Drybling urzędników z wirusem w meczu, którego wyniku nie znamy
J eśli pandemię można porównać do meczu piłkarskiego, to dziś jesteśmy prawdopodobnie w drugiej połowie. W pierwszej udało nam się obronić przed ofensywą wirusa; nie popełniliśmy takich błędów jak Włosi czy Brytyjczycy. Teraz gramy o zwycięstwo, tylko coś jest nie tak: nie możemy wyjść poza środek boiska. Przeciwnik stosuje sprawny pressing, blokuje nas, nie daje nam dojść pod bramkę. Potrzebna jest zmiana strategii.
fot. Chris Kleponis/EPA/PAP
Politycy powinni dawać przykład i nosić maseczki. Nawet Donald Trump to zrozumiał
Pandemia, podobnie jak piłka nożna, jest grą liczb. A te nad Wisłą nie wyglądają ciekawie. Od końca marca liczba wykrywanych w Polsce zakażeń koronawirusem pozostaje na mniej więcej tym samym poziomie – od 300 do 500 przypadków dziennie. Pod koniec czerwca spadła do 200, żeby potem znów wzrosnąć. Sytuacja więc nie pogarsza się, ale też nie widać znaczącej poprawy. Czyli wirus nie zepchnął nas całkiem do defensywy, ale też nie wygrywamy. Na boisku jest pat.
Niejednoznacznie prezentują się również statystyki ligowe. Co prawda pod względem liczby śmiertelnych przypadków na milion mieszkańców jesteśmy na 71. miejscu w tabeli (ta 22 lipca wynosiła 43, przy czym średnia dla całego świata to niemal 80). Jednak już pod względem liczby nowych pacjentów, u których wykryto koronawirusa, plasujemy się na wiele gorszej pozycji – 21. na 215 uwzględnionych państw i terytoriów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.