Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
VAT

Split payment będzie obowiązkowy. Czy na tym skończymy uszczelnianie VAT?

Ten tekst przeczytasz w 32 minuty

Z mniejszenie luki w VAT to niewątpliwy sukces Ministerstwa Finansów. Wystarczy wspomnieć, że w ubiegłym roku wpływy budżetu z tego podatku były wyższe od planowanych aż o dziewięć miliardów złotych! Nie oznacza to jednak, że resort spoczął na laurach. Wręcz przeciwnie, podejmuje wciąż nowe działania mające na celu walkę z wyłudzeniami VAT. I tak wiadomo już, że branże, które zdążyły się przyzwyczaić do odwrotnego obciążenia, wkrótce będą musiały zmierzyć się z obowiązkowym split paymentem. Niedługo Polska ma bowiem otrzymać ostateczną zgodę Komisji Europejskiej na wprowadzenie tego rozwiązania. Oczywiście w tym celu konieczna będzie też zmiana ustawy o VAT, ale tutaj raczej nie należy spodziewać się opóźnień. W zasadzie tylko od woli resortu finansów i szybkości prac parlamentarnych będzie zależeć, czy obowiązkowy split payment ruszy już od marca czy na przykład od lipca. A kolejnymi pomysłami czekającymi na wdrożenie są między innymi kasy online oraz Centralny Rejestr Faktur. W efekcie tych zmian działalność oszustów podatkowych w Polsce ma być jeszcze bardziej utrudniona. Trzeba też pamiętać, że problem z wyłudzeniami VAT to nie tylko problem naszego kraju. Również inne państwa Unii Europejskiej podejmują działania uszczelniające system – zarówno podobne do polskich, jak i wykorzystujące inne metody. A jakby tego było mało, to Bruksela chce od 2022 r. wprowadzić nowy model rozliczeń VAT.

Eksperci przyznają, że w walce z wyłudzeniami VAT Polska jest jednym z liderów w UE. Zwracają jednak uwagę, że w uszczelnianiu systemu nie należy iść za daleko. Jeżeli nałożone na podatników obowiązki okażą się zbyt uciążliwe, to efektem może być przenoszenie się firm za granicę lub prowadzenie przez nie działalności w szarej strefie. ©

Marcin Mroziuk

marcin.mroziuk@infor.pl

 

Unia dała zielone światło

Branże wrażliwe czeka przejście z odwrotnego obciążenia i solidarnej odpowiedzialności na obligatoryjny split payment. Jego zasięg będzie zaś większy niż obecnych rozwiązań

Obowiązkowa podzielona płatność to kolejny element uszczelnienia systemu poboru VAT w Polsce. Jej wprowadzenie wymaga jednak zgody Komisji Europejskiej. Projekt decyzji został przedstawiony w tym tygodniu (nr 2019/0007). Teraz musi ją zaakceptować Rada ds. Gospodarczych i Finansowych (ECOFIN). Najprawdopodobniej już w lutym dostaniemy ostateczną zgodę na wprowadzenie obligatoryjnego split paymentu na okres od 1 marca 2019 r. do 28 lutego 2022 r., czyli na trzy lata. Nie oznacza to jednak, że obowiązkowa podzielona płatność ruszy już za miesiąc. Decyzja KE to jedno, ale konieczne są też zmiany w ustawie z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 2174 ze zm.; dalej: ustawa o VAT). Ministerstwo Finansów powinno więc po formalnym uzyskaniu akceptacji przedstawić projekt nowelizacji. Wojciech Śliż, dyrektor departamentu VAT w Ministerstwie Finansów, zapowiadał w rozmowie z DGP na jesieni zeszłego roku, że powinno to nastąpić szybko. Mówił również, że nie należy się spodziewać, iż obowiązkowy split payment zacznie obowiązywać w I półroczu 2019 r. Bardziej realny wydaje się 1 lipca. Jednak ostateczną propozycję MF poznamy dopiero wtedy, gdy pojawi się projekt nowelizacji ustawy o VAT.

Ministerstwo Finansów traktuje split payment jako bardzo skuteczny system eliminowania oszustw w VAT. We wniosku do Komisji Europejskiej wskazało, że dotychczasowe rozwiązania, a więc np. mechanizm odwrotnego obciążenia, odpowiedzialność solidarna, jednolity plik kontrolny, są nadal niewystarczające, aby wykluczyć oszustwa związane z VAT. Zmienić ma to dopiero obligatoryjna podzielona płatność.

Przykładowe grupy towarów, które mogą zostać objęte nowym obowiązkiem:

wyroby stalowe,

metale kolorowe,

odpady, surowce wtórne, złom,

telefony komórkowe, tablety,

procesory, laptopy, notebooki, konsole do gier, dyski twarde, tonery, tusze,

paliwa do napędu samochodów,

oleje opałowe i smarowe,

roboty budowlane,

węgiel,

części do samochodów i motocykli,

prawa do emisji gazów cieplarnianych. ©

System ten nie obejmie jednak wszystkich podatników, a jedynie konkretne branże. Zasadniczo chodzi o te, które dziś stosują odwrotne obciążenie oraz solidarną odpowiedzialność. Polska występowała również o rozszerzenie katalogu towarów, które chciałaby objąć split paymentem, np. o sprzedaż części samochodowych i motocyklowych oraz węgla kamiennego i brunatnego. W sumie obligatoryjną podzieloną płatnością mają zostać objęte 152 grupy towarów i usług – określa je załącznik do projektu decyzji derogacyjnej. Z projektu wynika też, że obowiązkowym split paymentem będą mogły zostać objęte jedynie transakcje między podatnikami VAT, którzy są opodatkowani w Polsce. Mechanizm ma dotyczyć tylko przelewów bankowych.

Kluczowe jest to, że na fakturach pojawi się informacja o obowiązku płacenia w mechanizmie podzielonej płatności. W praktyce to był główny powód złożenia wniosku o derogację przez Ministerstwo Finansów.

Eksperci również nie mają wątpliwości, że wprowadzenie obligatoryjnej podzielonej płatności może realnie uszczelnić system poboru VAT. – Jeżeli split payment zapewni wystarczające bezpieczeństwo budżetowi, to warto nim zastąpić krajowe odwrotne obciążenie w ramach obligatoryjnego stosowania podzielonej płatności – ocenia Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy i partner w KNDP. Eksperci przyznają, że przedsiębiorcy wielu branż (np. budowlanej) czekają na realizację tych zapowiedzi.

– Pamiętajmy, że odwrotne obciążenie chroni przed oszustwami w ten sposób, że nie ma VAT, który można by ukraść czy odliczyć bez jego zapłaty. Jednak mamy też liczne transakcje, które nie dają wpływów bud żetowych. Nie jest to rozwiązanie korzystne budżetowo, nawet pomijając wspomniane wcześniej ryzyka – mówi Nikończyk.

Innego zdania jest Dorota Pokrop, doradca podatkowy i partner w EY. Jak mówi, obowiązkowy split payment to kierunek może i słuszny, ale przy obecnych wymogach formalnych, w szczególności płacenia faktura po fakturze, a nie przelewami zbiorczymi, wykreuje to tylko dodatkową pracę i koszty – każdy przelew to przecież opłata.

Resort finansów zapowiadał jednak wcześniej, że niewykluczone są również inne zmiany w split paymencie.

Jesteśmy liderem w UE

W Polsce powoli kończy się proces uszczelniania VAT. Eksperci wspominają nawet o nadregulacji, która może nastąpić po planowanych zmianach wprowadzonych w VAT w tym i przyszłym roku

Walka z wyłudzeniami trwa również w innych krajach UE, a Komisja Europejska już przedstawiła swoje propozycje, które mają uszczelnić to, na czym żerują wyłudzający VAT, czyli transakcje wewnątrzunijne. Nasze regulacje uderzyły w oszustów, a kolejne kroki zostaną poczynione w najbliższej przyszłości. Rozwiązania unijne natomiast mają zacząć obowiązywać dopiero od lipca 2022 r., czyli za ponad trzy lata (więcej na ten temat piszemy w tekście „Trzy dekady okresu przejściowego”).

Jak Polska wypada na tle innych państw UE? Najlepiej podsumowuje to Tomasz Michalik, doradca podatkowy i partner w MDDP: – Niektóre kraje mają już kasy online (np. Chorwacja, Czechy), centralną bazę faktur (Portugalia, Hiszpania), obligatoryjny split payment w niektórych branżach (Włochy), natomiast wciąż dzieją się nowe rzeczy. Hiszpanie raportują transakcje (powyżej pewnej wartości) w ciągu czterech dni, Włosi rozważają wprowadzenie (częściowe lub pełne) zasady fakturowania jedynie przy wykorzystaniu platformy administracji podatkowej, Węgrzy raportują faktury w ciągu 24 godzin (z pewnymi wyłączeniami) i cały czas coś nowego się pojawia.

Tomasz Michalik wskazuje, że podstawowe jest pytanie o to, gdzie znajduje się granica uszczelnienia, tzn. w którym momencie biznes powie dość i przeprowadzi się na Litwę lub gdziekolwiek indziej albo co gorsza przeniesie się do szarej/czarnej strefy. Zalew uszczelnień plus raportowanie schematów podatkowy etc. może się stać po prostu zbyt uciążliwe. Jednocześnie doradca przyznaje, że jest zwolennikiem nowego systemu VAT przygotowanego przez Komisję Europejską.

Eksperci potwierdzają też, że w walce z wyłudzeniami VAT Polska jest jednym z liderów. Duża część rozwiązań funkcjonujących w innych krajach w Polsce już obowiązuje lub jest planowana do wprowadzenia. Efekty widać. Wpływy z VAT w 2019 r. mają wynieść ok. 179,6 mld zł, a w 2018 r. wyniosły 175 mld zł, mimo że rząd zamierzał uzyskać ok. 166 mld zł.

– Można z czystym sumieniem powiedzieć, że Polska, jeżeli chodzi o różnorodność działań, konsekwencje i walkę z wyłudzeniami, jest w czołówce państw UE. I jestem przekonany, że atrakcyjność Polski dla oszustów znacząco spadła w ostatnich latach – mówi Roman Namysłowski, doradca podatkowy i partner zarządzający Crido. Co więcej, wprowadzane zmiany połączone z digitalizacją życia dają teraz znacznie większe szanse na uszczelnienie systemu. – Ważne jest przełożenie tych terabajtów informacji, które spływają do organów podatkowych, na określone działania. Z tym zawsze było najgorzej – ocenia ekspert.

179,6 mld zł takie mają być wpływy z VAT w 2019 r.

175 mld zł wyniosły wpływy z VAT w 2018 r.

166 mld zł takie były rządowe założenia ściągalności VAT na 2018 r.

Również Dorota Pokrop przyznaje, że z całą pewnością będziemy krajem, w którym sprawozdawczość VAT będzie w dużej mierze zautomatyzowana oraz realizowana w czasie rzeczywistym. – I tu pewnie będziemy w szpicy, jeśli chodzi o inne kraje UE, zapewne razem z Węgrami. Na pewno da to efekt prewencyjny, ale koszty wdrożenia, a te są niemałe, poniosą przedsiębiorcy – ostrzega ekspertka. Jak mówi, przepisy podatkowe, nie tylko w VAT, ciągle się zmieniają, co powoduje spore turbulencje dla biznesu. – Nowa matryca stawek VAT (planowana od 2020 r.) sama w sobie będzie dużym wyzwaniem i ryzykiem dla firm, które mogą nie mieć aż tak specjalistycznej wiedzy. Może pomóc wiążąca informacja stawkowa, tylko czy fiskus nadąży z ich wydawaniem? – zastanawia się Dorota Pokrop.

Z innej jednak strony, jak mówi Roman Namysłowski, twierdzenie, że przyjęcie jakichś określonych zmian legislacyjnych czyni system podatkowy odpornym na nadużycia, świadczyłoby o pewnej naiwności. – Zawsze się znajdzie podmiot, który uzna, że brak uczciwości jest bardziej korzystny niż postępowanie zgodnie z regułami, i będzie próbował oszukać. Trzeba bowiem pamiętać, że gros luki VAT-owskiej to nie wyłudzenia podatku, ale szara czy czarna strefa, gdzie VAT po prostu nie jest płacony i dzieje się to najczęściej na styku podatnik – ostateczny konsument – mówi Namysłowski. – Dodatkowo należy pamiętać, że chociaż nie wiadomo, jak dobre przepisy byśmy mieli, nad ich stosowaniem powinny czuwać odpowiednie służby, które są w stanie szybko reagować na pojawiające się nieprawidłowości. Najlepiej – jak w filmie „Raport mniejszości” – zanim do oszustwa dojdzie – dodaje ekspert.

Takie rozwiązania uszczelniające VAT zostały już wprowadzone ©

odwrotne obciążenie

Dotyczy wybranych produktów (wymienionych w załączniku nr 11 do ustawy o VAT) m.in. z branż złomowej, stalowej, elektronicznej, a także podwykonawców robót budowlanych. Polega na tym, że VAT wpłaca do urzędu skarbowego nabywca, a nie sprzedawca.

W praktyce wprowadzenie odwrotnego obciążenia to działanie doraźne, mające na celu ochronę danej branży przed oszustwami VAT. Nie oznacza to jednak, że oszustwa w ogóle zostają wyeliminowane. Ryzyko pojawia się bowiem w innym miejscu, co potwierdził Filip Świtała, wiceminister finansów w odpowiedzi na interpelację poselską. Dotyczyła ona sprzedaży telefonów komórkowych. Wiceminister wskazał, że generalnie mechanizm odwrotnego obciążenia VAT jest nastawiony na eliminację oszustw typu karuzelowego, natomiast głębsza analiza prowadzi do wniosku, że sam w sobie może być przyczyną powstawania nieprawidłowości nowego rodzaju i w efekcie rozrostu szarej strefy. Mechanizm ten może być wręcz wykorzystywany do dokonywania oszustw. Nabywca telefonów komórkowych, który zapłacił sprzedawcy kwotę netto, może bowiem mieć pokusę, aby nie wpłacić VAT do urzędu i sprzedać urządzenie na rynku za niższą cenę (odpowiedź z 5 listopada 2018 r. wiceministra finansów Filipa Świtały na interpelację poselską nr 26859).

pakiet paliwowy

To przepisy dla branży paliwowej, a w zasadzie dla podmiotów sprowadzających paliwa z innych krajów. Podstawową zasadą jest tu konieczność wpłaty VAT od przywiezionego paliwa w terminie pięciu dni. Standardowo VAT płatny jest do 25. dnia kolejnego miesiąca.

pakiet przewozowy – sent

Chodzi o monitorowanie przewozu paliw, skażonego alkoholu, suszu i bibułki tytoniowej. Przewóz takich towarów trzeba zgłaszać do systemu SENT.

Przewoźnicy muszą mieć obecnie również geolokalizatory. Za ich brak grożą kary.

jpk_vat i inne struktury jpk

To jedna z najważniejszych zmian uszczelniających VAT. Każdy przedsiębiorca ma obecnie obowiązek przesyłania swojej ewidencji elektronicznej w formie jednolitego pliku kontrolnego (JPK). Oznacza to, że fiskus dostaje co miesiąc ogromną bazę danych, którą może wykorzystać do wyłapywania podejrzanych transakcji i prowadzenia kontroli podatników. MF tylko w I połowie 2018 r. przeanalizowało dwa miliardy faktur.

Dodatkowo, inne struktury, w tym faktury (JPK_FA), trzeba przekazywać na żądanie fiskusa.

analiza rachunków bankowych – stir

System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej (STIR) to obok JPK drugie źródło informacji o transakcjach przeprowadzanych przez podatników. W przypadku STIR chodzi o dane przekazywane przez banki i SKOK-i. Przekazuje je 617 instytucji, a monitoringiem objętych jest 9,1 mln rachunków rozliczeniowych. Jedynie w I połowie 2018 r. w ten sposób zostało przeanalizowanych ponad 6,3 mld transakcji. Fiskus zidentyfikował aż 6 tys. podmiotów o największym ryzyku wyłudzeń skarbowych.

System STIR pozwala też w dużym stopniu wyeliminować karuzele podatkowe. Nie tylko analizowane są w nim poszczególne transakcje między kontrahentami, lecz także ustalane są sieci powiązań między nimi. – System ustala więc, kto z kim i jakie ma relacje handlowe – wyjaśniał Przemysław Krawczyk, dyrektor departamentu nadzoru nad kontrolami w MF.

Dzięki temu fiskus może szybko reagować na próby wyłudzania VAT. W praktyce szef Krajowej Administracji Skarbowej może blokować rachunki bankowe i SKOK – najpierw na 72 godziny, a następnie nawet na trzy miesiące.

split payment (dobrowolny)

To kolejne rozwiązanie o fundamentalnym znaczeniu dla uszczelnienia systemu VAT. O ile w tradycyjnym systemie sprzedawca może wyłudzić VAT, a w przypadku odwrotnego obciążenia może to zrobić nabywca, o tyle system podzielonej płatności pozbawia ich dostępu do kwoty VAT związanej z transakcją. Oczywiście jeżeli nabywca zdecyduje się zapłacić w tym systemie sprzedawcy. Zasadniczo bowiem nabywca może przelać całą należność na rachunek rozliczeniowy sprzedawcy lub podzielić płatność. W tym ostatnim przypadku tylko należność główna trafi na rachunek rozliczeniowy, a kwota odpowiadająca podatkowi na rachunek VAT, do którego sprzedawca ma ograniczony dostęp. Jeśli chciałby przeznaczyć zgromadzone na rachunku VAT środki na zakup towarów lub usług, to musi się zwrócić o pozwolenie do fiskusa. Środkami z konta VAT można jednak opłacać VAT należny urzędowi skarbowemu i płacić kwotę odpowiadającą podatkowi swoim kontrahentom.

MF chce dla branż wrażliwych wprowadzić obowiązkową podzieloną płatność. Wtedy nabywcy nie będą mieli wyjścia i będą musieli opłacić faktury, np. za złom czy stal, w formule split payment.

metodyka należytej staranności

Wypracowana przez MF wraz z partnerami społecznymi metodyka to w praktyce zestaw wskazówek dla organów podatkowych, jak mają oceniać, czy podatnik dochował należytej staranności. Od tego zależy, czy podatnik zachowa, czy utraci prawo do odliczenia podatku naliczonego. Choć jest to dokument skierowany do organów podatkowych, mogą z niego korzystać również podatnicy. Jeśli spełnią wymogi wymienione w dokumencie, to zwiększą prawdopodobieństwo dochowania należytej staranności. Zasadniczo metodyka przewiduje, że podatnik powinien zweryfikować swojego dostawcę i okoliczności transakcji.

Wymiana urządzeń fiskalnych z opóźnieniem

Wprowadzenie kas rejestrujących online to jedna z najbardziej oczekiwanych zmian. Ma uszczelnić obrót detaliczny i pomóc podatnikom

Dotychczasowe działania MF uszczelniały system VAT na styku działalności przedsiębiorców (business to business, B2B). Teraz czas na uszczelnienie obrotu detalicznego (business to client, B2C). Temu mają służyć kasy online. Jak przyznaje Andrzej Nikończyk, chodzi o zmiany dotyczące w dużej mierze szarej strefy, w tym w szczególności ukrywania obrotów. – O ile pliki JPK wraz z podzieloną płatnością, STIR i metodyką należytej staranności, jak się wydaje, wpłynęły pozytywnie na wpływy z VAT w obrocie pomiędzy przedsiębiorcami, o tyle brak jeszcze działań w zakresie sprzedaży detalicznej. Tu ujawnione i planowane są m.in. zmiany w zakresie kas fiskalnych – potwierdza ekspert. Tłumaczy, że kasy mają raportować online informacje o dokonywanych transakcjach, co pozwoli wyłapać anomalie. W połączeniu z plikiem JPK dadzą także dużą wiedzę o poziomach zakupów i sprzedaży danego podmiotu oraz o jego zyskowności. – Pozwoli to organom przyjrzeć się podatnikom, którzy sobie nie radzą, np. kupują za więcej niż sprzedają albo na prowadzeniu sklepu ponoszą straty. Wiedza MF o rynku i wszelkich zaburzeniach będzie znacznie lepsza i pozwoli lepiej typować do kontroli podmioty prowadzące sprzedaż detaliczną – uważa Andrzej Nikończyk.

Również zdaniem Tomasza Michalika szczególnie istotne w dalszym uszczelnianiu systemu byłoby wprowadzenie kas online, z tym że sama zmiana kasy na online nie musi koniecznie doprowadzić do zwiększenia poziomu korzystania z tej kasy. – Sądzę, że pożądane byłoby wprowadzenie pewnych zachęt dla nabywców do żądania paragonów, jak loteria czy rozwiązanie znane z Portugalii (aczkolwiek dotyczące faktur, a nie paragonów) typu loteria plus możliwość odliczenia pewnych kwot od PIT– mówi Michalik.

Przypomnijmy, że kasy online mają wysyłać zanonimizowane dane o transakcjach do fiskusa. Powstanie też repozytorium, do którego będą trafiały dane z kas online. Dzięki nim fiskus będzie mógł lepiej i szybciej kontrolować obrót detaliczny i wyłapywać nieprawidłowości. Obecnie jest to utrudnione. Aby skontrolować sprzedaż podatnika, urzędnicy muszą do niego pojechać, zgrać dane i dopiero je przeanalizować. Kasa online ma rozwiązać ten problem. Pozwoli bowiem przekazywać dane do repozytorium. Jak tłumaczył DGP Wojciech Śliż, dyrektor departamentu VAT w MF, będzie to zmiana jakościowa. Jeśli np. mamy dwa zakłady fryzjerskie położone tuż obok siebie i z danych uzyskanych z kasy online będzie wynikało, że jeden generuje obrót w wysokości 3 tys. zł, a drugi 1,5 tys. zł, to fiskus będzie mógł sprawdzać, co się dzieje. Obecnie dopiero podczas kontroli widać, że np. po godzinie 16 kasa jest wyłączana. Po zmianach urzędnicy będą to wychwytywać na bieżąco i automatycznie. Będą też mogli porównywać dane z terminali płatniczych (w przypadku gdy klient płaci kartą) i z kas. Dodajmy, że firmy składają obecnie 1,5 mld e-faktur rocznie. Producenci kas wskazują z kolei, że jedna kasa emituje średnio 700 paragonów dziennie. Są jednak sprzedawcy, którzy z wszystkich zainstalowanych kas wydają nawet 700 tys. paragonów dziennie. Wprowadzenie kas online oznacza więc, że do fiskusa będą płynęły terabajty danych o transakcjach detalicznych. Będzie to kolejna (obok JPK) potężna baza do analiz i typowania podmiotów do kontroli.

Co więcej, projekt nowelizacji VAT zakłada stopniową, ewolucyjną wymianę obecnych kas z rolką papierową i zapisem elektronicznym na urządzenia działające online. W niektórych branżach – tych, w których istnieje ryzyko nadużyć w zakresie ewidencji podatkowej i naliczania należnego VAT – obowiązek wymiany urządzenia na umożliwiające dostęp online ma być wprowadzony szybciej. Projekt zakładał, że pierwsze grupy podatników będą miały taki obowiązek już od 1 stycznia 2019 r. Problem w tym, że zmiany dotyczące kas online utknęły w Sejmie. W styczniu komisja finansów publicznych podjęła decyzję, aby prace nad projektem nowelizacji VAT w zakresie kas online prowadziła dalej specjalna podkomisja.

Natomiast już od 7 lipca 2018 r. obowiązuje rozporządzenie ministra przedsiębiorczości i technologii z 28 maja 2018 r. w sprawie kryteriów i warunków technicznych, którym muszą odpowiadać kasy rejestrujące (Dz.U. poz. 1206). Jest ono kluczowe dla producentów kas, bo określa, jakie urządzenia mają oni dostarczyć na rynek. Samo rozporządzenie jednak nie wystarczy, konieczna jest zmiana ustawy o VAT, bo to ona będzie podstawą prawną określającą, kto i od kiedy musi używać nowych urządzeń fiskalnych.

Co zmieni Centralny Rejestr Faktur

Po wielu latach dyskusji ma powstać w Polsce rejestr faktur. Wielu jednak zapomina, że pewna jego forma funkcjonuje już dziś. Jego powstanie może więc przynieść niewiele nowego

Projekt nowelizacji VAT i ordynacji podatkowej przewiduje m.in. utworzenie Centralnego Rejestru Faktur na bazie plików JPK_VAT. „Podstawowym celem rejestru jest możliwość analizy i kontroli wystawianych przez podatników faktur VAT i eliminacja nadużyć związanych z procederem wystawiania pustych faktur i wyłudzeń karuzelowych” – wskazuje MF. Wyjaśnia też, że pełniejsze dane pozyskane na podstawie przesyłanych ewidencji, w ramach składanych nowych plików JPK_VAT, będą stanowiły bazę do efektywniejszego wykorzystania rejestru. Proces analizy i weryfikacji ma być zautomatyzowany. Efektem mają być raporty, w których wykazywane będą niezgodności w rozliczeniach VAT u podatników, tworzone będą łańcuchy transakcji itp. Wyniki takich analiz mają być podstawą do podejmowania przez organy KAS konkretnych działań wobec podatników, włącznie z wszczęciem czynności sprawdzających lub kontrolnych, kontroli podatkowej lub postępowania podatkowego, a także do typowania podmiotów, które mogą dokonywać oszustw w VAT.

Sęk w tym, że fiskus już dziś może analizować dane z ewidencji VAT, bo pozwala na to JPK_VAT. W związku z tym, jak przyznaje Andrzej Nikończyk, na wprowadzeniu Centralnego Rejestru Faktur niewiele zyskamy. Nie da on więcej, niż daje JPK, który faktycznie jest takim rejestrem. – Raczej trzeba rozbudować zakres JPK i ewidencji VAT przesyłanej do MF, a nie tworzyć odrębny rejestr faktur. Efekt będzie ten sam – uważa Nikończyk. Jak dodaje Tomasz Michalik, z oceną Centralnej Bazy Faktur warto poczekać na ostateczną formułę. Zwraca bowiem uwagę, że taka baza w różnych państwach jest stosowana w nieidentyczny sposób, a formuły są rozmaite. Dorota Pokrop zastanawia się też, czy całą tę nową bazę danych organy wykorzystają do zwalczania przestępstw. Dopiero wtedy będzie można mówić o efektywności nowych rozwiązań.

Powszechne odwrotne obciążenie to byłby absurd

Od 16 stycznia obowiązuje zmiana w dyrektywie VAT, która pozwala wprowadzić ogólny mechanizm reverse charge na określony czas

Chodzi o dyrektywę Rady (UE) 2018/2057 z 20 grudnia 2018 r. zmieniająca dyrektywę 2006/112/WE w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej w odniesieniu do tymczasowego stosowania ogólnego mechanizmu odwrotnego obciążenia w związku z dostawami towarów i usług powyżej określonego progu (Dz.Urz. UE z 2018 r. L 329, s. 3). Wprowadziła ona możliwość powszechnego stosowania odwrotnego obciążenia VAT. Innymi słowy, na jej podstawie odwrotne obciążenie można stosować na wszystkie towary i usługi w obrocie krajowym, ale tylko te o wartości przekraczającej 17 500 euro za transakcję.

Mechanizm można stosować do 30 czerwca 2022 r. i pod bardzo rygorystycznymi warunkami. Mogą z niego skorzystać państwa członkowskie, w których 25 proc. strat VAT wynika z przestępstw karuzelowych. Państwa, które się na to zdecydują, muszą też wprowadzić wobec wszystkich podatników objętych mechanizmem obowiązki w zakresie raportowania elektronicznego. Co więcej, państwo, które chce wprowadzić powszechne odwrotne obciążenie, musi złożyć wniosek do Rady UE, a ta musi go zatwierdzić.

Dotychczas reverse charge można było stosować wybiórczo (do określonych sektorów) i tymczasowo, a dodatkowo musiała się na to zgodzić Rada UE. Sama Rada przyznaje, że jest to mechanizm krótkoterminowy i ma go zastąpić docelowy system VAT, w którym dostawy byłyby opodatkowane w państwie przeznaczenia.

Polska już zadeklarowała, że nie skorzysta z opcji, jaką daje dyrektywa. Odwrotne obciążenie dotyczy obecnie m.in. złomu, stali, wybranej elektroniki, w tym telefonów komórkowych (pełną listę zawiera załącznik nr 11 do ustawy o VAT). Muszą je stosować również podwykonawcy robót budowlanych. Jak już wcześniej wspominaliśmy, MF dąży do zastąpienia tego mechanizmu, a także solidarnej odpowiedzialności, obligatoryjnym split paymentem.

Zdaniem ekspertów wprowadzenie powszechnego odwrotnego obciążenia w Polsce byłoby pomyłką. Jak przyznaje Andrzej Nikończyk, wprowadzenie przez UE możliwości stosowania powszechnego odwrotnego obciążenia wydaje się raczej ostatnią deską ratunku niż docelowym rozwiązaniem. – O ile ten mechanizm ma sens w transakcjach międzynarodowych jako uproszczenie, o tyle w kraju jest to forma plastra na oderwaną nogę – opisuje obrazowo ekspert. Jego zdaniem wynikający z dyrektywy mechanizm może pozwolić dotrzeć do szpitala na czas, ale noga nie odrośnie. – Mechanizm ten naraża też kraj na oszustwa na końcowym etapie sprzedaży. Spółka słup kupi bowiem towar bez VAT, następnie sprzeda go na bazarze, a organy będą wydawać decyzje na słupów. Nie jest to trwałe rozwiązanie i lepiej szukać innych – uważa Andrzej Nikończyk.

Zgadza się z nim Tomasz Michalik. – To jest kompletne zawracanie głowy. Przepisy są tak sformułowane, że czasowe wprowadzenie powszechnego odwrotnego obciążenia jest bardzo kłopotliwe, a w zasadzie sądzę, że jest niemal niemożliwe. To byłoby wręcz szaleństwo, bo zniknąłby mechanizm kontroli faktur przez nabywcę. Większość państw uważa to za absurd – komentuje ekspert.

Nieco łagodniej zmiany wynikające z dyrektywy ocenia Dorota Pokrop. Jak mówi, nie jest to złe rozwiązanie, ale nie w takiej wersji, jak dziś to serwuje nam ustawa o VAT. Po pierwsze, faktycznie musiałaby być mowa o powszechnym mechanizmie, bo wyjątki od reguły już obecnie sprawiają problemy. Po drugie, trudno zaakceptować odpowiedzialność nabywcy np. za opóźnienia w fakturowaniu przez sprzedawcę. A dziś taka odpowiedzialność jest w pełni przerzucona na nabywcę. Nie tylko musi on składać wielokrotnie korekty deklaracji VAT, lecz także przy większych opóźnieniach ponosi ciężar odsetek za zwłokę w związku z brakiem możliwości ujęcia jednocześnie podatku należnego i naliczonego. – Jeśli miałoby to pozostać w obecnym kształcie, to jestem na nie – stwierdza Pokrop.

Trzy dekady okresu przejściowego

Tymczasowy system VAT obowiązuje w UE od 1993 r., czyli od blisko 30 lat. Od 1 lipca 2022 r. ma go wreszcie zastąpić system docelowy. W praktyce uszczelni on obecną dyrektywę, ale nie wywróci jej do góry nogami. Rewolucja nastąpi w transakcjach transgranicznych

Źródłem obecnych problemów z wyłudzeniami VAT zarówno w Polsce, jak i całej UE jest stosowanie zerowej stawki VAT w przypadku wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów. Obecnie polski podatnik, który sprzedaje towar do Niemiec, Francji czy do jakiegokolwiek innego kraju UE, deklaruje dostawę ze stawką 0 proc. VAT, a jednocześnie zachowuje prawo do odliczenia podatku naliczonego przy zakupie tego towaru. Ten mechanizm nazywany jest również zwolnieniem z prawem do odliczenia. Problem w tym, że kontrola, czy towar faktycznie został wywieziony do Niemiec, Francji lub innego kraju, jest trudna. Nie ma przecież formalnych kontroli granicznych. Mało tego, za transport towaru może odpowiadać nabywca. To rodzi duże pole do nadużyć, czyli wyłudzeń VAT. Przestępcy deklarują bowiem transakcje wewnątrzwspólnotowe ze stawką 0 proc., ale towar nigdy nie opuszcza kraju. Sprzedają go bez podatku, czyli taniej i żądają od krajowego fiskusa zwrotu VAT.

Według danych Komisji Europejskiej straty wszystkich państw UE z tytułu wyłudzeń VAT sięgają ok. 50 mld euro rocznie. Wprowadzenie nowego modelu rozliczeń VAT, który ma ruszyć od 2022 r., ma zredukować te straty nawet o 80 proc.

Jak to będzie działać

Po zmianach wracamy mniej więcej do systemu, który był rozważany prawie 30 lat temu. Sprzedawca będzie bowiem rozliczał podatek we własnym kraju, wystawi fakturę zgodnie z krajową ustawą, ale stawkę naliczy taką, jaka obowiązuje w kraju nabywcy. Innymi słowy, jeśli Polak sprzeda towar do Niemiec, to wystawi fakturę według polskiej ustawy o VAT, ale ze stawką niemiecką. Sprzedawca będzie miał dwie możliwości rozliczenia z fiskusem: albo zarejestruje się jako podatnik VAT w każdym państwie, z którym handluje, albo skorzysta ze specjalnego portalu internetowego VAT OSS (ang. One Stop Shop). Z jego pomocą rozliczy transakcję, a fiskus przekaże wpłacony podatek do drugiego państwa. Innymi słowy, za pomocą portalu polski sprzedawca rozliczy transakcję, ale należny podatek VAT przekaże polski fiskus niemieckim organom podatkowym. Co więcej, podatnik korzystający z portalu VAT OSS będzie też składał deklaracje kwartalne dotyczące wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów.

UE naprawia błąd sprzed prawie 30 lat

Źródłem problemu z opodatkowaniem wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów 0-proc. VAT było przyjęcie w 1993 r. przez kraje UE tzw. systemu przejściowego VAT, który de facto trwa do dziś. Wtedy zlikwidowane zostały bowiem granice celne między krajami unijnymi, co wymusiło również zmiany w VAT. Jak tłumaczył nam dr Michał Wilk z Uniwersytetu Łódzkiego i partner w Wilk Latkowski Doradcy Podatkowi i Radcowie Prawni, przyjęto, że powinien powstać docelowy model opodatkowania transakcji unijnych w kraju pochodzenia. Uznano jednocześnie, że ponieważ VAT obciąża konsumpcję, to wpływy z niego powinny trafiać do państwa konsumpcji. Chodziło więc o to, aby pobrać podatek w państwie pochodzenia i przekazać wpływy z niego państwu konsumpcji. Czyli np. pobrać we Francji i przekazać do Niemiec. Problem polegał na tym, że konieczne było wypracowanie konsensusu między państwami. Zabrakło jednak zaufania. Niemcy nie wierzyli, że Francja pobierze podatek należny Niemcom i im go przekaże. – Problem mieliby też podatnicy. Jeśli Francuz miałby sprzedać towar do Niemiec i zastosować stawki i przepisy niemieckie, to w 1993 r. mógłby on mieć problem ze znajomością prawa niemieckiego i uzyskaniem informacji o nim – wyjaśnia Michał Wilk. Pamiętajmy, że w 1993 r. internet dopiero raczkował.

Ponieważ państwa UE nie porozumiały się co do powyższego systemu, to wprowadzono system przejściowy, który funkcjonuje do dziś. – Polega on na tym, że wewnątrzwspólnotowa dostawa nie jest w ogóle objęta podatkiem, a musi on być naliczony w momencie nabycia towaru w państwie przeznaczenia – kończy Michał Wilk. ©

Zwróćmy uwagę, że już dziś funkcjonuje podobny system – VAT MOSS. Można go jednak stosować jedynie do rozliczania VAT od usług elektronicznych, telekomunikacyjnych i nadawczych świadczonych na rzecz konsumentów.

W nowym systemie VAT ma być jednak wyjątek. Będzie on dotyczył nowej kategorii podatników – tzw. certyfikowanych. Oni będą mogli skorzystać z podobnych zasad, jakie obowiązują dziś. Tyle że wyeliminowane czy raczej ograniczone zostanie ryzyko wyłudzenia podatku. Jeśli nabywca będzie miał status certyfikowanego podatnika, to sprzedawca będzie mógł zastosować stawkę 0 proc. VAT. Przed transakcją będzie musiał więc sprawdzić w bazie VIES (unijna baza podatników dokonujących transakcji wewnątrzwspólnotowych) status kontrahenta. To rozwiązanie będzie skierowane do uczciwych firm, a więc takich, które prawidłowo rozliczają podatki, nie mają zaległości, nie korzystają ze zwolnienia podmiotowego (ze względu na wielkość sprzedaży, obecnie w Polsce – 200 tys. zł rocznie) i nie dokonują transakcji niedających prawa do odliczenia VAT.

Dobra zmiana, tylko późno

– Jestem wielkim zwolennikiem tego nowego modelu VAT mimo pewnych jego słabości – mówi Tomasz Michalik. Po pierwsze, proponowany model (opodatkowanie jedynie w państwie przeznaczenia) prowadzi do lepszej realizacji zasady opodatkowania w państwie konsumpcji. Po drugie, eliminuje fikcję dwóch transakcji, w tym jednej (WDT) opodatkowanej stawką 0 proc., co spowoduje ograniczenie możliwości oszustw związanych ze zwrotami nadwyżki podatku naliczonego. Po trzecie, jesteśmy już po poligonie doświadczalnym, czyli MOSS, który wykazał błędy i trudności, które teraz mogą zostać usunięte. – Jeżeli szacunki Komisji Europejskiej przewidują, że ograniczy to oszustwa karuzelowe (wewnątrzunijne) o ponad 80 proc., to mówimy o kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu miliardach euro w skali UE rocznie. Jest się więc po co schylić – mówi Michalik.

Pozytywnie propozycję KE ocenia też Roman Namysłowski. – Szkoda tylko, że Komisja Europejska nie poczekała jeszcze rok, mielibyśmy 30-lecie obowiązywania sytemu przejściowego. A mówiąc poważnie, to zmiany te powinny być wprowadzone dawno temu, dzięki czemu miliardy euro nie wyparowałyby z kieszeni podatników – stwierdza Namysłowski. Jego zdaniem przyjęte rozwiązanie wydaje się jednak optymalne. Znika bowiem dualizm dostaw i nabyć wewnątrzwspólnotowych, które były i są źródłem wyłudzeń VAT. – Będziemy mieli jedną transakcję opodatkowaną w kraju przeznaczenia transportu, czyli w kraju konsumpcji. A na tej regule zasadza się cały system VAT-owski – kwituje Roman Namysłowski.

Wyzwanie dla podatników i organów

Tomasz Michalik dodaje, że nowy system będzie problemem nie tyle dla podatników (samo pojawienie się nowych procedur oznacza konieczność dostosowania się do nich, a to na pewno chwilę zajmie), ale dla organów podatkowych, które muszą być gotowe na masową rejestrację na VAT w innych państwach, przyjmowanie i przekazywane deklaracji oraz przyjmowanie i przekazywanie płatności. Roman Namysłowski zgadza się, że nowy system będzie wymagał bardzo sprawnego działania aparatu skarbowego i jego współpracy w ramach całej Unii. Przypomina, że brak współpracy był w 1993 r. jedną z podstawowych przesłanek wprowadzenia przepisów przejściowych. – Jeżeli chodzi o skuteczność tych przepisów, to należy pamiętać, że na razie mówimy o dyrektywie, czyli akcie prawnym, który wskazuje kierunek, a określenie szczegółów należą do poszczególnych państw – zwraca uwagę Namysłowski. Nowe regulacje unijne trzeba będzie wdrożyć do krajowych przepisów. Znaków zapytania jest tu dość dużo.

Kto kogo ma kontrolować

– Najważniejsze jest jednak to, żeby jasno ustalić zasady kontroli podatników, w szczególności to, kto kogo może kontrolować – przyznaje Michalik. Chodzi o to, czy firmę niemiecką, zarejestrowaną na polski VAT w niemieckim urzędzie i rozliczającą za jego pośrednictwem polski podatek od towarów i usług, ma kontrolować urząd niemiecki czy polski. Firma jest firmą niemiecką, ale w tej mierze działa jako podatnik polskiego podatku. – Z jednej strony suwerenność państwa siedziby, z drugiej efektywność państwa, któremu podatek jest należny. Czy państwo siedziby będzie zainteresowane skuteczną kontrolą rozliczeń podatków należnych innemu państwu? Czy państwa będą mieć do siebie wystarczające zaufanie? To kluczowe zagadnienia – podkreśla Tomasz Michalik. Wydaje się, że brak wystarczającego zaufania, że organ jednego państwa będzie skutecznie ściągał podatki należne innemu państwu. – Brak efektywnej kontroli rozliczeń może skutecznie zablokować wprowadzenie nowego systemu. Byłoby to bardzo niedobre – ocenia partner MDDP.

Ryzyko dla państw

Andrzej Nikończyk zwraca z kolei uwagę, że propozycja Komisji Europejskiej premiuje państwa dokonujące dużego eksportu do innych krajów. Będą one dysponować bowiem środkami z VAT państw docelowych. – Pytanie, jak szybko będą musiały go przekazywać i czy nie będą mogły potrącać go z innymi należnościami. To pomysł, który może być ryzykowny dla niektórych państw – uważa Nikończyk. – Nie znamy jeszcze szczegółów, jak będzie to działać w zakresie korekty w przypadku złych długów czy samego odliczenia, więc trudno to jednoznacznie ocenić – dodaje ekspert KNDP.

Z taką oceną zgadza się Dorota Pokrop. Jak mówi, jeśli chodzi o szczegóły, to ciągle jest wiele niedopowiedzeń i obszarów bardzo problematycznych. – Zupełnie nie wiadomo, jak technicznie miałoby to funkcjonować. Dla mnie kluczową wątpliwością jest – przy braku ujednolicenia stawek VAT, które nie jest planowane – jak sprzedawca ma weryfikować właściwą stawkę podatku w kraju nabywcy, żeby prawidłowo zafakturować dostawę – przyznaje ekspertka EY. Rodzą się też kolejne pytania: jak to potem ująć w systemach księgowych i jak będzie wyglądał audyt podatkowy rozliczeń z zagranicznym VAT. – Pytań jest wciąż za dużo, a bieżące zmiany lokalne nie pozwalają na odpowiednie zaplanowanie działań – mówi Dorota Pokrop.

Niewątpliwie jednak gra jest warta świeczki ze względu na skalę wyłudzeń VAT w całej Unii. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.