Kosmetyka rzadko przynosi efekty
Nie trzeba wielkich pieniędzy, by przyspieszyć postępowania sądowe. Wystarczy, że Ministerstwo Sprawiedliwości przygotuje pakiet zmian, które chociażby ograniczą kognicję sądów
Jednym z ostatnich pomysłów resortu na usprawnienie pracy sądów jest powierzenie kierownikom sekretariatów czynności związanych z kwalifikowaniem do odpowiedniej kategorii archiwalnej akt spraw zakończonych. Obowiązujące obecnie rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 5 marca 2004 r. w sprawie przechowywania akt spraw sądowych oraz ich przekazywania do archiwów państwowych lub do zniszczenia (Dz.U. z 2004 r. nr 46, poz. 443 ze zm.) dzieli akta na dwie kategorie. I tak dokumentacja zaliczona do kategorii A jest przechowywana przez dłuższe okresy, po upływie których przekazuje się ją do właściwego archiwum państwowego. Natomiast akta kategorii B po upływie czasu ich przechowywania w sądzie podlegają zniszczeniu. Przy czym zaliczenie akt do odpowiedniej kategorii oraz wskazanie okresu ich przechowywania należy obecnie do przewodniczącego rozprawy lub posiedzenia. Jest to czynność typowo biurowa i w praktyce sprowadza się do tego, że po prawomocnie skończonym postępowaniu sędzia w odpowiednim miejscu na okładce teczki wpisuje dokładny okres przechowywania zebranej dokumentacji, a następnie składa swój podpis. I choć z uznaniem można wypowiedzieć się o chęci ujęcia sędziom z zakresu ich obowiązków tej czynności o charakterze typowo pozaorzeczniczym, to wątpię, czy tego typu jednostkowa zmiana będzie w jakikolwiek sposób odczuwalna. No może z wyłączeniem kierowników sekretariatów dużych wydziałów, którym przysporzy licznych to obowiązków. Chociaż prawdę mówiąc, czynność kwalifikowania akt do odpowiedniej kategorii jest na tyle prosta i powtarzalna, że wzmiankę o okresie przechowywania akt już obecnie w wielu sądach przygotowuje faktycznie sekretariat, sędzia zaś tylko ją zatwierdza własnoręcznym podpisem.
Projektom tego typu co proponowany, można by więc przyklasnąć, gdyby stanowiły one malutki wycinek całego pakietu zmian. Tym bardziej że od lat zgłaszane są konkretne pomysły idące w kierunku zdjęcia z sędziów obowiązków biurowych, ograniczenia kognicji sądów oraz uproszczenia procedur. Niestety jak do tej pory nie mogą się one doczekać realizacji. Szkoda, bo samych czynności o charakterze administracyjno-biurowym, które mógłby przejąć kierownik sekretariatu czy sekretarz sądowy, można wymienić co najmniej kilka, o ile nie kilkanaście. I tak podpisywaniu pism o przesłaniu akt do innego sądu, wydawaniu zgody na kopiowanie dokumentów z akt, kierowaniu pism do różnych instytucji czy sądów sędzia poświęca znacznie więcej czasu, niż zajmuje mu kwalifikacja akt do archiwum. A kwestie związane np. z przygotowaniem sprawy do rozpoznania, w tym te, które mają na celu usunięcie braków formalnych i fiskalnych pism procesowych? Przecież z powodzeniem można je powierzyć asystentom i referendarzom. Ci ostatni mogliby również się zająć wszystkimi czynnościami z zakresu ochrony prawnej, bo pomimo zwiększania kompetencji referendarzy sądowych wiele z tych czynności nadal wykonują sędziowie. Przy czym zmiany należy wprowadzać już teraz, skoro wkrótce ma ruszyć sąd elektroniczny nadający klauzule wykonalności bankowym tytułom egzekucyjnym, tak więc referendarze pracujący w wydziałach cywilnych pozbędą się znacznej części dotychczasowych obowiązków.
Nie ma też żadnego racjonalnego uzasadnienia dla braku działań, które pozwoliłyby np. ograniczyć kognicję sądów powszechnych przy zbiegu egzekucji czy wyjawieniu majątku dłużników, czym mogliby się zająć komornicy. Z kolei wszystkie niesporne sprawy spadkowe, wydawanie nakazów zapłaty czy przeprowadzanie spraw o zawezwanie do próby ugodowej można scedować na notariuszy. Natomiast kompetencje do zwalniania od kosztów sądowych i wyznaczania pełnomocnika powinny zostać nadane organom pomocy społecznej, które są w stanie znacznie lepiej zweryfikować rzeczywisty stan majątkowy wnioskujących o nie stron. Ściąganie opłat sądowych i grzywien powinno zaś być zadaniem organów skarbowych. To tylko kilka pierwszych z brzegu prostych przykładów na ograniczenie kognicji, a przecież istnieją też całe kategorie spraw, które mogłyby zostać przekazane do postępowań administracyjnych z ewentualnym odwołaniem do mniej obciążonych niż powszechne sądów administracyjnych. Jako przykład można podać chociażby kwestie związane aktualizacją opłat za użytkowanie wieczyste, sprostowaniem aktów stanu cywilnego, czy nawet ustanowieniem niektórych służebności.
Znacznej korekcie powinna też ulec liczba orzeczeń podlegających kontroli instancyjnej w postępowaniu cywilnym, a szczególnie w postępowaniu egzekucyjnym. Tym bardziej że zręczni dłużnicy, skarżąc czynności komorników i składając zażalenia, potrafią całkowicie zastopować egzekucję. Moim zdaniem należy też dążyć do tego, aby po zwiększeniu kompetencji referendarzy zaskarżanie większości postanowień wpadkowych niekończących postępowania odbywało się wyłącznie na linii referendarz - sąd pierwszej instancji, który działałby jako sąd odwoławczy. Ponadto praktycznie martwa nadal pozostaje instytucja mediacji, a wystarczyłoby wprowadzić obowiązek jej przedsądowego przeprowadzenia w określonych kategoriach spraw (np. dotyczących uregulowania kontaktów, podziału majątku wspólnego etc.), by duża część tych spraw nigdy nie trafiła do sądu.
Większość opisanych powyżej propozycji zgłaszali sędziowie, a także komornicy czy notariusze. Część pomysłów przybierała nawet postać projektów ustaw, które niestety nie doczekały się realizacji. Tymczasem niektóre z nich są tak banalnie proste i nierodzące żadnych dodatkowych kosztów, że zdziwienie budzi fakt, iż nie są wprowadzane w życie lub wymagają wieloletnich konsultacji. Bo np. wyłączenie z akt głównych do akt podręcznych (dodatkowych) wszystkich niepotrzebnych pism i zwrotek, co wydaje się zmianą pozornie drobną, a niezwykle przydatną w praktyce, ułatwiłoby w sposób zdecydowany zapoznawanie się z aktami tak sędziemu, jak i stronom. Żadnych kosztów nie pociągnęłoby wdrożenie zasady, że w sprawach cywilnych rozstrzyganych w pierwszej instancji na podstawie samych dokumentów lub w tych, gdzie mimo wezwania nie złożono odpowiedzi na pozew, wyznaczanie rozprawy odbywa się tylko na wniosek - a co za tym idzie wyrok, w tym także zaoczny, byłby wydany na posiedzeniu niejawnym. Jeszcze bardziej uzasadnione jest wprowadzenie pełnej wnioskowości rozpraw apelacyjnych, jak ma to dziś miejsce w postępowaniu uproszczonym.
Aby sądy szybciej działały, nie trzeba więc wielkich, kosztownych reform. Jednak dopiero szeroki pakiet zmian, a nie wprowadzanie ich drobnymi kroczkami - zresztą często niwelowanymi przez inne nieprzemyślane nowelizacje - może przynieść efekty rzeczywiście odczuwalne nie tylko przez sędziów, ale przede wszystkim strony postępowania sądowego.
Zmiana osoby podpisującej okładkę akt zakwalifikowanych do danej kategorii nie przyspieszy pracy sądów powszechnych
@RY1@i02/2012/231/i02.2012.231.07000020b.803.jpg@RY2@
Rafał Krawczyk sędzia Sądu Okręgowego w Toruniu
Rafał Krawczyk
sędzia Sądu Okręgowego w Toruniu
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu