To nie była rewolucja
Ruchy protestu są nieczęste, trudne i pełne sprzeczności, rzadko kiedy pokojowe i bezkrwawe. A jednak dziś mówimy o nich więcej, szukamy ich dookoła siebie i im kibicujemy
Jedno z najczęściej i najbardziej bezczelnie nadużywanych słów. „Rewolucyjne” pomysły, technologie, ruchy społeczne i protesty często są w rzeczywistości równie wywrotowe i doniosłe jak „rewolucyjne” garnki, opiekacze do chleba i patyczki do uszu, które wciskają nam sprzedawcy telezakupów. Słowo to w marketingu i public relations może irytować i wprowadzać w błąd, być męczące, ale da się z tym żyć. Gdy jednak mówimy o polityce i życiu społecznym, przedawkowanie haseł „rewolucji” może szkodzić. Gdy się jej spodziewamy, wypatrujemy za każdym rogiem i wychowujemy kolejne roczniki absolwentów historii, nauk społecznych i studiów międzynarodowych w kulcie tej lub innej rewolucji – często zakłamanym i karykaturalnym – może naprawdę zaszkodzić. A w najgorszym razie nawet doprowadzić do tragedii. Nie raz i nie dwa w XXI w. rewolucyjne nadzieje – podkręcane przez komunikację online i popkulturę – utopiono we krwi.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.