Rozdwojona tożsamość wymiaru sprawiedliwości
Konstytucja RP nie przewiduje oddziaływania nadzorczego na władzę sądowniczą ze strony rządu, a zwłaszcza ministra sprawiedliwości
Krajowa Rada Sądownictwa zaskarżyła do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację ustawy o ustroju sądów powszechnych. Zdaniem KRS niezgodny z konstytucją jest zarówno tryb uchwalenia dokumentu, jak i jego zawartość - chodzi o "rozszerzenie kompetencji nadzorczych przez ministra sprawiedliwości". Niestety to nie pierwszy spór dotyczący władzy sądowniczej - zarówno sądownictwa, jak i prokuratury, a także kształtu prawniczych zawodów zaufania publicznego. Pod rządami obowiązującej konstytucji toczą się one od lat, a niektóre z nich - tak jak nowelizacja ustawy o ustroju sądów powszechnych - znajdują swój finał przed Trybunałem Konstytucyjnym. Wynika to zarówno ze złożoności regulowanej materii, jak i braku porozumienia pomiędzy promotorami kolejnych reform sądownictwa, a tymi, których reformy mają dotyczyć.
Niestety trzeba zauważyć, że nasz wymiar sprawiedliwości doświadcza skutków swoistego rozdwojenia tożsamości. Z jednej strony konstytucja daje władzy sądowniczej - zgodnie z logiką demokratycznego państwa prawnego - więcej niż autonomię, skoro wprowadza jej "odrębność i niezależność od innych władz", z drugiej ustawodawca - z inspiracji kolejnych rządów - stara się ten status zredukować, nawet do stanu "mniej niż niezależnośći. W ten sposób tradycje, niemające nic wspólnego z demokratycznym państwem prawnym, kształtują model usytuowania władzy sądowniczej w państwie, który jest użyteczny, ale tylko z punktu widzenia sprawujących władzę polityków.
Należy jednak podkreślić, że Konstytucja RP nie przewiduje oddziaływania nadzorczego na władzę sądowniczą ze strony rządu, a zwłaszcza ministra sprawiedliwości. Dopuszczenie tego rodzaju kompetencji nie wynika ani z zadań Rady Ministrów czy premiera, ani też z postanowień konstytucji dotyczących ministra sprawiedliwości. Przeciwnie, z perspektywy art. 173 konstytucji należy uznać za niedopuszczalną taką wykładnię ustawy zasadniczej, która stwarzałaby rządowi podstawę kompetencyjną do naruszania odrębności i niezależności władzy sądowniczej. Tylko o sądach i trybunałach Konstytucja RP stanowi, że są one "władzą odrębną i niezależną od innych władz" (art. 173). "Odrębny" to w świetle słowników "zupełnie inny, różny od innych, odmienny, swoisty", a także "będący samodzielną całością, oddzielny, osobny". "Niezależny" zaś to "nie będący zależnym od nikogo i niczego, podporządkowany nikomu i niczemu; sam o sobie decydujący; samodzielny, niezawisły", oraz "nie podlegający czyjemuś wpływowi".
Tak więc ingerencja władzy ustawodawczej i wykonawczej w sferę oddziaływania władzy sądowniczej jest możliwa jedynie w konstytucyjnie dopuszczonym zakresie. Przy czym rząd i parlament powinni pamiętać, że ustanowiona w konstytucji zasada podziału władz jest rozumiana w doktrynie i judykaturze jako konstytucyjny przejaw koncepcji domniemań kompetencyjnych, które nie mogą zostać przełamane przepisami ustaw zwykłych. Co więcej, domniemanie kompetencyjne wynikające z art. 10 konstytucji zostaje w odniesieniu do władzy sądów i trybunałów wzmocnione przez art. 173 konstytucji. Tymczasem ustawowa regulacja ustroju sądownictwa oraz praktyka wykładni i stosowania postanowień ustawy wprowadzają istotną modyfikację art. 173 Konstytucji RP. Polega ona na uzupełnieniu treści tego artykułu o słowa "w zakresie orzekania", których w ustawie zasadniczej nie ma. Konstytucja nie przyznaje rządowi tej roli, którą on sobie przypisuje. Sądy są władzą niezależną i odrębną od innych władz. Tak więc dodatek "w zakresie orzekania", w istocie pozakonstytucyjny, stwarza ryzyko dysfunkcjonalnych reform stanowiących konsekwencję naruszenia tożsamości władzy sądowniczej poprzez jej powiązanie z wykonawczą.
Na czym więc powinna polegać rzeczywista i w pełni odpowiadająca postanowieniom ustawy zasadniczej reforma wymiary sprawiedliwości? Przede wszystkim na zasadniczym oddzieleniu władzy sądowniczej od władzy wykonawczej. Moim zdaniem "niezależności i odrębności", o której stanowi konstytucja w art. 173 konstytucji, znacznie bardziej sprzyjałby model sprawowania administracji wymiaru sprawiedliwości przez władzę sądowniczą - pierwszego prezesa Sądu Najwyższego czy też Krajową Radę Sądownictwa - w powiązaniu z samoograniczeniem się pozostałych władz w dziedzinie reformowania sądów i trybunałów, których podstawą powinna być stabilność rozwiązań instytucjonalnych. Bo powiedzmy sobie szczerze, im więcej sporów o ustrój sądownictwa i prokuratury, tym mniejsza wiarygodność władzy sądowniczej. Przecież sędzia pozbawiony zaufania "nie może w sposób prawidłowy rozstrzygać konfliktów i służyć zachowaniu spokoju publicznego. Orzeczenia takiego sędziego, nawet pomimo ich obiektywnej prawidłowości, nie będą akceptowane przez strony konfliktu czy opinię publiczną" (K 11/93). Po prostu permanentne reformy delegitymizują sądownictwo, zwłaszcza jeśli są kontestowane albo przez całe środowisko wymiaru sprawiedliwości, albo przez rozmaite jego części. Zatrzymanie procesu permanentnego reformowania ustroju sądownictwa wymaga istotnej zmiany w dziedzinie kultury rządzenia. Kultury pozwalającej zrozumieć i docenić sens odrębności i niezależności władzy sądowniczej oraz wartość dialogu społecznego jako podstawy prawa.
Warto także dodać, że w myśl konstytucji prawa oparte są na dialogu społecznym, tak więc konsultacje projektów ustaw nie mogą polegać na tym, że - jak w owej ironicznej definicji demokracji - chociaż "naród się wtrąca", to i tak "rząd robi, co chce". "Konsultacje" tego typu zwykle kończą się uchwaleniem ustawy, kwestionowanej potem z różnymi skutkami w Trybunale Konstytucyjnym. I nawet jeśli tym razem Trybunał przyzna rację ustawodawcy, to i tak będzie to potwierdzeniem braku dialogu pomiędzy rządem a wymiarem sprawiedliwości.
Konsultacje rozwiązań dotyczących władzy sądowniczej, niezależnej i odrębnej od innych władz, powinny być prowadzone z uwzględnieniem jej konstytucyjnego statusu, co zapewne ograniczyłoby udział Trybunału Konstytucyjnego w kształtowaniu tych rozwiązań. Tym bardziej że zdaniem TK dyskusja o generalnym kształcie nadzoru nad działalnością administracyjną sądów "nie powinna toczyć się w Trybunale". Trybunał uznał bowiem, że nie może "przejmować odpowiedzialności za ustawodawcę i poszukiwać najlepszego modelu nadzoru nad działalnością administracyjną sądów" (K 45/07).
Niestety wydaje się, że ustawodawca i tym razem najwyraźniej nie prowadził poszukiwań zmierzających w kierunku separacji władzy sądowniczej dla wykonania art. 173 konstytucji w największym możliwym stopniu. Nie służyłoby to zapewne elitom politycznym tworzącym rząd.
@RY1@i02/2012/032/i02.2012.032.07000020a.101.jpg@RY2@
Dr Ryszard Piotrowski konstytucjonalista, wykładowca Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego
Dr Ryszard Piotrowski
konstytucjonalista, wykładowca Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu