Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Nikt nie wie nic, czyli o smartfonie w kampanii

13 lipca 2020
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

N ie wiem, czy celowo, czy przez przypadek, ale jednym z tematów kampanii wyborczej stała się opłata reprograficzna od smartfonów. Po medialnych doniesieniach o tym, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pracuje nad propozycją wprowadzenia takiej opłaty, do sprawy odniósł się prezydent Andrzej Duda, stwierdzając na Twitterze, że byłoby to „niesprawiedliwe i konstytucyjnie wadliwe”. Wicepremier i minister kultury Piotr Gliński oświadczył na to, że tweet prezydenta dotyczył „podatku od smartfonów”, a takiego podatku nikt nigdy nie zamierzał wprowadzać, bo podatki płaci się na rzecz państwa. Rzecznik rządu Piotr Müller zaznaczył z kolei, że zapowiedź prezydenckiego weta zamyka temat, zapominając prawdopodobnie, że o obciążeniu opłatą reprograficzną decyduje rozporządzenie MKiDN, a nie ustawa. Z szumu medialnego wokół tej sprawy trudno już cokolwiek zrozumieć. Spróbujmy więc uporządkować podstawowe fakty.

Zacznijmy od początku. Opłata reprograficzna (tak naprawdę to opłata od urządzeń reprograficznych i czystych nośników, ale pozostańmy przy potoczonej nazwie) to rekompensata dla twórców za to, że możemy sobie przegrać z radia na kasetę magnetofonową (tak, tak, wciąż taki nośnik widnieje w wykazie) lub dysk CD swoją ulubioną piosenkę, przegrać MP3 lub skserować książkę. To rekompensata za dozwolony użytek. W ramach niego mamy prawo nie tylko przegrać dla siebie płytę CD, ale także dać ją bliskiemu znajomemu. Z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że wówczas nie kupi on już tej płyty, co oczywiście pomniejsza zysk artystów. Właśnie po to, żeby nie byli stratni, wymyślono opłatę reprograficzną. Jest ona wliczana w cenę takich urządzeń jak nagrywarki CD, odtwarzacze MP3, dyski komputerowe czy kserokopiarki, jak również nośników, jak czyste płyty CD-R, karty pamięci czy papier kserograficzny. Maksymalna opłata wynosi 3 proc. ceny. Producenci i importerzy przekazują ją organizacjom zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, a te dzielą je między twórców.

Przy okazji warto sprostować jeszcze jedną nieprawdę – opłata reprograficzna jest czasem nazywana „podatkiem od piractwa”. Trudno o bardziej mylne określenie. Nie może być żadnego „podatku od piractwa”, bo ono po prostu jest nielegalne. Powtórzmy – opłata reprograficzna to rekompensata za dozwolony użytek osobisty, czyli to, na co pozwala nam prawo.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.