Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Fiskus trochę mniej straszny, niż go malują

4 grudnia 2017

Jest skokowy wzrost wartości zwrotów VAT, o jakie wnioskują przedsiębiorcy: w III kw. były warte o 2,4 mld zł więcej niż rok wcześniej

To zaskakująco duża zmiana, jeśli porównać ją ze zwrotami, o jakie wnioskowano w pierwszym półroczu. Wtedy kwoty były mniejsze niż rok wcześniej (w I kwartale o 19 mln zł, w II o 315,8 mln zł). Dla Ministerstwa Finansów był to jeden z dowodów na to, że poprawa ściągalności jest faktem. Skoro lukę w VAT generowały wyłudzenia zwrotów, to spadek ich deklarowanych wartości miał oznaczać odwrót nieuczciwych podatników. Wszystko to działo się w warunkach dużego wzrostu wpływów VAT brutto (czyli bez uwzględnienia wypłat zwrotów). W I kwartale wzrósł on o 3,7 mld zł, w II kwartale już o prawie 6 mld zł. W III kwartale było niewiele gorzej, bo 5,5 mld zł.

Ale w III kwartale podatnicy zażądali również znacznie większych zwrotów. Czy to oznacza, że ściągalność przestaje się poprawiać? Ministerstwo Finansów nie chce o tym słyszeć. Tłumaczy to dużym wzrostem eksportu. W przypadku sprzedaży do innych krajów UE - a to z nimi mamy większość obrotów handlowych - obowiązuje zerowa stawka VAT. Co oznacza, że eksporterzy nie odprowadzają podatku od własnej sprzedaży, ale mogą odliczać VAT naliczony w zakupach, np. surowców do produkcji. Inny argument, jaki podaje resort, to inwestycje - firmy dokonując zakupów inwestycyjnych, mogą również odliczać VAT naliczony.

Radosław Piekarz, doradca podatkowy z Kancelarii A&RT, uważa, że przyczyną skokowego wzrostu deklarowanych zwrotów rzeczywiście może być eksport. Ale drugi trop to koniec rolowania VAT. Chodzi o sposób rozliczenia podatku: vatowcy mogą domagać się bezpośredniego zwrotu nadpłaty VAT, ale mogą też rozliczać z niej podatek w kolejnych miesiącach. I ta druga metoda jest nazywana rolowaniem.

- Duża część firm mogła się na to decydować w pierwszej części roku, bo bała się występować o bezpośredni zwrot. Panowało powszechne przekonanie, że występowanie o zwrot oznaczało niemal automatyczną kontrolę. To by tłumaczyło spadek wartości zwrotów w deklaracjach w pierwszym półroczu - mówi Radosław Piekarz. Jego zdaniem teraz sytuacja mogła się zmienić, a przedsiębiorcy śmielej żądają wypłaty podatku choćby po informacjach z MF, że fiskus nie robi problemów i do tego systematycznie skraca terminy zwrotów.

To, że podatnicy wpisali do swoich deklaracji duże zwroty VAT, nie musi oznaczać, że fiskus im tyle przekaże. W tym roku wartość wypłacanych zwrotów była nieznacznie większa niż rok wcześniej, pomijając I kwartał, którego wyniki są mocno zaburzone (to, co fiskus normalnie wypłacałby w styczniu i w lutym, wypłacił w większości w grudniu ubiegłego roku). W II kwartale wypłaty były o 636,2 mln zł większe, w III - o 674,3 mln zł. Wyższe żądania zwrotów w III kwartale powinny być widoczne w wynikach budżetu pod koniec roku. Ale trudno będzie jednoznacznie ocenić, na ile przychylnie fiskus podszedł do tych żądań. Statystyki zaburzy powtórka operacji z końca poprzedniego roku, czyli wypłata w grudniu tego, co podatnikom powinno należeć się w styczniu i w lutym kolejnego roku.

MF chce powtórki ubiegłorocznego manewru, chociaż kontrolę przyspieszania wypłat zapowiedziało już unijne biuro statystyczne. Przedstawiciele Eurostatu planują pojawić się w Warszawie w I kwartale 2018 r. i sprawdzić, czemu miał służyć zabieg z przyspieszaniem zwrotów podatku.

- Nie będzie w tej kwestii większych problemów, ewentualnie dostaniemy jakieś zalecenia, jak uwzględniać zwroty w statystykach według unijnej metodologii. Poza tym dzięki narzędziom analitycznym, które już mamy, realizujemy te operacje z dochowaniem wszelkiej staranności, tak aby nie dochodziło do wyłudzeń VAT - przekonuje nasz informator z MF.

W resorcie ekspresowe zwroty traktuje się jak zarządzanie płynnością budżetu państwa. Skoro tegoroczne wykonanie jest tak dobre, to lepiej obniżyć sobie dochody z VAT, bo nie rodzi to żadnych napięć w finansach, ale dzięki temu rozpocząć kolejny rok z pewnym buforem bezpieczeństwa.

Tym bardziej że MF nie ma pewności, czy realizacja planu dochodów i wydatków w 2018 r. będzie przebiegała w równie komfortowych warunkach jak w tym roku. Wyzwaniem może być start trzyletniego maratonu wyborczego, który sprzyja rozluźnianiu dyscypliny w finansach. Dlatego każdy bufor finansowy jest dla ministra finansów ważny. Najlepiej widać to po próbie przeforsowania zmian w limitach składek na ubezpieczenie emerytalno-rentowe. Likwidacja 30-krotności na chwilę obecną ma się opóźnić. Jej wejście w życie od nowego roku miało poprawić kondycję FUS i pozwolić resortowi finansów zwiększyć przyszłoroczny limit wydatków o około 5 mld zł. Wszystko jednak wskazuje, że nawet bez zmian w składkach na ZUS koniunktura gospodarcza będzie sprzyjała zarządzaniu publiczną kasą.

Marek Chądzyński

Bartek Godusławski

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.