W kryzysie czas pomyśleć o dochodach
- Oceniam go bardzo negatywnie, posłowie Lewicy mają już w swoich dokonaniach próbę wprowadzenia stawki 50-proc. w 2004 roku, którą notabene ochoczo poparło wtedy PiS - teraz pewnie by też chciało, ale nie może, bo obniżka PIT dokonała się za jego rządów.
- Obecna strategia rządu wydaje mi się prowadzić donikąd. W czasach kryzysu deficyt, niezależnie od determinacji ministra finansów, ma tendencję do wzrostu. Deficyt trzeba ciąć, gdy koniunktura jest dobra. Obecnie kurczowe trzymanie się wielkości deficytu zapisanej w ustawie budżetowej, która to wielkość jest niższa niż rok temu, jest błędem. Co więcej, ta walka o zachowanie deficytu na niezmienionym poziomie, a więc cięcie wydatków, jest niepotrzebna i z góry skazana na niepowodzenie.
- Ograniczanie wydatków, a więc ograniczanie popytu, pogłębiać będzie skalę recesji. Można nie być fanem Keynesa (ja nie jestem), ale w krótkim okresie silna redukcja popytu na pewno negatywnie odbije się na tempie wzrostu PKB. Spadają inwestycje i eksport, więc w tej sytuacji ograniczanie wydatków publicznych jest błędem polityki gospodarczej tego rządu. Teraz trzeba rozsądnie wydawać, a gdy koniunktura się poprawi, ostro ciąć wydatki.
- Jednorazowe obniżki podatków dochodowych (USA) czy przejściowe obniżenie stawki VAT (Wielka Brytania) są wyjątkowo mało skuteczne i mają głównie walor propagandowy.
- To opinie nieuzasadnione. W Polsce były już finansowane wyższe deficyty, i to w gorszej sytuacji makroekonomicznej i politycznej. Nasz deficyt jest relatywnie nieduży, dług publiczny również; mimo spadku dynamiki PKB jest ona nadal dodatnia, a sytuacja polityczna stabilna. Jeśli jednak rząd za wszelką cenę nie chce zwiększać deficytu, to można dodatkowych środków poszukać po stronie dochodowej. Ale to wiąże się z decyzjami niepopularnymi. Jeśli cała opozycja będzie popierała zwiększanie wydatków, to z pewnością jednoznacznie przeciwstawiać się będzie zwiększaniu podatków, chyba że byłoby to np. populistyczne zwiększenie stawki PIT dla bogatych.
- Dodatkowych pieniędzy można i należy poszukać po stronie podatków pośrednich - szczególnie akcyzy. I trzeba zdecydować się na działania skuteczne, to znaczy przynoszące realne przychody podatkowe, a nie takie jak np. zwiększenie akcyzy na samochody z silnikami powyżej 2 litrów, co nie przełoży się na dodatkowe dochody, a i tak niekorzystnie wpłynie na przeżywającą poważne załamanie branżę motoryzacyjną.
- Możliwości zwiększenia dochodów jest kilka, ot choćby akcyza na LPG. Minister finansów lekką ręką zrezygnował pod naporem lobbystów z podniesienia stawki na LPG, a przecież jego obecna cena jest najniższa od wielu lat i nadal LPG jest o ponad 2 złote tańszy niż benzyna. To oznacza, że kilkanaście groszy na litrze więcej nie zabiłoby rynku LPG w Polsce, jak to głoszą lobbyści, ale dałoby tak potrzebne pieniądze dla budżetu.
- Warto by wprowadzić zasadę, że obniżki podatków, tak bardzo oczekiwane przez społeczeństwo i uwielbiane przez polityków (szczególnie w kampaniach wyborczych), są dopuszczalne tylko wtedy, gdy budżet państwa jest zrównoważony. Byłby to dodatkowy bodziec, by nie szastać publicznymi pieniędzmi.
Fot. Wojciech Górski
Jarosław Neneman, były wiceminister finansów
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.