Patologia interpretacji
Będę się upierał, że instytucja interpretacji indywidualnych jest jedną z lepszych rzeczy, które wymyślono w polskim prawie podatkowym. A właściwie nie wymyślono - bo inni wpadli na to przed nami - ale zastosowano. Jest lekarstwem, które w pewnej mierze leczy, a w pewnej łagodzi rozmaite bolączki, których źródłem jest kiepskiej jakości system podatkowy i wadliwa legislacja.
Rocznie podatnicy otrzymują ok. 30-40 tys. interpretacji. Często nie zgadzają się z wyrażonym w nich stanowiskiem. Wówczas wnoszą o jego zmianę (oczywiście nie zawsze, bo nie wszyscy wykazują determinację w obronie swoich racji). A jeśli to nie pomaga - a właściwie nigdy nie pomaga - skarżą się do sądu. Jeśli już sprawa znajdzie się na wokandzie, to - jak pokazują statystyki - mamy grubo ponad 50 proc. szans na wygraną. Czyli warto się sądzić, z tym że oczywiście nie jest to przyjemne. Stanowi uciążliwość i dla podatników, i dla służb skarbowych, o samych sądach, które mogłyby szybciej pracować nad innymi sprawami, nie wspominając.
Ale fiskus tym, którzy są gotowi walczyć o swoje, nie pozostawia wyboru. Ma bowiem bardzo prostą i skuteczną - z jego punktu widzenia - strategię: nigdy nie zmienia zdania. Odsetek przypadków, w których się na to decyduje, jest tak znikomy, że graniczy z prawdopodobieństwem trafienia szóstki w totka - i śmiało możemy go pominąć. Dlaczego strategia jest skuteczna? Bo wiadomo, że nie wszyscy podatnicy, którzy żądają zmiany stanowiska i otrzymują czarną polewkę, decydują się na sądową mitręgę. Wprawdzie liczba skarg do WSA rośnie, ale wciąż to kilka - kilkanaście procent interpretacji.
Dlaczego strategia jest prosta? Bo nic łatwiejszego niż upierać się przy swoim. Nawet bez argumentów i wbrew opinii ekspertów czy orzecznictwu sądów. Wyroki wskazują, że w większości przypadków fiskus myli się w interpretacjach. Ale, jak już wiemy, niemal nigdy się do tego nie przyznaje.
Jest tylko jeden mały problem. Interpretacje, a także odpowiedzi na wnioski o ich zmianę powinny być przygotowywane z najwyższą starannością. Inaczej nie sposób uznać, że mamy do czynienia z państwem, w którym prawo się szanuje i ceni, gdyż stoi ono wyżej niż czyjekolwiek lenistwo lub widzimisię.
@RY1@i02/2014/139/i02.2014.139.18300020a.802.jpg@RY2@
Krzysztof Jedlak kierownik działu Gazeta Prawna
Krzysztof Jedlak
kierownik działu Gazeta Prawna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu