Polityczny realizm wiedzie do katastrofy
Żaden ze skutecznych sposobów na powstrzymanie kryzysu klimatycznego nie wydaje się „realistyczny z politycznego punktu widzenia”. Musimy zatem zmienić to, co w polityce jest realne.
To był jeden z tych momentów, po których życie już nie jest takie samo. Na konferencji prasowej zorganizowanej kilka tygodni temu przez brytyjski ruch Extinction Rebellion (Bunt Przeciwko Wymieraniu) dwójka dziennikarzy, w tym ja, wzięła aktywistów w krzyżowy ogień pytań o to, czy ich cele są w ogóle realistyczne. Działacze domagają się na przykład, aby do 2025 r. emisje netto dwutlenku węgla w Wielkiej Brytanii zostały zmniejszone do zera. Zapytaliśmy ich, czy nie lepiej byłoby wyznaczyć jakieś pośrednie cele?
Wtedy głos zabrała młoda kobieta, Lizia Woolf, która wcześniej siedziała tak cicho, że właściwie jej nie zauważyłem. Pasja, żal i furia, które brzmiały w jej wypowiedzi, były piorunujące. „Mam dwadzieścia lat, czego ode mnie żądacie? Co mnie czeka w przyszłości, jak będzie wyglądało moje życie? To już się dzieje – trwa masowe wymieranie. Kiedy zadajecie nam takie pytania, to jak waszym zdaniem mam się czuć?”. Nie potrafiliśmy odpowiedzieć.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.