Zagraniczni przewoźnicy byli zdezorientowani
@RY1@i02/2017/145/i02.2017.145.18300070c.801.jpg@RY2@
Marcin Zawadzki doradca podatkowy, starszy menedżer w PwC
`Na czym w praktyce polegały problemy firm, które wysyłały swoich pracowników samolotem i kupowały im bilety od zagranicznych przewoźników?
Zgodnie z polskimi przepisami (ustawa o CIT) od biletów lotniczych nabywanych od zagranicznych podmiotów powinien być zapłacony podatek u źródła (w Polsce). Powinien on być pobierany przez polskich przedsiębiorców w wysokości 10 proc. Po zastosowaniu stosownej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania podatku można uniknąć. Warunkiem jest jednak posiadanie certyfikatu rezydencji zagranicznej linii lotniczej, co było trudne do uzyskania.
Jakie były z tym problemy?
Problemem było już samo przekonanie zagranicznych linii lotniczych, aby wystawiały certyfikaty rezydencji. Trudno im było zrozumieć polskie wymogi, a są one niewątpliwie specyficzne. W innych krajach nie ma bowiem analogicznych regulacji. W związku z tym zagraniczne linie lotnicze nie wiedziały, o co chodzi polskim firmom, które żądały certyfikatu rezydencji, aby nie pobrać podatku u źródła. Ponadto dotarcie do zagranicznych linii lotniczych nie jest proste.
Kolejnym problemem było to, że zagraniczna linia powinna wystawiać certyfikat rezydencji każdemu pasażerowi, co wymagałoby wiele pracy i czasu, nie mówiąc o kosztach. Zgodnie z polskimi przepisami dokument ten powinien być bowiem pobierany w momencie zakupu biletów lotniczych. Zwykle są to jednak transakcje realizowane za pomocą kart płatniczych i kredytowych oraz za pośrednictwem agentów lotniczych. Trudno więc w tym momencie uzyskać papierowy certyfikat. W praktyce w większości przypadków nie było takiej możliwości.
Co to oznaczało dla polskich firm?
Przede wszystkim konieczność poniesienia ekonomicznego kosztu podatku. A mówiąc wprost, konieczność poniesienia dodatkowego kosztu biletu w wysokości 10 proc. jego wartości. Jeśli zaś firma nie chciała ponosić takiego kosztu i nie posiadała certyfikatu rezydencji zagranicznego przewoźnika lotniczego, to narażała się na ryzyko kontroli podatkowej lub skarbowej (obecnie celno-skarbowej) i domiar podatku w wysokości 10 proc. oraz sankcje, w tym karne skarbowe.
Natomiast jeśli firma była w stanie uzyskać certyfikat rezydencji, to jej problemem był obowiązek gromadzenia i przechowywania ich. Tak czy inaczej, wcześniejsze przepisy utrudniały prowadzenie działalności gospodarczej podmiotom, które kupowały bilety lotnicze u zagranicznych przewoźników lotniczych.
A co, jeśli polska firma kupowała bilety od polskiego pośrednika, działającego w imieniu i na rzecz zagranicznych przewoźników?
W tym zakresie trudno o jednoznaczną odpowiedź. Zależy ona np. od tego, czy pośrednik był związany z IATA (Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych) i w jaki sposób agent działał. Generalnie podatek powinien być pobierany przez tego, kto pobiera należność. Pojawiały się też interpretacje indywidualne fiskusa, które przerzucały obowiązek poboru podatku na agentów.
A czy problemy dotyczyły również lotów czarterowych?
W przypadku czarterów sytuacja jest prostsza. Firma może bowiem kupić pakiet biletów dla pracowników czy członków zarządu. Zwyczajowo podpisywana jest więc umowa, która podlega negocjacjom. Uzyskanie certyfikatu przed dokonaniem płatności powinno być w takiej sytuacji prostsze. Problem pojawiał się w przypadku lotów rejsowych, kiedy mamy regularne połączenia lotnicze i ingerencja linii lotniczej w całą transakcję jest minimalna.
Inicjatorem zmian było Ministerstwo Rozwoju, a nie Ministerstwo Finansów. Dlaczego?
Faktycznie, inicjatywa wyszła od resortu rozwoju, ale ostatecznie przepisy wypracowały oba resorty, kierowane przecież przez tę samą osobę, czyli wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Inicjatorem było Ministerstwo Rozwoju, ponieważ współpracowało ono z biznesem. Ponadto agenci IATA informowali resort, że przepisy są nieuczciwe dla polskich przedsiębiorców i nie ma powodów, aby je utrzymywać.
Nowelizacja ustawy o CIT objęła jednak tylko zakup rejsowych biletów lotniczych...
Tak. Nowelizacja przewiduje wyłączenie obowiązku poboru podatku u źródła w wysokości 10 proc. od biletów lotniczych dotyczących linii rejsowych. A więc tam, gdzie nie ma możliwości ingerencji pasażera w warunki transakcji. Po zmianach, wystarczy więc kupić bilet. Niezależnie od tego, czy przedsiębiorstwo kupi bilet lotniczy od polskiego czy zagranicznego przewoźnika, nie będzie musiało uzyskiwać certyfikatu rezydencji i pobierać podatku u źródła.
Jak rozumiem, przed zmianami przepisy premiowały w pewien sposób zakup biletów lotniczych od polskich przewoźników?
Tak. Jeśli firma kupiła bilet od polskiego przewoźnika, to nie musiała występować o certyfikat rezydencji ani płacić 10-proc. podatku. Zwróćmy jednak uwagę, że na polskim rynku nie ma większej konkurencji między przewoźnikami polskimi i zagranicznymi. Wyjątkiem są określone połączenia, takie jak np. Warszawa - Londyn.
Jak pan ocenia tę zmianę?
Niewątpliwie jest użyteczna dla firm korzystających z usług zagranicznych przewoźników. Znosi bowiem obciążenia administracyjne, które były niezasadne. Nie premiowały bowiem ani budżetu państwa (wpływy z tego podatku były bowiem marginalne patrząc na podatkowe źródła), ani firm. Wręcz przeciwnie. Były to przepisy, które były przeszkodą w prowadzeniu biznesu, ponieważ firmy musiały podjąć dodatkowe działania, takie jak gromadzenie certyfikatów rezydencji, obowiązek poboru podatku u źródła. Zmiana jest więc uproszczeniem dla podatników, a jej skutki budżetowe będą niezauważalne. Przy czym szkoda, że ustawodawca tak późno dopatrzył się możliwości zmian, ale z drugiej strony lepiej późno niż wcale.
Do tej pory fiskus akceptował jedynie papierowe certyfikaty rezydencji. W ostatnim czasie pojawiło się jednak korzystne stanowisko dotyczące e-certyfikatów. Szef KAS wyjaśnił, że potwierdzenie, iż zagraniczny kontrahent jest rezydentem innego kraju, może mieć formę dokumentu elektronicznego. Czy w związku z tą interpretacją firmy posiadające e-certyfikat mogą spać spokojnie?
Skoro szef KAS wydał takie korzystne stanowisko w indywidulnej sprawie, to miejmy nadzieję, że w kolejnych interpretacjach oraz w takcie postępowań podatkowych i kontrolnych organy podatkowe je potwierdzą. Podatnicy powinni jednak zachować ostrożność. Nie można bowiem powiedzieć, że dotychczasowe stanowisko fiskusa jest jednolite. Podatnicy nie mogą więc spać spokojnie. Myślę, że dobrym rozwiązaniem byłoby wydanie interpretacji ogólnej lub objaśnień podatkowych przez Ministerstwo Finansów. Takie objaśnienia również dają ochronę podatnikom, którzy się do nich zastosują. Podatnicy mogą również występować o wydanie interpretacji indywidualnych. Ważne jest też umiejscowienie e-certyfikatów, to znaczy jeśli przykładowo byłyby one zamieszczane w chmurze, z której uprawniony użytkownik mógłby go pobrać, to byłoby to świetne rozwiązanie. Taki kierunek byłby słuszny. Trudno dziś jednak ocenić, na ile byłby on realny. ⒸⓅ
Rozmawiał Łukasz Zalewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu