Dziennik Gazeta Prawana logo

Najtrudniej było znieść przywileje

1 lipca 2018

Dziś jest niemożliwe, żeby ustawa dotycząca podatku należnego za bieżący rok podatkowy została uchwalona dopiero w połowie lutego i miała zacząć obowiązywać dwa miesiące wstecz. Z ustawą o CIT sprzed 22 lat tak jednak właśnie było

@RY1@i02/2014/157/i02.2014.157.183000300.101.jpg@RY2@

Weszła w życie 1 stycznia 1992 r., mimo że została uchwalona dopiero 15 lutego 1992 r. Gdyby jednak wtedy komukolwiek przyszło do głowy kwestionować to w Trybunale Konstytucyjnym, nie miałby pewności, czy wyrok by się ostał. Wówczas bowiem jeszcze Sejm mógł odrzucić orzeczenie TK. Miało się to zmienić dopiero pięć lat później, gdy nowa konstytucja umocniła pozycję trybunału i rolę jego orzeczeń.

Nie bez znaczenia są też okoliczności, w jakich uchwalano ustawę o CIT - liczyło się przede wszystkim to, by jak najszybciej odejść od niemożliwego do utrzymania modelu ze względu na nierówne traktowanie, w którym inaczej opodatkowywano jednostki gospodarki uspołecznionej, a inaczej nieuspołecznionej. Słowem, by maksymalnie zbliżyć zasady opodatkowania działalności gospodarczej. Nie obyło się bez oporów.

- Bardzo trudno było przekonać do tego, że należy znieść wszystkie przywileje - wspomina mec. Dorota Szubielska, która w 1991 r. jako wicedyrektor departamentu prawnego w Ministerstwie Finansów uczestniczyła w pracach w Sejmie nad obiema ustawami podatkowymi.

Progresja i popiwek

Specyfiką ustawy z 1982 r. o opodatkowaniu jednostek gospodarki uspołecznionej było progresywne opodatkowanie dochodu. Przedsiębiorstwa płaciły podatek w skali od 0 proc. do 90 proc. - zależnie od swojej rentowności. Ten, kto miał zyskowność w granicach od 5 proc. do 10 proc., oddawał 40 proc. swojego dochodu. Temu, kto wyróżniał się najwyższą rentownością, powyżej 30 proc., państwo zabierało od nadwyżki 90 proc. dochodu.

Notabene ustawę tę zniosła nie ustawa o CIT, tylko dopiero półtora roku później, ustawa o podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym. Ustawa z 1982 r. nakładała na jednostki gospodarki uspołecznionej kilka danin, w tym również podatek obrotowy (zastąpiony w 1993 r. przez VAT), podatek od płac, a także od ponadnormatywnych wypłat wynagrodzeń.

Ten ostatni - słynny popiwek - miał pomagać w walce z hiperinflacją. Mało kto dziś pamięta, że rząd mógł wtedy w centralnym planie rocznym ustalić wskaźnik wzrostu wynagrodzeń, którego przekroczenie groziło przedsiębiorstwom podatkiem ze stawkami wynoszącymi od 40 proc. do 500 proc., a nawet i 800 proc.

Dorota Szubielska przypomina, że przedsiębiorstwa szukały różnych sposobów na obejście ograniczeń i aby go nie płacić, wypłacano wynagrodzenia nie z funduszu płac, tylko z funduszu socjalnego i mieszkaniowego. Ale rząd je również limitował. Robił to jeszcze na początku 1994 r., a więc już dwa lata po wejściu w życie ustawy o CIT. Ustalał w rozporządzeniu zasady wzrostu wynagrodzeń, a przedsiębiorstwa miały obowiązek składać izbom skarbowym swoje plany, o ile chcą podnieść u siebie płace i z czego zamierzają to sfinansować. Izby skarbowe to akceptowały bądź nie. Tym między innymi się wówczas zajmowały. Dziś nie do pomyślenia.

Ostatecznie system odgórnego ustalania wzrostu wynagrodzeń przestał obowiązywać z końcem I kwartału 1994 r.

Dyskryminacja w dywidendach

Początki tworzenia ustawy o CIT świetnie pamięta dr Janusz Fiszer, który latem 1991 r. został doradcą ministra finansów, a wcześniej był sejmowym ekspertem. Po raz pierwszy do prac nad nią zaprosił go ówczesny przewodniczący sejmowej komisji polityki gospodarczej, budżetu i finansów Ryszard Bugaj.

Najbardziej utkwiła mu w pamięci likwidacja ówczesnej dyskryminacji w opodatkowaniu dywidend. Poprzedzająca ustawę o podatku dochodowym od osób prawnych ustawa z 1989 r. o tej samej nazwie zwalniała wprawdzie z opodatkowania dywidendy. Jednak rozporządzenie o opodatkowaniu płatności transgranicznych (od dywidend, odsetek i należności licencyjnych) przewidywało dla podmiotów zagranicznych stawkę 30 proc.

- Pamiętam rozmowy z wiceminister finansów Danutą Demianiuk, jak ten problem rozwiązać - mówi dr Janusz Fiszer.

Ostatecznie stanęło na tym, że podatek będzie pobierany u źródła od wszystkich tego typu wypłat, z tym że podmiot krajowy będzie miał możliwość odliczenia go sobie od CIT. Ekonomicznie nic się nie zmieniło, ale upadł zarzut dyskryminacji.

Dopiero po latach zakwestionowała to Komisja Europejska.

- Powiedziała: jak to, pozwalacie odliczać podatek od dywidendy krajowym podatnikom, a zagranicznym nie? - opowiada dr Fiszer.

Od 2007 r. wprowadzono więc zasadę, że możliwość odliczenia ma każda spółka, także zagraniczna, o ile posiada nie mniej niż 10 proc. udziałów w podmiocie wypłacającym dywidendę, nieprzerwanie przez okres dwóch lat. Czyli zgodnie z unijną dyrektywą.

Prywatyzacja i kapitał

Początki ustawy o CIT kojarzą mu się także nieodłącznie ze zwolnieniem od podatku Narodowych Funduszy Inwestycyjnych (NFI). Miało to związek z Programem Powszechnej Prywatyzacji (PPP). Chodziło o to, żeby 15 NFI, do których wniesiono akcje 512 skomercjalizowanych przedsiębiorstw państwowych, nie płaciły po raz drugi podatku dochodowego (pierwszy raz płaciły go przedsiębiorstwa od swojego zysku).

- Pamiętam długie dyskusje w Ministerstwie Finansów, żeby przekonać resort do wprowadzenia tego zwolnienia. Czyli czegoś, co dziś jest oczywiste - fundusze inwestycyjne muszą być transparentne podatkowo. Wówczas jednak nie tak łatwo było przekonać do tego resort finansów - wspomina Janusz Fiszer.

W 2012 r., równo po dwudziestu latach, Sejm zlikwidował NFI, oceniając sam program PPP bardzo krytycznie. Fundusze przestały być narodowe, stały się zwykłymi spółkami akcyjnymi. Znikło więc też uzasadnienie dla zwolnienia ich z podatku. Jest natomiast zwolnienie dla funduszy inwestycyjnych, działających na podstawie ustawy o nich, oraz dla funduszy emerytalnych. I to nie tylko na poziomie krajowym, lecz i w skali europejskiej.

Więcej, lecz nie wszystko

Ustawa nadal - mimo nieporównywalnego rozbudowania przez 22 lata jej przepisów - nie reguluje wielu kwestii. Choćby opodatkowania instrumentów pochodnych.

- Patrząc na ustawy o CIT i PIT, można powiedzieć, że obrót instrumentami pochodnymi w ogóle nie istnieje - mówi dr Fiszer. - Albo kontrakty różniczkowe, znane przecież już w przedwojennym kodeksie zobowiązań. Była to czysta spekulacja i być może dlatego wypadła z polskiego prawa. Ale jak podatkowo ma się rozliczać podmiot, który zajmuje się tylko takimi transakcjami?

Ekspertom wyraźnie brakuje też ustawy dotyczącej podatkowych skutków przekształceń. Takiej, jaką mają Niemcy. - Nie musi to być nawet odrębna ustawa. Wystarczy odrębny rozdział, który by kompleksowo regulował skutki podatkowe restrukturyzacji spółek - mówi Dorota Szubielska.

Wskazuje, że taki brak jest szczególnie niezrozumiały w sytuacji, w której w ustawach o PIT i CIT mamy odrębny rozdział o opodatkowaniu stron umowy leasingu. Umowy spółki mają dużo większe znaczenie i oddziaływanie. Pojawiły się za to inne, całkiem nowe rozwiązania, o których w 1992 r. nikomu się jeszcze nie śniło: o podatkowej grupie kapitałowej, niedostatecznej (cienkiej) kapitalizacji i cenach transferowych.

- Nie zmieniła się za to definicja przychodu, a właściwie jej brak - zauważa żartem mec. Szubielska. Ale wtedy - jak mówi - nikt nie miał lepszego pomysłu na bardziej klarowne rozwiązanie.

Nie zrobiono tego zresztą do dziś. Powstały klauzule generalne dotyczące tego, co się zalicza do przychodów i kosztów, a co nie, ale definicji przychodu jak nie było, tak nie ma.

- Niewątpliwie dużym uproszczeniem byłoby opodatkowanie zysków przedsiębiorstw ustalanych zgodnie z prawem bilansowym, korygowanych odpowiednio dla celów podatkowych - przyznaje mec. Szubielska. Ale w 1992 r. - jak wspomina - właśnie od tej metody odstępowano. O ile można ją było stosować w dużych przedsiębiorstwach, o tyle nie bardzo było to możliwe u podatników nieprowadzących pełnych ksiąg rachunkowych.

W małych firmach sprawdziły się za to ryczałty: od przychodów ewidencjonowanych i karta podatkowa. Oba wprowadzone ustawą z 20 listopada 1998 r.

Nie pozwólcie politykom zepsuć ustawy

- Ustawa o CIT była na owe czasy bardzo dobra. Pozwoliła nam przejść do normalnego systemu opodatkowania osób prawnych - podsumowuje dr Fiszer. - I z uwagi na to, że była relatywnie krótka, była prosta do opanowania.

- Pamiętam wizytę niemieckich ekspertów, którzy ocenili, że to jedna z najlepszych ustaw, jakie czytali. A na koniec powiedzieli: Nie pozwólcie tylko, żeby wam ją politycy zepsuli - wspomina mec. Szubielska.

Katarzyna Jędrzejewska

katarzyna.jedrzejewska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.