Podatki trochę inaczej
W latach 90., gdy Polacy dopiero uczyli się płacić nowe podatki od osób fizycznych i prawnych, w telewizji publicznej emitowano popularny miniserial edukacyjny. W kolejnych odcinkach aktor Henryk Talar pojawiał się u doradcy podatkowego to jako biznesmen w sile wieku, to jako kucharka, lekarz albo nauczyciel, a prawnik tłumaczył mu, jak odgrywane przez Talara postaci powinny się rozliczać z fiskusem. Każda odsłona kończyła się rytualnym pytaniem: "Panie mecenasie, a czy można... nie płacić podatków?". Na co doradca odpowiadał: "A o tym porozmawiamy w następnym odcinku".
Bardzo podobnie wyglądają rozmowy współczesnych ekonomistów zajmujących się tematyką podatkową. Tylko pytanie stawiane jest nieco inaczej. Nawet najbardziej zagorzali libertarianie zdają sobie bowiem sprawę, że w demokratycznej rzeczywistości powszechna danina podatkowa nie zniknie nigdy. Wielu jednak pyta: "A czy można płacić podatki inaczej niż według obowiązujących powszechnie systemów PIT, CIT czy VAT?". Przyjrzyjmy się najciekawszym propozycjom alternatywnych reżimów podatkowych.
Przynajmniej od pół wieku najbardziej znaną koncepcją jest tzw. podatek negatywny. Spopularyzował go guru XX-wiecznej ekonomii Milton Friedman w swojej fundamentalnej pracy "Kapitalizm i wolność" z 1962 r. Amerykański noblista, na którego powoływali się później wszyscy neoliberalni politycy od Reagana po Busha juniora, pisał w niej, że należy wyznaczyć pewną granicę dochodu osobistego, za którą obywatel może spokojnie egzystować. Wszyscy, którzy znajdują się poniżej tego progu, powinni nie tylko zostać zwolnieni z podatków, ale wręcz dostawać od państwa brakującą kwotę w gotówce. Lepiej sytuowana część społeczeństwa ma natomiast płacić niski liniowy podatek dochodowy. Według Friedmana najważniejszy zysk z negatywnego podatku polegałby na tym, że po wypłaceniu najbiedniejszym swoistej pensji od państwa można by zupełnie zrezygnować z istniejącej machiny socjalnej: zasiłków dla bezrobotnych, pomocy społecznej i obsługującej system armii urzędników. Pomysł nigdy nie został w pełni zrealizowany. Wprowadzano go w formie wycinkowego eksperymentu wśród najsłabiej zarabiających w kilku amerykańskich stanach, a ostatnio w Izraelu. Wyniki były zachęcające. Nastąpił wprawdzie spadek aktywności zawodowej wśród najbiedniejszych, ale był on mniejszy, niż obawiało się wielu krytyków. Nigdy jednak nie sprawdzono, jak jednoczesne ulżenie najlepiej zarabiającym będzie działało na rozruszanie koniunktury i tworzenie lepiej płatnych miejsc pracy
W połowie poprzedniej dekady karierę zaczęła robić inna podatkowa alternatywa forsowana przez obóz liberalny, a zwłaszcza amerykańskich republikanów skupionych wokół kongresmana z Georgii Johna Lindera. To tzw. podatek sprawiedliwy. Pomysł polega na tym, by całkowicie zlikwidować PIT i CIT. W zamian zwolennicy koncepcji Lindera opowiadali się za ustanowieniem ujednoliconej stawki podatku od sprzedaży w wysokości 23 proc. Oznaczać to miało w praktyce, że z każdych 100 dol. wydanych w sklepie 23 natychmiast trafią do fiskusa. Podatek ma tę zaletę, że płacą go wszyscy faktyczni, nie tylko formalni rezydenci, a więc także goście czy nielegalni imigranci. Odpada też problem oszustw podatkowych, ukrywania dochodu w zamorskich rajach itd. W USA gorąca debata na temat tego pomysłu trwa od ponad pięciu lat. Obecna demokratyczna administracja Baracka Obamy jest mu jednak zdecydowanie przeciwna.
Wśród innych alternatywnych koncepcji podatkowych wymienia się jeszcze (zwłaszcza w Europie) np. wysunięcie na plan pierwszy obłożenia daniną tzw. bads (ang. złe, niewłaściwe zachowania, które szkodzą ogółowi), jak na przykład niszczenie środowiska, palenie papierosów czy niezdrowe jedzenie, połączone z ulgami w opodatkowaniu zachowań służących społeczeństwu (czyli np. tworzenia miejsc pracy). Albo lewicowy pomysł "naturalnej dywidendy", czyli zmuszenia tych wszystkich, którzy korzystają finansowo na eksploatacji zasobów ziemi, by oddawali część zysków najbiedniejszym obywatelom, odciążając w ten sposób państwo socjalne.
Większości populacji nie pozostaje jednak nic innego, jak oddać fiskusowi to, co fiskusowe, i sumiennie się z tego rozliczyć. Przypominamy: zostało na to jeszcze tylko kilka dni.
@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.186.002b.001.jpg@RY2@
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu