Kanibalizacja zdrowia
W alka z epidemią koronawirusa – wszystko na to wskazuje – jest grą o sumie zerowej. Jeden człowiek zarażony COVID-19 uratowany, ktoś z zupełnie innym schorzeniem poświęcony. Pięć łóżek dla chorych na koronawirusa więcej, pięć łóżek dla pacjentów z podejrzeniem poważnej choroby neurologicznej mniej.
Na początku września 2020 r. wraz z Marzeną Sosnowską napisaliśmy na łamach Magazynu DGP o ukrytych ofiarach koronawirusa, czyli ludziach, którzy COVID-19 nie mają, ale na epidemii cierpią zdrowotnie. „W dobie pandemii liczba osób z wykrytymi nowotworami zmniejszyła się o jedną czwartą. Statystycznie jest o jedną trzecią mniej zawałów. Nikt nie wierzy, że naprawdę rzadziej chorujemy” – zaczynał się ten tekst. Z perspektywy czasu uważam go za jeden z najważniejszych, które w ostatnich latach napisałem. Po nim zaczęto bowiem powszechnie mówić o tym, że epidemia koronawirusa to nie tylko ludzie chorzy na COVID-19, lecz także ogół pacjentów potrzebujących wydolnego systemu ochrony zdrowia. I nie ma to nic wspólnego z koronasceptycyzmem, z głupimi tekścikami o „koronaświrusie”. Ot, chłodna kalkulacja, że potrzeby zdrowotne Polaków nie są związane wyłącznie z tą jedną paskudną chorobą zakaźną.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.