotnego obciążenia?
Jeśli porównywać je do efektywności działania solidarnej odpowiedzialności, to tak. Przede wszystkim w obu przypadkach trudno o sytuację, gdy uczciwy podmiot zostanie wmanewrowany przez oszusta w transakcję mającą na celu wyłudzenie VAT, tak aby pozostać na placu boju jako jedyny, z którego urzędnicy fiskusa mogą ściągnąć podatek. Co więcej, dość jasno określone są prawa i obowiązki zarówno podatników, jak i Skarbu Państwa - i to zarówno przy odwrotnym obciążeniu (gdzie podatek co do zasady rozlicza nabywca - red.), jak i split payment (odrębnie dokonywane są dwie płatności, tj. kwota netto za towar lub usługę i kwota podatku na konto, do którego dostęp ma fiskus - red.).
W moim przekonaniu mechanizm odwrotnego obciążenia w praktyce kompletnie eliminuje ryzyko wyłudzenia zwrotu VAT - podatek naliczony z transakcji jest rozliczany przez nabywcę razem z podatkiem należnym. W efekcie nie wystąpi nadwyżka podatku naliczonego nad należnym, a co za tym idzie - konieczność dokonania zwrotu VAT. Podatnicy nabywają przy tym towary i usługi taniej, płacąc za nie kwotę netto i rozliczając podatek samodzielnie. Tym samym w pełni realizowana jest idea VAT jako neutralnej dla podatników daniny od konsumpcji. Dlaczego? Podatek jest płacony w momencie sprzedaży konsumentowi, a efektywnie - przez tegoż konsumenta, na wcześniejszych etapach obrotu jest on zaś w praktyce neutralny dla podatników VAT.
Minusem odwrotnego obciążenia jest to, że nieuczciwi podatnicy mogą wykorzystać ten mechanizm do działania w szarej strefie, tzn. sprzedając towary bez VAT na rzecz konsumentów. Niemniej jednak szara strefa funkcjonuje również bez odwrotnego obciążenia, więc rolą organów podatkowych jest jej zwalczanie. Taki mechanizm jest też oszczędny dla urzędników fiskusa, którzy nie będą mieć potrzeby kontrolowania zwrotu VAT. Zasoby fiskusa mogą być przeznaczone na zwalczanie innego rodzaju nadużyć. Odciążeni byliby również uczciwi podatnicy dzięki mniejszej liczbie kontaktów z organami podatkowymi.
Jeśli chodzi o mechanizm split payment, to jest dużo bardziej skomplikowany i mocno absorbujący zarówno podatników, jak i aparat skarbowy. Ci pierwsi powinni bowiem otworzyć specjalne rachunki bankowe tylko dla celów rozliczania VAT i dokonywać dwóch (zamiast jednego) przelewów z tytułu opłacania każdej faktury. Niezależnie od tego mieliby ograniczoną możliwość korzystania z własnych środków pieniężnych, aż do momentu, w którym ich zobowiązania wobec fiskusa zostałyby opłacone. Urzędnicy fiskusa powinni natomiast nadzorować dokonywanie praktycznie każdej płatności. To zaś prowadzi do konkluzji, że w polskiej praktyce split payment jest niemożliwy do wdrożenia. Angażowałby bowiem zbyt dużo zasobów organów skarbowych oraz podatników. Doprowadziłby też do braku aktywności urzędników w innych dziedzinach oraz nadmiernego obciążenia przedsiębiorców.
Niemniej jednak można by rozważyć wprowadzenie tego mechanizmu w ściśle określonych sytuacjach, gdy odwrotne obciążenie nie byłoby skuteczne, tzn. tam, gdzie dochodziłoby do masowej ucieczki w szarą strefę. Jego wdrażanie powinno być dość ostrożne i na małą skalę.
Wróćmy jednak do samej solidarnej odpowiedzialności. Jakie najczęstsze problemy generuje ona dla przedsiębiorców?
Podstawowym problemem dla odpowiadających solidarnie przedsiębiorców jest olbrzymie ryzyko, na które są narażeni. Oprócz płatności na rzecz kontrahentów (zawierającej przecież kwotę VAT), ponoszą oni ciągle ryzyko obciążenia daniną z tytułu odpowiedzialności solidarnej. To zaś powodować może, że pewne branże gospodarki (objęte odpowiedzialnością solidarną) zaczną podupadać, względnie przenosić się poza granice Polski (co prawdopodobne jest może nie w 100 proc., ale już na pewno w znacznym stopniu).
Odpowiedzialność solidarna wiąże się też z problemami administracyjnymi po stronie podatników - muszą oni dość dokładnie weryfikować kontrahenta oraz warunki transakcji, porównywać je z warunkami rynkowymi oraz na tej podstawie podejmować decyzję o tym, czy w ogóle chcą dokonać transakcji. To zaś jest czasochłonne i kosztochłonne, co przeczy celowi prowadzenia działalności gospodarczej - wypracowywaniu zysku.
Problemem jest też praktyka urzędów skarbowych, które - wbrew przepisom prawa - bardzo długo dokonują weryfikacji zgłoszenia rejestracyjnego VAT-R i nie wprowadzają danego podatnika do baz danych gromadzących zarejestrowanych podatników tej daniny. To zaś w praktyce uniemożliwia takiemu przedsiębiorcy prowadzenie działalności gospodarczej, a już w szczególności handel w dziedzinach objętych odpowiedzialnością solidarną. Warto dodać, że po wejściu w życie nowelizacji VAT, czyli od początku przyszłego roku, taka praktyka będzie zapewne usankcjonowana w przepisach.
A przecież nowych podatników co roku powstają tysiące - i to im wszystkim utrudnia się życie - mimo że tylko promile z tych film to oszuści.
A co sądzi pan o solidarnej odpowiedzialności dotyczącej innych podatków i danin, np. zobowiązań celnych bądź podatku od nieruchomości?
Jeżeli odpowiedzialność solidarna gdziekolwiek ma mieć sens, to tylko w przypadku podatków wielofazowych, tzn. takich, gdzie jeden podmiot płaci daninę do urzędu skarbowego, a drugi może ją odliczyć. Tak jest odnośnie do VAT.
W przypadku podatków jednofazowych i danin niepodatkowych o podobnym charakterze taka sytuacja nie występuje. Co do zasady więc zapłata daniny przez jeden podmiot nie ma żadnego wpływu na sytuację podatkową drugiego. Ten nie może podatku w żaden sposób odliczyć ani też żądać jego zwrotu. Tak więc wprowadzanie w takich sytuacjach odpowiedzialności solidarnej mija się z celem. Notabene wskazać należy, że w pewnych przypadkach w podatkach jednofazowych odpowiedzialność solidarna została wprowadzona (np. odpowiedzialność współwłaścicieli w podatku od nieruchomości).
Jeśli więc gdziekolwiek poza VAT odpowiedzialność solidarna miałaby mieć sens, to w przypadku innych podatków wielofazowych, np. niektórych rozliczeń w zakresie podatku akcyzowego. Taki warunek spełniają np. wprowadzone przy okazji nowelizacji prawa celnego przepisy, zgodnie z którymi przedstawiciele bezpośredni importera odpowiadają za nierozliczony VAT z tytułu tej transakcji.
Komisja Europejska chce, aby Rada UE przyjęła wniosek złożony przed kilkoma laty na temat wprowadzenia solidarnej odpowiedzialności dostawców za należności z tytułu VAT utracone w państwie członkowskim przeznaczenia. To zły pomysł?
Tak, to zły pomysł i to ze wszystkich wskazanych przeze mnie wyżej powodów. Należy pamiętać, że takie rozwiązanie wypacza sens funkcjonowania VAT - przestaje on być neutralny dla podatników, a staje się neutralny wyłącznie dla państw członkowskich. Istnieje zaś wiele innych skuteczniejszych mechanizmów umożliwiających walkę z oszustwami podatkowymi. To na nich należy skupić uwagę państw członkowskich, które powinny w odpowiedni sposób wykorzystywać posiadane instrumenty i zasoby, a nie wypaczać ukształtowany przez dziesięciolecia mechanizm podatku od wartości dodanej.
Jednak polski rząd chce rozszerzać zakres solidarnej odpowiedzialności. Już od początku przyszłego roku pełnomocnicy, w tym doradcy podatkowi, odpowiadać będą solidarnie za zaległości podatkowe zarejestrowanej spółki. Ten pomysł także ocenia pan krytycznie?
Taki pomysł uważam za chybiony. Rozumiem cel jego wprowadzenia - obecnie wielu oszustów posługuje się metodą na słupa, który ma niewielkie pojęcie o prowadzeniu działalności gospodarczej i rozliczeniach podatkowych. W przypadku kontaktu urzędników ze słupem prawda dość szybko może wyjść na jaw, dlatego też na jego miejsce wchodzi pełnomocnik, który kontaktuje się z urzędem. Pomysł rządu jest sprzeczny z samą istotą stosunku pełnomocnictwa. Pełnomocnik wykonywać ma pewne czynności w imieniu podatnika i na jego rzecz. Jest to jednak podmiot odrębny od podatnika i nie ma zasadniczo wpływu na działalność gospodarczą, sytuację finansową i zamiary swojego klienta. Osoba, która wykonuje techniczną czynność rejestracji, w żadnym wypadku nie może więc odpowiadać za całokształt działalności podatnika i jego rozliczenia podatkowe - zakrawa to na absurd. Można przykładowo wskazać na spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, która została założona przez godnego zaufania przedsiębiorcę, z którym podatnik współpracuje od wielu lat, a która to spółka następnie, w ramach zwyklej transakcji handlowej, została sprzedana innemu podmiotowi, który z kolei wykorzystał ją do celów przestępczych. Pełnomocnik nie ma żadnego wpływu na to, co dzieje się ze spółką, więc obciążanie go w takiej sytuacji będzie absurdalne.
Skutkiem będzie w praktyce brak rejestracji podmiotów przez pełnomocników albo znaczne ograniczenie takiego procederu. To zaś odczuć boleśnie mogą podmioty, które z natury rzeczy korzystają z usług pełnomocników (np. podmioty zagraniczne, względnie spółki córki podmiotów zagranicznych, gdzie zarząd rzadko bywa w Polsce). W szczególności poszkodowane będą jednak wszystkie podmioty, które obecnie korzystają w tym zakresie z usług pełnomocników (zazwyczaj biur księgowych, które prowadzą następnie obsługę takich podmiotów) - będą bowiem musiały takich czynności dokonywać samodzielnie, względnie będą podpisywać samodzielnie dokumenty sporządzone przez pełnomocnika, co oznacza, że wielu przedsiębiorców, zamiast skupiać się na prowadzeniu biznesu, będzie się zajmować kwestiami związanymi z rejestracją VAT.
Dość krytycznie ocenia pan mechanizm solidarnej odpowiedzialności. Czy nadal powinien być częścią naszego systemu podatkowego?
Nie, powinien zostać zlikwidowany jako sprzeczny z istotą demokratycznego państwa prawa. Przedsiębiorca powinien zajmować się prowadzeniem działalności gospodarczej i odprowadzaniem związanych z nią podatków, a nie weryfikowaniem wiarygodności kontrahentów oraz kształtowaniem transakcji w sposób spełniający oczekiwania organów podatkowych i legislatora.
Obecne podejście ustawodawcy, który wręcz rozszerza zakres solidarnej odpowiedzialności, wydaje się być związane z nieudolnością organów podatkowych w zakresie zwalczania wyłudzeń VAT. Zamiast udoskonalić prawo w sposób nieobciążający podatników oraz zwiększyć efektywność działania aparatu skarbowego, na firmy nakładane są nowe obowiązki. Tymczasem ustawodawca wprowadza nieostre kryteria należytej staranności, która zwalnia z odpowiedzialności solidarnej, ale dla wielu podatników jest nie do osiągnięcia. Jeśli więc z wykrywaniem oszustów nie radzą sobie odpowiednio wyszkolone, wyekwipowane oraz mające odpowiednie instrumentarium organy państwa, to jak z wykrywaniem oszustw może sobie poradzić zwykły podatnik?
Działania oszustów podatkowych są tak kształtowane, aby jedynym wypłacalnym podmiotem, który odpowie solidarnie za zaległości, został uczciwy podatnik. De facto zazwyczaj nie wie on, że handluje z przestępcami, a problemy ma tylko z powodu okoliczności obiektywnych. Taki podatnik chce prowadzić działalność gospodarczą, a nie śledzić kontrahentów jak agencja detektywistyczna. ⒸⓅ
Rozmawiał Mariusz Szulc
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu